Trudna rodzina pełna nierówności, czyli języki afroazjatyckie

Inne wpisy na podobny temat
Imazighen, czyli Berberowie
Zaginione ludy i odrodzone pismo Berberów

Języki afroazjatyckie stanowią piątą co do wielkości rodzinę językową świata. Jest ich ponad trzysta i choć nazwy ogromnej większości z nich nic nie mówią laikowi, to kilka języków z tej rodziny odegrało fundamentalną rolę w rozwoju współczesnej cywilizacji ludzkiej. Osobliwą cechą tej rodziny jest nierówność. Można powiedzieć, że każda z jej gałęzi jest pod wieloma względami niepodobna do pozostałych, co utrudnia pracę językoznawcom zajmującym się porównywaniem języków pokrewnych i odtwarzaniem na tej podstawie ich genealogii. Zacznijmy od pobieżnego przeglądu rodziny, zwracając uwagę na wspomniane kontrasty między grupami, które się na nią składają.

Podrodzina egipska, czyli jakim językiem przemawiają hieroglify

Spośród głównych odgałęzień rodziny afroazjatyckiej pierwsza na scenie pojawiła się podrodzina egipska. Jest ona nietypowa z kilku powodów. Po pierwsze – zawsze stanowiła pojedynczą, nierozgałęzioną linię rozwojową, czyli składała się z jednego języka. Co prawda w każdej epoce był on podzielony na dialekty regionalne, ale dialekty te pozostawały wzajemnie zrozumiałe. Oczywiście język egipski zmieniał się z czasem, co jest nieuniknioną konsekwencją zachodzących w każdym języku procesów ewolucyjnych. Egipcjanie – obok mieszkańców Sumeru, położonego w widłach Tygrysu i Eufratu – byli wynalazcami jednego z najstarszych systemów pisma. Rozwijane było ono stopniowo przez kilkaset lat, między 3300 a 2600 r. p.n.e., w okresie zwanym archaicznym (predynastycznym i wczesnodynastycznym). Kolejnym stadium rozwojowym języka najstarszych napisów był język staroegipski, używany w czasach, gdy powstawały piramidy w Gizie. Około 2000 lat p.n.e. język staroegipski wyewoluował w średnioegipski, a następnie w późnoegipski, dzielony na różne fazy historyczne i style. W czasach panowania Rzymu nad Egiptem i językowej dominacji języka greckiego zaczął się ostatni okres w dziejach języka egipskiego. To stadium, umownie zapoczątkowane ok. 200 r. n.e., nazywamy językiem koptyjskim, zapisywanym za pomocą zmodyfikowanego pisma greckiego. Koptyjski zachował status języka liturgicznego egipskich kościołów chrześcijańskich, ale jako język literacki zaczął zanikać w IX w., ustępując arabskiemu, a gdzieś między XIII a XVII w. stopniowo wyszedł z użycia jako język mówiony. Pozostaje jednak faktem, że język egipski, choć obecnie martwy, może się poszczycić historią udokumentowaną przez zabytki pisma na przestrzeni prawie pięciu tysięcy lat.

Ryc. 1.

Podrodzina semicka, czyli kto nam dał alfabet, kodeks karny i święte księgi

Druga historycznie ważna podrodzina to języki semickie. I w tym przypadku mamy do czynienia z językami o bardzo długiej historii. Około roku 2500 p.n.e. w Mezopotamii zaczęto pisać po akadyjsku, czyli w języku, z którego rozwinęły się dialekty asyryjskie i babilońskie. Reprezentował on grupę wschodniosemicką, która wymarła wraz zanikiem języka akadyjskiego w pierwszej połowie I tysiąclecia p.n.e. Niemniej w okresie rozkwitu Asyrii i Babilonu wpływ ich języka i kultury był ogromny na całym Bliskim Wschodzie. Pismo klinowe, przejęte od Sumerów, za pośrednictwem Asyryjczyków  zaadaptowały do własnych potrzeb inne ludy, w tym indoeuropejscy Hetyci i Luwijczycy. Około XIX w. p.n.e. powstały z kolei pierwsze zapisy w języku kananejskim, należącym do grupy północno-zachodnio-semickiej. Wspominałem o nich, omawiając pochodzenie alfabetu, którego dziś używamy. Przypomnę, że Grecy opracowali swój alfabet na podstawie spółgłoskowego pisma fenickiego, a ono z kolei rozwinęło się z pisma kananejskiego, podobnie jak pismo hebrajskie; kananejski był bowiem przodkiem zarówno języka fenickiego, jak i hebrajskiego. Z połowy III tysiąclecia p.n.e. pochodzi kilka linijek zaklęć chroniących przed wężami, zapisanych pismem egipskim w jakimś języku semickim zbliżonym do kananejskiego i włączonych do zbioru znanego jako Teksty Piramid. Do grupy północno-zachodnio-semickiej należy również m.in. język aramejski, wciąż istniejący jako język żywy, z udokumentowaną historią liczącą 3 tys. lat. Klasyczny język hebrajski zanikł w czasach rzymskich jako regularnie używany język mówiony (Żydzi palestyńscy używali na co dzień aramejskiego, który pełnił rolę lingua franca całego Bliskiego Wschodu), ale zachował się w liturgii, a współcześnie został przywrócony do życia jako język państwowy Izraela.

Ryc. 2.

Klasyfikacja pozostałych języków semickich jest trudniejsza. Nie stanowią one jednego kladu językowego (czyli spójnej grupy  pochodzącej od wspólnego przodka i zawierającej wszystkich jego potomków), ale raczej luźny zbiór bocznych odgałęzień, które powstały po oddzieleniu się grupy wschodniosemickiej, ale przed zróżnicowaniem się języków północno-zachodnio-semickich. Ich najważniejszym współcześnie przedstawicielem jest język arabski czy raczej języki arabskie, bo obok języka standardowego, łączącego kulturowo cały świat arabski, istnieje niezliczona różnorodność dialektów regionalnych, często wzajemnie niezrozumiałych, rozciągniętych od Mezopotamii po Mauretanię w konsekwencji podbojów arabskich w VII-VIII w. n.e. Mają one w sumie około 360 mln rodzimych użytkowników, co lokuje arabski w ścisłej czołówce najpowszechniej używanych języków świata. Na początku naszej ery język arabski rozwinął własny system pisma, wywodzący się pośrednio z pisma aramejskiego (a zatem także fenickiego i kananejskiego). Ma ono w ostatecznym rachunku wspólny rodowód nie tylko z pismem hebrajskim, ale także z alfabetem greckim i łacińskim.

