Śródziemnomorze Północne, czyli świat języków zaginionych (5): Język baskijski (urodzony pod dobrymi ptakami)

Gallia est omnis dīvīsa in partēs trēs, quārum ūnam incolunt Belgae, aliam Aquītānī, tertiam qui ipsōrum linguā Celtae, nostrā Gallī appellantur (Cała Galia dzieli się na trzy części, z których jedną zamieszkują Belgowie, drugą Akwitanowie, trzecią ci, którzy we własnym języku nazywają się Celtami, a w naszym – Galami). Tym słynnym zdaniem zaczynają się pamiętniki Juliusza Cezara opisujące przebieg dziewięcioletniej kampanii, której celem był podbój Galii. Kim byli Galowie, wiadomo, choć dziś nie uznajemy określeń „Celt” i „Gal” za synonimy. Kim byli Belgowie (starożytni, nie współcześni), nie jest do końca jasne. Wbrew opinii Cezara, który uważał ich za lud odrębny od Galów pod względem języka, zwyczajów i praw, wydaje się, że Belgowie byli konfederacją plemienną, w której dominowali Celtowie używający dialektów niezbyt różnych od galijskiego, aczkolwiek w jej skład mogli także wchodzić mniej lub bardziej zasymilowani Germanie.

A kim byli Akwitanowie? Cezar lokuje ich w południowo-zachodniej Francji na obszarze ograniczonym przez rzekę Garonnę (łac. Garumna), oddzielającą Akwitanów of Galów, Pireneje i „tę część Oceanu, która oblewa Hiszpanię”, czyli Zatokę Biskajską. Obszar ten pokrywa się mniej więcej z historyczną krainą Gaskonią. Akwitanowie nie posiadali własnego pisma, ale w początkach naszej ery nauczyli się pisać po łacinie. Pozostawili sporą liczbę napisów nagrobnych i wotywnych, w których, zagnieżdżone w tekście łacińskim, występują akwitańskie imiona osobowe i imiona bóstw. Tych pierwszych jest ok. 400, drugich ok. 70. Kontekst zwykle wskazuje na płeć wymienionej osoby, a ponadto teksty podają imiona obojga rodziców. W sumie jest to materiał bogaty i poddający się analizie mimo faktu, że w inskrypcjach nie ma oprócz imion żadnych innych słów akwitańskich. Rezultat? Imiennictwo akwitańskie jest bez wątpienia baskijskie. Są to słowa i złożenia nie tylko rozpoznawalne, ale także zgodne z rekonstrukcjami prabaskijskimi uzyskanymi niezależnie (na podstawie analizy porównawczej współczesnych dialektów baskijskich). Część imion akwitańskich, choć nieużywana współcześnie, pojawia się w zapisach średniowiecznych jako nazwiska Basków. Oznacza to, że w czasach rzymskich przodkowie Basków zajmowali znaczną część Galii na południe i zachód od Garonny.

Dłoń z Irulegi – najstarszy znany obecnie zabytek języka baskijskiego (I w. p.n.e.). Źródło: link (domena publiczna).

Sytuacja językowa starożytnej północno-zachodniej Hiszpanii jest mniej jasna ze względu na skrajne ubóstwo dokumentów pisanych, ale nazwy geograficzne, zachowane nazwy plemion i nieliczne inskrypcje trochę rozjaśniają otaczający ją mrok. Kilka napisów z obszaru wschodniej Nawarry zamieszkanych przez lud Waskonów (łac. Vascōnēs) gdzie Rzymianie założyli miasto Pompaelo, czyli dzisiejszą Pampelunę, baskijskie Iruña/Iruñea) zawiera imiona rozpoznawalne jako baskijskie. Chyba najważniejszym zabytkiem językowym z tego obszaru jest odkryta zaledwie dwa lata temu „dłoń z Irulegi”, obiekt z brązu w kształcie ludzkiej dłoni, pochodzący z I w. p.n.e., znaleziony na stanowisku archeologicznym na południe od Pampeluny. Zapisano na nim kilka wyrazów północno-zachodnią odmianą pisma paleohiszpańskiego. Pierwsze z nich (i jedyne, jakie na razie udało się zinterpretować) to sorioneku. We współczesnym baskijskim mamy słowo zorioneko, pochodzące od zorion ‘szczęście’ (złożenie słów zori ‘los, powodzenie’ i on ‘dobry’). Sufiks -ko (poświadczony też w akwitańskim jako -co) ma do dziś wielkie znaczenie w słowotwórstwie baskijskim. Między innymi tworzy przymiotniki pochodzące od wyrażeń rzeczownikowych. Zatem zorioneko oznacza ‘szczęśliwy (cieszący się łaską losu)’. Jeśli dłoń z Irulegi była amuletem, to wystąpienie akurat tego słowa jest jak najbardziej naturalne (choć jeszcze nie rozumiemy całości napisu). Znalezisko po raz pierwszy wskazuje, że przodkom Basków w północnej Hiszpanii nie było obce pismo zapożyczone od Iberów. Następne zabytki, w których występują nie imiona, ale zwykłe słowa baskijskie, są młodsze o co najmniej tysiąc lat.

W okresie rzymskiego podbiju Iberii i Galii środek ciężkości obszaru, gdzie mówiono po prabaskijsku, znajdował się raczej po północnej stronie Pirenejów (nawiasem mówiąc, nazwa Gaskonia pochodzi od dawniejszego Waskonia). W samych górach, jak wskazują nazwy geograficzne, obszar ten sięgał daleko na wschód, co najmniej do doliny Aran, gdzie znajdują się źródła Garonny (dziś oficjalnym językiem tego zakątka Katalonii jest aranejski dialekt języka oksytańskiego). Aran to zresztą nazwa baskijska oznaczająca po prostu dolinę, a zatem „dolina Aran” to z etymologicznego punktu widzenie nazwa tautologiczna: ‘dolina Dolina’. Po stronie południowej prabaskijski był z pewnością używany na obszarze wokół Pampeluny/Iruñea, a być może także na terenie obecnej prowincji Gipuzkoa (nad Atlantykiem przy granicy z Francją), jednak szczątkowe dane, jakie mamy, wskazują, że resztę dzisiejszego Kraju Basków zajmowały raczej plemiona celtyckie blisko spokrewnione z Celtyberami i Galaikami. Baskowie przesunęli się ku zachodowi w późniejszym okresie, korzystając z osłabienia władzy rzymskiej i jej niewielkiego zainteresowania tą częścią Iberii.

