Najłatwiejsze dźwięki świata (4): Ř, czyli jak utrudnić sobie życie, próbując je ułatwić

Pozostałe wpisy z tej serii

Najłatwiejsze dźwięki świata (1): podstawy teoretyczne
Najłatwiejsze dźwięki świata (2): dziury w systemie
Najłatwiejsze dźwięki świata (3): RRRrrr, czyli ukryta różnorodność warkotów

Temat pokrewny

Prawdziwy zbójnik nie sepleni, czyli skąd się wzięło mazurzenie w górach

Słowiańskie zmiękczenia

Pisałem tu już kiedyś o pierwszej i drugiej palatalizacji oraz tzw. palatalizacji progresywnej w języku prasłowiańskim. Nie wdając się w szczegóły techniczne, powiem tylko, że były to procesy fonetyczne zmieniające wymowę spółgłosek tylnojęzykowych (*k, *g, *x) w sąsiedztwie samogłosek przednich (takich jak np. *i czy *e). Ponieważ samogłoski te, jak sama nazwa wskazuje, artykułowane są z przesunięciem najwyższego punktu języka ku przodowi jamy ustnej (w stronę podniebienia twardego), ma to wpływ na wymowę sąsiedniej spółgłoski. Ruchy artykulacyjne związane z głoskami występującymi jedna po drugiej częściowo nakładają się na siebie, a granica między nimi staje się nieostra, co ułatwia przechodzenie od dźwięku do dźwięku, gdyż zwalnia nas od konieczności idealnego synchronizowania czynności narządów mowy. Na podobnej zasadzie w odręcznym piśmie litery wiążą się z sobą, dzięki czemu piszemy szybciej, niż gdybyśmy musieli wyraźnie rozdzielać znaki jak w piśmie drukowanym.

Pierwsza palatalizacja odpowiada za zachowane w języku polskim wymiany dźwięków takie jak wilk, róg, duch | wilczek, rożek, duszek, a druga – za takie jak ręka, droga, socha | ręce, drodze, sosze. Spółgłoski tylnojęzykowe najbardziej spośród wszystkich podatne są na wpływ samogłosek, ponieważ tylna część języka, która bierze udział w ich wymawianiu, jest zarazem odpowiedzialna za zmienianie kształtu komory rezonansowej nadającej samogłoskom barwę akustyczną. Pod wpływem samogłoski przedniej tylnojęzykowe [k] zmienia się w „zmiękczone” [kʲ], które z kolei łatwo ewoluuje w spółgłoskę zwartoszczelinową typu [tʃ] lub [tɕ] (przy których wymowie język jeszcze bardziej przesuwa się ku przodowi). Procesy tego typu zaszły niezależnie od siebie w niezliczonych językach, dlatego spółgłoski tylnojęzykowe należą do najmniej stabilnych w skali czasu, w której działa ewolucja językowa (setki lub tysiące lat).

Innym zjawiskiem prasłowiańskim tego rodzaju była tzw. jotacja, czyli zmiany fonetyczne zachodzące w dawnych połączeniach spółgłosek z półsamogłoską *j. Jotacja wywierała silny wpływ zmiękczający na spółgłoski wargowe i przedniojęzykowe. Na przykład w kombinacjach *tj, *dj, *sj spółgłoska przedniojęzykowa „wchłaniała” *j i przejmowała jej charakter palatalny. Zmiękczone spółgłoski, które rozwinęły się z tych połączeń, w języku polskim brzmią dzić c, dz, sz, ale np. w rosyjskim odpowiadają im č, ž, š, w bułgarskim št, žd, š, a w serbsko-chorwackim ć, đ (= polskie ), š. Przykładem może być *světja > pol. świeca, ros. svečá, bułg. svešt, serb.-chorw. svijeća lub sveća.

Dalsze zmiękczanie i odmiękczanie

W czasach, gdy język prasłowiański rozpadał się na odmiany regionalne, z których powstały współczesne języki słowiańskie, niektóre z nich poszły jeszcze dalej na drodze do zharmonizowania wymowy spółgłosek i następujących po nich samogłosek. Praktycznie wszystkie spółgłoski były zmiękczane przed samogłoskami przednimi, a miękkość ta utrwaliła się na tyle, że nawet jeśli jakiś późniejszy proces zmienił wymowę samogłoski z przedniej na tylną, spółgłoska pozostała miękka. Na przykład w prasłowiańskim słowie *tesъ ‘cios’ zmiękczone * zmieniło się w polskie[tɕ], które nadal wymawiamy w ten sposób, choć w dialekcie słowiańskim, z którego rozwinęła się polszczyzna, odziedziczone *e zmieniało się w [ɔ], gdy występowała po nim twarda spółgłoska przedniojęzykowa. Podobne, choć mniej zaawansowane zmiękczenie widzimy w języku rosyjskim. Utrzymał on wymowę typu [tʲ] z silną tendencją do artykulacji zwartoszczelinowej: [tsʲ]. Współczesnym rosyjskim refleksem prasłowiańskiego *tesъ jest tës /ˈtʲos/, które w dokładniejszej transkrypcji fonetycznej można zapisać jako [ˈtsʲɵs]. Fakt, że podobnie jak w polskim samogłoska uległa późniejszym zmianom, nie spowodował „odwołania” zmiękczenia spółgłoski wywołanego przez dawniejsze *e. W rezultacie polskie ć /tɕ/ i rosyjskie t’ /tʲ/ utrwaliły się jako nowe fonemy – miękkie (spalatalizowane) odpowiedniki twardego /t/. Stąd mamy lato, ogród, las, wóz, ale w lecie, w ogrodzie, w lesie, w wozie.

