Entomologia i etymologia. Część 4: Mrówka

Inne wpisy z tej serii
Część 1: Szerszeń
Część 2: Pszczoła
Część 3: Osa

Wstęp: o mrówkach ogólnie

W odróżnieniu od os, mrówki (prawie 14 tys. opisanych gatunków i licho wie ile czekających na odkrycie) są grupą przyzwoitą zarówno z punktu widzenia etymologii, jak i entomologii. Są łatwo rozpoznawalne nawet dla niespecjalisty, choć zdarzają się inne owady, a nawet pająki tak upodobnione do mrówek wskutek mimikry, że mogą zmylić laika. Podobnie jak poprzednio omawiane owady (szerszenie, pszczoły i osy) mrówki są eusocjalne: tworzą kolonie (od kilkuset to kilkuset milionów osobników) podzielone na kasty: niewielka część samic zajmuje się reprodukcją, a pozostałe współpracują w utrzymaniu całej kolonii i opiece nad potomstwem. Wiele mrówek tworzy mrowiska, czyli kopce, pod którymi ukryty jest system komór i korytarzy.

Mrówki (rodzina Formicidae) tworzą dobrze zdefiniowany klad, czyli grupę gatunków wywodzącą się od ostatniego wspólnego przodka i obejmującą wszystkich jego potomków. Klad ten oddzielił się od od nadrodziny Apoidea (do której należą osy i pszczoły) ponad 100 mln lat temu, a szczególną karierę zrobił po wymarciu wielkich dinozaurów, dobrze odnajdując się w zmienionych warunkach życia na Ziemi. Mrówki żyją na niemal wszystkich lądach z wyjątkiem regionów o skrajnie niegościnnym klimacie, jak współczesna Antarktyda i Grenlandia (aczkolwiek w dalekiej przeszłości żyły i tam) oraz niektórych odległych wysp oceanicznych, jak Hawaje, Wyspa Wielkanocna czy Święta Helena.

Ryc. 1.

Ponieważ mrówki są łatwo rozpoznawalne, niezmiernie liczne (na każdego człowieka na Ziemi przypada średnio ok. 3 mln mrówek) i często wchodzą człowiekowi w drogę, większość języków posiada przynajmniej słowo oznaczające ogólnie ‘mrówkę’ (jeśli nie ich charakterystyczne gatunki). Szczególną różnorodność mrówek spotykamy np. w Amazonii, Afryce Centralnej, na Madagaskarze, w Indochinach, na wyspach Indonezji, na Nowej Gwinei i w Australii, ale i Polska nie ma się czego wstydzić: jak dotąd doliczono się u nas około setki rodzimych gatunków. To trzy razy mniej niż w Hiszpanii i dziesięć razy mniej niż w Queenslandzie, ale i tak niemało jak na naszą szerokość geograficzną.

Ponieważ mrówki są liczne i zauważalne także na całym obszarze, gdzie kształtowała się indoeuropejska rodzina językowa, byłoby dziwne, gdyby ludy mówiące językami indoeuropejskimi nie znały dobrze mrówek i nie potrzebowały od najdawniejszych czasów słów na ich określenie. Językoznawstwo potwierdza słuszność tego domniemania.

Mrówka polska i słowiańska (z przestawką płynnych i pełnogłosem)

Tym razem zacznijmy od polskiego wyrazu mrówka. Każdy chyba rozumie, że składa się on z zasadniczej części, czyli morfemu mrow- (widocznego też w słowach mrowisko, mrowić itd.), do którego dodano końcówkę zdrabniającą -ka (wymiana o na ó jest ubocznym skutkiem tej operacji). Takie samo -ro- pojawia się w łużyckich nazwach mrówki (np. w górnołużyckim mrowja), natomiast w grupie czesko-słowackiej i w językach południowosłowiańskich spotykamy zamiast niego -ra- (np. w słowackim mravec albo bułgarskim mravka). Taka odpowiedniość jest charakterystyczna dla słów, które w języku prasłowiańskim zawierały grupę *-or- przed spółgłoską, w tym przypadku *morv-. Już po rozpadzie języka prasłowiańskiego na lokalne grupy dialektów próbowały one na różne sposoby pozbyć się spółgłoski stojącej na końcu sylaby. Jedną ze strategii była tzw. przestawka płynnych (czyli spółgłosek *r i *l; jeden z przykładów omawiałem tutaj). W tym przypadku samogłoska i [r] zamieniały się miejscami. W polskim i w grupie łużyckiej wyszło z tego *mrov-, a w czeskim, słowacki i na południu Słowiańszczyzny samogłoska zmieniała przy tym barwę, czego rezultatem było *mrav-.

