W poszukiwaniu pomidora, który zaginął na orbicie

110 lat temu Marcel Proust napisał książkę (w zasadzie aż siedmiotomowy cykl) „W poszukiwaniu straconego czasu”. Dziś jest już zupełnie inaczej. W XXI wieku poszukiwaliśmy straconego pomidora.

Frank Rubio, amerykański astronauta, pilot i chirurg dzierży aktualny rekord USA czasu przebywania w kosmosie. Ale prawdopodobnie zostanie zapamiętany głównie dzięki zupełnie innemu wydarzeniu.
Ale zacznijmy od początku. Jedzenie w kosmosie jest na pewno prawidłowo zbilansowane pod względem kalorii oraz wartości odżywczych. Niestety, wszystko, co astronauci jedzą, jest dostarczone z Ziemi. Mogą więc oni tylko pomarzyć np. o świeżych owocach czy warzywach. Jednak za sprawą prowadzonych właśnie na orbicie ziemskiej eksperymentów może to w końcu ulec zmianie. Eksperyment nosi nazwę „The eXposed Root On-Orbit Test System” (XROOTS).

Frank Rubio przy zestawie do hodowli roślin
źródło: Wikimedia, licencja: domena publiczna

Uprawa kojarzy się zwykle z ziemią. Wiemy jednak, że nie jest ona wcale niezbędna, wystarczy roślinom dostarczać wodę i składniki odżywcze. Są dwie inne, całkiem efektywne metody niż uprawa w ziemi. Zacznijmy jednak od definicji. Już od dawna (połowa XIX wieku) na Ziemi hodujemy rośliny metodą hydroponiczną. Jest to metoda bezglebowa – rośliny są umieszczone w roztworze zawierającym specjalną mieszaninę soli mineralnych, bo tylko one i woda (oczywiście poza światłem) są niezbędne do rozwoju roślin. Z kolei aeroponika polega na umieszczeniu korzeni rosnących roślin w powietrzu zamiast w wodzie i dostarczaniu mineralnej mieszanki w postaci aerozolu bezpośrednio do korzeni. Aeroponika została wprowadzona do uprawy w roku 1970. Na początku była to metoda stosowana głównie do celów badawczych, dziś można komercyjnie kupić systemy, które wszystko wykonują automatycznie.

NASA rozpoczęła testy systemów hydroponicznych oraz aeroponicznych już pod koniec lat 90. XX wieku. Pierwotne eksperymenty skupiały się na hodowli sałaty, ale plany obejmowały cały szereg innych warzyw. W tym celu pierwotnie zaprojektowano nadmuchiwane urządzenie ze sterowaniem elektronicznym, którego można używać wtedy, gdy jest niezbędne, a po wypuszczeniu powietrza zajmuje niewiele miejsca. Jako oświetlenie stosowano lampy LED. Okazało się, że uprawa warzyw na orbicie jest jak najbardziej możliwa. Wielką zaletą w tym przypadku jest to, że nie trzeba wysyłać w przestrzeń niepotrzebnych kilogramów ziemi, co kosztuje gigantyczne pieniądze.

Kompaktowy testowy system uprawy roślin na orbicie XROOTS
źródło: NASA, licencja: domena publiczna


Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) cały czas są prowadzone badania nad uprawami hydroponicznymi i aeroponicznymi. Tym razem jednak zaprojektowano porządny, automatyczny system, który wymaga tylko minimalnej obsługi. I właśnie o uprawach traktuje ta opowieść, której głównym bohaterem jest amerykański astronauta, Frank Rubio. Jest jeszcze drugi bohater – pomidor. Sadzonki pomidorów zostały oczywiście przywiezione z Ziemi i umieszczone w dwóch uprawach: hydroponicznej i aeroponicznej. Co prawda Rubio jest inżynierem i chirurgiem, ale tutaj miał dodatkową rolę – rolnika doświadczalnego. Każdego dnia dbał o to, aby każdy pomidor był właściwie odżywiany, fotografowany i mierzony. W marcu 2023 odbył się zbiór i każdy z astronautów dostał swoją część. Pomidory nie miały imponujących rozmiarów – średnica wyniosła ok. 2,5 cm.

