Zaginione ludy i odrodzone pismo Berberów

Inne wpisy na podobny temat
Trudna rodzina pełna nierówności, czyli języki afroazjatyckie
Imazighen, czyli Berberowie

Addendum
Orselki z Makaronezji a sprawa Guanczów

Wstęp

Omawiając poszczególne języki berberyjskie i ich wzajemne pokrewieństwa nie wspomniałem o dwóch, które zostały fragmentarycznie udokumentowane, ale nasza wiedza o nich jest skromna. Mają one jednak duże znaczenie historyczne nie tylko ze względu na rolę, jaką odegrały posługujące się nimi ludy, ale także dlatego, że świadczą o dawnej berberyjskiej tradycji posługiwania się pismem. Może nie tak starej jak w przypadku języka egipskiego i języków semickich, ale i tak starszej niż np. używanie pisma przez Germanów, nie wspominając o Słowianach.

Zacznijmy od tego, co da się powiedzieć o najdawniejszej historii Berberów. Wspominałem, że podrodzina berberyjska musiała się wyodrębnić jako osobna gałąź rodziny afroazjatyckiej wiele tysięcy lat temu, ale ostatni wspólny przodek dzisiejszych języków berberyjskich istniał stosunkowo niedawno, zapewne w I tysiącleciu p.n.e. Przodkiem większości z nich mógł być dominujący język królestwa Numidii, istniejącego przez dwa ostatnie stulecia p.n.e.

Językowi przodkowie Imazighen musieli żyć w Afryce Północnej gdzieś poza obszarami zajmowanymi przez ludy semicko- i egipskojęzyczne. Egipcjanie od XIII w. p.n.e. określali swoich zachodnich sąsiadów (z którymi łączyła ich historia wojen i najazdów) nazwą zapisywaną rbw, co odpowiada mniej więcej wymowie /lebu/. W VII w. p.n.e. Grecy z Santorynu założyli kolonię w Cyrenie (Kyrḗnē). Ludność okoliczną nazywali podobnie jak Egipcjanie Líbues (l.poj. Líbus), stąd grecka nazwa ziem na zachód od Nilu, wzmiankowana już w Odysei: Libúē, zlatynizowana później jako Libya. Libowie, podobnie jak Numidyjczycy, byli zapewne protoplastami Berberów. Mogli być nimi także jeszcze dawniejsi „mieszkańcy oaz”, których Egipcjanie już przed 3100 r. p.n.e. nazywali ṯḥn.w, a później także ṯmḥ.w.1 Wiele poszlak sugeruje taką identyfikację, ale trudno o twarde dowody, gdy mówimy o ludach, które nie pozostawiły trwałych śladów swojego języka w formie pisanej.

Fenicjanie i pochodzenie pism libijsko-berberyjskich

Sytuacja zmieniła się w I tysiącleciu p.n.e., gdy na terenie starożytnej Libii zaczęto używać pisma. Inspiracja pochodziła od Fenicjan. Zakładali oni na wybrzeżach Afryki Północnej kolonie takie jak Utyka (ʕatiq), Hadrumet (ha-Drūmīt) czy Kartagina (Qart Ḥadašt). Alfabet fenicki (a ściślej mówiąc, abdżad, czyli pismo spółgłoskowe, o którym pisałem tu wcześniej) rozwinął się w XI w. p.n.e. i szybko rozprzestrzenił się w basenie Morza Śródziemnego wraz z kolonizacją fenicką. Był łatwy w użyciu, bo w odróżnieniu od pism ideograficznych lub sylabicznych korzystał tylko z 22 znaków (liter odpowiadających spółgłoskom fenickim). Alfabet grecki i pisma paleohiszpańskie (o mieszanym charakterze sylabiczno-alfabetycznym) to przykłady wczesnych systemów pisma powstałych jako adaptacja albo twórcze przekształcenie idei przejętej od Fenicjan.

Podobnie stało się w Afryce Północnej. Ludy mieszkające w okolicy miast fenickich i kontaktujące się regularnie z Fenicjanami przejęły ideę pisma spółgłoskowego i zastosowały ją do własnego języka. Nie wiadomo dokładnie, kiedy doszło to tego transferu intelektualnego. Najdawniejsze wiarygodnie datowane teksty w tzw. piśmie libijsko-berberyjskim pochodzą z II w. p.n.e. (czyli z czasów królestwa Numidii), ale ponieważ miało ono już formę skonwencjonalizowaną i rozwiniętą, zapewne było w użyciu od pewnego czasu. Jednak trzeba traktować z rezerwą często spotykane cofanie jego początków w głęboką starożytność – po prostu nie ma realnych podstaw do spekulacji na ten temat. Można ostrożnie szacować, że pismo to opracowano gdzieś między VII a III wiekiem p.n.e. – i to raczej bliżej końca tego okresu.

