Etymologiczna opowieść zimowa. Część 1: Zima i jej kuzyni

Inne wpisy z tej serii
Etymologiczna opowieść zimowa. Część 2: O śnieżeniu
Etymologiczna opowieść zimowa. Część 3: Rzecz na Nowy Rok
Etymologiczna opowieść zimowa. Część 4: Zagadka baraniego skoku

Sądząc ze śladów zachowanych w słownictwie języków indoeuropejskich, najbardziej wyrazistą porą roku w praojczyźnie Indoeuropejczyków była zima; dobrze zachowała się także nazwa wiosny, natomiast lato i jesień mają różne nazwy w różnych grupach języków i trudno zrekonstruować na ich podstawie prajęzykowe określenia pór roku. O wiośnie porozmawiamy, jak przyjdzie, a na razie zajmijmy się zimą.

Zima bałtosłowiańska i pogłębiona rekonstrukcja

Polskie słowo zima ma oczywiste odpowiedniki – praktycznie identyczne, pomijając trywialne różnice wymowy – w innych językach słowiańskich, a także w grupie bałtyjskiej (litewskie žiema, łotewskie ziema, staropruskie semo). Wszystkie te wyrazy pochodzą od prabałtosłowiańskiego *dźeimā. Tyle możemy wydedukować bez sięgania po dane z innych języków. Jednak bałtosłowiańskie * może pochodzić albo z dawniejszego *ǵ (palatalnego, czyli „miękkiego” odpowiednika *g), albo z *ǵʰ, o tym samym miejscu artykulacji, ale wymawianego przydechowo.

Na pytanie, z którą możliwością mamy do czynienia, odpowiedzi trzeba szukać w językach, które zachowały kontrast między tymi spółgłoskami. Należą do nich między innymi łacina i greka. Praindoeuropejskie *ǵ rozwijało się w greckie i łacińskie g, natomiast przydechowe *ǵʰ – w łacińskie h i starogreckie kh (zapisywane za pomocą litery χ). Zima po łacinie nazywała się hiems, a po grecku kʰeimṓn, a zatem sprawa jest jasna: słowo oznaczające zimę miało podstawę słowotwórczą *ǵʰejm- lub *ǵʰjem-, do której mogły być dodawane różne przyrostki. Ruchomość samogłoski *e sugeruje, że sama podstawa miała pierwotnie budowę złożoną: *ǵʰej plus przyrostek *-em-. W zależności od tego, gdzie padał akcent, połączenie to było realizowane jako *ǵʰéj-m- lub *ǵʰj-ém-.

Ryc. 1

Nie wiemy, czy rdzeń *ǵʰej- występował kiedyś samodzielnie ani co mógł oznaczać. Sufiks *-(e)m- występuje tylko w paru rzeczownikach, co prawda szeroko rozpowszechnionych, ale zbyt nielicznych, żeby na ich podstawie dało się coś powiedzieć o jego funkcji. Te szczegóły giną w mrokach pradziejów. Natomiast metody używane w językoznawstwie historycznym pozwalają nam zrekonstruować jako formę wyjściową dla późniejszego rozwoju rzeczownik rodzaju nijakiego, czyli nieożywiony, *ǵʰéjm̥ (z sylabicznym * na końcu). Tak wyglądały jego mianownik i biernik, nierozróżniane w rodzaju nijakim. W przypadkach zależnych (takich jak np. dopełniacz) przybierał on formę *ǵʰjém-, z akcentem przesuniętym na przyrostek, do której dołączały się końcówki przypadków. Oznaczał on najprawdopodobniej ‘opad śniegu’ lub ‘śnieżycę’.

Praindoeuropejskie rzeczowniki nijakie w zasadzie nie miały prawdziwej liczby mnogiej. Zamiast niej występowała forma zbiorowa (tzw. collectivum), oznaczającą „pewną ilość” czegoś bez liczenia w sztukach (aczkolwiek już w czasach praindoeuropejskich można było używać collectivum także z liczebnikami). Bez wdawania się w szczegóły techniczne powiem tylko, że collectivum, o którym mówimy, brzmiało *ǵʰéjōm w mianowniku i bierniku, w przypadkach zależnych przybierało natomiast formę nieakcentowaną *ǵhim- z odpowiednią końcówką deklinacyjną (np. dopełniacz l.poj. *ǵʰim-és). Prócz tego istniała specjalna forma miejscownika, *ǵʰjém(-i) (*-i było opcjonalne, miejscownik występował też w wariancie bezkońcówkowym).