Ten, który dostał Rubio po zbiorach, został zamknięty w worku foliowym i przymocowany chwilowo rzepem do ściany stacji. I tyle go widziano. Rubio nie znalazł pomidora w miejscu, w którym podobno go zostawił. Reszta załogi podejrzewała, że pan doktor zwyczajnie go zeżarł i nie chciał się przyznać. Normalnie sytuacja, jak z jabłkami w „Seksmisji”. Zarządzono szeroko zakrojone poszukiwania – bez rezultatu. Zniknął jak kamfora. Wszystko działo się w zamkniętej przestrzeni, a więc pomidor musiał tam być. Prawdziwa zagadka kryminalna. Zniknięcie pomidora ujawniono dopiero we wrześniu 2023 r., gdy amerykański astronauta świętował swój rekord – rok w kosmosie. Powiedział wtedy, że ma nadzieję, że kiedyś w przyszłości pomidor się znajdzie, a on zostanie oczyszczony z zarzutów.
Rubio poszukiwał go aż do czasu, gdy jesienią 2023 musiał, po roku pobytu, wrócić na Ziemię (pół roku później niż to było planowane). Do samego końca upierał się, że nie był pomidorowym skrytożercą.
Zagadka rozwiązała się w grudniu. W czasie transmisji z ISS padły słowa: Houston, mamy pomidora! Frank Rubio został oczyszczony z zarzutu skrytożerstwa, ponieważ pomidor się znalazł. Ba, okazało się, że znaleziono dwa pomidory. Trzeba przyznać, że po tych 9 miesiącach nie wyglądały one imponująco. Były wysuszone i odbarwione, ale nie zauważono, aby rozwinęły się na nich pleśnie czy grzyby. Jednak nic nie wiadomo o tym, że ktokolwiek próbował je zjeść.
Eksperymenty z uprawą roślin jadalnych są oczywiście kontynuowane, i to z sukcesem. Warunki hodowli są cały czas optymalizowane. Doświadczenia te mają wielkie znaczenie dla kolejnych wypraw kosmicznych – na Księżyc, ale oczywiście też na Marsa. Miejmy tylko nadzieję, że nie będzie kolejnych zaginionych pomidorów ani innych warzyw.

Krótka historia pomidorowa w filmie

Opowieść o Franku Rubio – chirurgu i rolniku

O uprawie roślin w przestrzeni kosmicznej

Złoty podział, Fibonacci i ten trzeci

Ucząc się matematyki nie zawsze zauważamy związki łączące różne jej elementy. Co dopiero, jeśli związki te nie są widoczne i oczywiste. A przecież matematyka, przynajmniej ta szkolna, klasyczna, opiera się na niewielu niezależnych i niepowiązanych aksjomatach; reszta to “tylko” piramida dowodów. Poniżej przedstawię złoty podział, jego zastosowania oraz związek złotego podziału z ciągiem Fibonacciego. Jako ciekawostkę pokażę też mniej znany ciąg Lucasa i jego bliskie pokrewieństwo z ciągiem Fibonacciego i złotym podziałem. Trzy różne, znane ze słyszenia byty, których nie podejrzewalibyśmy o tak ścisły związek. Powiązanie tych trzech pojęć niech będzie wytłumaczeniem nieco pokrętnego i zwodniczego tytułu tego artykułu.

Wspomniałem o aksjomatach. Podwaliny pod teorię modeli – dział logiki matematycznej zajmujący się badaniem własności modeli teorii aksjomatycznych i zależności między nimi położyli w latach 30-tych XX wieku Alfred Tarski i Kurt Gödel. Kurta Gödla nie trzeba przedstawiać. Logik Alfred Tarski to członek filozoficznej Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, której należy się osobny wpis z racji przynależności do niej m.in. Tadeusza Kotarbińskiego i Władysława Tatarkiewicza.