Alfabet libijsko-berberyjski, podobnie jak fenicki, używał liter odpowiadających spółgłoskom. Dopasowano go do języka, którego system fonologiczny był zbliżony do fenickiego, ale nie we wszystkich szczegółach. Kilka liter prawie nie zmieniło kształtu, inne przekształcono graficznie albo w ogóle zastąpiono nowo opracowanymi znakami. Pismo libijsko-berberyjskie rozwinęło się w wiele wariantów lokalnych. Największe różnice – dotyczące około połowy znaków – istnieją między wschodnią a zachodnią odmianą alfabetu. Tę pierwszą rozumiemy znacznie lepiej dzięki inskrypcjom dwujęzycznym, w których ta sama treść zapisana jest również pismem fenickim po punicku (dialekt języka fenickiego używany w koloniach). Porównując częste w inskrypcjach imiona własne, można bez trudu ustalić wartość fonetyczną prawie wszystkich spośród 24 liter tej odmiany pisma libijsko-berberyjskiego.

Ryc. 1.

Alfabetem tym pisano albo tak jak po fenicku, czyli od prawej do lewej w każdym wierszu (czym wiersze układały się z góry na dół), albo w bardzo oryginalny sposób, pionowymi kolumnami od dołu do góry (przy czym kolumny układały się od lewej do prawej). Ten drugi styl był znacznie częstszy, zwłaszcza w napisach naskalnych. Pierwszy natomiast występuje na przykład w dwóch dość długich (kilkuzdaniowych) numidyjskich inskrypcjach upamiętniających z Thuggi (północna Tunezja), których sens znamy dzięki równoległemu tłumaczeniu tekstu na punicki. Były to napisy monumentalne, starannie wykonane; jeden zdobił mur mauzoleum, drugi – świątyni.

Niektóre litery miały różny kształt w zależności od tego, czy pisano wierszami, czy kolumnami. Napisy nagrobkowe należą do najczęstszych, ale choć potrafimy je zrozumieć, niewiele z tego wynika, bo zwykle są typu „X, syn Y”. Zdarzają się też napisy o innej treści, np. „Ja, X, kocham Y”, ale większości spośród tysięcy krótkich, często niekompletnych inskrypcji po prostu nie rozumiemy, bo po pierwsze są zbyt krótkie, żeby coś się dało wydedukować z ich struktury, a po drugie – nie znamy kontekstu sytuacyjnego, jaki towarzyszył ich powstaniu.

Dające się zinterpretować imiona własne i pojedyncze wyrazy wykazują dość nawiązań berberyjskich, żeby uprawdopodobnić hipotezę, że pismem libijsko-berberyjskim pisano po berberyjsku. Nie mamy jednak dość materiału, żeby ustalić związki genetyczne języka napisów z językami i dialektami współczesnymi. Możliwe, że pismo libijsko-berberyjskie było stosowane także przez inne ludy, używające języków niespokrewnionych z berberyjskimi, ale o zasięgu pokrywającym się częściowo z obszarem, na którym spotykamy inskrypcje (w grę wchodzą np. języki saharyjskie i z rodziny songhaj).

Tifinagh – pismo Tuaregów

Pismo libijsko-berberyjskie powoli wyszło z użycia po podporządkowaniu sobie Numidii przez Rzymian i wprowadzeniu alfabetu łacińskiego. Pozostałoby tylko ciekawostką historyczną, gdyby nie Tuaregowie. Ich migracja na południe spowodowała, że nie ulegli asymilacji i zachowali własne tradycje, w tym system pisma. Śladem jego pierwotnie oficjalnej funkcji są częściowo zachowane napisy w monumentalnym grobowcu tuareskiej królowej Tin Hinan w południowej Algierii (IV w. n.e.). Tę znacznie zmodyfikowaną, późną odmianę pisma libijsko-berberyjskiego nazywamy alfabetem tifinagh. Wciąż było to pismo spółgłoskowe. Co ciekawe, tradycyjny przekaz kulturowy Tuaregów był par excellence ustny. Pisma używali ubocznie w rozmaitych nieformalnych funkcjach – do zapisu krótkich prywatnych notatek i wiadomości, formułek magicznych, w liścikach miłosnych, jako formę gry językowej lub po prostu w celach dekoracyjnych (gdzie liczyła się forma liter, a nie treść napisu). Kultura Tuaregów była matrylinearna (oparta na linii żeńskiej), jeśli chodzi o system pokrewieństwa rodów i dziedziczenia. Kobiety także częściej niż mężczyźni posługiwały się pismem tifinagh. Aczkolwiek z czasem zakres jego używania ulegał redukcji, nigdy nie zostało do końca zapomniane i pozostało elementem tradycyjnego pakietu kulturalnego, a którym opiera się tożsamość tuareska.

Tifinagh współczesny – pismo Imazighen

O piśmie tifinagh przypomniano sobie, kiedy na fali odrodzenia etniczno-kulturalnego Imazighen pojęto próby standaryzacji języka berberyjskiego (tamazight). Najpierw (około roku 1970) współczesną wersję tifinagh (neotifinagh) opracowała Akademia Berberyjska, organizacja działająca w środowisku francuskiej diaspory Kabylów. W pierwszych latach XXI w. pałeczkę przejął Królewski Instytut Kultury Amazigh w Maroku. Opracowany ostatecznie alfabet służy (z niewielkimi modyfikacjami) do zapisu różnych oficjalnych wersji tamazight, zarówno marokańskiej, jak i kabylskiej. Natomiast Tuaregowie preferują własny, tradycyjny system (tifinagh tuareski).