Choć język ukraiński jest blisko spokrewniony z rosyjskim, a czeski z polskim, w obu z nich palatalizacja była mniej zaawansowana i na wczesnym etapie ich rozwoju w wielu kontekstach fonetycznych uległa cofnięciu. Odpowiednikiem polskiego słowa cios w obu językach jest tes /ˈtɛs/, z twardą wymową /t/, podobnie jak w prasłowiańskim. Nie jest to jednak utrzymanie stanu pierwotnego, tylko powrót do niego, zanim zmiany stały się nieodwracalne.W przypadku języka czeskiego odwrócenie historycznej palatalizacji nastąpiło mniej więcej w XIII w. Co ciekawe, w niektórych wyrazach polskich również „przywrócono” spółgłoskę twardą pod wpływem czeskim. Dlatego mamy dziś serce, wesele, obywatel, Władysław zamiast staropolskich sir(d)ce lub sierce, wiesiele, obywaciel, Włodzisław. Moda na naśladowanie wymowy czeskiej panowała w XIV–XVI w., kiedy język czeski cieszył się znacznym prestiżem w Europie Środkowej.

Czeski wyjątek

Mimo ogólnej tendencji do odmiękczania spółgłosek Czesi zrobili wyjątek dla jednej z nich. Rzecz dziwna, była to akurat spółgłoska, która stosunkowo rzadko ulega palatalizacji, mianowicie *r, realizowane w prasłowiańskim jako spółgłoska przedniojęzykowa wibrująca lub uderzeniowa (patrz poprzedni wpis z tej serii). Dla prostoty przyjmijmy transkrypcję fonetyczną [r], pamiętając o tym, że w wielu przypadkach „wibracja” może oznaczać pojedynczy kontakt czubka języka z dziąsłem (czyli [ɾ]). W prasłowiańskim istniało połączenie *rj, jak w słowie *morje ‘morze’, a w dialekcie zachodniosłowiańskim, z którego rozwinął się zarówno polski, jak i czeski, zarówno ta grupa spółgłoskowa, jak i zwykłe *r w pozycji przed samogłoską przednią rozwinęły się w miękkie *. Przesunięcie masy języka w przód i podniesienie jej ku podniebieniu twardemu (jak przy wymawianiu *i lub *j) utrudnia jednoczesne wprawienie czubka języka w ruch wibrujący, więc choć [rʲ] występuje w różnych językach (choćby w rosyjskim), jest spółgłoską dość rzadką i historycznie niezbyt stabilną. Jeśli mówiącemu szczególnie zależy bardziej na uwydatnieniu palatalności, może nieco przesadzić ze zbliżeniem języka do podniebienia, przez co zamiast dźwięku przypominającego [j] pojawia się artykulacja bardziej zamknięta, szczelinowa, typu [ʒ]. Tak jak w przypadku zwykłego [ʒ], towarzyszy jej zwykle wysunięcie i zaokrąglenie warg, podkreślające pożądany efekt akustyczny.

O ile w przypadku [rʲ] mamy do czynienia z głoską sonorną, której towarzyszy zabarwienie palatalne, to szczelinowość oznacza niesonorność. Głoska zdominowana przez komponent szczelinowy staje się obstruentem. W jednym z wcześniejszych wpisów wspominałem o tym dźwięku, tak rzadkim, że nie ma dla niego wygodnego symbolu IPA. Wyjaśniłem wówczas, dlaczego uważam, że najlepiej byłoby transkrybować go [ʳʒ], gdzie podniesione [ʳ] oznacza komponent wibracyjny towarzyszący artykulacji szczelinowej [ʒ]. Wówczas łatwo zrozumieć, dlaczego głoska ta może ulec ubezdźwięcznieniu, dając [ʳʃ]. Nie ma nic niezwykłego w fakcie, że głoska wibrująca może należeć do klasy obstruentów. Analogicznie sonorna spółgłoska boczna [l] ma swój szczelinowy odpowiednik [ɬ], z którego słynie np. język walijski.

Utrudnienie wskutek ułatwienia

Wibrujące przedniojęzykowe spółgłoski szczelinowe występują tylko w kilku językach na kuli ziemskiej.1 Najbardziej znanym przykładem jest język czeski, który do zapisu [ʳʒ] i [ʳʃ] używa litery ř. Zapewne w czasie, gdy Czesi wycofywali się z regularnej palatalizacji spółgłosek przed samogłoskami przednimi, ř już tak bardzo różniło się od zwykłego r, że nie było traktowane jako jego zmiękczony odpowiednik, ale jako istotnie różna spółgłoska przesunięta do innej klasy dźwięków – obstruentów. Zapobiegło to powrotowi do wymowy [r] (jak w słowackim lub ukraińskim).

Język polski także posiadał dźwięki zapisywane rz, a wymawiane [ʳʒ] i [ʳʃ] aż do XVII w.2, jednak w końcu komponent wibracyjny zupełnie uległ zanikowi, a to, co pozostało, czyli [ʒ], [ʃ], utożsamiło się fonetycznie z dźwiękami ż, sz (obecnie wymawianymi [ʐ], [ʂ]). Resztki dawnej wymowy rz można spotkać w kilku peryferyjnych, bardzo konserwatywnych gwarach polskich i kaszubskich, ale wszędzie jest to zjawisko szybko zanikające. Czeskie ř na razie uniknęło podobnego losu, jest to jednak głoska trudna w realizacji: dzieci przyswajające język czeski późno opanowują jej poprawną wymowę. Choć panuje opinia, że we wzorcowej wymowie czeskiej podczas artykulacji r język powinien uderzać o dziąsło 1–3 razy, a w przypadku ř – 3–5 razy, dotyczy to tylko mowy szczególnie starannej, kontrolowanej. Badania fonetyczne dowodzą, że w mowie swobodnej najczęściej mamy do czynienia z jednym uderzeniem. Prawdę mówiąc, brak kontaktu czubka języka z dziąsłem (czyli zanik wibracji) zdarza się w praktyce znacznie częściej niż dwa uderzenia. Z tego względu kontrast między czeskim ř a niewibrującym szczelinowym ž /ʒ/ lub š /ʃ/ może się zacierać w szybkiej, spontanicznej mowie (polszczyzna przeszła tę drogę ponad 300 lat temu).

Historia ř pokazuje nieoczywiste skutki „ułatwienia wymowy” tam, gdzie koartykulacja prowadzi do konfliktu między komponentami artykulacyjnymi sąsiednich głosek. Ponieważ trudno nałożyć na siebie artykulacje typu [r] i [j], element palatalny zostaje zmodyfikowany tak, żeby nie przeszkadzał w wibracjach. Łatwiej je podtrzymać, jeśli język pozostaje luźny i nie kontrolujemy dokładnie prześwitu między jego powierzchnią a podniebieniem, a wibracje fałdów głosowych są mniej energiczne (ř, nawet w pozycjach, gdzie nie ulega ubezdźwięcznieniu, ma wymowę raczej „dyszącą” niż w pełni dźwięczną).