Collectivum mogło przybierać znaczenia takie jak ‘śniegi’, ‘pora śnieżyc’, a stąd już tylko krok do znaczenia ‘zima’. Zatem miejscownik *ǵʰjém(-i) oznaczał ‘w okresie śnieżyc, zimą’. Spotykamy go już w najdawniejszym odgałęzieniu rodziny indoeuropejskiej, czyli w językach anatolijskich: hetyckie giemi oznaczało właśnie ‘w zimie, zimą’. Niewykluczone, że miejscownik (jako określenie czasu) był używany częściej niż mianownik. Tłumaczyłoby to fakt, że łacina na jego podstawie uogólniła *ǵʰjem- > hiem- w całej odmianie rzeczownika (mianownik hiems, dopełniacz hiemis itd.).

Jak rosła zimowa rodzina słów: od zamieci do hibernacji

Collectivum rzeczownika nijakiego często przekształcało się w rzeczownik ożywiony (pierwotnie bez podziału na rodzaj męski i żeński). Tej zmianie rodzaju mogło towarzyszyć przesunięcie akcentu z rdzenia na przyrostek. Wynikiem tego procesu było *ǵʰjṓm (z wariantami *ǵʰjóm-, *ǵʰim- w zależności od przypadka). W wyrazach jednosylabowych w nagłosowej grupie spółgłosek półsamogłoska *j mogła się stawać samogłoską; *ǵʰjṓm było wówczas realizowane fonetycznie jako dwusylabowe *ǵʰiṓm. Stąd wzięło się starogreckie kʰiṓn ‘pokrywa śnieżna; woda z topniejącego śniegu’. Spółgłoska n, która rozwinęła się regularnie w mianowniku z końcowego *-m, została przez analogię przeniesiona także do pozostałych przypadków, dlatego mamy np. dopełniacz kʰiónos.

Na tym jednak nie koniec. Od rzeczownika z tematem spółgłoskowym (w tym przypadku zakończonym na *m) można było utworzyć przymiotnik *ǵʰejm-o- ‘związany ze śnieżycami’ (z odpowiednimi końcówkami deklinacyjnymi). Kiedy w językach indoeuropejskich rozwinął się żeński rodzaj gramatyczny, używano go między innymi do przekształcania przymiotników w rzeczowniki abstrakcyjne. Tak powstało słowo *ǵʰejm-ah₂ > prabałtosłowiańskie *dźeimā ‘pora zamieci śnieżnych’, czyli ‘zima’. Od słowiańskiego *zima powstał z kolei przymiotnik *zimь (z wariantem *zimьnjь) > polski zimny. Jego pierwotnym znaczeniem było ‘zimowy’; spotykamy je w polszczyźnie piętnastowiecznej, kiedy np. łacińskie tempus hībernum ‘pora zimowa, zima’ tłumaczono jako czas zimny. Również słowiańskie odpowiedniki, takie jak czeskie zimní, rosyjskie zímnij czy bułgarskie zímen, mają znaczenie ‘zimowy’.

Język praindoeuropejski pozwalał na różne sposoby tworzyć przysłówki pochodzące od rzeczowników. Miały one znaczenie praktycznie takie samo jak miejscownik i nieraz zastępowały jego formy w odmianie przez przypadki. Typowymi przedstawicielami tej kategorii są synonimowe przysłówki *ǵʰéjm-en i *ǵʰéjm-er ‘w porze śniegów, zimą’. One z kolei stawały się źródłem nowych słów pochodnych. Tak powstały starogreckie rzeczowniki kʰeimṓn < *ǵʰejmon- ‘zima’ (wspomniany już powyżej) i kʰéima < *ǵʰéjmn̥ ‘mróz, zamieć’, a także przymiotnik kʰeimerinós ‘zimowy’< *ǵʰejmer-ino-. Temu ostatniemu odpowiada praitalskie *xeim(e)rino- > prałacińskie *heimr̥no- > łacińskie hībernus, także o znaczeniu ‘zimowy’. Od przymiotnika o znaczeniu ‘zimowy’ utworzono czasownik hībernāre ‘zimować’. Niby wszyscy wiemy, że hibernacja jest związana z zimą, ale fakt, że są to słowa pokrewne (pochodzące od wspólnego przodka), może zaskoczyć laika.

