Maszyny molekularne: chemia, fizyka i inżynieria przyszłości

W grudniu 1959 r. wybitny fizyk, Richard P. Feynman, został zaproszony do wygłoszenia referatu na posiedzeniu Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego, odbywającym się na Caltechu w Pasadenie (Kalifornia). Uczony zatytułował swoje wystąpienie „There’s plenty of room at the bottom” („Tam na dole [w głębi] jest wiele miejsca”). Było to zaproszenie do tego, aby stworzyć zupełnie nową gałąź nauki, która będzie się zajmować możliwością manipulacji materią na poziomie pojedynczych atomów czy też cząsteczek. Spytał w nim: „A może udałoby się całą zawartość 24 tomów «Encyclopaedia Britannica» zmieścić na czubku szpilki?”. Jako fizyk, który całą młodość poświęcił na rozmaite eksperymenty, zasugerował kilka metod, które mogłyby pozwolić na realizację tego pomysłu. Pisał o tym jakiś czas temu Wiesław Seweryn. Można uznać, że ten wykład Feynmana zapoczątkował to, co dziś nazywamy ogólnie nanotechnologią.

Wykład Richarda Feynmana o nanomaszynach (1984)

Na pewien czas temat został zapomniany. Zmieniło się to po 20 latach, kiedy to ukazała się książka K. Erica Drexela „Engines of Creation. The Coming Era of Nanotechnology” z przedmową Marvina Minsky’ego. Jest ona w pewnym sensie twórczym rozwinięciem idei Feynmana. Autor pisze w niej o możliwości zapisania całej zawartości Biblioteki Kongresu USA na chipie o wielkości kostki cukru, jak też rzuca pomysł samoreplikujących się nanomaszyn. Rozwija także myśl Feynmana o „nanolekarzach”, czyli miniaturowych urządzeniach wprowadzanych do organizmu człowieka, aby dokonywać napraw miejsc chorych. Ale zauważa też, że możliwe są czarne scenariusze. To właśnie Drexel wymyślił „szarą maź” (ang. grey goo), czyli coś, co pozostaje po biosferze, gdy samoreplikujące się maszyny wymykają się spod kontroli.

Każda maszyna w świecie makro składa się z wielu elementów, które często są wspólne dla różnych maszyn. Przykładowo – koła zębate czy przekładnie są zarówno w maszynie do szycia, jak też w samochodzie czy w tokarce. Wiele maszyn wymaga napędu, czyli obecności jakiegoś silnika. Podobnie będzie w przypadku maszyn molekularnych. I tutaj wchodzą na scenę chemicy organicy. To właśnie oni mają za zadanie zaprojektować i zsyntetyzować podstawowe elementy, z których potem będzie można budować różne konstrukcje. Trzeba coś podobnego stworzyć na bazie kilkudziesięciu czy też kilkuset atomów. Często inspiracją dla konstrukcji jest natura. Znany jest bardzo spektakularny przykład kinezyny, zwanej białkiem kroczącym.

Poruszanie się białka (kinezyny) na “rurce” tubulinowej
źródło: Wikimedia, licencja: domena publiczna

Nie jest to łatwe zadanie, ale odnotowano już na tym polu pierwsze sukcesy. Specjalistom od syntezy było o tyle łatwiej, że od jakiegoś czasu istniała już dziedzina zwana topologią chemiczną, choć w połowie XX w. uznawano ją za nieco egzotyczną. Zajmuje się ona matematycznym opisem trójwymiarowej geometrii już istniejących cząsteczek, jak też przewidywaniem kształtu takich, których jeszcze nie otrzymano eksperymentalnie.
Na początku XXI w. struktury stały się bardziej złożone – otrzymano m.in. nanozawór, który może być zastosowany w systemach dostarczania leków bezpośrednio w konkretne miejsce organizmu. Kolejne syntezy dały też cząsteczkę, która działa jak zapadka. Był to pierwszy krok do stworzenia przekładni – bardzo istotnego elementu wielu konstrukcji mechanicznych. Następna była pompa molekularna, a niedługo później stworzono pierwszy syntetyczny silnik molekularny napędzany światłem.