Ryc. 2.

Między starym a nowym tifinagh istnieje kilka znaczących różnic. Neotifinagh jest pełnym alfabetem – uzupełniono go litery oznaczające samogłoski. Zmieniono także kierunek zapisu: obecnie od lewej do prawej. Nie jest to rekonstrukcja systemu „klasycznego” ani jego kontynuacja w prostej linii, ale system stworzony od nowa, choć inspirowany przez dawne pisma Berberów. Na obszarach, gdzie używa się języków berberyjskich, normą jest występowanie w przestrzeni publicznej napisów informacyjnych w dwóch, a często w trzech językach (arabskim, tamazight i francuskim) i trzech systemach pisma (arabskim, tifinagh i łacińskim). Nie każdy wie, że wszystkie one mają w ostatecznym rachunku te same korzenie historyczne: wywodzą się nieco krętymi drogami ze spółgłoskowego alfabetu Fenicjan.

Wyspy Kanaryjskie i tajemnica Guanczów

Starożytne napisy libijsko-berberyjskie spotyka się także w dość nieoczekiwanym miejscu: na Wyspach Kanaryjskich. Wyspy znajdują się niezbyt daleko od atlantyckiego wybrzeża południowego Maroka. Najbliższą, Fuerteventurę, dzieli od Afryki 97 km. Z pewnością bywały sporadycznie odwiedzane przez starożytnych żeglarzy i rybaków, ale przez długi czas nie były trwale kolonizowane. Jednak gdy na początku XV w. rozpoczął się ich krwawy podbój przez Hiszpanów (a właściwie przez ekspedycje pod wodzą dwóch francuskich konkwistadorów na żołdzie królestwa Kastylii), wyspy miały liczną ludność tubylczą, zasiedziałą tam od wieluset lat i znakomicie zaadaptowaną do lokalnych warunków. Część ludności (zwłaszcza męska) zginęła wskutek walk i represji albo padła ofiarą deportacji; część została zasymilowana przez najeźdźców. Nazywamy ich zbiorowo Guanczami, choć nazwa ta odnosiła się pierwotnie tylko do mieszkańców Teneryfy. Rdzenni Kanaryjczycy dysponowali jedynie bardzo prymitywnymi substytutami łodzi morskich, toteż kontakty między wyspami były bardzo ograniczone. Stąd różnice, które zdążyły się rozwinąć wskutek wielowiekowej izolacji. Styl życia, tradycje i dialekty poszczególnych wysp ewoluowały niezależnie w różnych lokalnych warunkach.

A jednak Guanczowie jakoś dostali się na Wyspy Kanaryjskie. Co więcej, wraz z nimi dotarły zwierzęta hodowlane – kozy, świnie i owce (obecne na wszystkich głównych wyspach archipelagu), nie wspominając o psach, kotach i myszach domowych. Dotarły też rośliny uprawne – przede wszystkim jęczmień, ale też pszenica, soczewica, bób i groch. Guanczowie byli zatem ludem rolniczo-pasterskim. Nie używali żadnych metali, bo archipelag pozbawiony jest rud miedzi czy żelaza. Z konieczności zatem ich kultura stała się neolityczna (a na niektórych wyspach z upływem czasu zaczęła ewoluować wstecz ku łowiectwu–zbieractwu). Otacza ich aura tajemniczości, wzmocniona wspomnieniem zaciętego i – przynajmniej przez pewien czas – skutecznego oporu, jaki stawili Europejczykom (podbój Teneryfy zakończył się dopiero w roku 1496). Stąd krążące w literaturze pseudonaukowej i po internecie opowieści, według których Guanczowie – rzekomo odznaczający się nadludzką posturą – byli ocalałymi potomkami olbrzymów z Atlantydy. Inne romantyczne koncepcje przedstawiają Guanczów jako spadkobierców atlantyckich kultur megalitycznych, ewentualnie starożytnych Egipcjan lub Fenicjan z domieszką krwi wikingów. Jednak już we wczesnych opisach kronikarzy europejskich podkreślane było podobieństwo fizyczne i kulturowe tubylców do ludów północno-zachodniej Afryki, a szczątkowa dokumentacja języka Guanczów, utrwalona przed jego wymarciem (liczebniki, listy słownictwa), wyraźnie wiąże ich z Berberami. Często cytowanym przykładem jest słowo oznaczające świnię, zapisane przez Hiszpanów jako ilfe, odpowiadające północnoberberyjskiemu iləf (o tym samym znaczeniu).