W okresie załamania się imperium rzymskiego i wielkich migracji („wędrówek ludów”) Baskowie wciąż utrzymywali się w Gaskonii, w dolinach pirenejskich i na wybrzeżu oceanu po stronie hiszpańskiej. Stawiali skuteczny opór Rzymianom, a następnie Wizygotom i Swebom, nie dali się także zasymilować Frankom w czasach Karolingów, mimo że zostali częściowo wyparci z lewego brzegu Garonny, a ich język zastąpiły tam dialekty gaskońskie języka oksytańskiego. W incydencie, który – mocno zniekształcony – przeszedł do legendy, Baskowie krwawo pomścili zburzenie murów obronnych Pampeluny przez wojska Karola Wielkiego w 778 r., zastawiając partyzancką zasadzkę na jego tylną straż na przełęczy Ibañeta (Roncevaux). Wyrżnęli w pień kwiat frankijskich paladynów z hrabią Rolandem na czele, złupili tabory i rozpłynęli się w górach niczym duchy.

Jednak przez cały ten czas, aż do późnego średniowiecza, starobaskijski pozostawał nieudokumentowany przez źródła pisane. Badając jego wcześniejszą historię polegamy na rekonstrukcjach, które nie są łatwe z powodu izolowanego charakteru języka. Oczywiście głównym potencjalnym kandydatem na jego kuzyna jest język iberyjski, o zbliżonej fonologii i – jak się wydaje – zadziwiająco podobnym systemie liczebników. To podobieństwo jest tak uderzające, że aż podejrzane, bo nie towarzyszą mu inne zbieżności morfologiczne lub słowotwórcze ani nawet struktura imion osobowych. Trudno więc wykluczyć możliwość, że liczebniki baskijskie zostały hurtem zapożyczone z obcego źródła, co jest zjawiskiem rzadkim, ale nie bez precedensu. Hipoteza pokrewieństwa baskijsko-iberyjskiego pozostaje zatem nierozstrzygnięta.

Baskijski jest do tego stopnia owiany mgiełką tajemnicy, że nie wiemy nawet, dlaczego Rzymianie nazywali przodków Basków z terenu Galii Akwitanami ani skąd się wzięła nazwa Vascōnēs (i pochodzące od niej określenia: Gaskończycy, Baskowie). Nie posiada też ogólnie zaakceptowanej etymologii nazwa, którą Baskowie określają własny język: euskara. Jak każdy język izolowany, o którego historii niewiele wiadomo, baskijski przyciąga uwagę nie tylko poważnych badaczy, ale także fantastów i pseudojęzykoznawców. Zresztą i niejeden prawdziwy językoznawca popadł w idée fixe na punkcie takiej czy innej hipotezy dotyczącej Basków i ich języka. Dlatego warto wyjaśnić, co następuje:

1) Język baskijski nie jest „najstarszym językiem świata” ani pierwotnym językiem większej części Europy przed napływem ludów indoeuropejskich. Po prostu tak się złożyło, że jest ostatnim językiem izolowanym Europy Zachodniej, który dotrwał do naszych czasów. Takich języków (jak już widzieliśmy w tej serii wpisów) było więcej nawet w czasach historycznych i nie stanowiły one jednej „przedindoeuropejskiej” rodziny autochtonicznej.

2) Baskowie niekoniecznie są „autochtonami od zarania dziejów”, choć jako populacja wykazują szereg swoistych cechy genetycznych. Jak widzieliśmy, w czasach historycznych przemieścili się do swojej obecnej ojczyzny, migrując na południe i zachód. Badania DNA sugerują, że pierwsza fala ludów rolniczych, która dotarła nad Atlantyk, nałożyła się na miejscową ludność przedneolityczną. Baskowie należeli obok innych ludów historycznej Iberii I Galii do potomków tej zachodnioeuropejskiej populacji mieszanej, ale – w odróżnieniu od sąsiadów – żyli następnie we względnej izolacji przez kilka tysięcy lat. Omijały ich migracje i najazdy Celtów, Luzytanów, Rzymian, Germanów Wschodnich i Zachodnich, Arabów i ludów romańskich. Jak zwracał uwagę Marcin Czerwiński w jednym z wpisów na naszym blogu, cechy genetyczne wyróżniające Basków mogły w warunkach izolacji utrwalić się wskutek dryfu losowego.

3) Fascynujące cechy języka baskijskiego wyglądają egzotycznie na tle Europy zdominowanej dziś (z nielicznymi wyjątkami) przez jedną rodzinę językową, ale mają swoje odpowiedniki wśród innych języków w innych częściach świata. Na przykład baskijski jest językiem ergatywno-absolutywnym: istnieje specjalny przypadek zwany ergatywem, który wyraża działacza jako podmiot w zdaniu zawierającym czasownik przechodni. Natomiast podmiot czasownika nieprzechodniego wyrażony jest innym przypadkiem, absolutywem, który wyraża także dopełnienie czasownika przechodniego. W Europie to rzadkość, ale rozmaite odmiany konstrukcji ergatywnych występują w setkach języków na różnych kontynentach. Nie świadczy to o pokrewieństwie, bo ergatywność nie jest innowacją, która pojawiła się raz, a następnie była przekazywana z przodka na potomków, tylko jednym ze sposobów organizowania zdania, który może wyewoluować wielokrotnie i niezależnie. Jeżeli na przykład endemiczne języki Kaukazu też są ergatywno-absolutywne, nie świadczy to samo w sobie o pokrewieństwie z baskijskim (ani nawet o wzajemnym pokrewieństwie rodzin kaukaskich).

4) Sporadyczne podobieństwa i zbieżności pozbawione charakteru systematycznego też nie mają wartości przy ustalaniu pokrewieństwa. Na przykład fakt, że starożytne królestwo istniejące w Gruzji nazywane było przez autorów grecko-rzymskich Iberią lub Hiberią, nie dowodzi żadnych związków etniczno-językowych z Iberami w Hiszpanii ani tym bardziej z Baskami. Jeśli kilka słów baskijskich wygrzebanych na chybił trafił ze słownika przypomina słowa o podobnym znaczeniu w języku gruzińskim, sumeryjskim, berberyjskim, fińskim, japońskim, eskimoskim albo nawaho (niepotrzebne skreślić), nie świadczy to absolutnie o niczym poza potwierdzeniem trywialnej prawdy, że przypadkowe podobieństwa zdarzają się dość często. Próby zastosowania metody porównawczej dla wykazania regularnych odpowiedniości między baskijskim a innymi językami (także indoeuropejskimi) nie przyniosły dotąd żadnych rezultatów, które można by było potraktować poważnie.

Plaża La Concha (Kontxa Hondartza) w Donastia/San Sebastián, stolicy prowincji Gipuzkoa w Kraju Basków. Źródło: Wikimedia.