Na zakończenie trzeba wspomnieć grupę języków używanych na południu Półwyspu Arabskiego. Wbrew często używanej nazwie „języki południowoarabskie” nie są one dialektami arabskiego i wyodrębniły się już w głębokiej starożytności. Najstarsze teksty w językach z tej grupy, zapisane systemem wzorowanym na piśmie fenickim, pochodzą z końca II tysiąclecia p.n.e. W IX w. p.n.e. zaczęto używać odmiany pisma południowoarabskiego w Afryce, a konkretnie w Etiopii i Erytrei, zasiedlonych częściowo w dalekiej przeszłości przez ludność pochodzącą z południowej Arabii i mówiącą językami semickimi. Klasycznym językiem literackim tej części Afryki od IV w. n.e. był gyyz (geʽez), który wymarł w średniowieczu, ale pozostaje w użyciu jako język liturgiczny. Jego najbliższym żyjącym kuzynem jest tigrinia, używany przez znaczną część ludności Erytrei; dalszym krewnym jest zaś amharski, będący językiem rodzimym dla ok. 30% ponadstumilionowej ludności Etiopii i służący jako jeden z kilku ponadetnicznych języków urzędowych tego kraju. Wszystkich języków semickich z grupy etiopskiej (tigre, dahalik, gurage itd.) jest kilkanaście.

Podrodzina kuszycka, czyli języki, o których rzadko pamiętamy

Kontrast między dotychczas omówionym grupami a podrodziną kuszycką, od początku swojej historii istniejącą w okolicach Rogu Afryki (Półwyspu Somalijskiego) i wzdłuż południowo-zachodniego wybrzeża Morza Czerwonego, jest uderzający. Choć kuszycki język oromo ma w samej Etiopii ok. 36 mln użytkowników, czyli nieco więcej niż amharski, słyszało o nim mniej ludzi, nawet tych, którzy interesują się językami. Być może częściej wspominany jest język somalijski (22 mln użytkowników), ale konia z rzędem temu, kto wie, że należy on do grupy kuszyckiej. Podrodzina ta liczy ogółem ponad czterdzieści języków. Niektóre z nich pozostają słabo poznane. Wewnętrzną klasyfikację języków kuszyckich trudno jest przeprowadzić ze względu na istnienie licznych języków „bazalnych”, niedających się połączyć z innymi w grupy powiązane wspólnym pochodzeniem. Wspominałem w innym wpisie o kuszyckim języku dahalo, używanym w pobliżu ujścia rzeki Tana w Kenii. Jest to jeden z kilku skrajnie rzadkich przypadków języków spoza południowej Afryki, w których używane są mlaski. Dahalo prawdopodobnie przejął je z jakiegoś wymarłego języka „substratowego”. Główną przyczyną, dla której podrodzina kuszycka ma słabszą prasę niż egipska i semicka, jest brak danych historycznych. Najstarsze teksty w językach kuszyckich pochodzą z XVIII w., a nauka zainteresowała się nimi w XIX w. Musimy zatem polegać na porównywaniu języków współczesnych i nie możemy się cofnąć o tysiące lat dzięki analizie dokumentów pisanych.

A szkoda, bo zasięg języków kuszyckich mógł w przeszłości obejmować nawet północną Nubię, a wieloetniczne imperium Kusz nad środkowym Nilem, z którym utrzymywali stosunki i prowadzili wojny starożytni Egipcjanie, składało się przynajmniej częściowo z ludów kuszyckojęzycznych.

Ryc. 3.

Do języków kuszyckich zaliczano także w przeszłości języki omockie – grupę ok. 30–40 języków używanych przez ok. 6 mln ludzi, głównie wzdłuż doliny rzeki Omo w południowo-zachodniej Etiopii. Największy z tych języków to wolaita (2 mln użytkowników). Następnie języki omockie wyodrębniono jako osobną podrodzinę języków afroazjatyckich, a obecnie toczy się dyskusja, czy w ogóle są one afroazjatyckie, czy raczej stanowią osobną, reliktową rodzinę bez wyraźnych powiązań zewnętrznych. Argumenty na rzecz pokrewieństwa z rodziną afroazjatycką są wątłe. Nie jest nawet pewne, czy języki omockie same stanowią grupę jednolitą genetycznie. Ogólnie nie wykazują w przekonującym stopniu diagnostycznych cech afroazjatyckich. Podobnie jak języki kuszyckie, nie mają długiej tradycji literackiej. W formie tekstów udokumentowane są dopiero od XX w.

Podrodzina czadyjska, czyli największa ze wszystkich, choć tylko jeden z jej członków jest szeroko znany

Języki podrodziny czadyjskiej to mniej więcej połowa składu członkowskiego rodziny afroazjatyckiej. Należy do niej 140–200 języków – zależnie od tego, kto i jaką metodą je zlicza (bo nie zawsze jest jasne, czy jakiś etnolekt należy traktować jako samodzielny język, czy jako dialekt). Ich zasięg geograficzny obejmuje głównie północną Nigerię, południowy Niger, południową część Czadu, Republikę Środkowoafrykańską i północny Kamerun. Jak można się spodziewać – biorąc pod uwagę, że mówimy o dużej grupie języków, nie zawsze dokładnie zbadanych – ich klasyfikacja także nastręcza trudności. Udokumentowana historia podrodziny czadyjskiej sięga zaledwie XVII w., kiedy powstały pierwsze teksty w języku hausa, zapisywane pismem arabskim. Hausa to język współcześnie bardzo ważny. Po arabskim stanowi drugi najbardziej rozpowszechniony język Afryki. Ma ok. 50 mln rodzimych użytkowników, a co najmniej ok. 30 mln ludzi używa go regularnie jako języka drugiego, gdyż hausa funkcjonuje jako język kontaktu ponadetnicznego (lingua franca) dużej części Afryki Zachodniej. W Nigerii, której ludność już przekroczyła 200 mln i szybko rośnie, hausa jest jednym z trzech najszerzej używanych języków rdzennych (obok joruba i igbo). Posługuje się nim co czwarty Nigeryjczyk, a trzeba dodać, że mówimy o kraju niesłychanie zróżnicowanym językowo: istnieje tam ponad 500 języków lokalnych zaliczanych do kilku rodzin, nie wspominając o językach izolowanych, opierających się klasyfikacji.

Ryc. 4.

Gdyby historia była sprawiedliwa, językoznawstwo afroazjatyckie opierałoby się w ogromnym stopniu na językach czadyjskich (i to nie tylko na hausa). Niestety dane dostępne dla językoznawców rozłożone są bardzo nierówno i w przypadku języków czadyjskich, podobnie jak kuszyckich, widzimy tylko ich stan współczesny bez możliwości bezpośredniego wglądu w „ciemne tysiąclecia”, które upłynęły od czasu rozpadu wspólnoty afroazjatyckiej. Uprzywilejowane filologicznie języki semickie, a w mniejszym stopniu staroegipski, są – wskutek kaprysów historii – najbardziej prominentnymi przedstawicielami rodziny i głównym źródłem danych w rekonstruowaniu jej dalekiej przeszłości. Trzeba się zatem liczyć z „semitocentrycznym” skrzywieniem rekonstrukcji wskutek przeceniania wagi tych danych.