Co ciekawe, na północno-zachodnich krańcach świata Słowian, u Połabian i Pomorzan, zdarzało się utrzymanie form bez przestawki, stąd połabskie morwĕ i archaiczne kaszubskie marwa. Podobnie wyglądały dzieje np. wyrazu *gordъ: mamy polskie słowo gród, dolnołużyckie grod, czeskie i słowackie hrad, południowosłowiańskie grad, ale połabskie gord i pomorskie oraz archaiczne kaszubskie gard (jak w starych nazwach miast na Pomorzu).

W grupie wschodniosłowiańskiej (biorąc pod uwagę rosyjskie górod czy ukraińskie hórod), powinniśmy się spodziewać zmiany *morv- > *morov-, czyli wstawienia dodatkowej kopii samogłoski (o tej samej barwie) pomiędzy *r a następującą po nim spółgłoskę. Taki rozwój, alternatywny wobec przestawki, nazywamy pełnogłosem. Faktycznie w tekstach staro-wschodnio-słowiańskich spotykamy oczekiwane formy typu morov-, ale już około XVI w. zaczyna dominować rozwój nieregularny: morav-, a następnie murav-, jak we współczesnym rosyjskim muravéj z prasłowiańskiego *morvьjь. Narzuca się podejrzenie, że etymologia ludowa zinterpretowała mrówkę jako owada żyjącego w murawie i odpowiednio przekręciła jego nazwę.

Podsumujmy: słowiańskie nazwy mrówki pochodzą od niezmiennej podstawy *morv-, do której dodawano najróżniejsze sufiksy zaliczające wyraz do określonego typu deklinacyjnego, wyrażające rodzaj gramatyczny, a także nacechowanie uczuciowe. Do najpospolitszych należą żeńskie *morva, *morvja, *morvъka, *morvica oraz męskie *morvъ, *morvь, *morvьcь, *morvьjь, *morvjь, *morvenьcь itd. – lista jest długa. Spotykamy także typowe przekształcenia hipokorystyczne (zdrabniające lub zgrubiające) jak w skróconych imionach własnych, np. ukraińskie i białoruskie muráxa, muráška. Do tego dochodzą liczne słowa pochodne, jak rzeczownik zbiorowy *morvьje ‘mrowie’, czasownik *morviti (sę) ‘mrowić (się)’ albo określenie gniazda mrówek: *morvišče (z zachodniosłowiańskim wariantem *morvisko). Mrówki miały w językach słowiańskich życie nader bogate. W polszczyźnie jeszcze w XVI w. oprócz słowa mrówka były w użyciu i inne warianty, jak mrowiec czy mrówczyca.

Nietypowe mrówki bałtyjskie

Wobec sytuacji słowiańskiej, którą można by było określić jako różnorodność w jedności (wiele słów tworzonych od tej samej podstawy), uderza niejasność nazw mrówki w językach bałtyjskich. Mamy litewskie skruzdė, skruzdėlė obok łotewskiego skudra (gwarowo także skudrs ze zmianą rodzaju z żeńskiego na męski). Na temat ich pochodzenia istnieje kilka hipotez, ale Bogiem a prawdą nie mamy nawet pewności, czy chodzi tu o słowa różnego pochodzenia, czy o osobliwą metatezę na odległość: *skudr-/*skrud- (do której dochodzi jako dodatkowa komplikacja nieregularna, ale zdarzająca się w językach litewskich oboczność d/zd). Ponieważ w języku starolitewskim przymiotnik skudrus oznaczał ‘ostry’ (później także ‘szybki, zwinny’), a skriaudus – ‘kruchy, łamliwy’, a zarazem ‘przykry’, etymolodzy mają tu duże pole dla popisów wyobraźni, ale żadnych solidnych punktów zaczepienia. Nie jest jasne, czy litewska nazwa gza owczego (Oestrus ovis), merva lub marva, jest dawną nazwą mrówki przeniesioną na innego „owada gryzącego”. Staropruskie określenie mrówki, zapisane tylko raz jako saugis, także opiera się analizom; być może jest zniekształconym zapisem hipotetycznego *zangis ‘owad chodzący’ (por. litewskie žengti ‘iść, kroczyć, przejść’, žangyti ‘chodzić’). Żadna z bałtyjskich nazw mrówki nie pojawia się w innych grupach językowych.