Ryc. 1.

Im bardziej mówiący skupiają się na tych elementach wymowy, tym bardziej głoska zaczyna żyć własnym życiem, przestaje być postrzegana jako zmiękczone [r] i ze względu na narastające znaczenie szczelinowości przenosi się do klasy obstruentów. Kiedy korelacja „twarda | miękka” przestała mieć znaczenie w czeskim, a osłabła w polskim, użytkownicy pozostali z dziwną i trudną w realizacji głoską, której częstość występowania w językach świata jest nie większa niż 0,1%. Ale skoro taki fonem już powstał, kolejne pokolenia przejmowały go, inwestując dużo wysiłku w uczenie się jego wymowy (wciąż pielęgnowanej z dumą przez Czechów). Tak oto w dość krótkim czasie można przekształcić głoskę łatwą w trudną, próbując – paradoksalnie – lokalnie zoptymalizować (czyli ułatwić) artykulację.

Ze względu na swoją wibrującą przeszłość polskie rz ma pewną ciekawą cechę: nie wzięlo udziału w zjawisku zwanym mazurzeniem, czyli w utożsamieniu głosek sz, ż, cz i s, z, c, dz, które kilkaset lat temu zaszło na dużym obszarze dialektów polskich. Ponieważ jednak jest odrębny temat, niezwiązany bezpośrednio z tą serią wpisów, opowiem o nim osobno.

Przypisy

1) Częściej bywa spotykane inne głoski wibrująco-szczelinowa, mianowicie języczkowe [ʀχ] i [ʀʁ]. Choć transkrypcja często tego nie uwzględnia, w wielu językach wymowa języczkowego /χ/ lub /ʁ/ może się stawać „chrapliwa” wskutek drgań języczka. Nie jest to jednak skutek palatalizacji, której głoski języczkowe ulegają wyjątkowo niechętnie, znacznie rzadziej niż [r], bo położenie tylnej części języka podczas ich wymowy zupełnie nie sprzyja jednoczesnemu przyjęciu pozycji odpowiadającej samogłoskom takim jak [i] lub spółgłoskom palatalnym (twardopodniebiennym) takim jak [j]. „Chrapliwość” to tylko dodatkowy efekt artykulacyjny wzmacniający wrażenie akustyczne, dzięki któremu identyfikujemy głoski języczkowe.
2) W XVI w. nie rymowano słów takich jak morze | noże, choć dopuszczalny był przybliżony rym szerzy | dzierży. Gdybyśmy mieli dziś recytować poezje Jana Kochanowskiego z wymową zbliżoną do oryginału, trzeba by było między innymi dbać o symowę rz (bierze | wieczerze) podobną do czeskiego ř.

Ilustracja

Ryc. 1. Oscylogram i spektrogram realizacji czeskiego słowa přítele [ˈpʳʃiːtɛlɛ] ‘przyjaciela’ ze stosunkowo rzadkim, dwuuderzeniowym ř, charakterystycznym dla wymowy bardzo starannej. Częściej uderzenie jest jedno lub nie ma go w ogóle. Strzałki wskazują kontakt czubka języka z dziąsłem (cykle wibracji). Czarny prostokąt pokazuje cały czas artykulacji [ʳʃ]. Widać utrzymujący się po zakończeniu wibracji bezdźwięczny komponent szczelinowy (szum, któremu nie towarzyszą wibracje fałdów głosowych). Źródło: Pavlík 2014 (fair use).

Patrz też

Praktyczne porady, jak wymawiać czeskie ř.

Zapomniane liczebniki (2): idąc samotrzeć, zyskujesz w trójnasób

Poprzednia część serii

Zapomniane liczebniki (1): Federico Fellini, Półdziewięta

Jak pokazałem w pierwszej części tej miniserii, w języku staropolskim istniały formy proste liczebników porządkowych, odziedziczone z języka prasłowiańskiego:

liczebnikrodzaj męskirodzaj nijakirodzaj żeński
1pirzwpirzwopirzwa
2wtórwtorowtora
3trzećtrzeciétrzeciå
4cz(t)wartcz(t)wartocz(t)warta
5piętpiętopięta
6szostszostoszosta
7siodmsiodmosiodma
8osmosmoosma
9dziewiętdziewiętodziewięta
10dziesiętdziesiętodziesięta

W razie potrzeby można je było tworzyć od liczebników jeszcze wyższych, ale ograniczmy się do tych, które faktycznie można spotkać w konstrukcjach staropolskich. Trzeba wspomnieć, że nawet w tych językach słowiańskich, które zachowały zarówno prostą, jak i złożoną odmianę przymiotników, w przypadku liczebników porządkowych zdecydowanie przeważała odmiana złożona. Formy proste są tak rzadkie, że można by było wątpić w ich realne istnienie, gdyby nie fakt, że to właśnie one zostały wykorzystane do tworzenia niektórych specjalnych typów liczebników: połówkowych (już omówionych) i zespołowych, o których będzie za chwilę mowa. Ponadto zdarzało się ich użycie przysłówkowe lub rzeczownikowe. Na przykład staropolski liczebnik pirzw < prasłow. *pьrvъ jest zawarty w takich słowach współczesnych jak pierw, wpierw, najpierw, a wtór został zaadaptowany jako rzeczownik o znaczeniu ‘akompaniament’.