Nanomotor skonstruowany w Cockrell School of Engineering (2014)

Jedni uczeni skupili się na tworzeniu elementów maszyn molekularnych, inni poszli na całość. A wszystko zaczęło się w zasadzie od publikacji w naukowo-satyrycznym dwumiesięczniku „Annals of Improbable Research” („Roczniki badań nieprawdopodobnych”). Co ciekawe, jej autorem jest Polak, Marek T. Michalewicz. W swoim tekście zasugerował on możliwość stworzenia nanoauta, m.in. na bazie znanych już fulerenów. Idee Michalewicza postanowił zrealizować w pierwszej dekadzie XXI w. zespół z Rice University w Teksasie, pracujący pod kierunkiem prof. Jamesa Toura. Zsyntetyzowano związek składający się z nieco ponad 700 atomów, wyposażony w cztery koła (fulereny C60), ramę oraz dwie osie.

Nanoauto zsyntetyzowane w Rice University

źródło: Wikipedia, licencja: domena publiczna

Nie jest to jeszcze takie prawdziwe auto, ponieważ nie posiada silnika. Jednym z celów badawczych zespołu było stwierdzenie, czy koła pojazdu w trakcie ruchu będą się ślizgać po powierzchni, czy też toczyć. Badania wykazały, że toczą się, tak jak w prawdziwym aucie. Obecnie trwają prace nad stworzeniem nanoauta wyposażonego w silnik molekularny napędzany światłem. Osiągnięto już częściowy sukces, przy czym konieczna była zmiana kół fulerenowych na karboranowe (związek boru, węgla i wodoru).
A skoro są auta, to trzeba pomyśleć o wyścigach. Wiosną 2017 roku zostały rozegrane pierwsze na świecie wyścigi nanoaut. Na starcie stanęło sześć zespołów. Zwycięskie auto osiągnęło prędkość maksymalną 95 nm/h!

W 2016 r. nagrodę Nobla otrzymali Jean-Pierre Sauvage (za syntezę katenanów), sir J. Fraser Stoddart (za rotaksany oraz tzw. windę molekularną) oraz Bernard L. Feringa (za stworzenie silnika molekularnego, którego najnowszy model osiągnął 12 tys. obrotów na sekundę). Było to ukoronowanie prac teoretycznych oraz syntetycznych, które trwają nieprzerwanie od lat 80. XX w. Można więc powiedzieć, że stworzyli oni coś w rodzaju molekularnych klocków Lego dla twórców nanomaszyn różnego rodzaju.

Jesteśmy na początku drogi. Wydaje się, że czekają nas jeszcze lata żmudnej pracy, zanim zobaczymy realne, złożone maszyny molekularne w działaniu. Cały czas także trwają prace nad nanofabrykami, czyli systemami, w których budowa kolejnych pokoleń nanomaszyn będzie się odbywać automatycznie na poziomie molekularnym. To oczywiście nie jest też wynalazek człowieka. W każdej naszej komórce działają takie fabryki, np. syntetyzujące białka na podstawie informacji zawartych w DNA. Podobnie ma się rzecz z maszynami molekularnymi – białka motoryczne, takie jak wspomniane wyżej niesamowite kroczące kinezyny czy też będące składnikami mięśni miozyny. Ewolucja biologiczna wytworzyła wiele mechanizmów, którym przyglądamy się coraz dokładniej, czerpiąc inspirację do naukowej chemiczno-fizycznej twórczości. Najważniejsze jest jednak to, że pokazano, iż idee Feynmana, które kilkadziesiąt lat temu uznawano za fantazję, można jednak przełożyć na konkrety.

Kazimierz Funk, zapomniany odkrywca witamin

Kazimierz Funk. Źródło: Wikipedia, domena publiczna.

Witaminy znają wszyscy, ale mało kto wie, że słowo „witamina” zostało stworzone przez urodzonego w Warszawie Kazimierza Funka. On też jako pierwszy wykazał, że otręby ryżowe zawierają substancję, która zapobiega chorobie beri-beri, i zaproponował, że jest to witamina. Czterokrotnie nominowano go za to do Nagrody Nobla. Wśród Polaków, którzy na nią zasługiwali, ale nigdy jej nie dostali, on był chyba najbliżej. Tu kilka słów o nim.

Kazimierz Funk urodził się 23.02.1884 w Warszawie w rodzinie spolonizowanych Żydów. Studiował biologię na Uniwersytecie w Genewie i chemię na uniwersytecie w Bernie, gdzie w 1904 r. uzyskał stopień doktora. Później pracował w Instytucie Pasteura w Paryżu, na Uniwersytecie w Berlinie, w szpitalu w Wiesbaden, a w 1910 r. przeprowadził się do Londynu, gdzie podjął pracę w Instytucie Medycyny Zapobiegawczej Listera w Londynie. I tam zetknął się z problemem beri-beri.