Podrodzina berberyjska, czyli o czym będzie następny odcinek

Przegląd rodziny afroazjatyckiej zamykamy, okrążając Saharę i docierając do obszarów, na których od tysięcy lat używane są języki berberyjskie. Ponieważ poświęcę im kolejny wpis, wspomnę tu tylko, że przed podbojami arabskimi ludy berberyjskojęzyczne dominowały w śródziemnomorskiej części Afryki i na dużej części Sahary, sięgając od Libii po Mauretanię. Częściowo zostały wyparte przez język arabski, a ich obszar występowania rozpadł się na rozdzielone geograficznie fragmenty. Mimo to nadal mają one 10–15 mln rodzimych użytkowników i odgrywają istotną rolę w krajobrazie językowym Afryki Północnej. Mogą się też poszczycić posiadaniem własnego systemu pisma, którego najstarsze zabytki datowane są na II w. p.n.e. Co prawda interpretacja tych tekstów jest trudna, stąd ich ograniczone znaczenie dla badaczy historii języków berberyjskich, ale pismo berberyjskie przetrwało do dziś. Nie uprzedzajmy jednak faktów: już wkrótce zapoznamy się z Berberami nieco bliżej.

Podsumowanie: hipoteza afroazjatycka, czyli balansowanie na granicy poznania

Skąd właściwie wiemy, że języki egipskie, semickie, kuszyckie, czadyjskie i berberyjskie są z sobą genetycznie spokrewnione? Jak zwykle w językoznawstwie historycznym jest to hipoteza wynikająca z zastosowania metody porównawczej. Porównując słownictwo, formanty słowotwórcze i końcówki odmiany poszukujemy w porównywanych językach regularnych odpowiedniości między formami równoważnymi znaczeniowo lub funkcjonalnie. Metoda ta sprawdziła się znakomicie w przypadku języków indoeuropejskich i działa nieźle w przypadku wielu innych rodzin językowych, a także np. języków semickich rozpatrywanych w oderwaniu od reszty rodziny. Trzeba jednak pamiętać, że już 4,5–5 tys. lat temu, czyli w czasach, z których pochodzą najstarsze teksty egipskie i akadyjskie, oba języki różniły się bardziej niż np. język polski od łaciny. Niewątpliwie miały za sobą kilka tysięcy lat niezależnego rozwoju. Nie sposób określić dokładnie, kiedy istniał język praafroazjatycki, który dał początek dzisiejszym podrodzinom i językom. Różni autorzy datują jego rozpad na 8–12 tysięcy lat temu. Jest to ogromna głębia chronologiczna w porównaniu z wiekiem solidnie zrekonstruowanych prajęzyków np. rodziny indoeuropejskiej lub austronezyjskiej.

Prawdopodobną konsekwencją tego faktu jest niewielka ilość wspólnego słownictwa zachowanego we wszystkich podrodzinach albo chociaż w większości z nich. Odpowiedniości dotyczą raczej np. systemu zaimków osobowych, zbieżności w odmianie rzeczowników i czasowników, rodzajów gramatycznych (męski/żeński), struktury rdzeni leksykalnych (opartej na wzorcu spółgłoskowym determinującym znaczenie) itp. Natomiast ubóstwo materiału słownikowego, który można by było wykorzystać do porównań, oznacza, że trudno jest ustalić regularne odpowiedniości dźwiękowe, co z kolei uniemożliwia dokładną rekonstrukcję słów praafroazjatyckich. Wydaje się, że w przypadku takim jak rodzina afroazjatycka zbliżamy się do granicy stosowalności klasycznej metody porównawczej. Pozwala ona zidentyfikować akurat tyle charakterystycznych cech wspólnych, żeby hipoteza o wspólnym pochodzeniu przekonująco przeważała nad hipotezą zerową (obserwowane podobieństwa są dziełem przypadku, a pokrewieństwo jest iluzoryczne).

Jeśli istniał wspólny prajęzyk, musiał on także być gdzieś zlokalizowany. Wśród specjalistów przeważa pogląd, że tą językową praojczyzną była Afryka Północno-Wschodnia, być może wschodnia część Sahelu, czyli przecinającego Afrykę pasa sawannowego, być może południowy Egipt i północny Sudan. Łatwiej jest postulować migrację jednej z potomnych wspólnot językowych (przodka podrodziny semickiej) do Azji Południowo-Zachodniej niż migrację wszystkich pozostałych podrodzin z Azji do Afryki. Pradawne migracje można rekonstruować, śledząc przepływy genów. Trzeba jednak pamiętać, że obszar, gdzie graniczą z sobą Afryka i Azja, od niepamiętnych czasów był „pasem transmisyjnym” dla populacji migrujących w obie strony. Języki etiopskie (a w czasach późniejszych arabski) są żywym dowodem, że wyszedłszy z Afryki, można do niej wrócić. Ponadto nie ulega wątpliwości, że ekspansja geograficzna języków semickich, czadyjskich czy berberyjskich związana była z wchłanianiem i asymilacją ludów mówiących pierwotnie innymi językami, po których zaginął wszelki ślad (poza ewentualnym wpływem na język, który je wyparł). Z tych wszystkich względów nie można pokrewieństwa języków afroazjatyckich kojarzyć z określonym profilem genetycznym, kolorem skóry lub oczu, kulturą czy stylem życia ludów, które ich używają.

Tak oto rysuje się widok z lotu ptaka na całą rodzinę afroazjatycką, co umożliwi nam w kolejnym odcinku zrozumienie, gdzie na tym tle lokują się ludy i języki berberyjskie.

Opisy ilustracji

Mapa w nagłówku: współczesne rozmieszczenie poszczególnych grup języków afroazjatyckich. Autor: Noahedits. Źródło: Wikipedia (licencja CC BY-SA 4.0).

Ryc. 1.  Kompleks piramid w Gizie, wzniesiony w czasach IV dynastii (Stare Państwo, 2600–2500 p.n.e.). Foto: Ricardo Liberato. Źródło: Wikipedia (licencja CC BY-SA 2.0).
Ryc. 2. Aszurbanipal, król Asyrii, polujący na lwy. Płaskorzeźba z Niniwy (dzisiejszy Irak), 645–635 p.n.e. The British Museum. Foto: Osama Shukir Muhammed Amin. Źródło: Wikipedia (licencja CC BY-SA 4.0).
Ryc. 3. Matka z córką z plemienia Beni-Amer, stanowiącego część ludu Bedża w północno-wschodnim Sudanie. Beni-Amer używają języka kuszyckiego bedża lub semickiego tigre – często obu, a obok nich arabskiego. Foto: PoProstuJoanna. Źródło: Wikipedia (licencja CC BY-SA 4.0).
Ryc. 4. Mężczyźni z ludu Hausa (północna Nigeria) w strojach tradycyjnych. Foto: The Hausa People (domena publiczna).