Ponieważ już wiemy, skąd się wzięły te dziwne liczebniki, rzućmy okiem na ich kolejne zastosowanie. Polszczyzna (podobnie jak inne języki słowiańskie) posiadała tzw. liczebniki zespołowe, informujące o tym, że rzeczownik, do którego się odnoszą, jest członkiem grupy działających podmiotów o liczebności n. Były one złożeniami przymiotnika sam (w znaczeniu ‘we własnej osobie’) z liczebnikiem porządkowym w formie prostej. Do naszych czasów najlepiej zachowały się słowa samowtór ‘on sam jako drugi’ (czyli we dwójkę z kimś innym) i samotrzeć ‘on sam jako trzeci’ (czyli w towarzystwie dwu innych osób), ale w starszej literaturze (choćby w Trylogii Sienkiewicza, gdzie język dialogów, a miejscami i narracji stylizowany jest na średniopolski) można spotkać przykłady innych liczebników tego typu. Weźmy jako przykład deklarację Onufrego Zagłoby w Ogniem i mieczem:

Dalibóg, z waćpanami i z księciem naszym na czele ruszyłbym samopięt, choćby na Stambuł.

Samopięt oznacza tu ‘sam jako piąty’ (w towarzystwie was trzech i księcia). Bez księcia, ale z Wołodyjowskim, Skrzetuskim i Podbipiętą Zagłoba ruszałby samoczwart. Liczebniki zespołowe mogły przybierać także formę żeńską (rzadko nijaką). Utrwalonym w tradycji przykładem jest święta Anna samotrzecia (z Matką Boską i małym Jezusem) jako motyw ikonografii chrześcijańskiej. O ile jednak element -trzecia jest łatwo rozpoznawalny dla współczesnego oka i ucha, to trudno to samo powiedzieć o jego męskim odpowiedniku -trzeć. Dlatego jeśli ktoś, kto mało wie o starszej polszczyźnie, natyka się w literaturze na słowo samotrzeć, rozpoznaje w nim głównie element samo- i często interpretuje go jako ‘sam, w pojedynkę’, nie zawracając sobie głowy analizowaniem reszty wyrazu. Kontekst nie zawsze wyjaśnia, że chodzi o zespół. Skutek bywa taki, że słowo zostaje przyswojone w błędnym znaczeniu: ‘samodzielnie, bez towarzystwa’. I nie jest to praktyka wyłącznie współczesna ani ograniczona do osób słabo wykształconych. Ze zdumieniem natknąłem się na kilkakrotne użycie samotrzeć ewidentnie w znaczeniu ‘w pojedynkę’ w powieści Księżna łowicka Wacława Gąsiorowskiego (1869–1939; zbieżność nazwisk przypadkowa). Na przykład jeden z bohaterów (Walery Łukasiński) mówi:

– Wybornie! Tedy, mój Jędrzejowski, stawcie czoło bryce, a ja tymczasem opłotkami samotrzeć. W razie czego, nie widziałeś mnie.

… po czym samotnie kieruje się ku furtce między opłotkami.

Błędem bardzo pospolitym i popełnianym nawet przez historyków sztuki jest święta Anna samotrzeć, co można odebrać jako sugestię, że święta Anna była mężczyzną. Łatwo jednak zrozumieć, jak dochodzi do takich wykolejeń. Świadomość, że liczebniki zespołowe zawierają liczebnik porządkowy z końcówką wyrażającą rodzaj, zatarła się w świadomości użytkowników polszczyzny. Formy samowtór i samotrzeć (nawet poprawnie interpretowane pod względem semantycznym) wydają się współczesnym użytkownikom języka nie przymiotnikami, ale nieodmiennymi przysłówkami. Używamy ich rzadko i gdyby nawet strzeliło nam do głowy – na zasadzie „staropolszczyznę się mnie zachciało” – nadać styl archaiczny stwierdzeniu, że Marysia wracała ze szkoły w towarzystwie jednej bliżej nieokreślonej osoby, to powiemy raczej „Marysia wracała ze szkoły samowtór” niż „samowtóra”. Nawiasem mówiąc, w dawniejszej polszczyźnie trzeba było uważać, mówiąc tak o kobiecie, bo samowtora mogło oznaczać ‘ciężarna, brzemienna’.

Leonardo da Vinci, Święta Anna samotrzecia (albo raczej samoczwarta, jeśli doliczyć baranka). Muzeum Luwru, Paryż. Źródło: Wikipedia (domena publiczna).

W XV–XVI w. łatwo było tworzyć w ten sposób nawet dość skomplikowane liczebniki, na przykład samowtórnaćcie. Co to znaczy? Zacznijmy od tego, że liczebniki od 11 do 19 tworzono, dodając do liczebnika z zakresu 1–9 wyrażenie na dziesięcie (odpowiadające dzisiejszemu na dziesięciu): jeden na dziesięcie, dwa na dziesięcie itd. Z czasem wyrażenie to uległo uproszczeniu fonetycznemu, wskutek czego zatarła się jego struktura: na dziesięcie > -naćście, -naćcie, -naście. Liczebnikowi dwa na dziesięcie (dwanaćcie, dzisiejsze dwanaście) odpowiadał zatem liczebnik porządkowy w formie prostej wtór na dziesięcie > wtórnaćcie ‘dwunasty’. A zatem samowtórnaćcie to ‘sam plus jedenaście innych osób’ (razem dwanaście). Podobnie samotrzećnaćcie to ‘on sam plus dwanaście osób’ (razem trzynaście). Zapewne istniał także liczebnik zespołowy *samopirzwnaćcie (*samopierwnaście) ‘sam i dziesięć innych osób’ (razem jedenaście), ale nie jest on bezpośrednio udokumentowany w zachowanych tekstach staropolskich.

Fakt, że w liczebnikach połówkowych i zespołowych zachowały się formy proste liczebników porządkowych, niemal nieużywane samodzielnie nawet w najstarszej polszczyźnie, świadczy o ich bardzo dawnym pochodzeniu. Ponieważ komponent liczebnikowy przybierał w nich nietypową, niekiedy trudno rozpoznawalną postać, nic dziwnego, że bywały one przekształcane na różne sposoby, przybierając nieco przejrzystszą strukturę. Na przykład zamiast samodziesięt z czasem spotykamy samodziesiąt, samodziesięć, ewentualnie forma prosta mogła być zastępowana przez złożoną: samodziesiąty, samdziesiąty (podobnie samotrzeci, samoczwarty itp.). Zamiast wspomnianego wyżej samotrzećnaćcie w XVI w. widzimy wersję „unowocześnioną” samotrzynast. Takie rozchwianie strukturalne i mnożenie się nowych wariantów jest charakterystyczne dla formacji archaicznych i stopniowo wychodzących z użycia. Fani Andrzeja Sapkowskiego mogą się jeszcze od biedy natknąć na samoszóst (zamiast samoszost).