Beri-beri i witaminy

W tym czasie powszechne były choroby spowodowane niedoborami pokarmowymi, takie jak szkorbut, beri-beri, krzywica czy pelagra. Szkorbutowi umiano już zapobiegać za pomocą soku z cytryn i limonek (pisała o tym Agnieszka Szuster-Ciesielska).

Ale beri-beri stanowiła ogromny problem, zwłaszcza w rejonach, gdzie podstawą żywienia był ryż. W chorobie tej ma miejsce osłabienie mięśni, drżenie rąk i nóg, chorobowe zmiany na skórze i powiększenie serca. Nazwa choroby pochodzi od słowa „owca” w języku hindi i odnosi się do niepewnego, chwiejnego sposobu chodzenia, który można zaobserwować u owiec. Uważano, że przyczyną tej choroby są bakterie, których jednak w żaden sposób nie udało się wyizolować. Pewną wskazówkę stanowiły badania Gerrita Gijnsa i Chistiaana Eijkmana z Uniwersytetu w Utrechcie. W 1906 r. zauważyli oni, że beri-beri pojawia się u osób, które żywią się głównie łuskanym (czyli pozbawionym otrąb) ryżem: pełnoziarnisty ryż nie dawał tych objawów. W otrębach ryżowych było więc coś, co przeciwdziałało powstaniu objawów beri-beri, ale Gijns i Eijkman początkowo byli przekonani, że ryż zawiera nieszkodliwy związek przerabiany przez bakterie jelitowe w toksynę wchłanianą do krwiobiegu i uszkadzającą układ nerwowy. Antidotum na tę toksynę miałoby się znajdować w otrębach. Poszukiwanie tej substancji nie przyniosło jednak rezultatów (Ryc. 1).

Ryc. 1. Pacjent z objawami beri-beri z południowo-wschodniej Azji oraz pierwsza strona książki Funka. Źródło: Casimir Funk, Die Vitamine, ihre Bedeutung für die Physiologie und Pathologie: mit besonderer Berücksichtigung der Avitaminosen: Beriberi, Skorbut, Pellagra, Rachitis. Verlag von J. F. Bergmann, Wiesbaden 1914. Domena publiczna.

W 1910 r. do Instytutu Medycyny Zapobiegawczej przyjechał William Braddon, brytyjski lekarz wojskowy zajmujący się chorobami tropikalnymi. Zasugerował on, że przyczyną beri-beri jest obecność w otrębach ryżowych jakiegoś aminokwasu, i to jego niedobór powoduje tę chorobę. Kazimierz Funk podjął się zadania wyizolowania tego związku i zbadania jego aktywności. W tym celu stworzył model badawczy, w którym gołębie karmione wyłącznie łuskanym ryżem zaczynały chorować na polineuropatię, która była ptasim odpowiednikiem beri-beri. Grupę kontrolną stanowiły gołębie karmione pełnoziarnistym ryżem.  Pracując w pojedynkę, wyizolował z kilkuset kilogramów otrąb ryżowych kilka gramów substancji, która w bardzo małym stężeniu przywracała zdrowie ptakom z doświadczalną polineuropatią. Stwierdził, że nie jest to aminokwas (mimo że zawiera grupę aminową), składa się z węgla, wodoru, tlenu i azotu oraz ma charakter zasadowy. Publikacja ukazała się w 1911 r. w Journal of Physiology.

Opierając się na znaczeniu tego związku dla życia, zaproponował dla niej nazwę „witamina” (od vita– życie i amine – związek zawierający grupę aminową). Dyrekcja Instytutu Listera była jednak sceptyczna co tego terminu i nie wyrażała zgody na jego używanie w publikacjach afiliowanych przy Instytucie. I tu pojawił się Ludwik Rajchman (kuzyn Ludwika Hirszfelda), kierownik Wydziału Bakteriologicznego w Królewskim Instytucie Zdrowia Publicznego w Londynie. Namówił on Funka na opublikowanie w Journal of State Medicine (którego był jednym z wydawców), co nie wymagało akceptacji Instytutu Listera. Praca ukazała się po angielsku w 1912 r. i po raz pierwszy jest w niej mowa o witaminach (jeszcze w wersji “vitamine” jako substancjach zapobiegających chorobom takim jak szkorbut, beri-beri, pelagra czy krzywica, która w tym czasie występowała u 50% dzieci z miejskich terenów Wielkiej Brytanii. Autor podkreślił w niej rolę zbilansowanej diety w profilaktyce tych chorób. Rozszerzona wersja tej publikacji ukazała się w 1914 r. po niemiecku jako książka „Witamina. Jej znaczenie w fizjologii i patologii, ze szczególnym uwzględnieniem awitaminoz (beri-beri, szkorbut, pelagra, krzywica”. Książka zyskała dużą popularność i była tłumaczona na wiele języków.