Wszystkie nasze kolebki. Część 7. Tam i z powrotem: neandertalczycy, denisowianie i my

Pozostałe wpisy z tej serii:
Część 0. Wstęp i spis treści
Część 1. Kolebka naczelnych: Laurazja/Ameryka Północna
Część 2. Kolebka małpiatek i małp: Afryka
Część 3. Navigare necesse est: emigranci
Część 4. Kolebka człekokształtnych i człowiekowatych: Eurazja
Część 5. Kolebka goryli, ludzi i szympansów: Afryka po raz drugi
Część 6. Długie i niezupełne pożegnanie z Afryką

Wpisy na podobne tematy:
Porozmawiajmy o języku (1). Wstęp: Człowiek mówiący
Porozmawiajmy o języku (2): Geny języka
Porozmawiajmy o języku (3): Od prajęzyka do języka

Jak powstają bariery między gatunkami

Myśląc o powstawaniu gatunków w przeszłości, często utożsamiamy podział geograficzny z tzw. specjacją allopatryczną, czyli taką, w której główną rolę odgrywa istnienie bariery geograficznej utrudniającej kontakt między rozdzielonymi populacjami. Z dystansu wielu milionów lat łatwo zignorować fakt, że biologiczna bariera reprodukcyjna powstaje ze sporym opóźnieniem w stosunku do barier fizycznych. Kiedy na przykład przodek małp szerokonosych przepłynął Atlantyk i wylądował w Ameryce Południowej, był jeszcze przez dość długi czas tym samym gatunkiem, co afrykańska populacja, z której się wywodził. Jedynym powodem, dla którego ustał przepływ genów, było istnienie trudno przekraczalnej bariery w postaci oceanu. Dopiero po wielu tysiącach pokoleń skutki separacji stały się nieodwracalne, ale nawet wówczas dwa gatunki siostrzane pochodzące od wspólnego przodka – afrykański i południowoamerykański – pozostawały bardzo do siebie podobne i zapewne potencjalnie zdolne do hybrydyzacji. Dopiero nagromadzenie się różnic genetycznych, morfologicznych i behawioralnych przez setki tysięcy i miliony lat zrobiło z małp wąskonosych i szerokonosych dwie całkiem osobne grupy taksonomiczne. My jednak przeprowadzamy skrót myślowy i utożsamiamy migrację z podziałem małp na dwa wielkie klady.

Z kolei datowania molekularne mogą wskazywać na rozejście się obu grup na długo przed rejsem transatlantyckim, co w jakimś stopniu odpowiada prawdzie. Po pierwsze – gatunek założycielski małp szerokonosych nie był jednocześnie przodkiem dzisiejszych małp wąskonosych, tylko jego bliskim kuzynem (również afrykańskim) – jednym z wielu, jacy żyli w tym czasie. Prawdziwy ostatni wspólny przodek wszystkich małp żył o wiele wcześniej gdzieś w Afryce. Po drugie – datowanie molekularne informuje nas, kiedy rozeszły się drogi ewolucyjne odpowiadających sobie sekwencji DNA, a nie organizmów zawierających to DNA, a to bynajmniej nie to samo, biorąc pod uwagę, że neutralne polimorfizmy (warianty DNA niemające znaczenia dla doboru naturalnego) mogą się utrzymywać w puli genetycznej przez dziesiątki tysięcy pokoleń. Wszystko to ma niewielkie znaczenie, kiedy rozważamy procesy rozciągnięte na wiele milionów lat, bo ewentualne błędy chronologii wynikające z uproszczonego opisu zdarzeń nikną w tej skali. Ale historia powstania Homo sapiens mieści się w ostatnim milionie lat – a w takiej skali błędy mogą być bardzo istotne, dlatego lepiej nie mylić pojęć.

Nasza najbliższa rodzina

Homo heidelbergensis (w szerokim sensie, obejmującym afrykańskie i europejskie odmiany znane czasem pod innymi nazwami) dał początek trzem gatunkom: człowiekowi współczesnemu (H. sapiens), neandertalczykowi (H. neanderthalensis) i denisowianinowi (na razie bez formalnej nazwy łacińskiej). Z istnienia denisowian zdano sobie sprawę dopiero w  roku 2010. Gatunek ten przypomina ducha: wiemy o nim całkiem dużo, ponieważ udało się uzyskać i zsekwencjonować jego DNA oraz zbadać próbkę proteomu; natomiast „dotykalnych” szczątków kostnych odnaleziono jak na lekarstwo – i to wcale nie tam, gdzie powinno ich być najwięcej.

Z badań molekularnych wynika, że drogi ewolucyjne ludzi współczesnych oraz kladu, do którego należą wspólnie neandertalczycy i denisowianie, rozeszły się ok. 700 tys. lat temu, po czym bardzo szybko w ewolucyjnej skali czasu – po ok. 3000 pokoleń, czyli nieco ponad 600 tys. lat temu – dokonał się podział na neandertalczyków i denisowian. Tymczasem w zapisie kopalnym widzimy obecność H. heidelbergensis w Afryce i Europie w czasie, kiedy powinny go już były zastąpić nowe gatunki; w Azji nie widzimy prawie nic. Neandertalczyk pojawia się ok. 400 tys. lat temu; jego szczątki znajdujemy w Europie, na Bliskim Wschodzie oraz tu i ówdzie w Azji Zachodniej oraz Środkowej aż po Ałtaj, na terenach nie objętych zlodowaceniem. Po denisowianach została garść zębów i kości z Ałtaju i Chin datowanych na 160–30 tys. lat temu (jeden z osobników jest hybrydą neandertalsko-denisowiańską w pierwszym pokoleniu). Ludzie typu współczesnego pojawiają się w Afryce dopiero ok. 300 tys. lat temu. Jak pogodzić te dane paleontologiczne z genetycznymi?

To w gruncie rzeczy proste. Pomijając pierwszy eksperyment migracyjny (H. antecessor), H. heidelbergensis zaczął migrować poza Afrykę ok. 700 tys. lat temu przez Bliski Wschód. Przyniósł z sobą charakterystyczną kulturę paleolityczną, którą rozwinął już w Afryce – tzw. aszelskie narzędzia kamienne. Przepływ genów między populacją afrykańską a emigrantami w Eurazji osłabł lub zanikł. Wkrótce później rozeszły się drogi populacji zajmującej zachodnią i centralną Eurazję oraz drugiej, która zajęła Azję Południową, w tym ówczesny półwysep Sundy (w holocenie częściowo zatopiony; jego lądowymi resztkami są Półwysep Malajski i wyspy: Sumatra, Borneo, Jawa i Bali). Granica między obiema populacjami przebiegała w Azji Środkowej. Nie byli to jeszcze ludzie współcześni, neandertalczycy ani denisowianie w sensie morfologicznym: nadal wyglądali zapewne jak „klasyczny” H. heidelbergensis. Stanowili natomiast odrębne (choć nie do końca szczelne) pule genetyczne dzięki barierom geograficznym. Po jakichś 200–300 tys. lat różnice zaczęły być widoczne, a proces specjacji zaszedł na tyle daleko, że trudno by go było powstrzymać i odwrócić. Dopiero wówczas, jak gdyby wyczarowane znikąd, pojawiają się trzy gatunki, które wg danych genetycznych powinny były być już od dawna rozdzielone.

Ryc. 1.