Istniała jeszcze jedna seria liczebników opartych na odmianie prostej przymiotników, mianowicie liczebniki zbiorowe. Do dziś używamy ich rodzaju nijakiego: dwoje, oboje, troje, czworo, pięcioro itd. Miały one pierwotnie także rodzaj męski (np. dwój, czwór) i żeński (dwoja, czwora) i zachowywały się jak przymiotniki. Dodane do rzeczownika oznaczały, że coś lub ktoś tworzy zbiór n elementów: dwój sposób, dziesięcioro przykazanie, pięciora księga. Wyrażenie dwój duch (podwójna dusza) widzimy jeszcze u Mickiewicza w wierszu Przyjaciele (o Leszku i Mieszku). W rodzaju męskim i nijakim  liczebniki dwój (dwoje), obój (oboje) i trój (troje) już w języku staropolskim upodobniły się do podobnie wyglądających zaimków (mój, twój, swój), przybierając w dopełniaczu formę dwojego, obojego, trojego (zamiast *dwoja, *oboja, *troja). Pod ich wpływem formy dopełniacza liczebników od czwór w górę zaczęły również wstawiać -g- do dopełniacza: czworaczworga. To „pasożytnicze” -g- zainfekowało pozostałe przypadki zależne (czworgu, czworgiem), a kolejny rzut infekcji ogarnął formy, z których -g- pierwotnie przywędrowało: zamiast dwojego mamy dziś dwojga. Czasem nawet mianownik poddawał się tej tendencji (siedmiorgo). Był to proces stopniowy, rozciągnięty na całe stulecia. Wyrażenia takie jak obojego rodzaju albo obojej płci można było spotkać sporadycznie jeszcze w XIX, a nawet XX w.

Już w XV w. pojawiła się konstrukcja alternatywna: liczebnik zbiorowy zaczął się zachowywać jak rzeczownik rodzaju nijakiego, a określany przezeń rzeczownik (dowolnego rodzaju) występował w dopełniaczu. Zamiast dziesięcioro przykazanie (dopełniacz: dziesięciora przykazania) pojawiło się dziesięcioro przykazań (dopełniacz: dziesięciorga przykazań). Stąd mamy także dziewiętnastowieczne Królestwo Obojga Sycylii (Sycylia właściwa plus Królestwo Neapolu). Nie było błędem użycie liczebników zbiorowych tego typu z rodzajem męskim (czworo rycerzy) lub żeńskim (dwoje panien). Ponieważ jednak poręczniej było w takich razach używać zwykłego liczebnika (czterej rycerze, dwie panny), zakres użycia liczebników zbiorowych był coraz bardziej ograniczany. Dziś używamy ich niemal wyłącznie z rzeczownikami rodzaju nijakiego oznaczającego istoty ożywione, zwłaszcza ludzi, ale fakultatywnie też zwierzęta (dwoje dzieci, troje piskląt), z rzeczownikami nieposiadającymi liczby pojedynczej (czworo drzwi), z takimi, których liczba mnoga jest dawną liczbą podwójną (ośmioro oczu) i dla wyrażenia liczebności zbioru ludzi różnej lub niewiadomej płci (trzydzieścioro demonstrantów, troje uczestników). Ponadto zachowało się kilka połączeń zakonserwowanych przez tradycję, jak dziesięcioro przykazań, trojga imion albo obojga płci (jako synonim obu płci).

Forma prosta liczebników zbiorowych rodzaju męskiego (dwój, trój, czwór) w zasadzie wyszła z użycia, ale widzimy ją okazyjnie w pierwszym członie złożeń  złożeń (trójkąt, trójnóg) oraz jako składnik serii liczebników „krotnych”, których drugim składnikiem jest zapomniany dziś rzeczownik rodzaju męskiego nasób ‘taka sama ilość, tyle samo’. Dosłownym znaczeniem wyrażenia dwój nasób było ‘podwojona ilość’. Stąd zachowane do dziś połączenia w(e) dwójnasób, w trójnasób, w(e) czwórnasób (czyli podwójnie, potrójnie, poczwórnie). Dawniej równie dobrze mogło być w dziesięciórnasób.

Nawet ludzie wykształceni i oczytani łatwo mylą te egzotyczne typy liczebników. Zdarza się w szczególności mylenie liczebników zespołowych z krotnymi. Jeśli już musimy się popisywać stylem archaizującym, to pamiętajmy: można coś komuś wynagrodzić w czwórnasób (poczwórnie, po czterykroć), ale jeśli na przykład ktoś podróżuje z trojgiem towarzyszy, to robi to samoczwart, a nie w czwórnasób. Wpadki zdarzają się każdemu. Profesor Jan Miodek, który przecież jest wybitnym polonistą i zna polszczyznę na wylot, w jednym krótkim felietonie podał dwie fikcyjne, błędnie utworzone formy: !samoczwór i !samopiąć (zamiast samoczwart, samopięt). Niech to pocieszy mniej utytułowanych koneserów staropolszczyzny.

Polszczyzna, jakiej nie znacie. Prawo Havlíka, czyli co ma piernik do Kiekrza

Każdy, kto uczył się o historii języków słowiańskich, musiał się zetknąć z terminem jery. Są to samogłoski-duchy, które w wyrazach słowiańskich raz znikają, raz się pojawiają. Bywają opisywane w mylący sposób jako „samogłoski ultrakrótkie” albo jeszcze gorzej jako „półsamogłoski”. Wrażenie tajemniczości potęguje fakt, że do ich zapisu używa się liter zapożyczonych z cyrylicy, ь i ъ, a ponieważ w językach posługujących się tym pismem litery te pełnią dziś inną funkcję niż ponad 1100 lat temu, kiedy je wprowadzono, nawet Słowianie używający cyrylicy nie wiedzą, jak wymawiać jery w rekonstrukcjach prasłowiańskich. Dlatego niektórzy wolą używać znaków ĭ, ŭ zamiast ь, ъ, ale większość specjalistów jest tak przyzwyczajona do tradycyjnej notacji, że łatwiej do niej przywyknąć, niż się jej pozbyć.