Proporcje rządzą światem? Coś w tym jest. Szukamy harmonii w chaosie. Złota proporcja, inaczej złoty podział, boska proporcja, złota liczba, środek Fidiasza, liczba φ (greckie phi, od Fidiasza), 1,6180339887498948482… Wszyscy ją znamy, wiemy, że jest używana w architekturze, malarstwie, muzyce, nie gardzi nią przyroda, wręcz uwielbia. Dlaczego?

Złota liczba nie wzięła się znikąd, nie została ustanowiona królewskim dekretem ani objawiona w dziełach religijnych. Została odkryta i była badana już w starożytności przez Pitagorasa i Euklidesa w związku z jej występowaniem w figurach geometrycznych, a w szczególności w pentagramie i pentagonie (pięciokącie). Elementy Euklidesa opisują ją tak: “Prosta linia jest podzielona w złoty sposób, gdy stosunek całej linii do większego odcinka jest równy stosunkowi większego do mniejszego”. Kilka euklidesowych twierdzeń i dowodów zamieszczonych w Elementach wykorzystuje tę proporcję. Fidiasz wykorzystywał złoty podział przy rzeźbieniu figur zdobiących Partenon na ateńskim Akropolu.

Ryc. 1 Partenon. Fasada wschodnia. Licencja Creative Commons

Złota liczba jest także charakterystyczną cechą, jedną z konsekwencji ciągu Fibonacciego. Leonardo z Pizy znany jako Leonardo Fibonacci, Filius Bonacci (syn Bonacciego), Leonardo Pisano (z Pizy), wspomniał o niej w swoim dziele Liber abaci (1202 r.).

Ciąg Fibonacciego tworzymy w następujący sposób:

  • pierwsze dwa elementy to 0 i 1
  • każdy następny element jest sumą dwóch elementów poprzednich. Ciąg Fibonacciego wygląda następująco: 0, 1, 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21, 34, 55, 89, 144, 233, 377, 610, 987, 1597, 2584, 4181 i tak dalej.
    Jeśli podzielimy każdy wyraz ciągu, poczynając od trzeciego, przez wyraz poprzedni, to wartość tego ilorazu będzie coraz bliższa liczbie φ. Mamy więc ścisły związek matematyczny między złotym podziałem a ciągiem Fibonacciego.

Współczesna historia złotej liczby oraz jej zastosowanie w sztuce i architekturze zaczyna się od XVI-wiecznego dzieła De divina proportione Luca Pacioliego z 1509 roku. XVI-wieczny niemiecki astronom i matematyk Johannes Kepler napisał: „Geometria ma dwa wielkie skarby: jednym z nich jest twierdzenie Pitagorasa, a drugim podział odcinka w złoty sposób; pierwszy z nich możemy porównać do złota, a drugi do drogocennego klejnotu”. Oba te “skarby” możemy zobaczyć w tzw. trójkącie Keplera. Tu mała dygresja. Tak zwany trójkąt egipski to trójkąt prostokątny, w którym długości boków tworzą ciąg arytmetyczny 3: 4: 5. Trójkąt Keplera to jedyny trójkąt prostokątny, gdzie długości boków są ciągiem geometrycznym 1: √φ: φ.

Ryc. 2 Trójkąt Keplera. Licencja Creative Commons

Liczba φ jest liczbą niewymierną, ale w odróżnieniu od innej, bardziej znanej liczby niewymiernej – liczby π (pi), istnieje dokładny wzór matematyczny na obliczenie jej wartości: (1 + √5)/2. To jedno z dwóch rozwiązań równania kwadratowego φ2 – φ – 1 = 0 wynikającego z zasady tworzenia ciągu Fibonacciego. Liczba φ posiada pewne magiczne właściwości zawarte we wzorach:
φ2 = φ + 1
1/φ = φ – 1
Wspomniałem wcześniej o badaniu występowania liczby φ przez Pitagorasa i Euklidesa w pentagramie i pentagonie. Rysunek poniżej jest ilustracją złotej proporcji zawartej w tych figurach. Dla pentagonu φ = b/a, dla pentagramu φ = a/b = b/c = c/d.