W kilku językach zachowała się forma zredukowaną *ǵʰim- (z zanikiem samogłoski rdzennej), używana była jako drugi element złożeń. Na przykład, określając wiek, możemy informować słuchacza nie o tym, ile kto ma lat albo wiosen, tylko ile przeżył zim. Dwuletni (a ściśle mówiąc, „dwuzimowy”) to po praindoeuropejsku *dwi-ǵʰim-o-, a trzyletni to *tri-ǵʰim-o-. W linii rozwojowej prowadzącej do łaciny zrobiło się z tego *dwi-himo-, *tri-himo- i ostatecznie łacińskie bīmus, trīmus. Z kolei złożenie *dus-ǵʰim-o- ‘podobny do złej zimy lub zamieci’ przekształciło się w starogrecki przymiotnik poetycki dúskʰimos ‘groźny, budzący lęk’.

Ryc. 2.

Monstrualne kozy i podniebne szczyty

Zwierzę jednoroczne można było określić jako *ǵʰimro- (dosłownie: ‘mające [jedną] zimę’); stąd się wzięło pragermańskie słowo *gimrī(n)- ‘owca między pierwszym a drugim strzyżeniem’ z przyrostkiem sygnalizującym rodzaj żeński. Słowo to – dobrze zachowane w językach północnogermańskich (np. islandzkie gimbur), zostało także zapożyczone w formie gimmer od średniowiecznych skandynawskich osadników przez północne dialekty języka angielskiego i bliski im historycznie język scots. Ma ono odpowiednik grecki: *ǵʰimrih₂ > kʰímaira. Wyraz ten przybrał w grece niewinne znaczenie ‘samica kozy’ (niekoniecznie w drugim roku życia), ale znamy go lepiej jako imię własne mitycznego potwora – Kʰímaira ‘Chimera’. Było to surrealistyczne monstrum skomponowane z części różnych zwierząt: lwa, kozy (do tego ziejącej ogniem) i węża. Współczesne języki zapożyczyły to słowo na oznaczenie czegoś urojonego lub dziwacznego. Natomiast w języku nauki chimera to organizm zbudowany z komórek różniących się genetycznie, a także nazwa ryb chrzęstnoszkieletowych z rzędu zrosłogłowych (Holocephali), odznaczających się osobliwym wyglądem. Związek etymologiczny wszelakich chimer z ‘zimą’ kompletnie zatarł się w świadomości językowej (tak było już w starożytnej Grecji).

Ryc. 3.

Pominę pokrewne słowa ormiańskie, albańskie czy celtyckie. Jest ich niemało, ale nie skończyłbym tego wpisu do jutra, gdybym chciał wyczerpać temat. Nie sposób jednak nie napomknąć o językach indoirańskich. Zachowały się w nich między innymi refleksy przysłówka *ǵʰéjm-en ‘w zimnej porze roku’ (staroindyjskie héman) i rzeczownika rodzaju nijakiego *ǵʰim-ó- ‘coś związanego z zimą’ > praindoirańskie *dźʰimá- > staroindyjskie himá- ‘mróz, szron, śnieg’. Wydawałoby się, że w Indiach zima i śnieg nie są zjawiskami pospolitymi, ale przecież północne Indie leżą u stóp Himalajów, najwyższych gór świata, o szczytach skutych lodowcami i pokrytych śniegiem. Ich nazwa wywodzi się z sanskrytu: Himālaya- to złożenie słów himá- (patrz wyżej) i ālaya- ‘dom, schronienie’, oznacza zatem ‘miejsce, gdzie mieszka mróz’.