Witaminy B1 i B3

Co wyizolował Kazimierz Funk z otrąb ryżowych? Nie była to czysta witamina B1, bo w tych czasach było to jeszcze niemożliwe. Prawdopodobnie była to mieszanina niacyny, czyli kwasu nikotynowego i jego amidu (witamina B3) z tiaminą (witamina B1). Oba te związki pełnią ważną rolę w metabolizmie komórki. Niacyna wchodzi w skład przenośnika elektronów NAD, który jest niezbędny do oddychania komórkowego, które sprawia, że produkujemy niezbędne do życia ATP. Niedobór niacyny może powodować pelagrę, której objawy to zmiany skórne (nazwa pochodzi od łacińskiego pellis aegra, czyli chora skóra), osłabienie, biegunka i porażenie kończyn.

Tiamina wchodzi w skład trzech enzymów związanych z metabolizmem (w biochemii mówi się, że jest grupą prostetyczną): dehydrogenazy pirogronowej, dehydrogenazy α-ketoglutaranowej i transketolazy. Z tej trójki najważniejsza jest dehydrogenaza pirogronowa, ponieważ umożliwia przejście od glikolizy, której końcowym produktem jest pirogronian, do cyklu kwasu cytrynowego, który zaczyna się od acetylo-koenzymu A. Jeżeli enzym ten ma obniżoną aktywność, cykl Krebsa nie jest w stanie wytworzyć ATP na większą skalę. I to właśnie dzieje się w przypadku beri-beri: niedobór witaminy B1 powoduje, że komórki nie mogą wykorzystywać glukozy do produkcji ATP w cyklu Krebsa. Najbardziej narażone są komórki nerwowe, ponieważ jedynym źródłem energii dla nich jest glukoza. Niedobór ATP powoduje ich śmierć, czego skutkiem jest uszkodzenie układu nerwowego, charakterystyczne dla pacjentów chorych na ber-beri. Inne tkanki mogą wykorzystywać tłuszcz (Ryc. 2).

Ryc. 2. Struktury witaminy B1 (tiaminy) i witaminy B3 (niacyny). Źródło: Wikipedia, domena publiczna.

Vitamine czy vitamin?

Zaproponowana przez Funka nazwa „witamina” (po angielsku vitamine) wzbudziła kontrowersje. Wiadomo już było, że tran zawiera substancję przeciwdziałającą kurzej ślepocie (czyli osłabieniu wzroku w ciemności). Była to opisana w 1913 r. mieszanina retinolu, retinalu i kwasu retinowego, później nazwana witaminą A. Substancje te nie są aminami, więc w 1920 r. Jack Drummond z Instytutu Badawczego Szpitala Onkologicznego na Uniwersytecie w Londynie zaproponował, żeby usunąć ostatnią literę z nazwy, i w ten sposób nie sugerować, że każda witamina jest aminą. Drummond zaproponował też, żeby witaminy oznaczać w kolejności odkrycia. Ostatecznie nazwa „vitamin” bez “e” przyjęła się w języku angielskim. W języku polskim mówi się po prostu „witamina”.

Nagroda Nobla 1929 r.