Pochodzenie Guanczów nie zostało dotąd wyjaśnione w szczegółach, ale archeologia Wysp Kanaryjskich kilka rzeczy ustaliła z dużą dozą pewności. Jeśli odrzucić datowania wątpliwe lub ewidentnie błędne, nie ma dowodów na jakiekolwiek stałe osadnictwo na wyspach przed II w. n.e. Wiadomo natomiast, że na przełomie er na wyspach bywali Rzymianie; archipelag był zresztą dobrze znany rzymskim geografom. Pliniusz Starszy opisał go dość dokładnie w I w. n.e. jako Insulae Fortunatae ‘Wyspy Szczęśliwe’.2 Badania genetyczne zarówno zachowanych szczątków Guanczów sprzed podboju kastylijskiego, jak i ich współczesnych potomków, wskazują na migrację z Afryki w co najmniej dwóch falach w pierwszych stuleciach naszej ery.3

Można się natknąć na spekulacje, że  przodkowie Guanczów byli więźniami lub jeńcami wojennymi skazanymi na przymusowe osiedlenie się na wyspach przez Rzymian lub królów Numidii i Mauretanii, ale byłaby to praktyka niepodobna do niczego, co notuje historia. Migracja z kontynentu na archipelag była zapewne dobrowolna i miała jakiś cel, być może po prostu ucieczkę przed kryzysami politycznymi i anarchią trapiącymi Afrykę Północną. Okazało się, że była to podróż z biletem w jedną stronę, bo choć niewątpliwie wymagała użycia statków, to osadnicy sami nie potrafili lub nie chcieli ich budować na miejscu, stopniowo izolując się nawet od sąsiednich wysp. Możliwe, że tylko część osadników była berberyjskojęzyczna, bo wiele słów zanotowanych przez kronikarzy hiszpańskich nie ma ani wyraźnych odpowiedników berberyjskich, ani w ogóle przekonującej etymologii.

Przodkowie Guanczów nie byli analfabetami. Znali pismo i pozostawili po sobie wiele napisów naskalnych. Używali zarówno jednej z zachodnich odmiany pisma libijsko-berberyjskiego (przed jego przekształceniem się w tifinagh), jak i rozpowszechnionej w Afryce Północno-Zachodniej odmiany kursywnego pisma łacińskiego. Przy tym inskrypcje libijsko-berberyjskie – z reguły zapisywane kolumnami z dołu do góry – spotyka się w różnych częściach archipelagu (przy czym różne wyspy stosowały nieco odmienne warianty alfabetu), a zapisy pismem łacińskim – tylko na Lanzarote i Fuerteventurze. Podobnie jak gdzie indziej, teksty są krótkie i trudne do zinterpretowania. Nie udało się w nich wyodrębnić berberyjskich końcówek fleksyjnych ani innych elementów, które pomogłyby w odczytaniu. Większość z nich jest także niedatowalna metodami bezpośrednimi.

Podsumowanie

Widzimy zatem, że współczesny alfabet (neo)tifinagh, choć utworzony współcześnie na nowo, nawiązuje do bardzo długiej, barwnej i w dużym stopniu tajemniczej historii pism berberyjskich. Gorąco zachęcam do zapoznania się z nim choć na tyle, żeby móc odczytywać nazwy miejscowości na marokańskich lub algierskich drogowskazach. Na tym w zasadzie kończę przegląd zagadnień związanych z językami i pismami Berberów/Imazighen, ale planuję jeszcze nieduży dodatek do tej serii. Wyjaśnię w nim, jak pewien porost skłonił pewnego szlachcica z Normandii do zbrojnej ekspedycji i czynów, które dziś nazwalibyśmy ludobójstwem. A także – co ma z tym wspólnego papierek lakmusowy.

Ryc. 3.

Przypisy

1)  Spółgłoska transkrybowana była wymawiana jako palatalne /tʲ/ lub /c/, a jako bezdźwięczne gardłowe /ħ/; dokładna rekonstrukcja samogłosek nie jest niestety możliwa. Konwencjonalnie używa się przybliżonej wymowy T(i)ehenu, T(i)emehu.
2) Jedną z nich nazwał Canaria Insula ‘Wyspa Psia’ (dzisiejsza Gran Canaria), dając w ten sposób początek dzisiejszej nazwie całego archipelagu.
3) Choć z drugiej strony np. kozy na wszystkich siedmiu głównych wyspach pochodziły z tej samej małej populacji założycielskiej, czyli zostały sprowadzone na wyspy jednorazowo.

Opisy ilustracji

Ilustracja w nagłówku: Gumersindo Robayna y Lazo (1829–1898), Pierwsza bitwa w Acentejo (domena publiczna). Miejskie Muzeum Sztuk Pięknych, Santa Cruz de Tenerife. 31 maja 1494 r., dwa lata przed zakończeniem konkwisty kanaryjskiej, ekspedycja hiszpańska poniosła druzgocącą klęskę w bitwie ze sprzymierzonymi plemionami Guanczów z Teneryfy. Straty Hiszpanów wyniosły ok. 80% (prawie tysiąc zabitych). Było to ostatnie wielkie zwycięstwo rdzennych Kanaryjczyków, nie zapobiegło jednak całkowitemu podbojowi wysp.