W następnym odcinku tej zimowej serii zajmiemy się śniegiem i przekonamy się, że powiązania etymologiczne polskiego słowa śnieg z rozmaitymi wyrazami pokrewnymi w innych językach indoeuropejskich są równie zaskakujące jak związek zimy z hibernacją, chimerą i Himalajami.

Opis ilustracji

Ryc. 1. Pieter Breughel Starszy, Zimowy pejzaż z łyżwiarzami i pułapką na ptaki. Obraz, namalowany w 1601 r., jest zapewne najpopularniejszym w dziejach pejzażem zimowym. Był kopiowany lub trawestowany ponad sto razy, głównie przez Pietera Breughela Młodszego i malarzy zatrudnionych w jego pracowni, ale także przez innych malarzy XVII w. (domena publiczna).
Ryc. 2. Chimera z Arezzo (etruskie Aritim), rzeźba z brązu, dzieło sztuki etruskiej z ok. 400 r. p.n.e. Narodowe Muzeum Archeologiczne we Florencji. Etruskowie inspirowali się kulturą i sztuką grecką, przejęli też od Greków wynalazek alfabetu. Na prawej przedniej łapie Chimery widnieje krótka inskrypcja wotywna w alfabecie etruskim: TINSCVIL ‘ofiara dla boga Tinii’ (odpowiednika Zeusa i Jowisza). Foto: sailko. Źródło: Wikimedia (licencja CC BY-SA 3.0).
Ryc. 3. Dolina rzeki Marśyāṅdī w Himalajach (Nepal). W tle szczyt Annapurna II. Foto: Sergey Ashmarin. Źródło: Wikipedia (licencja CC BY-SA 3.0).

Skąd się wzięła czerwień. Część 1: Rozprawa o robokach

Inne wpisy z tej serii
Skąd się wzięła czerwień. Część 2: Od czerwia do nazw kolorów
Skąd się wzięła czerwień. Część 3: Pluskwiaki w sklepie spożywczym

Roboki som wselenijako łezmajte: zwycajne i zmutowane

W naiwnej, przednaukowej klasyfikacji robakiem nazywano w zasadzie dowolne zwierzę niebędące ssakiem, ptakiem ani rybą, mające sześć lub więcej odnóży albo beznogie. Nie jest to definicja ścisła i jednoznaczna, bo nie o ścisłość chodziło, ale o ogólne wrażenie: robak to coś, co pełza i wije się, a często także dokucza (patrz załączona pod wpisem Rozprawa o robokach Kazimierza Grześkowiaka). Język praindoeuropejski dysponował na określenie takich zwierząt słowem *kʷr̥mis (z sylabicznym *r). Jest ono solidnie poświadczone w językach celtyckich, bałtosłowiańskich i indoirańskich, a także w albańskim. Natomiast w grupie italskiej i germańskiej spotykamy refleksy bardzo podobnego słowa *wr̥mis, które zapewne powstało wskutek zniekształcenia szerzej rozpowszechnionego wariantu. Przyczyną mogła być kontaminacja, czyli upodobnienie – wskutek przypadkowego skojarzenia – do jakiegoś innego słowa o podobnym znaczeniu, ale po tysiącach lat trudno ustalić szczegóły tego procesu.

Końcowe *-s było końcówką mianownika liczby pojedynczej, a nie nieodłączną częścią rzeczownika, więc możemy je pominąć i zapisywać powyższe słowa jako *kʷr̥mi- i *wr̥mi- (z dołączanymi końcówkami odmiany). Od *wr̥mi- pochodzi łacińskie vermis, a także germańskie *wurmiz > gockie waurms, staroislandzkie ormr (orm we współczesnych językach skandynawskich), niemieckie Wurm, angielskie worm itd.