Mrówki klasyczne – łacińskie i greckie

Po łacinie mrówka nazywa się formīca. Nazwa ta, wydawałoby się, nie ma wiele wspólnego ze słowiańskim *morv-, ale spójrzmy jeszcze na nazwy starogreckie. Najczęściej spotykana z nich to múrmēks (w dialekcie doryckim múrmāks). W takiej pozycji u (w starszej i regionalnej grece wymawiane jako [u], w dialekcie jońsko-attyckim w epoce klasycznej jako [y) jest zwykle wynikiem działania tzw. prawa Cowgilla: *o > *u między spółgłoską wargową lub wargowo-tylnojęzykową a spółgłoską płynną lub nosową (w dowolnej kolejności). A zatem murm- < *morm-. Inne formy spotykane w źródłach starogreckich to múrmos, búrmāks, bormāks oraz hórmikās (z wcześniejszego *wormikās). Generalnie nazwy greckie pochodzą od *morm-, ale zdarza się też nieregularne odpodobnienie: *borm- lub *worm- (pierwsza spółgłoska pozostaje wargowa, traci tylko nosowość). Nawiasem mówiąc, od greckiej nazwy mrówki wziął się element myrmeko- w słownictwie naukowym. Na przykład myrmekologia to “mrówkoznawstwo” (dział entomologii), myrmekofobia to irracjonalna obawa przed mrówkami, a Myrmecophaga to nazwa rodzajowa mrówkojada wielkiego.

A teraz porównajmy (ignorując przyrostki, które jak zwykle są różnorodne) słowiańskie *morv-, greckie *morm- i łacińskie form-. Forma grecka wygląda jak brakujące ogniwo między słowiańską a łacińską: od każdej z nich różni się tylko jednym segmentem. Co więcej, greckie formy dialektalne sugerują, co się stało. Łacińskie [f] na początku wyrazu jest między innymi wynikiem rozwoju dźwięcznego przydechowego *, które w epoce praitalskiej zmieniło się w szczelinowe *β. W pozycji nagłosowej ubezdźwięczniło się ono bardzo wcześnie, dając *f. O ile bezpośrednia zmiana *m w *f jest mało prawdopodobna (kilka cech artykulacyjnych spółgłoski musiałoby się zmienić jednocześnie), to *morm- > *bʰorm- jest do pomyślenia, a *morm- > *βorm- jest wręcz wysoce prawdopodobne i ma analogie w dialektach greckich.

Najoszczędniejsze wyjaśnienie faktów greckich i łacińskich jest więc takie, że w obu językach nazwy mrówki pochodzą od *morm-, przy czym w rozwoju łaciny wcześnie zaszła dysymilacja: *morm- > *βorm- > *form-. A zatem mamy dwie podobne do siebie, konkurencyjne nazwy ‘mrówki’: *morw- (starsza wersja formy słowiańskiej) i *morm- (forma wyjściowa dla greki i łaciny). Jeśli są z sobą spokrewnione, czyli pochodzą od wspólnego przodka, to najpewniej jedna z nich reprezentuje stan pierwotny, a druga jest „mrówką zmutowaną”. Czyli albo w dalekiej przeszłości greki i łaciny zaszła asymilacja *morw- > *morm-, albo w dalekiej przeszłości języków słowiańskich zaszła dysymilacja *morm- > *morw-. Jak dociec, która forma jest pierwotna? Przede wszystkim warto się przyjrzeć innym językom.

Ryc. 2.