Podobieństwa między nimi są bardziej uderzające niż różnice. Wszyscy potomkowie H. heidelbergensis mają identyczny zestaw chromosomów, czyli kariotyp: ich chromosom 2 odpowiada dwóm chromosomom szympansów i innych wielkich małp. Nie wiemy, kiedy w linii H nastąpiła fuzja dwóch chromosomów odziedziczonych po dalekich przodkach, zmniejszająca liczbę ich par z 24 do 23, ale na pewno ostatni wspólny przodek ludzi współczesnych, neandertalczyków i denisowian – czyli H. heidelbergensis sprzed 700 tys. lat – miał już zredukowaną liczbę chromosomów. Wszystkie trzy gatunki potomne mają także – na przykład – te same „unikatowo ludzkie” niesynonimowe mutacje w FOXP2, który uchodzi za jeden z genów warunkujących prawidłowy rozwój zdolności do używania i rozumienia języka. A skoro mają je wszyscy potomkowie, to można sądzić, posiadał je także wspólny przodek.

Do różnic można zaliczyć strukturę populacji, o której także można wnioskować z danych genetycznych. Odłam H. heidelbergensis, z którego rozwinęli się neandertalczycy i denisowianie, był początkowo niezbyt liczny, czyli stanowił wąskie gardło ewolucyjne. Następnie obie populacje powiększyły się znacznie i objęły zasięgiem praktycznie całą wolną od lodu Eurazję; składały się jednak z niewielkich, silnie rozproszonych grup. Wymiana genetyczna między nimi zachodziła, ale była niezbyt częsta, czego skutkiem były znaczne różnice regionalne i być może negatywne skutki kojarzenia krewniaczego i dryfu genetycznego w skali lokalnej.

Inaczej niż większość naczelnych H. heidelbergensis i wywodzące się z niego gatunki potrafiły sobie poradzić zarówno w tropikach, jak i w surowym klimacie Eurazji na obrzeżach północnego lądolodu (choć jeszcze w Afryce ich przodkowie stracili większość owłosienia ciała). Pomiędzy 800 a 500 tys. lat temu trwało jedno z najrozleglejszych zlodowaceń plejstocenu, pokrywające okresowo m.in. 90% obecnej powierzchni Polski. Wynalazki takie jak ogniska i okrycia ze skór zwierzęcych umożliwiały radzenie sobie z zimnem. Żyjąc w Eurazji przez setki tysięcy lat lat, neandertalczycy i denisowianie rozwinęli liczne przystosowania do życia w warunkach trudnych dla przybyszów z Afryki.

Pogmatwane rodowody

Pierwotny odłam H. heidelbergensis pozostał w afrykańskiej kolebce o wiele dłużej. Prawdopodobnie rozwinął w tym czasie zdolność do tworzenia większych grup społecznych, utrzymujących regularne kontakty z innymi grupami, co zapobiegało negatywnym skutkom rozdrobnienia populacji choćby dzięki regularnemu praktykowaniu egzogamii. Około stu tysięcy lat po tym, jak zaczął przypominać nas fizycznie (co pozwala zaetykietować go formalnie jako H. sapiens), podjął kolejne próby eksplorowania innych kontynentów. Najwcześniej pojawił się na Bliskim Wschodzie i być może na Bałkanach (jeśli identyfikacja szczątków z jaskini Apidima w Grecji jest poprawna), ale większe migracje nastąpiły dopiero w ciągu ostatnich 100 tys. lat. H. sapiens najpierw poszedł śladem denisowian: zajął południe Azji i ok. 60 tys. lat temu dotarł do Australii; następnie (50–45 tys. lat temu) skolonizował Europę i Syberię. Przez długi czas żył na terenach zamieszkanych także przez neandertalczyków i denisowian. Dochodziło przy tym – mówiąc eufemistycznie – do przepływu genów między sąsiadami. Dzięki temu genomy Europejczyków są w mniej więcej 1,8–2,4% neandertalskie, genomy mieszkańców dużej części Azji są w 2,3–2,6% neandertalskie i w 1% denisowiańskie, natomiast w Azji Południowo-Wschodniej, Australii i Oceanii domieszka neandertalska spada, a denisowiańska wzrasta do 4–6%. Zresztą neandertalczycy również uzyskali domieszkę DNA „sapiensowego”.

Sądząc po śladach genetycznych, wygląda na to, że denisowianie dotarli aż do linii Wallace’a, a może nawet poza nią, np. do Nowej Gwinei. Ponieważ w tym okresie Nowa Gwinea była połączona pomostem lądowym z Australią, trudno wykluczyć możliwość, że pierwsi  Australijczycy byli denisowianami. Na razie jednak brak jakichkolwiek lokalnych śladów acheologicznych ich obecności – i to nie tylko tam, ale także na terenach, gdzie musieli być szczególnie liczni. Warto jednak pamiętać, że dla nauki nie istnieli jeszcze 15 lat temu. Przyszłe odkrycia mogą uczynić ten gatunek mniej widmowym. Ostatnie badania genetyczne sugerują, że w regionie nowogwinejskim dochodziło do hybrydyzacji H. sapiens i denisowian jeszcze 30–15 tys. lat temu. Jeśli te wyniki zostaną potwierdzone, będzie to oznaczało, że denisowianie przeżyli najdłużej spośród „przedsapiensowych” populacji Homo, jako że neandertalczycy wymarli wcześniej, ok. 40 tys. lat temu. Istnieją podejrzenia, że wiele szczątków kostnych „wczesnych ludzi” z południowej Azji – jak wielkomózgi H. longi z północno-wschodnich Chin (146 tys. lat temu) oraz kilka innych skamieniałości sprzed 300–200 tys. lat o dyskusyjnej przynależności systematycznej – w rzeczywistości reprezentuje denisowian.

Sytuację komplikuje fakt, że denisowianie musieli być grupą dość zróżnicowaną populacyjnie i genetycznie. Nieliczne szczątki kostne, jakie znamy, pochodzą od „denisowian północnych”, podczas gdy domieszka genetyczna u ludów Melanezji czy Australii pochodzi od „denisowian południowych”, praktycznie nieznanych w stanie kopalnym. Denisowiański jest z dużym prawdopodobieństwem pojedynczy ząb sprzed ok. 150 tys. lat znaleziony w 2022 r. w Laosie – i to właściwie na razie wszystko. Cierpliwie zbierane dane zawierają wewnętrzne sprzeczności. Na przykład proteom szkliwa zębów żuchwy znalezionej w Xiahe na Płaskowyżu Tybetańskim (prowincja Gansu, Chiny) wyraźnie wskazuje na denisowianina (sprzed 160 tys. lat). Z kolei kompletna czaszka z Hualongdong (300 tys. lat temu), też uważana za potencjalnie denisowiańską, należy do osobnika o innej budowie żuchwy. Autorzy analizy opublikowanej zaledwie 4 dni temu (patrz linki poniżej) kwestionują związki tej czaszki z denisowianami i proponują wyodrębnienie kolejnego gatunku czy podgatunku w i tak już sporej grupie bliskich krewnych człowieka współczesnego. Dopóki nie dysponujemy materiałem do badań molekularnych (czyli DNA lub białkami pozyskanymi z kości), jesteśmy skazani na niepewne hipotezy i spory specjalistów. Trzeba się pogodzić z tym, że historia rodzaju Homo jest wielowątkowa, pogmatwana i nadal pełna „duchów”.

Ryc. 2.