Tymczasem w jerach nie ma nic tajemniczego. Oto, jak było. Tuż przed rozpadem wspólnoty prasłowiańskiej długość trwania samogłosek przestała odgrywać znaczenie. Kontrast „krótka | długa” został zastąpiony przez opozycję „luźna | napięta”. Dawne samogłoski długie i dyftongi przekształciły się w samogłoski napięte, wymawiane z większym wysiłkiem mięśni narządów artykulacyjnych, a przez to akustycznie wyrazistsze. Dawne samogłoski krótkie przekształciły się w samogłoski luźne, artykułowane z mniejszym napięciem mięśniowym, akustycznie mniej wyraziste. Samogłoski napięte były na ogół fonetycznie nieco dłuższe od luźnych, ale to ich barwa, a nie długość, miała znaczenie.

Samogłoskom luźnym [ɛ], [ʌ], [ɪ], [ʊ] (zapisywanymi w rekonstrukcjach jako *e, *o, *ь, *ъ) odpowiadały samogłoski napięte [æ], [ɑ], [i], [u] (*ě, *a, *i, *u). Ponadto istniała jeszcze samogłoska [ɨ] (*y) i dwie samogłoski nosowe, [ẽ], [õ] (*ę, *ǫ), wszystkie również liczące się jako napięte. Prezentuję ten system w dydaktycznym uproszczeniu, ale detale nie mają znaczenia, bo zajmiemy się tylko jerami, czyli *ь [ɪ], ъ [ʊ], wymawianymi podobnie jak angielskie samogłoski w słowach pit i put. To znaczy, że pierwsza z nich miała wymowę przednią, a druga – tylną.

Pochodzą one w większości przypadków od przedsłowiańskich (a często praindoeuropejskich) samogłosek krótkich *i, *u. Ale jer tylny *ъ rozwinął się też w niektórych końcówkach gramatycznych, np. w mianowniku najpospolitszej klasy rzeczowników rodzaju męskiego, zakończonym na praindoeuropejskie *-os, w bierniku tej samej klasy rzeczowników zakończonym na *-om, a także w dopełniaczu liczby mnogiej, wspólnym dla różnych klas rzeczowników, zakończonym na *-oHom > *-ōm. W każdym z tych przypadków końcowa spółgłoska zanikała, a cała końcówka przekształcała się w *. Oto przykład:

Praindoeuropejskie *supnos > prasłowiańskie *sъnъ ‘sen’. Indoeuropejski rdzeń *swep-/*sup- oznaczał ‘spać’. Dokładnym odpowiednikiem wyrazu słowiańskiego jest starogreckie húpnos ‘sen’ (stąd hipnoza). Zauważmy, że mamy w polskim wyrazy takie jak spać i sypiać, w których zachowało się stare *p. Znikło ono w prasłowiańskim przed przedrostkiem zaczynającym się na *n, bo Słowianie upraszczali między samogłoskami zbitki zaczynające się na spółgłoskę zwartą, o ile nie mogli ich w całości włączyć do następnej sylaby. Nie uproszczono *dr w słowie *vydra ‘wydra’, bo podział na sylaby *vy.dra był możliwy. Natomiast *pn w odróżnieniu od *dr nie mogło rozpoczynać sylaby. Trzeba było usunąć *p, a wtedy podział na sylaby stawał się poprawny: *sъ.nъ [sʊnʊ]. Zauważmy, że i krótkie *u, i końcówka *-os zmieniły się w prasłowiańskie *ъ [ʊ].

Język praindoeuropejski posiadał spółgłoski sylabiczne: [m̩], [n̩], [r̩], [l̩] (w rekonstrukcjach zapisywane *, *, *, *). W językach bałtosłowiańskich zmieniły się one w sekwencję samogłoski wysokiej *i (rzadko *u) i spółgłoski: *im, *in, *ir, *il. Dwie pierwsze zmieniły się w prasłowiańską samogłoskę nosową *ę, natomiast dwie ostatnie wyewoluowały w prasłowiańskie *ьr, *ьl. Wspomnę przy okazji, że w języku prasłowiańskiim [r] i [l] (w połączeniach *er [ɛr], *or [ʌr], *ьr [ɪr], *ъr [ʊr], *el [ɛl], *ol [ʌl], *ьl [ɪl], *ъl [ʊl]) były jedynymi spółgłoskami, które mogły występować na końcu sylaby (tworząc sylaby zamknięte). Poza tym obowiązywała zasada, że sylaba musi być zakończona na samogłoskę (czyli otwarta).

Przykład: praindoeuropejskie *wl̥kʷos > prabałtosłowiańskie *wilkas > prasłowiańskie *vьlkъ ‘wilk’. Pokrewne słowo widzimy w językach bałtyjskich (litewskie vilkas). Nie będziemy się tu jednak zajmować losem jerów w sylabach zamkniętych (ich rozwój w języku polskim był bardzo skomplikowany). Skoncentrujemy się na przypadkach, gdy sylaba zawiera tylko początkową spółgłoskę lub zbitkę spółgłoskową i następujące po niej [ɪ] lub [ʊ]. Dodam jeszcze dla porządku, że w języku prasłowiańskim jer tylny zmieniał się w przedni, jeśli występowała przed nim spółgłoska zmiękczona (albo odziedziczone z dawniejszych czasów *j, albo głoska spalatalizowana przez jakiś proces zachodzący w prasłowiańskim). Spójrzmy na następujący przykład:

Praindoeuropejski rdzeń *sjewh₁-/*sjuh₁- ‘szyć’ został w dialekcie, z którego rozwinęły się języki bałtosłowiańskie, rozszerzony o przyrostek *-iko-, w tym przypadku oznaczającym działacza. Powstało słowo *sjuh₁-iko-s, które rozwinęło się w prabałtosłowiańskie *sjuwikas ‘ktoś, kto szyje’. W litewskim mamy siuvikas ‘krawiec’, natomiast w prasłowiańskim *šьvьcь ‘szewc’ (pierwotnie i w językach bałtyjskich, i słowiańskich słowo miało oba znaczenia, ale z czasem uległo specjalizacji semantycznej). Gdyby nie kontekst, zarówno *u, jak i końcówka mianownika zmieniłyby się w *ъ, ale na początku wyrazu stała miękka spółgłoska *š [ʃ] pochodząca z połączenia *sj. Śródwyrazowe *k uległo tzw. palatalizacji progresywnej: zmianie w miękką spółgłoskę *c [tsʲ] pod wpływem poprzedzającej samogłoski *i. A zatem oba potencjalne *ъ znalazły się po spółgłoskach miękkich (spalatalizowanych) co wymusiło ich zmianę w *ь.