Krótko o mrówce celtyckiej

Z grupą italską, do której należy łacina, blisko spokrewnione są języki celtyckie. Staroirlandzkie moirb, średniowalijskie myr i bretońskie merien (forma liczby mnogiej) kontynuują praceltyckie *morwi-.1 Dane celtyckie zgadzają się zatem ze słowiańskimi, ale nie z łacińskimi (wbrew pokrewieństwu). Nadal nie rozstrzyga to całkiem naszego problemu, bo jeśli formą pierwotną było *morm-, to w językach słowiańskich i celtyckich niezależnie zaszła zmiana w *morw-, a jeśli pierwotne było *morw-, to w liniach rodowych łaciny i greki niezależnie zaszła zmiana w *morm-. Prawdopodobieństwo zajścia jednej czy drugiej z tych zmian jest porównywalne, choć zapewne nie identyczne, dlatego zebrane dotąd dane nie mają jeszcze mocy dowodowej. Musimy szukać dalej.

Ant, Emmet, Pismire & Co., czyli godne uwagi mrówki germańskie

Przyjrzyjmy się teraz innej indoeuropejskiej grupie językowej, która w starożytności lokowała się na mapie Europy między Celtami a Słowianami. Języki zachodniogermańskie mają własne określenie mrówki na tyle ciekawe, że choć nie ma znaczenia dla rekonstrukcji indoeuropejskiej, poświęcę mu kilka zdań. Jest to rzeczownik rodzaju żeńskiego rekonstruowany jako *āmaitijōn-, prawdopodobnie złożenie, którego drugi element był spokrewniony z czasownikiem *mait-a/i- ‘ciąć’. Nie musimy się zajmować bliżej jego pochodzeniem, ale spójrzmy, co się z nim stało w języku angielskim. W języku staroangielskim mamy ǣmete (l. mn. ǣmetan), pisane też z podwójnym -tt-.

Dalszy rozwój poszedł dwiema równoległym drogami. U części mówiących językiem staroangielskim dość wcześnie zanikła nieakcentowana samogłoska sylaby wewnętrznej: ǣmete > ǣmte. Ponieważ w sylabach zamkniętych (zakończonych na spółgłoskę) samogłoski wykazywały silną tendencję do ulegania skróceniu, ǣmte przekształciło się w æmte, a następnie w średnioangielskie amte. Nieporęczna artykulacyjnie grupa [mt] była „wygładzana” na różne sposoby, dając formy typu ampte lub ante, konkurujące z amte. Około XV w. zaczęła dominować forma ant, która utrwaliła się w angielszczyźnie głównego nurtu i istnieje do dzisiaj.

Drugą drogą poszły formy, w których samogłoska drugiej sylaby nie zanikła. Początkowe ǣ zmieniło się z czasem w nieco bardziej zamknięte ē. Następnie zaszedł kolejny proces: skracanie samogłosek akcentowanych w słowach trójsylabowych: ēmete > emete. Po zaniku końcowego -e od XV w. utrwaliła się pisownia emmet. Jest to druga angielska nazwa mrówki, od XIX w. odczuwana jako regionalna, archaiczna lub poetycka, ale bynajmniej nie zapomniana. W Kornwalii emmets (pisane też emmits) funkcjonuje od mniej więcej pół wieku jako pejoratywne lub żartobliwe określenie masowej plagi turystów czy letników (por. polskie stonka w tym samym znaczeniu). Ogólnoniemieckim odpowiednikiem ant/emmet jest Ameise ‘mrówka’ (ze staro-wysoko-niemieckiego āmeiza), które dawniej posiadało także wariant skrócony Emse (patrz też gwarowe niderlandzkie emt, empt)