Germanie uogólnili pojęcie robaka podobnie jak Grześkowiak, rozciągając je nie tylko na beznogie gady (padalec nazywa się po angielsku slowworm), ale nawet na mityczne monstra przypominające gady, czyli na smoki, które przecież także mogą pełzać i wić się. Staroangielskie słowo wyrm (przodek dzisiejszego worm) mogło oznaczać dżdżownicę (reġn-wyrmrobak deszczowy’) lub larwę muchy, ale także smoka. W finale poematu Beowulf tytułowy bohater zostaje śmiertelnie ranny w walce ze strzegącym skarbów potworem określanym na zmianę jako wyrm lub draca (to drugie to synonim zapożyczony z języków klasycznych). W mitologii skandynawskiej świat ludzi, Midgard, opasany był przez żyjącego w oceanie gigantycznego węża, tak wielkiego, że otoczywszy wszystkie lądy, mógł chwycić w zęby własny ogon. Jednym z imion, jakimi go określano, było Miðgarðsormr, czyli ‘robak Midgardu’, przy czym oczywiście nie chodziło o dżdżownicę.

Roboki indoirańskie i bałtosłowiańskie

Z przyczyn, które później staną się oczywiste, bardziej jednak będą nas interesowały słowa pochodzące od *kʷr̥mis w dwóch gałęziach rodziny indoeuropejskiej: indoirańskiej i bałtosłowiańskiej. W obu grupach początkowe * straciło labializację (towarzyszące spółgłosce zwartej zaokrąglenie warg) i zmieniło się w zwykłe *k. Stąd mamy praindoirańskie *kr̥mi- (np. w staroindyjskim kṛ́mi- ‘robak, owad’). Zapamiętajmy sobie na późniejszy użytek kilka typowych refleksów irańskich: średnioperskie kirm (od III w. p.n.e. do VII w. n.e.) i nowoperskie kerm.

Teraz możemy przejść do języków bałtosłowiańskich W tej grupie sylabiczne *r̥ rozwinęło się w sekwencję *ir, stąd prabałtosłowiańskie *kirmi-, dobrze widoczne w litewskim kirmis i łotewskim cirmis ‘robak, larwa, gąsienica’ (itp.). Słowo to dało początek wielu bałtyjskim wyrazom pochodnym, zwłaszcza zdrobnieniom. Jedno z nich, litewskie kirmėlė, straciło (co się często zdarza) odcień zdrobniały i zaczęło oznaczać to samo co starsze kirmis. Z jakiegoś wczesnego stadium języków bałtyjskich zapożyczyli omawiane słowo przodkowie ludów fińskich w znaczeniu ‘wąż’ (dzisiejsze fińskie käarme).

Etymologia i entomologia: na scenę wkraczają czerw i czerwiec

A co widzimy w językach słowiańskich? Widzimy ślady oczekiwanego prasłowiańskiego *čьrmь, które dałoby hipotetyczne polskie *czerm, niepoświadczone bezpośrednio, ale powrócę jeszcze do tej kwestii. Zdecydowanie przeważa inny wariant, mianowicie *čьrvь (polskie czerw, dopełniacz czerwia, dowodzący historycznej miękkości końcowej spółgłoski). O ogólnosłowiańskim zasięgu tego zmutowanego wariantu świadczą liczne wyrazy pokrewne w wielu językach: rosyjskie červʹ, ukraińskie, czeskie i słowackie červ, słoweńskie črv, górnołużyckie čerw, serbsko-chorwackie crv, staro-cerkiewno-słowiańskie črьvь, bułgarskie červej itd.

Słowo *čьrvь nie ma odpowiedników poza językami słowiańskimi, ale musiało powstać już w języku prasłowiańskim jako wariant *čьrmь, które zostało przez nie prawie całkowicie wyparte. Żadna regularna słowiańska zmiana językowa nie wyjaśnia zastąpienia *m przez *v, więc tak jak w przypadku *wr̥mi- można podejrzewać kontaminację. Moim zdaniem słowem, które mogło wpłynąć na zniekształcenie pierwotnego *čьrmь, było zbliżone fonetycznie *morvь ‘mrówka’ (z licznymi pochodnymi tworzonymi przez dodawanie sufiksów), również o bardzo szacownym indoeuropejskim rodowodzie. I jak od *morvь można było urobić derywat *morvьcь (spotykany w dialektach polskich jako mrowiec, alternatywne określenie mrówki), tak od *čьrvь pochodzi *čьrvьcь > polski czerwiec.