Ryc. 3 Pentagon i pentagram a liczba φ.
Źródło: https://home.agh.edu.pl/~zobmat/2022/jung_oskar/geometry.html

Jeszcze jedno “złotko” związane ze złotym podziałem. Jest to złoty kąt, który jest kątem, który powstaje w wyniku podziału obwodu okręgu na dwa łuki, których długości są ze sobą w proporcji φ. Jego miarą jest 137,5 lub 2,399964 rad. Złoty kąt występuje często w przyrodzie, zwłaszcza w filotaksji (ulistnieniu) roślin.

Ciąg Lucasa

Ciąg Fibonacciego nie jest wyjątkowy. Jako pierwsze elementy tego ciągu wybraliśmy arbitralnie 0 i 1. Jeśli wybierzemy na przykład liczby 2 i 1 oraz zachowamy regułę obliczania następnych wyrazów ciągu otrzymamy tzw. ciąg Lucasa, którego elementy będą różniły się od elementów ciągu Fibonacciego: 2, 1, 3, 4, 7, 11, 18, 29, 47, 76, 123, 199, 322, 521, 843, 1364, …
Ciąg jak ciąg, co w tym wyjątkowego?
Jak pamiętamy stosunek wartości n-tej ciągu Fibonacciego do wartości (n-1) dąży do liczby φ. Prawidłowość ta występuje także w ciągu Lucasa, ale … jest jeszcze coś. Jeśli wartość liczby φ zaczniemy podnosić do kolejnych potęg całkowitych, to otrzymane liczby, po zaokrągleniu, dadzą nam kolejne wyrazy ciągu Lucasa. Mamy więc także zależność odwrotną: z liczby φ otrzymujemy kolejne wyrazy ciągu.

To nie wszystko. Oba ciągi są ze sobą ściśle powiązane. Suma dowolnych dwóch, różniących się o 1 wyrazów ciągu Fibonacciego daje nam wyraz ciągu Lucasa. Na rysunku poniżej 2+5=7, 5+13=18, 8+21=29.

Uff. Wzory mamy za sobą. Czas na prezentację praktycznych zastosowań złotej proporcji.

Przyroda

W przyrodzie ciąg Fibonacciego i proporcja złotego podziału występuje najczęściej w postaci tzw. złotej spirali lub złotego kąta. Złota spirala to krzywa narysowana na bazie prostokąta podzielonego na kwadraty, których boki są kolejnymi liczbami ciągu Fibonacciego.

Ryc. 4 złota spirala. Licencja CC BY 3.0

Spiralny zwój muszli łodzika (Nautilus pompilius) rozszerza się zgodnie z proporcjami spirali logarytmicznej. Złota spirala jest spiralą logarytmiczną, więc często muszlę łodzika podaje się jako przykład złotej proporcji. Co do zasady – tak, to prawda, co do dokładności odwzorowania – niekoniecznie. Natura nie jest perfekcyjna, w formowaniu muszli maja udział także inne czynniki, nie tylko reguły wzrostu.

Ryc. 5 Muszla łodzika

Galaktyki spiralne mają kształt łudząco podobny do złotej spirali.

Ryc. 6 Galaktyka spiralna M51. Źródło: https://www.euroscientist.com/applied-mathematics/ Własność: NASA i The Hubble Heritage Team (STScI/AURA)

Okazuje się, że ciąg Fibonacciego występuje też w świecie roślin. Liczba pędów krwawnika w kolejnych miesiącach jest zgodna z tym ciągiem. Podobnie inne rośliny, na przykład drzewa. Jest to związane z optymalizacją dostępu liści do światła słonecznego. Spiralna filotaksja (ulistnienie) zgodna z ciągiem Fibonacciego gwarantuje minimalizację zasłaniania jednych liści przez drugie. Kąt dywergencji między kolejnymi kwiatostanami jest u większości roślin złotym kątem.