Na tym jednak nie koniec. Istnieje jeszcze jedno, najmniej znane angielskie słowo oznaczające mrówkę: pismire (udokumentowane od XIV w. i posiadające także odpowiedniki niemieckie i niderlandzkie). Pierwsza sylaba to nic innego jak słowo  piss ‘siki, mocz’ (zapożyczone ze starofrancuskiego). Druga sylaba to średnioangielskie słowo mīre ‘mrówka’. Nie jest ono bezpośrednio poświadczone w staroangielskim (gdyby było, to powinno brzmieć *mīere/*mȳre), ale słowa pokrewne występują w kontynentalnych językach zachodniogermańskich (zob. zwłaszcza niderlandzkie mier, l.mn. mieren). Przede wszystkim jednak słowo to przetrwało w językach skandynawskich: szwedzkie myra, duńskie myre. Znamy je także śladowo z wymarłej grupy wschodniogermańskiej. W XVI w. dyplomata flamandzki Ogier Ghislain de Busbecq zanotował około setki słów przekazanych mu przez dwóch informatorów z Krymu, gdzie istniał jeszcze (choć był na skraju wymarcia) ostatni zachowany dialekt języka gockiego. Na liście de Busbecqa znajdujemy słowo miera ‘mrówka’. Słownictwo krymskogockie zostało zapisane w formie zniekształconej przez ułomny przekaz, ale nie ulega wątpliwości, że mamy tu germańską nazwę mrówki rekonstruowalną jako *miurijōn-.

Drugi wariant tej nazwy, tym razem w rodzaju męskim, *mauraz, spotykamy w staroislandzkim maurr oraz w norweskim i współczesnym islandzkim maur. Gdyby się cofnąć się do epoki przedpragermańskiej, odpowiednie prototypy powinny brzmieć *mewrī (rodzaj żeński), *mowro- (rodzaj męski). Podobieństwo do wariantów słowiańskich i celtyckich jest uderzające. Formy germańskie nie bardzo mogły powstać z *morm-, natomiast łatwo je wyprowadzić z *morw-, postulując przestawkę elementów grupy spółgłoskowej: *morwo- > *mowro-.2 Jest tu jednak pewien nowy element: wymiana samogłosek *e/*o. Jej niepewnym przykładem jest wspomniane wyżej litewskie merva ‘giez owczy’, ale fakty germańskie są solidne i wskazują na zachowaną cechę archaiczną (opisaną dokładniej tutaj). Przede wszystkim jednak dane germańskie, w połączeniu z resztą dowodów rzeczowych, świadczą na korzyść chronologicznego pierwszeństwa wariantu *morw- w stosunku do *morm-.

Jak to tradycyjnie bywa z żądłówkami, słowo germańskie (w wariancie *miurijōn-) zostało zapożyczone przez języki bałtycko-fińskie – stąd fińskie muurahainen ‘mrówka’. Zastąpiło ono prauralskie słowo *kuńśe, które przetrwało w fińskim tylko w swoim alternatywnym znaczeniu ‘mocz’ (fińskie kusi). Pojawia się tu znowu skojarzenie mrówek z moczem, widoczne także w przypadku pismire. Skąd się ono wzięło? Niewątpliwie zainspirował je ostry, „wiercący w nosie” zapach kwasu mrówkowego (HCOOH), wystrzykiwanego przez mrówki z podrodziny Formicinae w celach obronnych (produkują go ich przekształcone gruczoły jadowe). Wystarczy położyć na mrowisku chusteczkę, a po pewnym czasie zabrać ją, ostrożnie otrząsnąć z mrówek i powąchać, żeby zrozumieć, o co chodzi.

Ryc. 3.

Mrówki indoirańskie

Kolejnym świadkiem jest grupa irańska, w której mamy praformę *marwiš (najprawdopodobniej reprezentującą *morwi-, choć nie da się wykluczyć *merwi-, gdyż indoirańskie *a może być refleksem dowolnej samogłoski otwartej lub półotwartej). Takie jest żródło awestyjskiego maoiriš, średnioperskiego mōr (współczesne perskie murče zawiera ten sam element z dpodanym formantem zdrabniającym) i wielu innych słów irańskich.