W 1929 r. Nagrodę Nobla z fizjologii i medycyny otrzymał Chistiaan Eijkman z Uniwersytetu w Utrechcie „za odkrycie witaminy hamującej zapalenie nerwów” i Frederick J. Hopkins z Uniwesrytetu w Cambridge „za odkrycie witamin stymulujących wzrost” (chodziło o witaminę A). W obu uzasadnieniach użyto słowa „witamina”, a Göran Liljestrand, szwedzki farmakolog, prezentując obu laureatów, wspomniał o pracach Funka, które przyczyniły się do odkrycia witamin. Również Frederick Hopkins w swoim wykładzie noblowskim powiedział, że zasługi Funka dla badań nad witaminami nie uzyskały wystarczającego uznania. Czy Funk powinien być trzecim laureatem? Moim zdaniem na pewno tak: on pierwszy wyizolował z otrąb ryżowych mieszaninę witaminy B1 i B3, wykazał ich dobroczynne działanie, oraz zaproponował, że w żywności znajdują się niskocząsteczkowe związki niezbędne do życia, które nazwał witaminami. Nie udało mu się ustalić struktury witamin, być może z powodu dość spartańskich warunków, w których zmuszony był pracować w Instytucie Listera. Dopiero w 1930 r. Barend Jansen i Willem Donath z Uniwersytetu w Utrechcie uzyskali z kilkuset kilogramów otrąb ryżowych czystą tiaminę i przedstawili jej wzór sumaryczny. W 1936 r. Robert Williams i J. K. Cline z Uniwersytetu w Chicago przeprowadzili totalną syntezę tiaminy i przedstawili jej wzór strukturalny. Ci sami autorzy zaproponowali nazwę “tiamina”, ponieważ związek jest aminą i zawiera pierścień tiazolowy (pięcioczłonowy związek zawierający siarki i azotu w pozycjach 1 i 3).

Angielska Wikipedia w haśle o Chistiaanie Eijkmanie pisze:

 For his contributions to the discovery of antineuritic vitamins, Eijkman won the 1929 Nobel Prize for Medicine, sharing the prize with Sir Frederick Hopkins.  Funk, perhaps unfairly, was never given full credit for his work.

(Za jego udział w odkryciu witamin hamujących zapalenie nerwów, Eijkman dostał Nagrodę Nobla w 1929 r., dzieląc ja z Sir Frederickiem Hopkinsem. Funk, zapewnie niesprawiedliwie, nigdy nie uzyskał pełnego uznania za swoją pracę).

Dalsza działalność

Po odejściu z Instytutu Listera, Funk wyjechał do USA, gdzie pracował w kilku laboratoriach, zajmując się m.in. syntezą leków przeciwbólowych i leków zwalczających kiłę (udało mu się ulepszyć salwarsan, pierwszy skuteczny lek przeciw tej chorobie). Do Polski wrócił w 1923 r., obejmując za namową Ludwika Rajchmana stanowisko kierownika Zakładu Biochemii w Państwowym Zakładzie Higieny (PZH). Jego faktycznym dyrektorem był wtedy rówieśnik Funka, Ludwik Hirszfeld.

Zajmował się tam badaniem witamin i enzymów trawiennych. Zapoczątkował produkcję insuliny, odkrytej dwa lata wcześniej przez Fredericka Bantinga i Charlesa Besta z Uniwersytetu w Toronto. Uzyskiwano ją z trzustek bydlęcych, produkcję udało się znacznie zwiększyć i rozpocząć nowatorskie wówczas leczenie cukrzycy za pomocą insuliny. Kazimierz Funk był więc pionierem leczenia cukrzycy w Polsce, ale chroniczne niedofinansowanie PZH uniemożliwiało dalszą rozbudowę laboratorium. Funk próbował sam zbierać fundusze, ale w końcu w 1927 r. zniechęcony wyjechał z Polski i nigdy już nie wrócił.

Osiadł w Paryżu, gdzie dzięki grantom stworzył prywatne laboratorium „Casa Biochemica”. Zajmował się tam m.in. badaniem hormonów płciowych, ale najważniejszym odkryciem było stwierdzenie, że czynnik przeciwdziałający anemii złośliwej znajduje się nie tylko w wątrobie (co było wówczas powszechnie przyjętą prawdą), ale również w drożdżach. Dziś wiemy, że była to kobalamina (witamina B12), która wchodzi w skład kilku enzymów katalizujących m.in. przeniesienie grup metylowych z jednego związku na inny (np. przy syntezie metioniny). Witamina B12 jest produkowana wyłącznie przez niektóre bakterie i archeony. Wszystkie zwierzęta muszą ją przyjmować z pokarmem, a wątroba jest głównym organem, który ją gromadzi. Odkryta przez Funka obecność witaminy B12 w ekstrakcie drożdżowym wynikała z aktywności bakterii towarzyszącym drożdżom. Dalsze badania Funka nad tą witaminą przerwała II wojna światowa.