Eurocentryzm i sapienscentryzm

Wczesne badania nad pochodzeniem H. sapiens skupiały się głównie na Europie i na regionalnych populacjach takich jak „ludzie z Cro-Magnon” (czyli wczesny europejski typ człowieka). Przywiązywano dużą wagę np. do faktu, że z terenów nadatlantyckich (Francja, Hiszpania) znane były najstarsze przykłady figuratywnych malowideł jaskiniowych (sprzed ok. 35–30 tys. lat). Nie znajdowano tak starej sztuki naskalnej w innych częściach świata, mogło się zatem zdawać, że Europa „przewodziła” światu jako intelektualna elita ludzkości. Jednak w ostatnich latach odkryto równie stare, a nawet starsze malowidła przedstawiające zwierzęta i ludzi w Azji Południowo-Wschodniej, a być może także w Australii (tu datowanie nie jest pewne). Obecny rekordzista to portret świni celebeskiej (Sus celebensis) z Sulawesi, liczący sobie co najmniej 45,5 tys. lat. Powodem, dla którego zabytki tego typu są skrajnie rzadkie, jest fakt nietrwałości malowideł, o ile szczęśliwym trafem nie znajdą się w miejscu, w którym lokalne warunki nie dopuszczają do ich degradacji przez dziesiątki tysięcy lat. Wiadomo zresztą, że i neandertalczycy zostawiali po sobie rysunki naskalne, tyle że niefiguratywne (przynajmniej wg obecnego stanu wiedzy).

Warto podkreślić, że neandertalczycy i denisowianie nie byli jaskiniowymi „małpoludami” zapowiadającymi nadejście „stuprocentowych” ludzi, tylko siostrzanymi odłamami wywodzącymi się od tego samego przodka, co my. Nie byli naszymi poprzednikami na Ziemi, lecz ewoluowali równolegle z nami. Prawdopodobnie H. sapiens zawdzięcza im pewną liczbę przystosowań pomagających przeżyć poza Afryką, przekazanych dzięki hybrydyzacji.  Nawiasem mówiąc, na ałtajskim pograniczu denisowianie i neandertalczycy również się krzyżowali. W regionie sundajskim denisowianie współistnieli najpierw z H. erectus, a później nie tylko z H. sapiens, ale też z reliktowymi populacjami wyspiarskimi, takimi jak H. floresiensis. Dopiero od niedawna jesteśmy jedynym na Ziemi gatunkiem Homo. Sami siebie nazwaliśmy „rozumnymi”, ale nic nie wskazuje na to, żeby rozumu brakowało naszym wymarłym kuzynom. Zdarza się, że kiedy wytworom kultury materialnej (jak narzędzia czy ozdoby) nie towarzyszą kości, nie jesteśmy w stanie stwierdzić, który z siostrzanych gatunków jest ich wytwórcą. Gdyby nie chodziło o nasz własny gatunek i mniej lub bardziej świadomą potrzebę akcentowania swojej wyjątkowości, to według kryteriów czysto biologicznych zapewne mówilibyśmy o jednym „chronogatunku” H. sapiens, który powstał w Afryce około miliona lat temu i przez większą część swojej historii był podzielony na kilka podgatunków, rozgraniczonych niezbyt szczelnymi barierami reprodukcyjnymi. Sądzę zresztą, że w miarę jak rozwija się paleoantropologia, taksonomia rodzaju Homo będzie ewoluowała w tym kierunku.

Ryc. 3.

W czasie, gdy znikli neandertalczycy, H. sapiens miał jeszcze przed sobą kolejne przygody. Prawdopodobnie już ok. 35 tys. lat temu zaczęła się penetracja obu Ameryk. Najpierw ludzie paleolityczni pojawili się w wolnej od lodu Beringii (włącznie z Alaską i Jukonem), skąd w późniejszym czasie mogli przenikać na południe przez powstające w pewnych okresach naturalne korytarze w lądolodach lub drogą morską wzdłuż wybrzeża. Wiele tysięcy lat później ludzie dotarli także do Grenlandii, Madagaskaru, Islandii, wysp Polinezji, Nowej Zelandii i wreszcie Antarktydy, gdzie ssaki w pełni lądowe nie postawiły stopy od czasu wyginięcia tamtejszej fauny eoceńskiej. Populacje eurazjatyckie wracały też wielokrotnie do Afryki. Ale to już całkiem inna historia, podobnie jak loty na Księżyc.

Lektura dodatkowa

Poziom rozwoju kulturalnego neandertalczyków: https://johnhawks.net/weblog/neandertal-visual-culture-art/
Wczesna historia neandertalczyków i denisowian: https://www.pnas.org/doi/10.1073/pnas.1706426114
Rodzaj Homo a „geny języka”: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4766443/
Hybrydyzacja i przepływy genów między gatunkami Homo: https://journals.plos.org/plosgenetics/article?id=10.1371/journal.pgen.1007349
Czaszka z Hualongdong: doi.org/10.1016/j.jhevol.2023.103411, https://phys.org/news/2023-08-china-human-lineage.html
Kto to zrobił? Czasem po prostu nie wiemy: https://www.scientificamerican.com/article/cave-that-housed-neandertals-and-denisovans-challenges-view-of-cultural-evolution/
Kolonizacja Beringii: wstęp do podboju półkuli zachodniej: https://royalsocietypublishing.org/doi/10.1098/rspb.2022.2246

Opisy ilustracji

Ryc. 1. Rekonstrukcja wyglądu Homo longi z Chin (146 tys. lat temu) na podstawie kompletnej czaszki odkrytej w 1933 r., ale formalnie opisanej dopiero w 2021 r. Puszka mózgowa o archaicznym kształcie, ale objętości wielkiej jak u H. sapiens lub H. neanderthalensis (ok. 1420 cm³), uprawdopodabnia hipotezę  – na razie trudną do zweryfikowania – że mamy do czynienia z denisowianinem. Rekonstrukcja: Chuang Zhao. Źródło: Ni, Ji et al. 2021 (licencja CC BY-NC-ND).
Ryc. 2. Zawartość neandertalskiej „skrzynki z narzędziami” i „kasetki z biżuterią”. Źródło: Carron, d’Errico et al. 2011 (fair use).
Ryc. 3. Artystyczna wizja północnoamerykańskich Paleoindian polujących na mastodonta (Mammut americanum). Większość megafauny obu Ameryk wymarła wkrótce po pojawieniu się większych grup łowców paleolitycznych. Autor: Ed Jackson. Źródło: Christopher R. Moore 2023, The Conversation (licencja CC BY-NC).