Ryc. 1. Dwujęzyczny napis na ścianie świątyni w Thugdze (138 r. p.n.e.), upamiętniający króla Numidii Masynissę. Górna część napisu w języku punickim, dolna – w języku staroberberyjskim. Jest to najdłuża znana inskrypcja zapisana pismem libijsko-berberyjskim. Odlew gipsowy oryginału, przechowywany w Muzeum Luwru (domena publiczna).
Ryc. 2. Oficjalna wersja współczesnego alfabetu tifinagh dla marokańskiego standardu języka tamazight (33 litery). Autor: Serg!o. Źródło: Wikipedia (licencja CC BY-SA 3.0).
Ryc. 3. Przykład współczesnej inskrypcji dwujęzycznaj: nowa marokańska wersja znaku drogowego STOP. Na górze napis po arabsku: qif (od prawej do lewej). Na dole napis w standardowym marokańskim tamazight (od lewej do prawej): bedd [bədd]. Oba oczywiście oznaczają to samo: ’zatrzymaj się!′ (domena publiczna).

Lektura dodatkowa

Inskrypcje libijsko-berberyjskie: https://africanrockart.britishmuseum.org/thematic/written-in-stone/
Historia współczesnego ruchu Amazigh: Vorbrich 2020.
Najnowsze ustalenia archeologii kanaryjskiej: Mitchell 2023.

FUVWY, czyli drzewo rodowe liter (Część 3)

Spójrzmy na dzieje litery wāw okiem ewolucjonisty. Co się właściwie stało? Zaczęło się od tego, że kiedy Grecy zapożyczyli fenicki system pisma, litera wāw uległa duplikacji. Powstał jej wariant, nieco przekształcony graficznie, który został potraktowany jako odrębna litera z inną wartością fonetyczną. Który z wariantów greckich, digamma/wau (Ϝ, ϝ) czy ypsilon (Y, υ) jest „oryginałem”, a który zmutowaną „kopią”? Wydawałoby się, że odpowiedź jest prosta: ypsilon bardziej przypomina kształtem fenickie wāw, więc to on jest literą oryginalną. Zauważmy jednak, że Grecy oprócz tego, że zapożyczyli ideę pisma, w którym litery odpowiadają głoskom, zachowali też kolejność liter fenickiego alfabetu spółgłoskowego, która nie jest oparta na żadnej podstawie fonetycznej; porządek liter jest w zasadzie czysto umowny i przypadkowy, a utrwalił się tylko jako tradycja kulturalna przez powtarzanie w procesie nauki czytania i pisania. Litera Ϝ (dopóki była używana) zajmowała szóste miejsce po Α, Β, Γ, Δ, Ε, dokładnie tak jak litera wāw po ʔālep, bēt, gīml, dālet, . Zauważmy, że taka sama jest pozycja łacińskiego F po A, B, C, D, E, które genetycznie dokładnie odpowiadają pierwszym pięciu literom fenickim i greckim. Digamma/wau przejęła także funkcję fonetyczną wāw, czyli reprezentowanie głoski [w]. Natomiast Y umieszczono blisko końca alfabetu greckiego wraz z kilkoma znakami wymyślonymi przez Greków na oznaczenie głosek, dla których nie było symboli fenickich.

Używając żargonu zapożyczonego z biologii, można zaryzykować twierdzenie, że to Ϝ jest właściwym ortologiem litery wāw, ponieważ (mimo zmodyfikowanego kształtu) pochodzi od niej wprost i zajmuje to samo miejsce w utrwalonej przez tradycję sekwencji liter; Y jest natomiast paralogiem, czyli duplikatem, który został przeniesiony do innej lokalizacji w alfabecie i przyjął inną funkcję: reprezentowanie samogłosek (krótkiej i długiej) o barwie [u] w grece archaicznej, a następnie [y] w grece klasycznej.

Większość odmian języka starogreckiego (głównym wyjątkiem był dialekt eolski) straciła głoskę [w] na długo przed okresem klasycznym (V–IV w. p.n.e.). Choć w czasach, gdy powstawały Iliada i Odyseja, głoska [w] miała się jeszcze świetnie, oba eposy znamy z kopii rękopisów późniejszych o setki lat, w których nie używano digammy. Dlatego we współczesnych wydaniach Homera nie ma zwyczaju zapisywać np. słowa ‘król’ jako ϝάναξ [wanaks] zgodnie z wymową „z epoki”, tylko w postaci klasycznej jako ἄναξ [anaks]. Digamma znikła zatem z alfabetu. Kolejność liter nie uległa przy tym zmianie, tylko litery następujące po Ϝ przesunęły się o jedną pozycję bliżej początku alfabetu, zapełniając lukę. Genetyk powiedziałby, że nastąpiła delecja (ubytek fragmentu sekwencji).