Ryc. 7 Kąt dywergencji między kolejnymi kwiatostanami. Licencja CC BY-SA 3.0

Architektura, sztuka, fotografia

Złoty podział jest wykorzystywany w architekturze, malarstwie, fotografii, grafice do projektowania miłych dla oka proporcji. Le Corbusier opracował system proporcji wielkości poszczególnych elementów budowli oparty na liczbie φ. Schemat tego podziału jest przedstawiony jako postać człowieka z podniesioną ręką.

Ryc. 8 Schemat Le Corbusiera oparty na złotym podziale. Licencja CC BY 2.0

Złoty podział był wykorzystany przy budowie wielu znanych obiektów: egipskich piramid, greckiego Partenonu, Wieży Eiffla, Katedry Notre Dame, Tadż Mahal. Leonardo da Vici czerpał z niego garściami tworząc Narodziny Wenus, Wenus z Milo, Ostatnią Wieczerzę czy portret Mony Lisy. Słynny Człowiek witruwiański zawiera wiele proporcji zgodnych ze złotym podziałem.

Ryc. 9 Człowiek witruwiański (Vitruvian Man). Licencja: domena publiczna

I to by było na tyle…

Jeśli artykuł podobał się i chciałbyś/chciałabyś go polecić, możesz to zrobić tu:

https://wykop.pl/link/7122395/zloty-podzial-fibonacci-i-ten-trzeci
 

Panie Lucas, co z tą grawitacją?

Czyli krótka opowieść o tym, jak to jest oglądać science fiction z autorką.

Pamiętam, że nigdy nie lubiłam oglądać filmów detektywistycznych ani seriali kryminalnych z ojcem, który zawsze musiał wtrącić swoje trzy grosze do tego, co działo się na ekranie. A to broń nie taka, a to procedury nieodpowiednie, a to… Minęło trochę czasu, a sama stałam się marudną widzką (która jednak docenia sztukę filmową). Zapraszam na kanapę, obejrzyjmy razem co nieco.

Star Wars (Gwiezdne wojny)

Ukochana saga wielu pokoleń ma swoje niezamierzone kiksy, wymuszone niejako koniecznością dopasowania się do naszego świata i przełożenia ogromu kosmosu na ziemskie warunki. Ale czy kiedyś zastanowiliście się nad tym, że każda planeta ma tę samą siłę grawitacji i taką samą atmosferę (mniej więcej, poza skrajnymi przypadkami)? Nie? To teraz będziecie o tym myśleć, oglądając każdy film, w tym Diunę – we wpisie o mniejszej Ziemi wyjaśnialiśmy sobie bowiem, jak zmienia się wiele czynników zależnych od rozmiarów planet. Dołóżmy do tego niesamowite efekty dźwiękowe w próżni i mamy sporo materiału do przemyśleń. A jak chcecie jeszcze powzdychać przy okazji kosmicznych pościgów i ucieczek przez pasy planetoid, to tylko tak przypomnę, że odległości pomiędzy poszczególnymi ciałami niebieskimi w takich pasach są ogromne, a szansa na to, że się rozbijemy o skaliste odłamki, jest niezwykle niska, jedna na miliard, a nie, jak twierdzi C3PO, 1:3720. Średnia odległość między planetoidami w naszych pasach (między Marsem i Jowiszem oraz w pasie Kuipera) to mniej więcej 3 razy tyle, co odległość od Ziemi do Księżyca. Space is vast!

Total Recall (Pamięć absolutna)

Jeśli czytaliście wpis o dekompresji w kosmosie, to domyślacie się już, co było największym błędem scenarzysty:

Kadr z filmu Total Recall, TriStar Pictures.