Śródziemnomorze Północne, czyli świat języków zaginionych (4): Zagadkowe ludy Iberii

Podróż ze wschodu na zachód wzdłuż północnych wybrzeży Morza Śródziemnego kończymy na Półwyspie Iberyjskim. Wpływy cywilizacji posługujących się pismem dotarły tu z opóźnieniem, stąd też niewiele wiadomo o ludach i językach Iberii w głębokiej starożytności. Według autorów antycznych Fenicjanie z Tyru pojawili się tu już ok. 1100 r. p.n.e., ale brak na to dowodów archeologicznych. Osadnictwo fenickie zaczęło się raczej w IX w. p.n.e., a z VIII w. pochodzą najstarsze znane inskrypcje, odkryte w wielu miejscach w południowej Hiszpanii (Andaluzja). W tym czasie istniały już kolonie fenickie na atlantyckim wybrzeżu Iberii, a najważniejdzą z nich był Gādīr (dzisiejszy Kadyks). Fenicjanie prowadzili handel z miastem-państwem Tartessos, położonym blisko ujścia Gwadalkiwiru. Tartesyjczycy, których wpływy sięgały aż po południową Portugalię, byli eksporterami poszukiwanych metali, zwłaszcza srebra, ale także cyny (potrzebnej do wytwarzania brązu), miedzi i złota. Produkcja miedzi i srebra rozwinęła się na szczególnie wielką skalę w okolicach dzisiejszej Huelvy, gdzie również istniały fenickie stacje handlowe.

Stela z napisem po tartesyjsku w piśnie paleohiszpańskim (odmiana najstarsza, południowo-zachodnia, VII w. p.n.e.), znaleziona w Herdade de Abóbada (gmina Almodôvar, południowa Portugalia). Muzeum Regionalne w Beja (domena publiczna). Źródło: link.

W VII w. p.n.e. Tartesyjczycy zapożyczyli od Fenicjan ideę pisma, ale ani nie skopiowali fenickiego systemu pisma spółgłoskowego, ani nie opracowali alfabetu takiego jak grecki. Wynaleźli własny system zapisu, w którym istniały litery (inspirowane wzorami fenickimi) oznaczające sylaby zawierające spółgłoskę zwartą i samogłoskę (czyli np. ka, be, to), ale pozostałe spółgłoski (szczelinowe, nosowe, płynne) oraz samogłoski były zapisywane osobnymi literami jak w alfabecie, nie jak w piśmie sylabiczym. Ten mieszany system – pół sylabiczny, pół alfabetyczny, zwany pismem paleohiszpańskim – został przejęty przez kilka innych języków, tworząc regionalne odmiany. Oryginalna wersja tartesyjska odznacza się pewną osobliwością: po znaku sylabicznym jeszcze na wszelki wypadek dopisywano redundantną literę samogłoskową, np. kaa, bee. Późniejsze odmiany zrezygnowały z tej konwencji. Znamy wartość fonetyczną znaków tartesyjskich, ale nie rozumiemy treści inskrypcji (jest ich około setki). Nie pomaga fakt, że są one na ogół krótkie, a sposób zapisu był ciągły, bez podziału na słowa. Wybitny amerykański celtolog John T. Koch jest autorem hipotezy, że język tartesyjski był celtycki. Jednak jego propozycje interpretacji zachowanych napisów w świetle tej koncepcji są kontrowersyjne, a znaczna większość specjalistów odrzuca je wprost. Niewykluczone, że w tartesyjskim  istniały zapożyczenia celtyckie lub ogólniej indoeuropejskie, zwłaszcza wśród imion osobowych, ale sam język sprawia wrażenie nie tylko nieindoeuropejskiego, ale w dodatku dość odległego od rodziny indoeuropejskiej pod względem typologicznym.

Około połowy VI w. p.n.e. sytuacja w Iberii uległa wielu gwałtownym zmianom. W Tartessos zaszedł jakiś kryzys, którego skutkiem było załamanie się struktury politycznej i ekonomicznej, a także współpracy z Fenicjanami. Rdzenną ludność Andaluzji w późniejszym okresie stanowili Turdetanie, pod którą to nazwą ukrywają się zapewne potomkowie Tartesyjczyków, mówiący nadakl tym samym językiem, ale (zwłaszcza we wschodniej części tego obszaru) mieszali się z nimi Celtowie i Iberowie, o których będzie mowa za chwilę.

Tymczasem na drugim końcu Morza Śródziemnego upadł Tyr, stolica Fenicji, najpierw osłabiony przez najazdy asyryjskie, a w końcu podbity przez króla Persji Cyrusa Wielkiego w 539 r. p.n.e. Miało to ogromne konsekwencje dla kolonii fenickich, bo centrum życia ich morsko-kupieckiego imperium przeniosło się do „Nowego Miasta” (Qart Ḥadašt), czyli Kartaginy (w dzisiejszej Tunezji). Kartagińczycy podporządkowali sobie wszystkie kolonie fenickie w Afryce Północnej i w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego. W historii tych kolonii zaczął się tak zwany okres punicki. Żeglarze kartagińscy eksplorowali zachodnie wybrzeża Afryki i Europy oraz wyspy wschodniego Atlantyku; sprowadzali nawet cynę z Kornwalii i założyli kolejną kolonię za „słupami Herkulesa” po stronie afrykańskiej (Tingi, czyli dzisiejszy Tangier). Porty w południowej Hiszpanii nadal miały wielkie znaczenie jako bazy morskie i militarne. Także w VI w. w Iberii pojawili się Grecy, tworząc kolonie satelickie kolonii-matki w Massalii nad Zatoką Lwią (dzisiejsza Marsylia). Byli to Fokajczycy, wywodzący się z zachodniej Anatolii. Najpierw osiedlali się tu i ówdzie wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża, ale stopniowo zapuszczali się i na obszar kolonizacji punickiej, konkurując z Kartagińczykami w handlu z ludnością miejscową.

Kadyks (fenicki Gādīr), jedno z najstarszych miast Europy. Foto: Christopher Walker. Źródło: Wikipedia (licencja CC BY 2.0).

Wschodnią część półwyspu wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego zamieszkiwali Iberowie. Ich język zachował się w inskrypcjach od VI w. p.n.e. do I w. n.e. Znakomitą większość z nich zapisano iberyjskimi odmianami pisma paleohiszpańskiego (południową lub północną), ale lokalnie, w Murcji i Alicante, po sługiwano się też alfabetem greckim dostosowanym do iberyjskiego systemu fonologicznego. Inskrypcji jest wiele (około 2 tys.), a Iberowie używali znaków rozdzielających wyrazy, więc językoznawcy, którzy badają język iberyjski, osiągnęli mimo wszelkich trudności pewien poziom zrozumienia jego morfologii i składni; znamy też znaczenie niektórych słów. Jak wspomniałem w jednym z wcześniejszych wpisów, być może słowo ‘srebro’ w językach germańskich i bałtosłowiańskich jest starym zapożyczeniem iberyjskim (śalirban ‘sztuka srebra’). Z całą pewnością nie był to język indoeuropejski. Wskazuje się na zbieżności z baskijskim (pewna liczba podobnych słów, zwłaszcza liczebników), ale nie udało się dotąd wykazać pokrewieństwa między tymi językami w formie systemu regularnych odpowiedniości. Możliwe więc, że podobieństwa wynikają z regionalnej konwergencji języków wzmocnionej przez wzajemne zapożyczenia, a nie z pochodzenia od wspólnego przodka.