Rzymianie, tak jak Grecy, z grubsza zachowali linearny porządek alfabetu. W szczególności litery F i V, pochodzące od greckich Ϝ i Y, znalazły się w miejscach odpowiadających pozycji liter greckich. Zmieniła się co prawda ich funkcja, bo F zaczęło oznaczać [f], a V – nie tylko samogłoskę o barwie [u] (krótką lub długą), ale także spółgłoskę [w]. Mimo to kontynuacja historyczna jest tu niewątpliwa. Jednak za sprawą wewnętrznej ewolucji alfabetu łacińskiego zaszły kolejne zmiany wpływające na strukturę systemu. Po kilkuset latach litera Y została przeniesiona z alfabetu greckiego wraz z zapożyczanym słownictwem. Potraktowano ją jako nowy znak pisma i umieszczono tam, gdzie nakazywała tradycja: na końcu alfabetu, zaraz po V i X, które, nawiasem mówiąc, również znalazły się w tej pozycji jako wywodzące się z greckich uzupełnień systemu fenickiego. Na samym końcu umieszczono kolejny import z greki, literę Z.

Tu warto zauważyć, że Z (co prawda o nieco innym, ale pokrewnym kształcie) istniało w pierwotnej wersji alfabetu łacińskiego i oznaczało głoskę [z], a zajmowało w sekwencji liter miejsce siódme, zaraz po F, czyli to samo, co grecka zēta (Ζ, ζ), a jeszcze wcześniej fenickie zayin. Delecja starego Z nastąpiła około 300 r. p.n.e. Usunięto je z alfabetu oficjalnie, jak głosi wieść, na mocy decyzji wysokiego urzędnika, cenzora Appiusza Klaudiusza zwanego Ślepym (Appius Claudius Caecus), ponieważ wskutek postępujących zmian fonetycznych łacina straciła głoskę [z] (w większości pozycji zmieniła się ona w [r]). Wkrótce po delecji dokonano jednak insercji (czyli wstawienia nowej litery) w tym samym miejscu alfabetu. Miejsce siódme zajął duplikat litery C z mutacją polegającą na dopisaniu kreski, czyli G. Była to pożyteczna innowacja, bo mimo że głoski [k] i [g] były w łacinie odrębnymi fonemami, to tradycyjnie zapisywano je tą samą literą C. Teraz wreszcie naprawiono zadawnioną usterkę sięgającą początków alfabetu łacińskiego i można było odróżnić słowa takie jak crūs ‘goleń’ i grūs ‘żuraw’, pierwotnie zapisywane jednakowo jako CRVS. Stare Z było jednak potomkiem greckiej zety w prostej linii, odziedziczonym przez pisma staroitalskie wraz z całym systemem, natomiast nowe Z było takim samym importem jak Y. Obie litery dostały się do alfabetu łacińskiego nie jako kontynuacja historyczna dawniejszych liter italskich, ale jako import z greki hellenistycznej w I w. p.n.e. Biolog nazwałby to transferem poziomym.

Różne warianty tej samej litery alfabetu. Zauważmy, że w tradycji naszej kultury traktujemu duże G i małe g jako formy graficzne tej samej litery, choć są one do pewnego stopnia zróżnicowane funkcjonalnie (przy czym jednak mają tę samą wartość fonetyczną). Językoznawcy nazywają abstrakcję “tej samej litery” grafemem, a poszczególne warianty jego allografami.

Czytelnicy łatwo zauważą, że późniejsza rozbudowa systemu znów polegała na duplikacjach. Najpierw (w późnym średniowieczu) pojawiła się tendencja do traktowania występujących obok siebie dwóch VV jako jednej litery W. Motywacją do takiej zmiany statusu był fakt, że podwójne VV wyspecjalizowało się funkcjonalnie: oznaczało spółgłoskę [w] w odróżnieniu od [u] lub [v] w konwencji przyjętej przez skrybów zapisujących niektóre języki germańskie (do których dołączył m.in. także polski). Wreszcie w XVIII w. nastąpił podział funkcji między dwa kształty litery V, zaokrąglony i kanciasty, w związku z czym stały się one pełnoprawnymi, osobnymi literami, samogłoskową i spółgłoskową. A zatem miejsce w alfabecie zajmowane przez V rozszczepiło się na V, W, a następnie duplikacja VU, V doprowadziła do powstania obecnej sekwencji U, V, W. Jako ćwiczenie domowe pozostawiam rozrysowanie wymienionych zmian ewolucyjnych w formie drzewa rodowego, czyli filogenezy rodziny liter (z uwzględnieniem komplikacji, jaką był transfer poziomy Y).