Przy tych wszystkich zastrzeżeniach trzeba stwierdzić, że przetrwanie języka baskijskiego pomimo licznych historycznych zagrożeń jest zjawiskiem wyjątkowym i szczególnym darem dla językoznawców. Jest to język fascynująco odmienny od „średniej europejskiej” i jedyny żywy zabytek pierwotnego krajobrazu językowego tej części Europy sprzed agresywnej ekspansji wielkich grup indoeuropejskich. Szczęśliwie w ostatnim czasie wiele zmieniło się na lepsze w polityce językowej krajów europejskich, choć nadal daleka jest ona od ideału, a stosunek do języków mniejszościowych zmienia się w zależności od kraju, regionu i aktualnej polityki rządów. W Hiszpanii liczba użytkowników języka baskijskiego wzrasta, choć jest to głównie wzrost liczby mieszkańców Kraju Basków, dla których baskijski jest językiem drugim (zwłaszcza w młodszych grupach wiekowych). Przekazywanie go z pokolenia na pokolenie jako języka pierwszego niestety nadal nie jest normą. Niemniej używa go aktywnie w życiu codziennym kilkaset tysięcy hiszpańskich Basków, można więc myśleć o przyszłości baskijskiego z ostrożnym optymizmem. Po stronie francuskiej jest gorzej. Liczba użytkowników jest o rząd wielkości mniejsza niż w Hiszpanii i wciąż spada, choć dzięki wysiłkom edukatorów udało się nieco wyhamować tę tendencję. Baskijski (podobnie jak bretoński, oksytański czy kataloński) nie ma we Francji oficjalnego statusu języka regionalnego, co utrudnia mu rozwój w warunkach absolutnej dominacji języka francuskiego.

Na zakończenie ciekawostka. Jedną z trudności przy nauce baskijskiego jest fakt, że podobnie jak polski, baskijski posiada trzy szeregi przedniojęzykowych spółgłosek szczelinowych i odpowiadających im zwartoszczelinowych. Inaczej niż w polskim, są one zawsze bezdźwięczne; mają także inne miejsce artykulacji. Polskie s jest zębowo-dziąsłowe, ś dziąsłowo-podniebienne, a sz zadziąsłowe. Pierwsze dwie spółgłoski są laminalne (artykułowane za pomocą górnej powierzchni języka), a ostatnia jest apikalna (artykułowana za pomocą czubka języka). Baskijski ma natomiast z (laminalne zębowo-dziąsłowe, wymawiane tak jak polskie s), s (apikalne dziąsłowe, z czubkiem języka bliżej zębów niż w przypadku polskiego sz) oraz x (laminalne podniebienno-dziąsłowe, podobne do angielskiego sh). Ich odpowiedniki zwartoszczelinowe to tz, ts i tx (ta ostatnia wymawiana jak angielskie ch). Spółgłoski podniebienno-dziąsłowe x i tx (podobnie jak inne spółgłoski „miękkie”, pisane tt, dd, ñ, ll) występują niemal wyłącznie w słowach ekspresywnych, nacechowanych emocjonalnie (takich jak zdrobnienia lub potoczne odpowiedniki słów „oficjalnych”). Jeżeli jakieś słowo zawiera z lub s, w jego odpowiedniku ekspresywnym wystąpi x (na początku wyrazu często tx). Z kolei tz i ts przy tworzeniu form ekspresywnych są w każdej pozycji zastępowane przez tx. Zobaczmy to na przykładach:

sagu ‘mysz’ → xagu ‘myszka’
zuri ‘biały’ → xuri lub txuri ‘bielutki’
atso ‘starsza kobieta’ → atxo ‘staruszka’

Zauważmy, że w języku polskim w podobnie spieszczający sposób funkcjonują spółgłoski ś, ć, ź i (miś, Staś, Jaś, Małgosia, siusiu, babcia, nózia, dziadzio, Madzia). Gdybyśmy byli poszukiwaczami pokrewieństwa na siłę, być może stworzylibyśmy na tej podstawie hipotezę o pokrewieństwie polsko-baskijskim.

Często się zdarza, że słowo zdrobniałe traci nacechowanie ekspresywne. Wtedy dawne słowo nienacechowane zaczyna być odczuwane jako zgrubiałe. Na przykład słowo zakur ‘pies’ miało zdrobnienie txakur ‘piesek’. Jednak we współczesnym baskijskim to txakur przejęło rolę zwykłego określenia psa, a zakur zaczęło oznaczać ‘psisko’, zwłaszcza duże i złe. W polskim  też się tak zdarza. Na przykład forma córa jest dziś odbierana jako zgrubienie od nienacechowanego słowa córka, a dziad i babka – od dziadek i babcia.

Wróćmy do najstarszego napisu baskijskiego, w którym występuje (jako część złożenia) słowo zori ‘los, powodzenie’ (dawniej także ‘wróżba, omen’). Są dobre powody do przypuszczenia, że jego pierwotnym znaczeniem było ‘ptak’, ponieważ zwykłe baskijskie słowo oznaczające ptaka brzmi txori, a spółgłoska tx wskazuje wyraźnie, że jest to dawne zdrobnienie. Wróżenie z lotu i zachowania ptaków jest stare jak świat, więc można zrekonstruować następującą historię: po prabaskijsku zori mogło oznaczać ptaka zarówno jako żywą istotę i jako omen. Zachowało tylko to drugie znaczenie, podczas gdy pierwsze zostało przejęte przez słowo txori o pierwotnym znaczeniu ‘ptaszek, ptaszyna’. Być może zatem w czasie, gdy tworzono napis na amulecie z Irulegi, zorioneko rozumiane było jeszcze dosłownie jako odnoszące się do kogoś, komu sprzyjają ptaki wróżebne. Życzenie powodzenia brzmi po baskijsku: Zorionak! (etymologicznie: ‘pomyślnych ptaków!’). I tego życzmy Baskom oraz ich językowi.

Śródziemnomorze Północne, czyli świat języków zaginionych (4): Zagadkowe ludy Iberii

Podróż ze wschodu na zachód wzdłuż północnych wybrzeży Morza Śródziemnego kończymy na Półwyspie Iberyjskim. Wpływy cywilizacji posługujących się pismem dotarły tu z opóźnieniem, stąd też niewiele wiadomo o ludach i językach Iberii w głębokiej starożytności. Według autorów antycznych Fenicjanie z Tyru pojawili się tu już ok. 1100 r. p.n.e., ale brak na to dowodów archeologicznych. Osadnictwo fenickie zaczęło się raczej w IX w. p.n.e., a z VIII w. pochodzą najstarsze znane inskrypcje, odkryte w wielu miejscach w południowej Hiszpanii (Andaluzja). W tym czasie istniały już kolonie fenickie na atlantyckim wybrzeżu Iberii, a najważniejdzą z nich był Gādīr (dzisiejszy Kadyks). Fenicjanie prowadzili handel z miastem-państwem Tartessos, położonym blisko ujścia Gwadalkiwiru. Tartesyjczycy, których wpływy sięgały aż po południową Portugalię, byli eksporterami poszukiwanych metali, zwłaszcza srebra, ale także cyny (potrzebnej do wytwarzania brązu), miedzi i złota. Produkcja miedzi i srebra rozwinęła się na szczególnie wielką skalę w okolicach dzisiejszej Huelvy, gdzie również istniały fenickie stacje handlowe.