Natomiast w językach indoaryjskich, a także nurystańskich, widzimy formy niby dobrze znajome, ale z zupełnie unikatową permutacją spółgłosek: staroindyjskie vamrá- (rodzaj męski), vamrī́ (rodzaj żeński), vamraká- (zdrobnienie). Innym staroindyjskim wariantem jest valmī́ka. Języki indoaryjskie pomieszały praindoeuropejskie *r i *l, więc mamy tu najprawdopodobniej refleks wcześniejszego *varm-. Rozwój indoaryjski jest na tyle swoisty, że stan prairański (*marw-) można uznać za pierwotny, a dla indoaryjskich przyjąć zmiany metatetyczne: *marw- > *warm- > *wamr- (poświadczone jako valm-/vamr-). Z kolei formy nurystańskie sprowadzają się do *wramī-, gdzie też należy założyć *warm- jako formę przejściową.3

Skąd taka powszechność przestawek w słowie ‘mrówka’? Otóż zawiera ono aż trzy spółgłoski z grupy sonornych (nosową, płynną i półsamogłoskę), które wykazują wręcz legendarną skłonność do ulegania zakłóceniom artykulacyjnym: metatezie, upodobnieniu i odpodobnieniu. Takie ich nagromadzenie w jednym słowie wręcz zachęca do potknięć w wymowie, które, jeśli zdarzają się często, mogą się utrwalić w języku, wypierając formę pierwotną.

Krzyżówka mrówki z robakiem

W jednym z wcześniejszych wpisów przedstawiałem dzieje praindoeropejskiego słowa „robak” (*kʷr̥mi-), które w językach italskich i germańskich przekształciło się nieregularnie w *wr̥mi-, a w językach słowiańskich wytworzyło wariant *čьrvь (polskie czerw) obok dawniejszego *čьrmь. Niewykluczone, że we wszystkich tych przypadkach odegrała jakąś rolę kontaminacja: nazwy drobnych bezkręgowców zawierające *morw- i *kʷr̥m- (sekwencje głosek podobnych fonetycznie) wpływały na siebie nawzajem. Możliwe, że *wr̥mis odwzajemniło się mrówkom, inspirując praitalską zmianę *morwī- > *mormī- > formīca. Ta sieć oddziaływań, połączona z naturalną skłonnością słowa ‘mrówka’ do deformacji szkieletu spółgłoskowego – [m–r­–w] : [m–r–m] : [w–r–m] : [m–w–r] : [w–m–r] – wyprodukowała takie bogactwo wariantów, że po kilku tysiącach lat nie da się odtworzyć wszystkich szczegółów. Jedno jest pewne: indoeuropejskie określenie mrówki ewoluowało równie dynamicznie jak owady, do których się odnosiło.

Hipoteza końcowa

Widoczna przynajmniej w językach germańskich alternacja *maur-/*meur- < *morw-/*merw- byłaby zrozumiała, gdyby u jej podłoża istniało coś w rodzaju rzeczownika z odmianą wymagającą wymiany samogłosek: *moru/*meru- (analogicznie np. do *doru/*deru- ‘drzewo, drewno’). Na tej podstawie dobrze znane procesy słowotwórcze mogłyby generować nazwy mrówki takie jak *merw-o-s, *morw-o-s, *morw-i-s i feminatywne *merw-ih₂ (później także morw-ah₂). Co mógł oznaczać ten pierwotny rzeczownik? Być może coś w rodzaju ‘kopiec, sterta’, co umożliwiłoby powiązanie nazwy mrówki ze słowiańskim *mьrva ‘stos odpadków, trocin, słomy, plew, nawozu’ (ze starszego *mr̥w-ah₂) > polskie mierzwa ‘ściółka dla bydła, obornik’ i tłumaczyłoby nazwę mrówki jako mieszkańca lub budowniczego kopców. Jesteśmy niestety zdani na spekulację, bo zaproponowana tu podstawa słowotwórcza nie jest nigdzie poświadczona bezpośrednio. Dobrze jest jednak mieć w zanadrzu takie hipotezy, choćby prowizoryczne i wymagające dopracowania, bo wskazują one kierunki dalszych poszukiwań.