Słowo to z pochodzenia było prasłowiańskim zdrobnieniem, czyli początkowo wyrażało zabarwienie uczuciowe, ale formant -ec w języku polskim nie ma już tej funkcji i tworzy tzw. „rzeczowniki ogólnikowo pochodne”. Na przykład chłopiec to wyraz pozostający dziś z chłopem w luźnym związku historycznym; nie oznacza chłopa niskiego wzrostu ani traktowanego protekcjonalnie (tę rolę przejął chłopek). Czerwiec oznaczało więc mniej więcej to samo co czerw, ale jako słowo nacechowane morfologicznie (ozdobione sufiksem) miało tendencję do specjalizacji semantycznej – zawężania znaczenia do jakiegoś szczególnego rodzaju czerwia. Taki „podział pracy” między synonimami jest zjawiskiem częstym w historii języków i może prowadzić do skomplikowanych modyfikacji znaczenia. Od starego słowa kół ‘pal’ mamy derywaty kolec (starszy) i kołek (młodszy i bardziej przejrzysty). Im starszy wyraz pochodny, tym bardziej różni się znaczeniowo od swojej historycznej podstawy słowotwórczej, ponieważ miał więcej czasu na samodzielną ewolucję. Podobnie stółstolec (≠ stołek) albo dwórdworzec (≠ dworek).

Robok polski, czyli Porphyrophora polonica, i jego miesiąc

W języku polskim czerw (staropolskie czyrzẃ, czyrẃ, czérẃ) oznaczał początkowo dowolnego „robala”, zawłaszcza larwę owada uważanego za szkodnika (np. w XVI w. larwa wołka zbożowego bywała określana jako żytny czerw), ale dziś odnosi się bardziej szczegółowo do larw błonkówek (pszczół, os, mrówek itp.) oraz muchówek. Jako termin fachowy (pszczelarski, entomologiczny) lub słowo książkowe raczej nie występuje w języku potocznym. Zastąpiło je słowo chrobåk > robåk (dzisiejsze robak).

Natomiast czerwiec (czyrzwiec, czérwiec itp.) uległ jeszcze dalej posuniętej specjalizacji. W tej części Słowiańszczyzny, gdzie obecnie leży Polska, zawęził się znaczeniowo do nazwy konkretnego gatunku owada, zwanego przez entomologów czerwcem polskim (Porphyrophora polonica). Jest to pluskwiak żerujący na roślinie, na którą również przeniesiono „ogólnikowo pochodną” nazwę czerwiec. Chodzi o czerwiec trwały (Scleranthus perennis), raczej niepozorną roślinę z rodziny goździkowatych. Występuje ona dość pospolicie w Europie i zachodniej Azji; lubi suche, piaszczyste gleby i chętnie rośnie na nieużytkach przekształconych przez człowieka, na przydrożach i ugorach. Dziś mało kto zwraca na nią uwagę, jednak dawniej była tak ważna, że za jej sprawą słowo czerwiec uzyskało jeszcze jedno znaczenie – nazwy miesiąca, w którym na miejscach porośniętych przez czerwiec rośliny wykopywano specjalną łopatką z korzeniami, otrząsano na rozłożone na ziemi płachty, a następnie wsadzano z powrotem do ziemi. A wszystko po to, żeby zebrać przyczepione do korzeni ciemnoczerwone lub fioletowe napęczniałe cysty pluskwiaka – okrągłe larwy, u których na tym etapie życia zanikały odnóża i czułki. Stąd się wzięło dawne powiedzenie cytowane przez Zygmunta Glogera w Encyklopedii staropolskiej (1900–1903): „W czerwcu pod czerwcem siedzi czerwiec”.

Ryc. 1.