Stela z napisem po tartesyjsku w piśnie paleohiszpańskim (odmiana najstarsza, południowo-zachodnia, VII w. p.n.e.), znaleziona w Herdade de Abóbada (gmina Almodôvar, południowa Portugalia). Muzeum Regionalne w Beja (domena publiczna). Źródło: link.

W VII w. p.n.e. Tartesyjczycy zapożyczyli od Fenicjan ideę pisma, ale ani nie skopiowali fenickiego systemu pisma spółgłoskowego, ani nie opracowali alfabetu takiego jak grecki. Wynaleźli własny system zapisu, w którym istniały litery (inspirowane wzorami fenickimi) oznaczające sylaby zawierające spółgłoskę zwartą i samogłoskę (czyli np. ka, be, to), ale pozostałe spółgłoski (szczelinowe, nosowe, płynne) oraz samogłoski były zapisywane osobnymi literami jak w alfabecie, nie jak w piśmie sylabiczym. Ten mieszany system – pół sylabiczny, pół alfabetyczny, zwany pismem paleohiszpańskim – został przejęty przez kilka innych języków, tworząc regionalne odmiany. Oryginalna wersja tartesyjska odznacza się pewną osobliwością: po znaku sylabicznym jeszcze na wszelki wypadek dopisywano redundantną literę samogłoskową, np. kaa, bee. Późniejsze odmiany zrezygnowały z tej konwencji. Znamy wartość fonetyczną znaków tartesyjskich, ale nie rozumiemy treści inskrypcji (jest ich około setki). Nie pomaga fakt, że są one na ogół krótkie, a sposób zapisu był ciągły, bez podziału na słowa. Wybitny amerykański celtolog John T. Koch jest autorem hipotezy, że język tartesyjski był celtycki. Jednak jego propozycje interpretacji zachowanych napisów w świetle tej koncepcji są kontrowersyjne, a znaczna większość specjalistów odrzuca je wprost. Niewykluczone, że w tartesyjskim  istniały zapożyczenia celtyckie lub ogólniej indoeuropejskie, zwłaszcza wśród imion osobowych, ale sam język sprawia wrażenie nie tylko nieindoeuropejskiego, ale w dodatku dość odległego od rodziny indoeuropejskiej pod względem typologicznym.

Około połowy VI w. p.n.e. sytuacja w Iberii uległa wielu gwałtownym zmianom. W Tartessos zaszedł jakiś kryzys, którego skutkiem było załamanie się struktury politycznej i ekonomicznej, a także współpracy z Fenicjanami. Rdzenną ludność Andaluzji w późniejszym okresie stanowili Turdetanie, pod którą to nazwą ukrywają się zapewne potomkowie Tartesyjczyków, mówiący nadakl tym samym językiem, ale (zwłaszcza we wschodniej części tego obszaru) mieszali się z nimi Celtowie i Iberowie, o których będzie mowa za chwilę.

Tymczasem na drugim końcu Morza Śródziemnego upadł Tyr, stolica Fenicji, najpierw osłabiony przez najazdy asyryjskie, a w końcu podbity przez króla Persji Cyrusa Wielkiego w 539 r. p.n.e. Miało to ogromne konsekwencje dla kolonii fenickich, bo centrum życia ich morsko-kupieckiego imperium przeniosło się do „Nowego Miasta” (Qart Ḥadašt), czyli Kartaginy (w dzisiejszej Tunezji). Kartagińczycy podporządkowali sobie wszystkie kolonie fenickie w Afryce Północnej i w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego. W historii tych kolonii zaczął się tak zwany okres punicki. Żeglarze kartagińscy eksplorowali zachodnie wybrzeża Afryki i Europy oraz wyspy wschodniego Atlantyku; sprowadzali nawet cynę z Kornwalii i założyli kolejną kolonię za „słupami Herkulesa” po stronie afrykańskiej (Tingi, czyli dzisiejszy Tangier). Porty w południowej Hiszpanii nadal miały wielkie znaczenie jako bazy morskie i militarne. Także w VI w. w Iberii pojawili się Grecy, tworząc kolonie satelickie kolonii-matki w Massalii nad Zatoką Lwią (dzisiejsza Marsylia). Byli to Fokajczycy, wywodzący się z zachodniej Anatolii. Najpierw osiedlali się tu i ówdzie wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża, ale stopniowo zapuszczali się i na obszar kolonizacji punickiej, konkurując z Kartagińczykami w handlu z ludnością miejscową.

Kadyks (fenicki Gādīr), jedno z najstarszych miast Europy. Foto: Christopher Walker. Źródło: Wikipedia (licencja CC BY 2.0).

Wschodnią część półwyspu wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego zamieszkiwali Iberowie. Ich język zachował się w inskrypcjach od VI w. p.n.e. do I w. n.e. Znakomitą większość z nich zapisano iberyjskimi odmianami pisma paleohiszpańskiego (południową lub północną), ale lokalnie, w Murcji i Alicante, po sługiwano się też alfabetem greckim dostosowanym do iberyjskiego systemu fonologicznego. Inskrypcji jest wiele (około 2 tys.), a Iberowie używali znaków rozdzielających wyrazy, więc językoznawcy, którzy badają język iberyjski, osiągnęli mimo wszelkich trudności pewien poziom zrozumienia jego morfologii i składni; znamy też znaczenie niektórych słów. Jak wspomniałem w jednym z wcześniejszych wpisów, być może słowo ‘srebro’ w językach germańskich i bałtosłowiańskich jest starym zapożyczeniem iberyjskim (śalirban ‘sztuka srebra’). Z całą pewnością nie był to język indoeuropejski. Wskazuje się na zbieżności z baskijskim (pewna liczba podobnych słów, zwłaszcza liczebników), ale nie udało się dotąd wykazać pokrewieństwa między tymi językami w formie systemu regularnych odpowiedniości. Możliwe więc, że podobieństwa wynikają z regionalnej konwergencji języków wzmocnionej przez wzajemne zapożyczenia, a nie z pochodzenia od wspólnego przodka.