Z centralnej Hiszpanii pochodzą zabytki (ok. 200 inskrypcji) języka celtyberyjskiego, należącego do celtyckiej gałęzi rodziny indoeuropejskiej. Powstały one stosunkowo późno (II–I w. p.n.e.), częściowo w półsylabicznym piśmie paleohiszpańskim, częściowo w alfabecie łacińskim, ale nie ulega wątpliwości, że ludność celtycka już wtedy zamieszkiwała Iberię od wielu stuleci. Jako Celtów rozpoznawali ich autorzy starożytni (stąd nadana przez nich etykieta etniczna Celtiberī, czyli ‘celtyccy Iberowie’). Język celtyberyjski ma wiele cech odmiennych od pozostałych języków celtyckich, często zachowując utracone w innych liniach rozwojowych cechy konserwatywne. Musiał zatem oddzielić się od reszty grupy bardzo wcześnie. Niemniej posiada też wspólne innowacje definiujące gałąź celtycką. Oprócz Celtyberów w ścisłym sensie istniały też z pewnością inne grupy celtyckojęzyczne, znane nam z nazw plemiennych, miejscowych i osobowych, ale ponieważ ich języki nie zostały utrwalone na piśmie, trudno powiedzieć, na ile były odrębne od celtyberyjskiego. Szczątkowo – w postaci słów i krótkich zwrotów wkomponowanych w teksty łacińskie z I w. n.e. – poświadczony jest język Galaików (na terenie Galicji, która wzięła od nich swoją nazwę). Wygląda on na północno-zachodnią odmianę regionalną celtyberyjskiego.

Na północ od kraju Tartersyjczyków, nieco w głębi lądu, na obszarze znajdującym się dziś głównie w obrębie Portugalii, żyli Luzytanie. Ich język był niewątpliwie indoeuropejski i dość blisko spokrewniony z gałęzią celtycką, aczkolwiek nie był celtycki w ścisłym sensie. Prawdopodobnie stanowili jakieś wczesne odgałęzienie grupy italoceltyckiej, które jeszcze przed falą migracji celtyckiej dotarło na Półwysep Iberyjski i przetrwało w swojej peryferyjnej lokalizacji aż do czasów rzymskich. Zachowało się po nim tylko kilka dłuższych napisów z I w. n.e. (w alfabecie łacińskim), a prócz tego spora liczba nazw miejscowych i imion bogów.

Archipelag Balearów przed kolonizacją fenicko-punicką zamieszkany był przez ludność autochtoniczną, która przybyła tam z kontynentu w drugiej połowie III tysiąclecia p.n.e. Byli oni nosicielami szeroko rozprzestrzenionej kultury archeologicznej pucharów dzwonowatych z chararakterystycznym dla niej zestawem obiektów materialnych. Oprócz stylu ceramiki, od której pochodzi nazwa, były to charakterystyczne ozdoby i elementy uzbrojenia, w tym łuki refleksyjne. Część autorów utożsamia ekpansję tej kultury na dużym obszarze Europy (od południowej Polski i Czech po Portugalię i od Wysp Brytyjskich po Sycylię) z migracjami grup stanowiących zachodnią flankę Indoeuropejczyków. Jest to możliwe, ale trudne do udowodnienia. Badania szczątków nosicieli kultury pucharów dzwonowatych wskazują na ich znaczne zróżnicowanie genetyczne i dużą mobilność. Możliwe zatem, że nie stanowili grupy jednolitej językowo. Rdzenni mieszkańcy Balearów wznosili budowle megalityczne (tzw. talajoty), a jeśli wierzyć autorom starożytnym, przez większą część roku lubili chodzić nago (dzisiejsze plaże dla naturystów na Majorce, Minorce i Ibizie kontunuują tę tradycję). Kartagińczycy, którzy przejęli kolonie założone przez Fenicjan na Ibizie i pozostałych wyspach archipelagu, zatrudniali ich rdzenną ludność w swoich armiach jako procarzy, albowiem Balearczycy słynęli z zabójczej sprawności w posługiwaniu się tą bronią. Natomiast o ich języku nie wiemy nic konkretnego.

Podobnie jak w Italii, pojawienie się Rzymian i wprowadzenie łaciny zapoczątkowały proces szybkiego zaniku języków lokalnych. W trakcie II wojny punickiej w 206 r. p.n.e. Rzymianie przejęli wszystkie kolonie na południu półwyspu, opuszczone przez Kartagińczyków, uzyskując także dostęp do zasobów mineralnych, z których słynęła ta część Iberii. Tuż potem założyli dwie prowincje na wybrzeżu śródziemnomorskim, na terytoriach zamieszkanych przez Iberów i Turdetanów, a w 123 r. p.n.e. podbili Baleary. Pod koniec I w. p.n.e. Rzym anektował cały Półwysep Iberyjski. Zapewne niektóre ludy miejscowe używały swoich języków w mowie jeszcze przez kilka pokoleń, ale prestiż łaciny wywierał nieubłaganą presję na jej używanie we wszystkich dziedzinach życia.

Rodzime języki Iberii znikały w miarę, jak ludność miejscowa ulegała akulturacji w ramach imperium rzymskiego. Jest jednak jeden wyjątek, tak szczególny, że omówię go w osobnym wpisie. Jeden jedyny nieindoeuropejski język Europy Zachodniej zachował się w górskim refugium, jakim były zachodnie Pireneje i nie tylko oparł się zabójczemu wpływowi łaciny, ale przeżył kolejne burze dziejowe i istnieje nadal. Jest to oczywiście język baskijski.

Pozostałości akweduktu rzymskiego zwane Pont del Diable. Tarragona, Katalonia (I w p.n.e/I w. n.e.). Miasto Tarraco było od 197 r. p.n.e. stolicą prowincji Hispania Citerior (później większej prowincji Hispania Tarraconensis), zamieszkanej głównie przez Iberów. Zdjęcie własne autora.

Podsumujmy: starożytna Iberia zamieszkana była przez ludność posługujących się kilkoma językami nieindoeuropejskimi (tartesyjski, iberyjski, prabaskijski), których wzajemne pokrewieństwo nie jest pewne. Każdy z nich mógł być reliktem innej rodziny językowej. Żaden z nich nie wykazuje związków z językiem etruskim ani innymi językami nieindoeuropejskimi regionu śródziemnomorskiego, o których mamy jakiekolwiek informacje. Ponadto w Iberii występował co najmniej jeden język z grupy celtyckiej (celtyberyjski) i co najmniej jeden język indoeuropejski, którego nie można zaliczyć do żadnej z tradycyjnie wyróżnianych gałęzi (luzytański). Mogło być ich więcej (w tym nieznany język lub języki autochtoniczne Balearów), ale ubóstwo źródeł pisanych z okresu przedrzymskiego uniemożliwia ich identyfikację. Nasz obraz sytuacji językowej Iberii jest niezbyt ostry i z pewnością niepełny. Do tego dochodzą języki kolonistów (fenicki/punicki od IX w. p.n.e. i grecki od VI w. p.n.e.). Ze względu na specyfikę kolonizacji przez śródziemnomorskie potęgi kupieckie języki te nie stanowiły poważnego zagrożenia dla języków miejscowych i współistniały z nimi przez setki lat na równej stopie. Dopiero łacina odegrała rolę walca parowego niwelującego różnorodność językową.