Na razie to wszystko, co trzeba wiedzieć o pochodzeniu jerów. Jedno tylko warto podkreślić: wyrazy *sъnъ, *vьlkъ, *šьvьcь wymawiano [sʊnʊ], [vɪlkʊ], [ʃɪvɪtsʲɪ]. Miały one po dwie lub trzy sylaby, a każda sylaba zawierała jer. Nie była z tego powodu „półsylabą”, bo jery prasłowiańskie były całkiem zwykłymi samogłoskami krótkimi. Mogły też być akcentowane, bo jeśli wyraz nie zawiera samogłosek innych niż jery, to akcent musi przecież padać na któryś z nich. Ale dziś w języku polskim wszystkie trzy wyrazy są jednosylabowe: sen, wilk, szewc. Dlaczego?

W 1889 roku czeski językoznawca Antonin Havlík odkrył następującą regułę znikania jerów, zwaną dziś prawem Havlíka. Umówmy się, że sylaby mogą być mocne albo słabe. Jeśli sylaba zawiera samogłoskę inną niż jer albo jest zamknięta, to jest mocna. Sylaba otwarta zawierająca jer jest słaba, jeśli stoi na końcu wyrazu lub przed sylabą mocną. Natomiast przed sylabą słabą każda sylaba staje się mocna, nawet jeśli zawiera jer.

W rezultacie, jeżeli mamy ciąg dwu lub więcej sylab otwartych zawierających jery i ostatni jer jest słaby, to licząc wstecz od prawej do lewej, wszystkie parzyste jery są mocne, a nieparzyste stają się słabe. Czyli jeśli C oznacza jakąkolwiek spółgłoskę, a @ oznacza którykolwiek z dwóch jerów, to w sekwencji C@C@ drugi jer słabnie (co oznaczyłem, podnosząc go powyżej wiersza tekstu). W sekwencji C@Ca jer w pierwszej sylabie słabnie, bo samogłoska drugiej sylaby nie jest jerem. W sekwencji C@C@C@ mocny pozostaje tylko środkowy jer, a w sekwencji C@CaC@ oba jery stają się słabe (bo pierwszy stoi przed sylabą mocną, a drugi na końcu wyrazu).

O ile wszystkie jery były wciąż wymawiane w „klasycznym” języku staro-cerkiewno-słowiańskim i w najstarszym udokumentowanym okresie istnienia języka staroruskiego, to ogólną tendencją we wszystkich językach słowiańskich był zanik jerów słabych. Wymowa jerów mocnych zmieniała się w różny sposób w różnych językach. W grupie dialektów, do której należał przodek języka polskiego, jery mocne, zarówno przedni, jak i tylny, zmieniły się ostatecznie w samogłoskę o wymowie półotwartej (typu [ə]), która utożsamiła się z odziedziczoną samogłoską *e. Można jednak na ogół odróżnić źródła pochodzenia tego *e, bo dawny jer przedni trwale zmiękczał poprzedzającą go spółgłoskę, a jer tylny pozostawiał ją twardą. Prawo Havlíka działało w języku staropolskim regularnie, powodując zanik niektórych jerów (w tym wszystkich końcowych). Proces ten zakończył się około XII wieku (pierwsi Piastowie jeszcze wymawiali słabe jery). Do dziś widzimy wyraźne efekty jego działania w przypadkach takich jak:

Formy prasłowiańskieFormy współczesne
*pьsъ, *pьsapies, psa
*dьnь, *dьnidzień, dni
*orьlъ, *orьlaorzeł, orła
*tьma, *tьmъćma, ciem
*šьdlъ, *šьdlaszedł, szła

Jedyne komplikacje to po pierwsze fakt, że ślad zmiękczenia nie zawsze się zachowuje w zbitkach spółgłoskowych (psa, dni, orła, a nie „ṕsa, dźni, orzła”); po drugie, jeśli zanik jeru powodował powstanie skomplikowanej zbitki, mogła ona ulec uproszczeniom: *šьdla > szdła > szła. Nieraz prowadziło to do takiego zniekształcenia pierwotnej formy wyrazu, że konieczna była „naprawa” całego schematu odmiany. Na przykład prasłowiańskie *stьblo zmieniło się w śćbło > źdźbło (asymilacja dźwięczności). Natomiast dopełniacz liczby mnogiej brzmiał *stьblъ i rozwinął się w ściebł. Ale odmiana źdźbło | ściebł była trudna nawet dla Polaków, przyzwyczajonych do łamańców językowych. Dlatego już w epoce staropolskiej pojawiły się dwa przetworzone, konkurencyjne warianty: źdźbło | źdźbeł albo ściebło | ściebł (ten drugi wymarł bezpotomnie w polszczyźnie standardowej, choć żyje tu i ówdzie w dialektach). Utworzone zostały przez wyrównanie analogiczne, które często usuwa skomplikowane oboczności powodowane przez regularny rozwój fonetyczny. Na podobnej zasadzie *stьklo | *stьklъ dało staropolskie śćkło | ściekł, następnie wyrównane jako śkło | śkieł (dzisiejsze szkło | szkieł). Oboczność *mьgla | *mьglъ > mgła | miegł została wyrównana do mgła | mgieł. O przypadku deszcz | dżdżu była mowa w innym wpisie.