Z centralnej Hiszpanii pochodzą zabytki (ok. 200 inskrypcji) języka celtyberyjskiego, należącego do celtyckiej gałęzi rodziny indoeuropejskiej. Powstały one stosunkowo późno (II–I w. p.n.e.), częściowo w półsylabicznym piśmie paleohiszpańskim, częściowo w alfabecie łacińskim, ale nie ulega wątpliwości, że ludność celtycka już wtedy zamieszkiwała Iberię od wielu stuleci. Jako Celtów rozpoznawali ich autorzy starożytni (stąd nadana przez nich etykieta etniczna Celtiberī, czyli ‘celtyccy Iberowie’). Język celtyberyjski ma wiele cech odmiennych od pozostałych języków celtyckich, często zachowując utracone w innych liniach rozwojowych cechy konserwatywne. Musiał zatem oddzielić się od reszty grupy bardzo wcześnie. Niemniej posiada też wspólne innowacje definiujące gałąź celtycką. Oprócz Celtyberów w ścisłym sensie istniały też z pewnością inne grupy celtyckojęzyczne, znane nam z nazw plemiennych, miejscowych i osobowych, ale ponieważ ich języki nie zostały utrwalone na piśmie, trudno powiedzieć, na ile były odrębne od celtyberyjskiego. Szczątkowo – w postaci słów i krótkich zwrotów wkomponowanych w teksty łacińskie z I w. n.e. – poświadczony jest język Galaików (na terenie Galicji, która wzięła od nich swoją nazwę). Wygląda on na północno-zachodnią odmianę regionalną celtyberyjskiego.

Na północ od kraju Tartersyjczyków, nieco w głębi lądu, na obszarze znajdującym się dziś głównie w obrębie Portugalii, żyli Luzytanie. Ich język był niewątpliwie indoeuropejski i dość blisko spokrewniony z gałęzią celtycką, aczkolwiek nie był celtycki w ścisłym sensie. Prawdopodobnie stanowili jakieś wczesne odgałęzienie grupy italoceltyckiej, które jeszcze przed falą migracji celtyckiej dotarło na Półwysep Iberyjski i przetrwało w swojej peryferyjnej lokalizacji aż do czasów rzymskich. Zachowało się po nim tylko kilka dłuższych napisów z I w. n.e. (w alfabecie łacińskim), a prócz tego spora liczba nazw miejscowych i imion bogów.

Archipelag Balearów przed kolonizacją fenicko-punicką zamieszkany był przez ludność autochtoniczną, która przybyła tam z kontynentu w drugiej połowie III tysiąclecia p.n.e. Byli oni nosicielami szeroko rozprzestrzenionej kultury archeologicznej pucharów dzwonowatych z chararakterystycznym dla niej zestawem obiektów materialnych. Oprócz stylu ceramiki, od której pochodzi nazwa, były to charakterystyczne ozdoby i elementy uzbrojenia, w tym łuki refleksyjne. Część autorów utożsamia ekpansję tej kultury na dużym obszarze Europy (od południowej Polski i Czech po Portugalię i od Wysp Brytyjskich po Sycylię) z migracjami grup stanowiących zachodnią flankę Indoeuropejczyków. Jest to możliwe, ale trudne do udowodnienia. Badania szczątków nosicieli kultury pucharów dzwonowatych wskazują na ich znaczne zróżnicowanie genetyczne i dużą mobilność. Możliwe zatem, że nie stanowili grupy jednolitej językowo. Rdzenni mieszkańcy Balearów wznosili budowle megalityczne (tzw. talajoty), a jeśli wierzyć autorom starożytnym, przez większą część roku lubili chodzić nago (dzisiejsze plaże dla naturystów na Majorce, Minorce i Ibizie kontunuują tę tradycję). Kartagińczycy, którzy przejęli kolonie założone przez Fenicjan na Ibizie i pozostałych wyspach archipelagu, zatrudniali ich rdzenną ludność w swoich armiach jako procarzy, albowiem Balearczycy słynęli z zabójczej sprawności w posługiwaniu się tą bronią. Natomiast o ich języku nie wiemy nic konkretnego.

Podobnie jak w Italii, pojawienie się Rzymian i wprowadzenie łaciny zapoczątkowały proces szybkiego zaniku języków lokalnych. W trakcie II wojny punickiej w 206 r. p.n.e. Rzymianie przejęli wszystkie kolonie na południu półwyspu, opuszczone przez Kartagińczyków, uzyskując także dostęp do zasobów mineralnych, z których słynęła ta część Iberii. Tuż potem założyli dwie prowincje na wybrzeżu śródziemnomorskim, na terytoriach zamieszkanych przez Iberów i Turdetanów, a w 123 r. p.n.e. podbili Baleary. Pod koniec I w. p.n.e. Rzym anektował cały Półwysep Iberyjski. Zapewne niektóre ludy miejscowe używały swoich języków w mowie jeszcze przez kilka pokoleń, ale prestiż łaciny wywierał nieubłaganą presję na jej używanie we wszystkich dziedzinach życia.

Rodzime języki Iberii znikały w miarę, jak ludność miejscowa ulegała akulturacji w ramach imperium rzymskiego. Jest jednak jeden wyjątek, tak szczególny, że omówię go w osobnym wpisie. Jeden jedyny nieindoeuropejski język Europy Zachodniej zachował się w górskim refugium, jakim były zachodnie Pireneje i nie tylko oparł się zabójczemu wpływowi łaciny, ale przeżył kolejne burze dziejowe i istnieje nadal. Jest to oczywiście język baskijski.

Pozostałości akweduktu rzymskiego zwane Pont del Diable. Tarragona, Katalonia (I w p.n.e/I w. n.e.). Miasto Tarraco było od 197 r. p.n.e. stolicą prowincji Hispania Citerior (później większej prowincji Hispania Tarraconensis), zamieszkanej głównie przez Iberów. Zdjęcie własne autora.

Podsumujmy: starożytna Iberia zamieszkana była przez ludność posługujących się kilkoma językami nieindoeuropejskimi (tartesyjski, iberyjski, prabaskijski), których wzajemne pokrewieństwo nie jest pewne. Każdy z nich mógł być reliktem innej rodziny językowej. Żaden z nich nie wykazuje związków z językiem etruskim ani innymi językami nieindoeuropejskimi regionu śródziemnomorskiego, o których mamy jakiekolwiek informacje. Ponadto w Iberii występował co najmniej jeden język z grupy celtyckiej (celtyberyjski) i co najmniej jeden język indoeuropejski, którego nie można zaliczyć do żadnej z tradycyjnie wyróżnianych gałęzi (luzytański). Mogło być ich więcej (w tym nieznany język lub języki autochtoniczne Balearów), ale ubóstwo źródeł pisanych z okresu przedrzymskiego uniemożliwia ich identyfikację. Nasz obraz sytuacji językowej Iberii jest niezbyt ostry i z pewnością niepełny. Do tego dochodzą języki kolonistów (fenicki/punicki od IX w. p.n.e. i grecki od VI w. p.n.e.). Ze względu na specyfikę kolonizacji przez śródziemnomorskie potęgi kupieckie języki te nie stanowiły poważnego zagrożenia dla języków miejscowych i współistniały z nimi przez setki lat na równej stopie. Dopiero łacina odegrała rolę walca parowego niwelującego różnorodność językową.