W wielu filmach tak właśnie przedstawia się dekompresję, podczas gdy w rzeczywistości proces ten nie jest tak gwałtowny i zwykle kończy się odmrożeniami okolicy ust oraz „zagotowaniem się” krwi w żyłach ze względu na obniżenie ciśnienia.

Waterworld (Wodny świat)

Kiedy już przestaniecie zachwycać się kostiumami i efektami specjalnymi, to musicie sobie uzmysłowić, że niestety nie ma takiej możliwości, żeby – nawet po stopieniu całego lodu na Ziemi – nasza planeta pokryła się głębokim oceanem. Wzrost poziomu wody wyniósłby bowiem około 70–90 metrów według różnych szacunków. Oznacza to, że woda dotarłaby do Warszawy, ale jej raczej nie zaleje. Nie oznacza to, że nie powinniśmy przejmować się globalnym ociepleniem: trafiające co roku do naszych oceanów dodatkowe masy wody wpływają bowiem już teraz na linię brzegową, prądy morskie oraz faunę i florę.

Gravity (Grawitacja)

Oczywiście możemy się spierać, czy cały film powstał tylko w głowie bohaterki, ale nie da się nie zauważyć, że jego fabuła od początku oparta jest na… błędzie. Choć Gravity to świetny film i jest w nim wiele naukowych smaczków, to sporo kwestii związanych choćby z tytułowym zjawiskiem jest nie do końca zgodnych z nauką: na przykład nie da się w przestrzeni kosmicznej polecieć „na Supermana”, wskazując jakiś obiekt i kierując się na niego, a teleskop Hubble’a i stacje kosmiczne są zbyt daleko od siebie, by łatwo się pomiędzy nimi przemieszczać.

Najgorętsza debata dotyczy jednak wypadku Kowalskiego (George Clooney), w wyniku którego odpływa on majestatycznie w przestrzeń kosmiczną. Z jednej strony wydaje się, że Stone (Sandra Bullock) mogła go z łatwością przyciągnąć, ponieważ w mikrograwitacji nie byłoby to problemem. Jeśli jednak założymy, że zaplątała się w elastyczne w miarę liny, to można na upartego uznać, że Kowalski był doskonałym fizykiem i na szybko stwierdził, że energia potrzebna do przyciągnięcia z powrotem ich obojga byłaby zbyt duża na wytrzymałość lin, więc się wypiął. Mam jednak wrażenie, że to był zwykły manewr scenariusza, ponieważ w wielu filmach sci-fi pojawia się ten motyw: bohater odpływa lub zostaje wystrzelony w przestrzeń kosmiczną (czasami nawet śmiesznie poprzez dziurę w skafandrze, co jest oczywiście niemożliwe). Przy okazji niejako dodam, że puszczenie bąka w mikrograwitacji też nie jest początkiem szybkiej podróży na przestrzał przez statek kosmiczny (więcej informacji o jedzeniu i gazach w kosmosie w tym wpisie).

Armageddon (Armagedon)

Niezłe kino akcji, fatalne kino science fiction, bo za dużo fikcji. Po pierwsze, asteroida wielkości Teksasu to nie jest coś, co moglibyśmy przeoczyć, nawet przy założeniu, że leciałaby „od Słońca”. Ale nawet gdyby, to zapewniam Was, że szybciej nauczylibyśmy astronautów prowadzić odwierty niż wyszkolilibyśmy górników, nafciarzy czy nawet pracowników kamieniołomów do pracy w kosmosie. Nie zacytuję Bena Afflecka i odpowiedzi na jego pytanie, bo niecenzuralne, ale zauważył on ten problem.

Natomiast zdecydowanie największe dziury w skale filmu wywiercili scenarzyści na samej planetoidzie. Nie tylko grawitacja zdaje się pozwalać na poruszanie się ludzi i sprzętu (a to mały stosunkowo obiekt!), to jeszcze wywiercenie małej dziurki niedaleko powierzchni ma pomóc rozmieścić ładunki i rozwalić planetoidę. Za to każdy z nas się wzruszył patriotyzmem, mission accomplished.