Nagrodę Nobla za wykazanie skuteczności leczenia anemii złośliwej za pomocą ekstraktów wątroby otrzymali w 1934 r. William Murphy i George Minot z Uniwersytetu Harvarda oraz George Whipple z Uniwersytetu w Rochester. Struktura witaminy B12 została określona w 1956 r. przez Alexandra Todda i Dorothy Hodkin (oboje z Uniwersytetu w Cambridge). Dostali za to Nagrody Nobla z chemii w 1957 r. i 1964 r. (Ryc. 3).

Ryc. 3. Struktura witaminy B12 (kobalaminy). Źródło: Wikipedia, domena publiczna.

Po wybuchu wojny Kazimierz Funk z rodziną wyjechał do USA, gdzie pracował w wielu laboratoriach, wciąż zajmując się przede wszystkim witaminami. Zmarł 19.11.1967 r. w Albany, NY, w wieku 83 lat.

Literatura dodatkowa

Pierwsza publikacja Funka z 1911 r. wykazująca, że ekstrakt w otrębów ryżowych leczy polineuropatię u ptaków

https://physoc.onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1113/jphysiol.1911.sp001481?sid=nlm%3Apubmed

Książka „Die Vitamine” (1914 r.)

https://wellcomecollection.org/works/q42hs6rm/items

Kazimierz Funk po raz pierwszy o witaminach

https://pdfs.semanticscholar.org/fd38/43836639dddb3c380cdf50c70069b88d330d.pdf

Biografie Kazimierza Funka

https://kosmos.ptpk.org/index.php/Kosmos/article/view/1706

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0022316622012317?via%3Dihub

https://karger.com/anm/article-abstract/57/2/85/41738/Casimir-Funk-His-Discovery-of-the-Vitamins-and?redirectedFrom=fulltext

Pięciolatki nie przerwą. Sowiecki Plakat

WSPÓLNOTA CZERWIENI cz. 23

Wśród amerykańskich przedsiębiorców, którzy dorobili się niewyobrażalnego majątku, wspierając Rosję Sowiecką w budowie przemysłu, jeden wyróżnia się w sposób szczególny: Armand Hammer. Niemieccy przemysłowcy, którzy wzbogacili się dzięki wiernej służbie III Rzeszy, to przy nim drobni sklepikarze.

Jeśli komuś stalinowskie wstrząsowe uprzemysłowienie ZSRR kojarzy się z finansowaniem rozbudowy potęgi militarnej dzisiejszych Chin przez Zachód szukający niższych kosztów produkcji, to jest to porównanie ze wszech miar uprawnione. Jedną z rodzin, która zaopatrywała Lenina, a potem Stalina i jego następców w towary, których Związek Sowiecki nie potrafił produkować, a także zaopatrywała siebie w gotówkę i dzieła sztuki, była rodzina Hammerów z Bronxu. Byli rosyjskimi Żydami, którzy wyemigrowali do Ameryki pod koniec XIX wieku.

Ostatnia fotografia Lenina (Wikimedia Commons)

Julius Hammer prowadził praktykę lekarską i aptekę, ale zajmował się także agitacją polityczną: to on sprawił, że kierowany przezeń probolszewicki odłam Socjalistycznej Amerykańskiej Partii Pracy stał się zalążkiem Partii Komunistycznej USA. Julius, jako prawdziwy, ideowy bolszewik oczywiście nie miał zamiaru ruszyć na front wojny domowej w Rosji i ryzykować życie dla sprawy i dla Lenina – w izolacji nowopowstałego państwa znalazł bowiem niezawodny patent na zarabianie pieniędzy. A przy okazji pomagał w ten sposób swoim ideowym przewodnikom.

Założona przez niego, niewinnie nazwana organizacja “Soviet Bureau”, miała za zadanie poprawianie wizerunku sowieckiego państwowego nowotworu, a także lobbowanie za zniesieniem handlowego embarga wobec kraju pod wodzą Lenina. Jednocześnie firma Hammera o nazwie Allied Drug, pozornie zajmująca się handlem lekami, była wykorzystywana – pod przykrywką humanitarnej pomocy podczas epidemii tyfusu – do przemycania do Moskwy przez Rygę towarów objętych zakazem eksportu. Najważniejszym dobrem, które Hammer przewoził nielegalnie do USA, były diamenty. Sprzedaż tychże na czarnym rynku generowała środki pieniężne, część z których finansowała działalność propagandową. Reszta trafiała do kieszeni przedsiębiorcy. Handlował też zarekwirowaną przez władze sowieckie biżuterią rodziny carskiej.