Śródziemnomorze Północne, czyli świat języków zaginionych (2): Kocioł bałkański

W ciągu ostatnich kilku tysięcy lat przynajmniej jedna rzecz na Półwyspie Bałkańskim pozostała niezmienna: obecność języka greckiego. Językowi przodkowie Hellenów przybyli z północy jako migrujący lud indoeuropejski. Szacuje się, że dotarli na teren obecnej Grecji około 2200–2000 r. p.n.e., a nieco później stosunkowo jednolity język pragrecki podzielił się na wyraźnie różne dialekty regionalne. Lud mówiący jednym z nich, który możemy umownie nazwać Achajami (pod taką nazwą znali ich Hetyci), już w połowie XV w. p.n.e. opanował żeglugę morską w dostatecznym stopniu, aby zainteresować się wyspami Morza Egejskiego i wybrzeżem Azji Mniejszej. Co istotne, najechał również Kretę, gdzie istniała cywilizacja minojska, od około 1800 r. p.n.e. posługująca się systemem pisma sylabiczno-ideograficznego znanego jako pismo linearne A. Mimo intensywnych wysiłków i mimo tego, że dysponujemy sporym korpusem inskrypcji, pismo to dotąd nie zostało odczytane, aczkolwiek potrafimy z dużą dozą prawdopodobieństwa określić wartość fonetyczną części znaków. Cywilizacja minojska nie była ograniczona do Krety, ale kolonizowała też cały obszar egejski, importowała miedź z Cypru i handlowała zarówno z krajami Anatolii i Lewantu, jak i z Egiptem. Zapewne te kontakty zainspirowały Minojczyków do opracowania systemu pisma, ale był to wynalazek autorski, nie adaptacja hieroglifów egipskich lub pisma klinowego.

Nic nie wskazuje na to, żeby język minojskich Kreteńczyków był indoeuropejski lub semicki. Jeszcze w I tysiącleciu (VII–III w.) p.n.e. żyła na Krecie społeczność językowa zwana przez Greków Eteokreteńczykami („prawdziwymi” Kreteńczykami). Odkryto kilka inskrypcji eteokreteńskich zapisanych alfabetem greckim, w tym dwie dwujęzyczne. Potwierdzają one tylko, że eteokreteński nie należał do żadnej znanej rodziny językowej. Trudno jednak także utożsamić go z językiem utrwalonym tysiąc lat wcześniej w piśmie linearnym A, bo nie mamy pewności, ilu języków używali autochtoniczni Kreteńczycy. W „Odysei” mamy relację głównego bohatera, który opowiada Penelopie o kreteńskiej mozaice ludów i języków. Oprócz greckojęzycznych Achajów i Dorów Odyseusz wspomina Eteokreteńczyków, ale  także Kydończyków i Pelazgów. Tą ostatnią nazwą Grecy określali zbiorowo różne ludy południowych Bałkanów, zarówno kontynentalne, jak i wyspiarskie, które ulegały stopniowej asymilacji, przechodząc na język grecki. Pierwotnie ludy te były co najmniej częściowo nieindoeuropejskie, a przy tym zapewne różnorodne językowo. O ich egzotyce świadczy jedyny ślad, jaki po nich pozostał: duża liczba greckich słów i nazw geograficznych nieposiadających etymologii indoeuropejskiej; ich struktura ujawnia równie obce cechy morfologiczne. Jeśli Kreta była wielojęzyczna przed podbojem achajskim, to nie wiemy z kolei, czy języki te należały do jednej rodziny.

Cywilizacja minojska była osłabiona przez katastrofy naturalne, które dotknęły ją pechowo akurat w okresie największego rozkwitu. Były to seria trzęsień ziemi i supererupcja wulkanu Tera na Cykladach około 1600 r. p.n.e. oraz wywołane przez nią tsunami. Achajowie prawdopodobnie wykorzystali to osłabienie, przejmując dominację na Krecie. Wchłonęli przy tym wiele elementów kultury minojskiej. Około 1400 r. p.n.e. pojawiają się najstarsze zabytki pisma linearnego B, wzorowanego na linearnym A, ale użytym do zapisu dialektu mykeńskiego, najbardziej archaicznej formy języka greckiego, jaką znamy. Nazywany go mykeńskim, bo napisy w tym dialekcie spotykamy także poza Kretą w kilku ważnych ośrodkach kultury mykeńskiej na Peloponezie (Pylos, Mykeny) i w Beocji (Teby). Dialekt mykeński nie był w prostej linii przodkiem klasycznej ani dzisiejszej greki; był blisko spokrewniony z dialektami arkado-cypryjskimi, które w późniejszy okresie zachowały się w górach środkowego Peloponezu i na Cyprze; nie stworzyły one własnej odmiany literackiej w czasach klasycznych. Około 1200 r. p.n.e. kulturę mykeńską dotknął ten sam kryzys epoki brązu, co państwo Hetytów w Anatolii. Migracje innych plemion Greków z północy (zwłaszcza wojowniczych Dorów) spowodowały jej upadek i zanik piśmiennictwa.

Tylko koloniści achajscy na Cyprze utrzymali własne pismo sylabiczne, którego najstarszy przykład znamy z XI w. p.n.e. Wzorowane było ono na wcześniejszym piśmie cypryjsko-minojskim używanym na wyspie od pięciuset lat. Jego związki z linearnym A są niewątpliwe, choć niezbyt jasne. Sylabariusza cypryjskiego używano do zapisu zarówno greckiego dialektu wyspy, jak i języka autochtonicznego, zwanego eteocypryjskim (tak jak w przypadku eteokreteństkiego przedrostek eteo- znaczy ‘prawdziwie’). Eteocypryjskiego nie potrafimy ani dokładnie zrozumieć, ani zaklasyfikować, choć znamy wartość fonetyczną znaków, a nawet znaczenie kilku słów (na podstawie napisów dwujęzycznych, grecko-eteocypryjskich). Zapewne był on kontynuacją języka inskrypcji cypro-minojskich, ale i to pozostaje hipotezą. Zarówno język eteokreteński, jak i lokalny system pisma sylabicznego znikły ok. 300 r. p.n.e.