Wcześniejszą nazwą miesiąca był czerwień (z wariantami czyrzwień, czyrwień, dopełniacz czerwnia), wyraz będący w takim stosunku do czerwia, jak sierpień i wrzesień do sierpa i wrzosu (czyli oznaczający po prostu ‘miesiąc czerwia’). Zresztą także lipiec był nazywany lipień. Oba warianty były używane wymiennie do XVI w., po czym utrwaliły się formy czerwiec i lipiec. Podobnie zbudowane są nazwy czerwca w sąsiednich językach słowiańskich: białoruskie červjenʹ, ukraińskie červenʹ, czeskie červen). Żeby nie było zbyt prosto, lipiec nazywa się po czesku červenec, a w XV w. mamy też poświadczony polski czyrwień w znaczeniu ‘sierpień’. Z północnych języków słowiańskich wyraz przeniknął na Bałkany jako nazwa lipca (staro-cerkiewno-słowiańskie črъvljenyi, bułgarskie červen). Ogólnie można zatem stwierdzić, że „sezon czerwia” zaczynał się jego zbiorem na na początku czerwca, ale trwał przez całe lato, zapewne w związku z przetwarzaniem zbiorów w produkt handlowy i jego wędrówką szlakami kupieckimi.

Ryc. 2.

Zapomniany bohater

Tak się złożyło, że choć czerwiec polski (czyli pluskwiak) był szeroko rozsiedlony w północnej Eurazji, od Francji po Chiny (szczególnie wzdłuż strefy stepów i lasostepów), to centrum jego występowania znajdowało się na obszarze dzisiejszej Polski, Ukrainy i Białorusi, zahaczając także o Niemcy, Czechy, Litwę i Łotwę. Na tym obszarze było go tyle, że mógł być zbierany w celach komercyjnych (a jakich konkretnie, o tym będzie mowa w kolejnym odcinku).

Ryc. 3.

Jeszcze w XVIII i XIX w., choć czerwiec stracił znaczenie handlowe, pozostawał (pod postacią charakterystycznych poczwarek) owadem dobrze znanym. Jak jest obecnie, trudno stwierdzić, bo od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku publikowanych doniesień o obserwacji czerwca mamy jak na lekarstwo. Nawet na stronach projektu iNaturalist, gdzie miłośnicy fotografii przyrodniczej dzielą się swoimi nieformalnymi obserwacjami (często rzadkich gatunków o zasięgu słabo zbadanym przez specjalistów), liczba obserwacji czerwca polskiego wynosi równe zero. Na pewno nie wyginął całkowicie, bo pojedyncze stanowiska są dokumentowane tu i ówdzie, ale z równą pewnością można stwierdzić, że jest gatunkiem silnie zagrożonym. Z niezrozumiałych powodów owad wyjątkowo zasłużony w historii Polski i noszący oficjalnie nazwę gatunkową polonica nie jest w naszym kraju objęty ochroną gatunkową.

Czym konkretnie zasłużył się czerwiec i co z tego wynika dla nazewnictwa kolorów – to temat na drugą część miniserii.

Opisy ilustracji

Ryc. 1. Czerwiec trwały (Scleranthus perennis), okolice Głuszyny pod Poznaniem, Wielkopolska. Foto: wojtest Źródło: iNaturalist (licencja CC BY-NC 4.0).
Ryc. 2. Stadia życiowe czerwca polskiego. Rycina z dzieła Johanna Philippa Breynego (1731), Historia naturalis Cocci radicum tinctorii, quod Polonicum vulgo audit. Źródło: Pomorska Biblioteka Cyfrowa (domena publiczna).
Ryc. 3. Uskrzydlony samiec czerwca polskiego, sfotografowany w południowej Francji. Samice są znacznie większe, bezskrzydłe i neoteniczne (dorosłe wyglądają nadal jak larwy). Foto: brigitte. Źródło: Galerie du Monde des insectes (licencja CC BY-C).

Lektura dodatkowa

Występowanie czerwca polskiego w Polsce współczesnej
https://baza.biomap.pl/pl/getpdf/11064_Lagowska_B_et_al_2006.pdf
https://baza.biomap.pl/pl/taxon/species-porphyrophora_polonica/default

Dodatek obowiązkowy

Rozprawa o robokach.