Oczywiście analogia między alfabetem i literami a – na przykład – genomem i genami jest tylko analogią i nie warto trzymać się jej niewolniczo ani przywiązywać do niej większej wagi, niż na to zasługuje. Niemniej zarówno w przypadku ewolucji biologicznej, jak i kulturowej, mamy do czynienia z podobnymi motywami: duplikacja połączona ze zróżnicowaniem funkcji obu kopii pierwotnego elementu jest częstym źródłem innowacji systemowych niezależnie od tego, z jaką ewolucją mamy do czynienia. Zanik elementu, który stracił dawną funkcję, a nie zyskał nowej, też jest powszednim zjawiskiem ewolucyjnym. Podobny jest również charakter obiektów, na które działa ewolucja. Są one do pewnego stopnia plastyczne, podatne na drobne zmiany i wariantywność bez utraty swojej tożsamości. Dopóki białko kodowane przez jakiś gen wypełnia swoje funkcje, nie ma znaczenia, czy wszystkie elementy kodującej sekwencji DNA są identyczne. Co więcej, różne warianty sekwencji, czyli allele, traktujemy jako kodujące „w zasadzie to samo” białko, nawet jeśli różnice między nimi mają pewien wpływ na sekwencję aminokwasów, a zatem na strukturę i funkcjonalność białka. Białko pozostaje „to samo” w sensie ewolucyjnym, nawet wówczas, gdy jego funkcja ulega zmianom w czasie w sposób płynny, bez dramatycznych rewolucji. Podobnie nie ma znaczenia, jak zapisujemy ręcznie czy też drukujemy daną literę, o ile inni ludzie interpretują ją jako ten sam element systemu pisma i odczytują ją zgodnie z naszą intencją (patrz ilustracja).

Tą interdyscyplinarną refleksją kończę niniejszą miniserię wpisów i zachęcam do szukania inspiracji intelektualnej ponad przegródkami, które dzielą naukę na wąskie specjalności.

FUVWY, czyli drzewo rodowe liter (Część 2)

W poprzednim odcinku dotarliśmy do początków naszej ery, gdy łacina miała już trzy litery pochodzące od wspólnego przodka – fenickiej litery wāw: F, V oraz Y. Jak dobrze wiemy, kształty liter bywają bardzo zmienne zależnie od tego, gdzie i w jaki sposób je zapisujemy, jak szybko piszemy, jak bardzo czytelnie chcemy pisać, albo jakie są osobiste upodobania piszącego. Tak było również z alfabetem łacińskim. Litera V była kanciasta, kiedy ryto ją w kamieniu albo kaligrafowano, ale w piśmie odręcznym łatwo ulegała zaokrągleniu (podobnie jak odręczny wariant greckiego Υ, z którego rozwinął się mały ypsilon, czyli υ). A zatem mniej staranny wariant V wyglądał tak: U. Był jednak tą samą literą, tak samo jak np. nasze G i ɡ, które mimo różnicy kształtów traktowane są jako różne warianty tej samej litery.

Tymczasem łacina ewoluowała. Mniej więcej w I w. n.e. spółgłoska (a właściwie półsamogłoska) [w] w wymowie potocznej zaczęła być wymawiana mniej samogłoskowo, a bardziej spógłoskowo, jako dwuwargowa spółgłoska [β] z artykulacją szczelinową. Jej dalsza ewolucja biegła na ogół w stronę wargowo-zębowej spółgłoski szczelinowej [v]. Taki rozwój jest bardzo naturalny i powtarzał się wielokrotnie oraz niezależnie w różnych językach. Pod koniec I tysiąclecia n.e. w systemach pisma wzorowanych na łacinie używano nadal tej samej litery V/U do zapisu samogłoski typu [u] (albo rezultatów jej dalszego rozwoju, np. francuskiego u wymawianego [y]). Jednocześnie używano jej w funkcji spółgłoskowej do zapisu dźwięku, który teraz brzmiał już [v] (lub podobnie). Nikomu to nie przeszkadzało, bo pozycja litery w wyrazie zwykle jednoznacznie wskazywała, czy mamy wymawiać [u], czy [v]. W starannym piśmie ręcznym czasem preferowano jeden wariant litery (v) na początku wyrazu, a drugi (u) w pozostałych pozycjach (bez względu na wymowę). Ten zwyczaj przejęli pod koniec XV w. drukarze. Jeszcze w XVII w. (na przykład w elżbietańskich wydaniach sztuk Szekspira) widzimy pisownię vpon, vncle, vnderstand (zamiast dzisiejszego upon, uncle, understand), albo też loue, seuen, diuision (zamiast dzisiejszego love, seven, division). Podobnie postępowano, pisząc po łacinie, po francusku, a nawet zapisując polskie [u]: vcho ‘ucho’, vfasz ‘ufasz’ itd. Choć już w XIV w. zdarzały się próby funkcjonalnego zróżnicowania wariantów V i U (czyli uznania ich za dwie litery), taka praktyka rozpowszechniła się dopiero w XVIII w. W roku 1762 Akademia Francuska wprowadziła reformę pisowni, nakazując zapisywać spółgłoskę [v] literą V, a pisownię U zarezerwować dla samogłosek. Inne ortografie narodowe poszły śladem Francuzów i w ten sposób U i V stały się osobnymi literami, sąsiadującymi z sobą w alfabecie na pamiątkę wspólnego pochodzenia.