Stela kamienna z napisem po grecku w sylabicznym piśmie cypryjskim. Pochodzi z czasów ostatniego króla Pafos z epoki przedhellenistycznej, Nikoklesa (koniec IV w. p.n.e.). Muzeum Archeologiczne w Pafos. Zdjęcie: Lucas Bergowsky (członek zespołu Eksperymentu Myślowego).

Dzięki pismu linearnemu B udokumentowana historia języka greckiego wydłużyła się o około 600 lat – tyle dzieli pierwsze inskrypcje mykeńskie od wynalezienia alfabetu greckiego. Jedynie najstarsze języki anatolijskie sięgają głębiej w epokę brązu. Ale grupa anatolijska wymarła 2000 lat temu, podczas gdy greka nadal ma się dobrze. Dłuższą historię ma tylko język staroegipski (od końca IV tysiąclecia p.n.e. do XVII w. n.e., kiedy jego ostatni potomek, język koptyjski, przestał być używany jako żywy język mówiony).

Głównymi autorami odkrycia, że pismo linearne B słyżyło do zapisu archaicznej greki, byli brytyjski filolog-amator Michael Ventris (z wykształcenia architekt) i współpracujący z nim filolog klasyczny i językoznawca z Cambridge, John Chadwick. Ventris był poliglotą i entuzjastą odczytywania szyfrów, a Chadwick oprócz tego, że specjalizował się we wczesnej historii greki, miał także w swoim CV okres II wojny światowej, gdy pracował w zespole kryptologów w Bletchley Park, odkodowując depesze japońskiej marynarki wojennej. Wcześniejsze odkrycia, zwłaszcza amerykańskiej badaczki Alice Kober, przygotowały grunt dla ostatecznego sukcesu „złamania szyfru” linearnego B, ale to publikacje Ventrisa i Chadwicka w latach 1953–1956 dowiodły, że mamy do czynienia z językiem greckim. Pierwsze doniesienia na ten temat spotkały się z niedowierzaniem językoznawców i archeologów, bo podejrzewano raczej jakieś jakieś związki Minojczyków i Mykeńczyków  z Etruskami. Tak sądził sir Arthur Evans, ojciec archeologii Krety, a nawet sam Michael Ventris podczas swoich wczesnych i młodzieńczo naiwnych prób odczytania pism linearnych. Niestety Ventris zginął w wypadku samochodowym na kilka tygodni przed ukazaniem się monografii podsumowującej wyniki prac nad linearnym B. Miał wówczas zaledwie 34 lata.

Pismo linearne B niezbyt się nadawało do zapisu greki, bo jego prototyp opracowano dla języka o innym systemie fonologicznym i strukturze wyrazów. Musiały w nim przeważać sylaby otwarte (spółgłoska + samogłoska, ewentualne samogłoska bez spółgłoski), bo tylko dla takich kombinacji istniały znaki, co bardzo utrudniało zapis słów greckich zawierających zbitki spółgłoskowe lub spółgłoski końcowe. Ponadto pismo linearne B nie odróżniało głosek [r] i [l] i w zasadzie nie uwzględniało ważnego w grece kontrastu między spółgłoskami zwartymi bezdźwięcznymi, dźwięcznymi i przydechowymi (np. [k], [ɡ] i [kʰ]; wyjątkiem było odróżnianie [d] od pozostałych spółgłosek zwartych zębowych). Na przykład słowo wymawiane [ɡʷasileus] ‘król’ zapisywano jako qa-si-re-u. Znak sylabiczny qa mógł także oznaczać [kʷa] lub [kʰʷa], a znak re mógł również być użyty do zapisu [re]; końcowe [s] w ogóle pominięto. Słowo to odpowiada klasycznemu greckiemu basileús. Widzimy, że w dialekcie mykeńskim zachowały się głoski labiowelarne [kʷ], [ɡʷ] i [kʷʰ], które w późniejszej grece zanikły, przekształcając się w inne spółgłoski (w tym przypadku [ɡʷ] > [b]). W sylabariuszu cypryjskim to samo słowo zapisywano pa-si-le-wo-se, już bez głoski labiowelarnej.

To samo słowo w trzech greckich systemach pisma: linearnym B, sylabicznym cypryjskim i klasycznym greckim. Uwaga: napis cypryjski właściwie wygląda tak: se-wo-le-si-pa, bo w sylabariuszu cypryjskim zazwyczaj pisano od prawej do lewej, inaczej niż w linearnym A i B oraz w piśmie cypryjsko-minojskim.

Pismo linearne A, podobnie jak język napisów cypryjsko-minojskich, ocalałe fragmenty języka eteokreteńskiego i eteocypryjskiego, a także zupełnie zagadkowy, całkowicie izolowany tekst zapisany na tzw. dysku z Fajstos (także na Krecie) pozostają dla nas niezrozumiałe. A szkoda, bo ta niezrozumiałość zamyka nam drogę do poznania nieindoeropejskich języków starożytnych Bałkanów i obszaru egejskiego. Jedną z przeszkód jest krótkość napisów: choć tekstów zapisanych w linearnym A jest ponad 1400, są one zwykle krótkie i często uszkodzone; zawierają przeciętnie po trzy lub cztery znaki. Cały korpus jest kilkakrotnie mniejszy niż w przypadku linearnego B, co utrudnia stosowanie metody kombinatorycznej, zwykle pomocnej w takich przypadkach. Należy mieć nadzieję, że w końcu ktoś dokona w tej dziedzinie przełomu lub być może archeolodzy znajdą kolejne inskrypcje wnoszące coś nowego. Na razie o językach bałkańskich autochtonów żyjących tam przed przybyciem Greków wiemy tyle, że niewątpliwie istniały i pozostawiły wiele śladów, tyle że chwilowo niedających się zinterpretować. Resztki tych języków znikły około III w. p.n.e.

Jednak Bałkany to coś więcej niż greka i języki zaginionych cywilizacji egejskich. Cały ten region był siedzibą ważnych kultur archeologicznych na tysiące lat przed pojawieniem się Greków. W VII tysiącleciu p.n.e. to właśnie tam pojawiły się pierwsze w Europie kultury neolityczne. Na terenach obecnej Serbii i Bułgarii wytapiano miedź, a następnie brąz (stop miedzi z cyną) już w V tysiącleciu p.n.e., czyli wcześniej niż na Bliskim Wschodzie lub gdziekolwiek indziej na Ziemi. W tym czasie język praindoeuropejski dopiero zaczynał się dzielić na dialekty potomne. Północnobałkańska kultura Vinča, która wydała tych pierwszych metalurgów, używała także systemu znaków graficznych przypominających pismo, choć uważa się, że były to raczej symbole mnemotechniczne niż pismo w ścisłym sensie. Nie wiemy i zapewne nigdy się nie dowiemy, czy języki używane wtedy w regionie bałkańskim miały jakieś związki genetyczne ze znanymi nam współcześnie rodzinami językowymi.