The Martian (Marsjanin)

Nie będę ukrywać, że jestem fanką książki i filmu, bo moim zdaniem stanowią one jedno z najwspanialszych zaproszeń do świata nauki, pokonywania własnych ograniczeń oraz wykorzystywania wiedzy w nieszablonowy sposób. Jednak gdyby nie to, że autor umieścił na Marsie burzę piaskową, która nie może się zdarzyć, nie śledzilibyśmy z wypiekami tej historii, a Mark Watney nie pisałby do NASA zabawnych wiadomości rodem z podstawówki!

Otóż marsjańskie burze piaskowe rzeczywiście są problematyczne, ale raczej wyglądają one tak, jak widzimy to w dalszej części filmu: po prostu wiatr o prędkości 150 km/h na Marsie „wieje słabiej”. Kłania nam się fizyka: rzadka atmosfera powoduje, że taki wiatr de facto ma prędkość (co przekłada się na „siłę rażenia”) około 16 km/h, czyli mniej więcej trzy stopnie w skali Beauforta, co opisywane jest jako: „liście i gałązki poruszają się”. Sondy Wiking zmierzyły wiatr o porywach do 100 km/h, ale w miejscu, w którym znajdował się hab ekipy, czyli na równinie, wiatry nie są tak silne, a gwałtowne porywy zdarzają się rzadko. Większym problemem jest, co już poprawnie opisał autor dalej, wszechobecny pył, nanoszony bez przerwy na powierzchnię. Co ciekawe, tak zwane dust devils, czyli niewielkie trąby powietrzne, są w rzeczywistości niezwykle przydatne: okazało się bowiem, że wcale nie nanoszą więcej pyłu, a raczej dzięki nim oczyszczają się na przykład panele słoneczne łazików!

We wpisie będącym drugą częścią opowieści o mieszkaniu na Marsie wyjaśnimy to sobie dokładniej.

Zejdźmy teraz na Ziemię… albo pod ziemię.

The Core (Jądro Ziemi)

Abstrahując od faktu, że to jest naprawdę zły film (serio, dialogi niedobre), to już wiemy, co by się stało, gdyby Ziemia przestała się obracać: żadnego filmu by nie było, chyba że miałby to być krótki film gore.

Załóżmy jednak, że ekipa jakimś cudem dostałaby się do jądra Ziemi, to jednak ciśnienie tam wynosi 330 000 000% ciśnienia na powierzchni, co twórcy filmu starannie zignorowali. Temperatura powyżej 5000 stopni Celsjusza też niespecjalnie by pomogła w wyprawie. Pamiętajmy, że na razie nie umiemy nawet wysłać na powierzchnię Wenus sondy, która przetrwałaby zaledwie 475 stopni i ciśnienie rzędu 75 atm, czyli takie, jakie na Ziemi panuje niecały KILOMETR od powierzchni.

Mogłabym tak oczywiście rozbierać na części każdy film; zresztą niejeden naukowiec pomagał to robić – jednak mimo wszystko uważam, że science fiction to wspaniały sposób na zachęcenie ludzi do zainteresowania się nauką, wyobrażenia sobie przyszłości i rozwijania marzeń. Kiedy więc oglądam po raz kolejny Star Treka, to staram się jednak nie myśleć o tym, że hybrydy takie jak Spock, nie mogą powstawać, ale o tym, że nasza wyobraźnia w połączeniu z wiedzą kiedyś być może powiodą nas ku gwiazdom. A jak mogłoby się to odbyć, opiszę niedługo.

Live long and prosper!

I oglądajcie oraz czytajcie sci-fi, warto! Świetne pozycje to Interstellar, Marsjanin (mimo wszystko), Odyseja kosmiczna (oglądać! nie marudzić, że nudne!), Blade Runner, Ghost in the Shell czy Solaris.