A teraz spójrzmy, co się działo z odmianą, gdy już w rdzeniu wyrazu były dwie sylaby z jerem pod rząd, a końcówka mogła być mocna lub słaba, czyli niektóre formy odmiany zawierały po trzy jery:

Formy prasłowiańskieFormy staropolskieFormy współczesne
*šьvьcь, *šьvьciszwiec, szewcyszewc, szewcy
*pьsъkъ, *pьsъkapsek, pieskapiesek, pieska
*xrьbьtъ, *xrьbьtěchrzbiet, chrzebciegrzbiet, grzbiecie
*bъdlъka, *bъdlъkъbedłka, bdłekbedłka, bedłek lub betka/betek

Tu już praktycznie w każdym przypadku wyrównano stare oboczności, wybierając jedną z nich i dostosowując do niej całą odmianę. W dzisiejszej polszczyźnie „ruchome e”, czyli samogłoska obecna w części form odmiany, a znikająca w innych, jest dopuszczalne tylko w wyrazach jednosylabowych albo w ostatniej sylabie wyrazów wielosylabowych. Prawo Havlíka zablokowano w pozostałych przypadkach, aby chronić odmianę przed nadmiarem oboczności, ta tendencja jest jednak późniejsza niż najdawniejsze zabytki polszczyzny. Na przykład Władysław Łokietek nazywał się naprawdę Włodzisław Łoktek (dopełniacz Łokietka), z podobną obocznością, jaką widzimy w niezdrobniałym słowie łokieć | łokcia (prasłowiańskie *olkъtь), bo za jego życia prawo Havlíka nadal obowiązywało. Jeszcze dokładniejszą reprezentacją wymowy z XIII/XIV w. byłoby Loktek | Loketka.

Ślady pełnego zastosowania wspomnianego prawa zachowały się tu i ówdzie w słowotwórstwie.  Słowo *pьpьrь ‘pieprz’ miało np. narzędnik *pьpьrьmь, co w staropolskim dało regularnie ppierz, a po uproszczeniu pierz (XV w.) | pieprzem. W późniejszej polszczyźnie mianownik dostosował się do innych przypadków, a zatem mamy dziś pieprz | pieprzem. Pochodzący od niego przymiotnik *pьpьrьnъjь (pierwotnie z pięcioma jerami w kolejnych sylabach!) rozwinął się w formę ppier(z)ny (zaświadczoną w XV w. jako pierny, pierzny). Był on na tyle mocno związany z rzeczownikiem, że przez analogię zmieniono go w pieprzny, ale wcześniej od przymiotnika utworzono jeszcze inne słowo pochodne: ppiernik > piernik (w XV w. również pierznik) ‘ciasto zawierające przyprawy korzenne’. Tu już związek był zbyt daleki, żeby analogia zadziałała, dlatego piernik nie został zastąpiony przez „pieprznik”.

Kiekrz nad Jeziorem Kierskim. Żródło: Google Maps.

Każdy poznaniak zna Kiekrz, miejscowość znajdującą się dziś częściowo w administracyjnych granicach Poznania, nad Jeziorem Kierskim. Czujemy intuicyjnie, że Kierskie pochodzi of Kiekrza, ale jaki jest właściwie związek między tymi nazwami? Podpowiedzi dostarczają pieprz i piernik, a dodatkowej pomocy warto poszukać w źródłach historycznych.

Nazwa wsi pojawia się po raz pierwszy w dokumentach z XIV w. jako Kerz lub Kekerz, dopełniacz Kekrza. Zauważmy, że nazwy miejscowości często występują w dopełniaczu lub mianowniku, bo często mówimy: do Kiekrza, z Kiekrza, w Kiekrzu. Często się zatem zdarza przekształcenie mianownika na wzór tych przypadków, a nie na odwrót. Podobieństwo do odmiany staropolskiego pieprzu jest oczywiste. Kerz i Kekerz to próby zapisania staropolskiej formy *kkeř, która musi pochodzić od czegoś w rodzaju *kъkъrjь. Dzisiejsze zmiękczenie k w Kiekrz wynika stąd, że polskie k i g uległy palatalizacji przed e pochodzącym od *ъ (* > * > ke > kie), ale było to zjawisko późne, które zaszło dopiero w XV w. A zatem pierwotna nazwa Kiekrza to *Kkerz, a dzisiejszy Kiekrz jest wynikiem wyrównania analogicznego.

Od nazwy *kъkъrjь powinien powstać przymiotnik *kъkъrjьskъjь (z całym pięciopakiem jerów) co po zastosowaniu prawa Havlíka i innych regularnych zmian staropolskich dałoby czternastowieczne *kkeřsky i późniejsze kierski. Istotnie, nazwisko Kierski ‘pochodzący z Kiekrza’ notowane jest od około 1400 roku. Nazwa jeziora oczywiście ma to samo pochodzenie. Można by się było spodziewać zastąpienia odziedziczonego przymiotnika przez jakąś przejrzystszą innowację, np. kiekrski (starszy model) lub kiekrzański (model obecnie najbardziej produktywny). Istotnie przymiotnik kiekrski jest zalecany oficjalnie w Wykazie urzędowych nazw miejscowości. Szczęśliwie jednak w nazwisku i nazwie jeziora pozostała żywa skamieniałość historii języka nietknięta przez urzędników.

Co oznaczała nazwa *kъkъrjь? Trudno o 100% pewności, ale prawdopodobnie powstała przez połączenie rzadkiego, ale zaświadczonego prefiksu *kъ-/*kǫ- ze słowem *kъrjь ‘krzew, krzak’ (znanym głównie z języków północnosłowiańskich). Miłośnicy dawniejszej polszczyzny zapewne znają słowo kierz (dopełniacz krza, liczba mnoga krze, zgodnie z prawem Havlíka), odpowiadające czeskiemu keř (dopełniacz kře). Wielkopolanie do tej pory mówią na krzaki kierzki, zachowując w pełnej krasie staropolskie słowo. Mamy w Polsce wiele miejscowości o nazwach takich jak Kierz, Krze, Kierzki, Kierno, Kierzno. Hipotetyczny derywat *kъ-kъrjь (wymawiany mniej więcej [kəˈkəʳʒə] w czasie, gdy zakładano wieś) oznaczałby ‘miejsce położone przy zaroślach’, co brzmi nieco sensowniej niż całkowicie naciągane etymologie onomatopeiczne (rzekomo od krzyków ptactwa wodnego) podawane np. przez Wikipedię.