Ulica w Moskwie, 1930. (Wikimedia Commons)

Jego współpracownika, Ludwiga Martensa, który od 1919 roku ukrywał się, deportowano z USA w 1921 roku (potem przez wiele lat w ZSRR zarządzał różnymi instytucjami i konstruował wysokoprężne silniki lotnicze), ale Juliusa Hammera, poza obserwacją przez agentów federalnych, nie spotkały żadne konsekwencje bolszewickiej działalności. Zamiast tego wsadzono go do więzienia Sing Sing w konsekwencji skazania za nieumyślne spowodowanie śmierci kobiety podczas zabiegu usunięcia ciąży – wygląda jednak na to, że Julius świadomie poświęcił siebie zamiast syna Armanda, który naprawdę dokonał zabiegu, nie mając uprawnień. Notabene imię syna przedsiębiorcy miało znaczenie symboliczne – “arm and hammer”, czyli ramię uzbrojone w młotek, było godłem socjalistycznej partii SLP.

Armand Hammer w latach 20. (Wikimedia Commons)

Dawny druh Martens wysłał z ZSRR list do Juliusa, osadzonego w więzieniu do 1924 roku, deklarujący udostępnienie koncesji na handel z Rosją Sowiecką jego firmie Allied Drug and Chemical, cierpiącej wówczas biedę z powodu długów, wywołanych przez przerwanie przemytniczego procederu. Zanim handel ten się na nowo rozpoczął, firma zarabiała ze sprzedaży wyciągu z imbiru, zawierającego sporo alkoholu – sprzedaż tego specyfiku była legalna podczas Prohibicji i przyniosła w końcu kolosalne zyski. Armand Hammer pojechał do Związku Radzieckiego po raz pierwszy w 1921 roku – podróżował tam i z powrotem bardzo intensywnie przez niemal 10 lat. Teoretycznie pojechał organizować moskiewskie biuro Allied Drug and Chemical, ale należy domniemywać, że pracował jako kurier Kominternu i sowieckiego wywiadu; pozwolił, by firma jego i ojca stała się oficjalną przykrywką dla Czeka. Oficjalnie zawsze mówił, że pobyt w Rosji Sowieckiej obudził w nim przemożną chęć niesienia charytatywnej pomocy cierpiącemu głód proletariatowi…

Feliks Dzierżyński w otoczeniu kolegów-czekistów. Z nim musiał porozumieć się Hammer, by mógł prowadzić swoją działalność. (Wikimedia Commons)

Lenin podobno zagwarantował mu 25-letnią wyłączność na wydobycie azbestu na Uralu, ale jakby tego było mało, Hammer za sprowadzenie do ZSRR nadwyżki amerykańskiego zboża otrzymał zapłatę w futrach, kawiorze i biżuterii zarekwirowanej u milionów Rosjan. Był ekspertem w zarządzaniu łapówkami i szantażem, więc interes szedł wyśmienicie. W okresie NEP Lenina pozbawiony jakichkolwiek skrupułów Amerykanin z Bronxu został oficjalnym przedstawicielem 38 międzynarodowych koncernów w ZSRR. Za jego sprawą Ford sprzedał w 1919 roku Sowietom 25 tysięcy traktorów Fordson – stali się oni największym eksportowym klientem przemysłowca z Detroit, który potem zbudował także wraz z Amtorgiem wielką fabrykę samochodów plus zakład w Leningradzie, który produkował na licencji wspomniane ciągniki rolnicze.

Licencyjny traktor Fordson Putiłowiec. (Wikimedia Commons)

Założona przez Hammera firma Allied American, w której udziałowcem był wspomniany przeze mnie wcześniej Averell Harriman, pośredniczyła w transakcjach związanych z tajną współpracą Republiki Weimarskiej i Sowietów – rozliczenia wykonywane były za pośrednictwem przejętego przez Hammerów Harju Banku w Estonii. Przez Łotwę i Estonię, gdzie Hammer miał wpływy po ojcu jeszcze z 1919 roku, transportowano rozmaite zakazane niemieckie towary. Po śmierci Lenina Hammer wcale nie stracił pozycji, przeciwnie: Stalin zaufał mu jeszcze bardziej, powierzając rolę oficjalnego negocjatora handlowego między ZSRR i USA.