Już we wczesnym średniowieczu (VII–VIII w.) skrybowie zapisujący niektóre języki (na przykład staroangielski i staro-wysoko-niemiecki) natknęli się na następujący problem: języki, którymi się posługiwali, używały głoski dwuwargowo-tylnojęzykowej [w], której nie było już w średniowiecznej łacinie kościelnej ani w językach romańskich. W słowach pochodzenia łacińskiego litera V/U w funkcji spółgłoskowej nie oznaczała [w], tylko [v]. Skrybowie anglosascy poradzili sobie w końcu, zapożyczając z afabetu runicznego literę wynn (Ƿ) o wartości fonetycznej [w]. Ale zanim to nastąpiło, używano półśrodków – pisowni V/U albo modyfikacji polegającej na podwojeniu litery, kiedy miała oznaczać [w]. Podobnie postępowali piszący po staro-górno-niemiecku, odróżniając [w] od [v] dzięki pisowni podwajającej. Robiono tak również, latynizując germańskie imiona własne. Na przykład imię staroangielskie Ēadweard ‘Edward’, zapisywane w alfabecie staroangielskim EADǷEARD, oddawano po łacinie jako EADVVARDVS. W okresie średnioangielskim, czyli po najeździe normańskim w XI w., staroangielskie tradycje literackie zostały przerwane i piszący po angielsku musieli od nowa tworzyć ortografię swojego języka. Zrezygnowano wówczas z Ƿ i na nowo przyjęto „kontynentalne” podwojenie. Stopniowo podwójna litera V/U przekształciła się w ligaturę (trwałe połączenie dwóch liter w jeden znak złożony), nazywane po angielsku do dziś „podwójnym U”, czyli double u [ˈdʌbljuː], ponieważ zaczęto je uważać za osobną literę już w XIV w., zanim doszło do uniezależnienia się U od V. A zatem w XVIII w. w alfabetach wywodzących się z łacińskiego istniały już następujące litery: F, U, V, W, Y, pochodzące od wspólnego przodka.

Fragment tkaniny z Bayeux, średniowiecznego komiksu o podboju Anglii przez Normanów. Książę Wilhelm (później zwany Zdobywcą) występuje tu jako VVILLELM DVX (Willelm dux) z podwójnym VV dla oznaczenia głoski [w]. W niektórych miejscach tkaniny (na przykład tutaj) spotykamy ligaturę W (oba V częściowo zachodzą na siebie). Źródło: Muzeum Tapisserie de Bayeux.

Pisownia polska ukształtowała się pod wpływem niemieckim i łacińskim. Wskutek zmian zachodzących w języku niemieckim litera V/U używana jako spółgłoska przybierała w nim wartość fonetyczną [v] lub [f] (zależnie od dialektu). W staropolszczyźnie głoska [f] występowała niemal wyłącznie w słowach zapożyczonych i była zapisywana F, natomiast głoska [v] jeszcze nie istniała. Spółgłoska prasłowiańska zapisywana konwencjonalnie *v była w rzeczywistości półsamogłoską typu [w] i taką też wymowę odziedziczył język staropolski. Naturalne było zatem przejęcie niemieckiej litery W dla spółgłoski wymawianej w obu językach w zbliżony sposób. Dopiero nieco później zarówno niemiecki, jak i polski powtórzyły to, co zrobiła łacina w I tysiącleciu n.e.: wymowa [w] przekształciła się w [v], ale pisownia pozostała. Nie zaszło natomiast w polskim wyodrębnienie się dwu różnych liter, U i V, bo w XVIII w., kiedy stało się to możliwe, nie było zapotrzebowania na kolejną literę: spółgłoski polskie miały już utrwaloną pisownię. Polacy nie poszli śladem Czechów, którzy podczas swojego odrodzenia narodowego w XVIII i XIX w. zrezygnowali z używanego wcześniej W na rzecz zreformowanej pisowni V.

Dlaczego niemiecka litera V nosi nazwę [faʊ], używaną także przez Polaków? Ponieważ uczeni niemieccy, dyskutując o kwestiach pisowni, przypomnieli sobie o tym, że spółgłoskowy odpowiednik greckiego ypsilona odziedziczył fenicką nazwę wāw, wymawianą przez Greków [wau] i cytowaną przez autorów rzymskich jako uau (w pisowni zmodernizowanej: vau). Przyjęto zaten vau jako nazwę nowej litery V odrębnej od U, wymawiając ją jednak z niemiecka, a nie jak w klasycznej łacinie.

Oczywiście, skupiając się na alfabecie łacińskim, pominąłem fakt, że pismo fenickie, a następnie alfabet grecki, dały początek wielu innym systemom pisma i że wobec tego fenickie wāw spłodziło mnóstwo innych następców. Pochodzą od niego na przykład (za pośrednictwem alfabetów północnoitalskich typu etruskiego) dwie, a może nawet trzy litery alfabetu runicznego (opracowanego przez Germanów w okresie rzymskim). Najczęściej jednak w danym systemie pisma tylko jedna litera jest kontynuacją wāw (np. w cyrylicy jest to У, oznaczające samogłoskę [u]). Alfabet łaciński – a ściślej mówiąc, jego współczesna wersja – dokonał nadzwyczajnego wyczynu, produkując aż pięć liter, którym można przypisać wspólne pochodzenie. W trzecim i ostatnim odcinku tej miniserii spróbujemu się przyjrzeć pewnym konsekwencjom teoretycznym tej ewolucji ortograficznej.