Ale i stare indoeuropejskie języki Bałkanów (inne niż grecki) są w dużym stopniu zagadką. Jeden z nich przetrwał do naszych czasów. Jest to język albański, stanowiący osobną gałąź rodziny indoeuropejskiej. Badania nad historią albańskiego utrudnia fakt, że najstarsze zabytki tego języka pochodzą z XV w. Jednak jego dwie główne odmiany, gegijska i toskijska, rozdzieliły się na długo przed tą datą. Albański jest niewątpliwie kontynuacją któregoś z języków „paleobałkańskich”, znanych nam z doniesień starożytnych autorów. Niestety tylko nieliczne z nich zostawiły po sobie dotykalne zabytki w postaci kilku trudnych do odczytania inkrypcji. Inne szczątkowe dane, jakimi dysponujemy, to listy słownictwa spisywane przez autorów greckich oraz analiza zachowanych nazw geograficznych i imion osobowych. Zapewne przez wschodnie Bałkany migrowali przodkowie Frygów i Ormian, zanim osiedli w Azji Mniejszej. To, co wiemy o języku macedońskim, pierwotnym języku królestwa Macedonii, które zasłynęło jako ojczyzna Aleksandra Wielkiego, wskazuje na bliskie pokrewieństwo z greckim (choć niewątpliwie był to odrębny język). Również zbieżności grecko-frygijskie sugerują, że Frygowie mogli być częścią tej samej grupy językowej. Ewentualne związki językowe ormiańsko-greckie są o wiele bardziej hipotetyczne.

Spory obszar na zachód od Morza Czarnego zajmowali w starożytności Trakowie. O ich języku nie wiadomo wiele poza tym, że dane, choć wątłe, wyraźnie wskazują na jego przynależność do rodziny indoeuropejskiej. Zaszła w nim podobna zmiana spółgłosek indoeuropejskich *, *ǵ i *ǵʰ w głoski szczelinowe lub zwartoszczelinowe, jaką widzimy w językach indoirańskich, bałtosłowiańskich, a także w albańskim i ormiańskim (choć możliwe, że był to rozwój niezależny w różnych grupach). Jednak szczegóły rozwoju głosek trackich różnią się od tego, co widzimy w języku albańskim, więc raczej trzeba potraktować język tracki jako osobną gałąź rodziny. Trackie pochodzenie przypisuje się kilku ważnym nazwom rzecznym takim jak Ístros (starożytna nazwa dolnego Dunaju) albo Strūmṓn (dzisiejsza Struma). Mają one dość przejrzyste etymologie indoeuropejskie, ale wykazują zmiany dźwiękowe obce językowi greckiemu (albańskiemu stresztą też).

Jeszcze mniej wiemy o językach innych niepiśmiennych ludów paleobałkańskich: Daków i Getów, których zasięg obejmował obszary od dolnego Dunaju po Karpaty, oraz Ilirów na adriatyckim wybrzeżu półwyspu (możliwe, że był to konglomerat różnych grup etniczno-językowych). Dane na temat ich języków niestety skromne. Opinie starożytnych autorów (na przykład o bliskim pokrewieństwie Traków i Daków) nie są zbyt wiarygodne, bo ich wiedza językoznawcza była bardzo powierzchowna. Rzymski poeta Owidiusz, zesłany na wygnanie do miasta Tomi w kraju Getów (dzisiejsza Konstanca w Rumunii), twierdził, że nauczył się biegle miejscowego języka i komponował w nim wiersze. Niestety ani jeden z nich nie zachował się na piśmie.

Zastanawiające jest to, że język rumuński, wywodzący się z bałkańskiej łaciny wprowadzonej po podbojach rzymskich, zawiera pewną ilość słownictwa „substratowego”, czyli autochtonicznego, z wyraźnymi odpowiednikami w języku albańskim. Z kolei albański ma mnóstwo zapożyczeń łacińskich z cechami fonologicznymi charakterystycznymi dla regionalnej łaciny bałkańskiej, czyli dialektu, z którego rozwinął się rumuński. Możliwe, że łacina bałkańska i język praalbański były przez pewien czas używane przez tę samą populację przed jej podziałem na dwie wspólnoty językowe: jedną zromanizowaną i drugą, która zachowała swój pierwotny język (przy czym w obu przypadkach widoczne są wzajemne wpływy). Jednak badacze rumuńscy mają skłonność do podkreślania lokalnej ciągłości dacko-rumuńskiej (według tej koncepcji język rumuński powstał w Dacji wskutek romanizacji tubylców zasiedziałych tam „od zawsze”), a z kolei badacze albańscy mogą reagować alergicznie na podważanie iliryjskiego rodowodu Albańczyków. Kompromisowa sugestia, że oba języki powstały gdzieś między Dacją a Ilirią, a do swoich obecnych ojczyzn dotarły wskutek migracji już po okresie rzymskim, mogłaby zantagonizować zwolenników koncepcji „odwiecznej autochtonii” po obu stronach.

W każdym razie języki grecki i albański jako jedyne prócz baskijskiego oparły się „wielkiemu wymieraniu” lokalnych języków południowej Europy wskutek destrukcyjnej ekspansji łaciny w czasach imperium rzymskiego. Warto wspomnieć także o epizodach takich jak pojawienie się w regionie bałkańskim Celtów w IV–III w. p.n.e. i licznych ludów germańskich w okresie późnorzymskim, a zwłaszcza podczas wielkich wędrówek ludów w IV i V w. n.e. Kolejnymi przybyszami, jacy osiedlili się na Bałkanach i trwale wpisali się w ich krajobraz, byli południowi Słowianie (w VI w. n.e.), a następnie ludy używające języków turkijskich: najpierw Protobułgarzy (VII w.), używający języka blisko spokrewnionego z dzisiejszym czuwaskim, i w końcu Turcy (od XIV w.). Do dziś jest to region silnie zróżnicowany etnicznie i językowo.

Lektura dodatkowa:

Gdyby ktoś poszukiwał zwięzłego wprowadzenia do najstarszych pism na obszarze egejskim, polecam niedużą, ale znakomitą książkę Johna Chadwicka (wydaną pierwotnie przez British Museum Press, 1987), Linear B and related scripts. Przekład polski (Piotra Tarachy) ukazał się w 1998 r. jako Pismo linearne B i pisma pokrewne (Warszawa: Wydawnictwo RTW). Chadwick, jako współautor przełomowego odczytania pisma linearnego B, posiadał na ten temat wiedzę z pierwszej ręki.

Patrz też: https://www.classics.cam.ac.uk/research/projects/mycep/decipherment