Reklama firmy papierniczej Hammera. (Wikimedia Commons)

Armand Hammer praktycznie przeprowadził się do ZSRR, gdzie mieszkał do 1930 roku. W tym czasie jego firma otrzymała koncesję na import przedmiotów z branży papierniczej, w tym ołówków, maszyn do pisania oraz części zamiennych do tychże. Według ludzi z Mieżdunarodnoj Knigi, państwowej firmy, która miała stanowić rodzimą konkurencję dla imperium Hammera, Amerykanin zarobił na de facto monopolu co najmniej 5 mln rubli w złocie (!). Choć w Rosji Sowieckiej uruchomiono produkcję niektórych przedmiotów papierniczych, były one tak podłej jakości, że partia nadal kupowała wszystko od swojego amerykańskiego pupilka.

Jedno z autentycznych jaj Fabergé. (Wikimedia Commons)

Gdy przedsiębiorca znany jako “ulubiony kapitalista Lenina” wracał do USA, nie czynił tego z pustymi rękami. Od Anastasa Mikojana otrzymał zestaw jaj Fabergé, które potem sprzedał na aukcjach dzieł sztuki za kosmiczne sumy. Niektórzy badacze twierdzą, że wraz z owymi artefaktami otrzymał oryginalne narzędzia Petera Carla Fabergé, umożliwiające umieszczanie znaków złotniczych i probierczych na kopiach słynnych jaj. Brat Armanda, Victor, który razem z nim prowadził handel z ZSRR, zajął się potem handlem dziełami sztuki.

Leonid Breżniew z Armandem Hammerem. (Wikimedia Commons)

Zebrane ogromne środki pozwoliły na ekspansję biznesu Hammera w dziedzinie produkcji alkoholu (United Distillers of America) oraz budowę wielkiej firmy naftowej, Occidental Petroleum. Ta ostatnia, której zasoby Libia znacjonalizowała w 1973 roku, już w roku następnym podpisała umowę z Muammarem Kaddafim, na mocy której mogła wydobywać w Dżamahiriji ropę naftową przez 35 lat. Przez kolejne dekady Hammer stale był pośrednikiem między kolejnymi amerykańskimi rządami i władzami ZSRR – od lat 60. był bardzo bliskim znajomym Jurija Andropowa (współodpowiedzialnego za krwawe stłumienie powstania na Węgrzech w 1956 roku i wodza KGB od 1967 roku). Współdziałał z JFK, zorganizował za prezydentury Nixona podpisanie wielkiej umowy na produkcję i handel nawozami sztucznymi – i zasilał finansowo fundusze związane z kampanią wyborczą prezydenta. Za nielegalne subwencje polityczne został ukarany grzywną w wysokości 3 tysięcy dolarów, ale w 1989 prezydent George Bush ułaskawił go, uwalniając od wszelkich zarzutów.

JFK z Anastasem Mikojanem. (National Security Archive/Wikimedia Commons)

Wydał sporo pieniędzy na to, by otrzymać Nagrodę Nobla, do której podobno nominował go Menachem Begin, ale się to w końcu nie udało. Miał bliskie stosunki z obecnym królem brytyjskim, Karolem III, i bardzo chciał zostać ojcem chrzestnym księcia Williama – na przeszkodzie rzekomo stanęła stanowcza odmowa Diany. Armand Hammer był niezwykle barwną postacią, o której trzeba pamiętać, że pomogła Sowietom finansować działalność wywiadowczą przez kilkadziesiąt lat, budować kolosalne siły zbrojne, użyte do podboju wielu krajów, a także ciemiężyć własny naród i pośrednio doprowadzić do śmierci milionów Ukraińców. Jego biografia stawia w nowym świetle zimnowojenne stosunki ZSRR z USA.

Skrajna hipokryzja – “ich koszmar – pięciolatka w cztery lata”, plakat propagandowy skierowany przeciw kapitalistom, którzy w istocie nie tylko plan 5-letni stworzyli, ale także go zrealizowali. (Wikimedia Commons)

Dość dygresji, w następnym odcinku cyklu powoli wrócimy do niemieckich i innych kapitalistycznych silników lotniczych, produkowanych w “samodzielnym” Związku Sowieckim.

cdn.