Przypisy

1) Współczesne walijskie morgrug ‘mrówki’ (liczba mnoga, od której tworzy się liczbę pojedynczą morgrugyn przez dodanie przyrostka) jest złożeniem dawnej nazwy mrówki i słowa crug ‘pagórek, kopiec’. Nastąpiła więc zmiana znaczenia: ‘mrówczy kopiec, mrowisko’ > ‘mrówki’. Współczesne irlandzkie seangán ‘mrówka’ utworzono od przymiotnika seang ‘szczupły, chudy’.
2) Grupa [rw] łatwo ulega metatezie, dając [wr] (lub na odwrót). Czasem jest to zmiana regularna, częściej sporadyczna, por. łacińskie nervus : greckie neûron ‘ścięgno, nerw’ (przestawka w łacinie) albo greckie táuros, łacińskie taurus ‘byk’, słowiańskie turъ ‘tur’ : celtyckie *tarwos ‘byk’ (w tym przypadku przesuwce uległa forma celtycka).
3) Jeśli chodzi o inne grupy języków, także w języku tocharskim B mamy słowo warmi ‘mrówki’ (l.poj. brzmiałaby warme), jak gdyby kontynuujące stopień słaby (bez samogłoski, ale za to z przestawką podobną jak w językach Indii) *wr̥mo-. Niestety w językach anatolijskich analizowane tu słowo nie jest poświadczone. Po hetycku mrówka nazywała się lalakuesa- [lalagʷesa-] lub lalawesa-. Nazwa ta nie wygląda na indoeuropejską i być może została zapożyczona z któregoś z rdzennych języków starożytnej Anatolii.

Opisy ilustracji

Ryc. 1. Australijska Myrmecia brevinoda, jedna z największych i najniebezpieczniejszych mrówek świata. Nie tylko kąsa żuwaczkami, ale i żądli, a jej jad należy do najbardziej toksycznych w świecie owadów, zwłaszcza że z dużym prawdopodobieństwem może wywołać silną reakcję alergiczną. Foto: Nigel Main. Lokalizacja: góry Bunya, Queensland. Źródło: iNaturalist (licencja CC BY 4.0).
Ryc. 2. Mrówki z rodzaju Formica szukające na wiosnę czegoś słodkiego na pniu ściętej brzozy. Foto: Piotr Gąsiorowski. Lokalizacja: Ludwikowo, Puszcza Zielonka, Wielkopolska (licencja CC BY-SA 3.0).
Ryc. 3. U góry: mrowisko mrówek „rudnic” (Formica sp.). Żeby je odróżnić i zidentyfikować z dokładnością do gatunku, potrzebny jest myrmekolog uzbrojony w mikroskop. Na dole: jedna z mieszkanek kopca z podwiniętym odwłokiem celuje w fotografa strzykawką z jadem zawierającym kwas mrówkowy. Foto: Piotr Gąsiorowski. Lokalizacja: Kicin, Wielkopolska (licencja CC BY-SA 3.0).

Lektura dodatkowa

Wszystko o rozmieszczeniu gatunków mrówek na Ziemi: https://antmaps.org/?

Entomologia i etymologia. Część 3: Osa

Inne wpisy z tej serii
Część 1: Szerszeń
Część 2: Pszczoła
Część 4: Mrówka

Terminologia: co to jest osa?

Dla entomologa osa w ścisłym sensie to owad z podrodziny os właściwych (Vespinae), ale rozluźniając nieco kryteria, można mówić też o osach, mając na myśli całą rodzinę osowatych (Vespidae), a nawet ich dalszych krewnych. Dla laika osą może być właściwie każdy owad cienki w talii, najlepiej z czarno-żółtym rysunkiem na odwłoku, którego samice posiadają żądła i nie wahają się ich użyć. Temu rysopisowi odpowiada wiele tysięcy gatunków żądłówek (Aculeata). Spod potocznej definicji osy wyłączone są żądłówki, które już mają jakieś inne dobrze znane nazwy, czyli np. pszczoły, trzmiele i mrówki. Także szerszenie (rodzaj Vespa), które z entomologicznego punktu widzenia są osami w najściślejszym sensie, jaki można sobie wyobrazić, w popularnej wyobraźni i w klasyfikacji ludowej zajmują osobne, wyróżnione miejsce. Nie będziemy tu defniować osy zbyt pedantycznie, zakładając, że jaka jest, każdy widzi (ryc. 1). Skupimy się bardziej na etymologii niż na entomologii.

Ryc. 1.

Osy germańskie z metatezą

Jak wiadomo, po angielsku osa nazywa się wasp. Jeśli cofniemy się do bardzo wczesnych glosariuszy staroangielskich (VII–VIII w.), spotkamy tam formę wæfs jako tłumaczenie łacińskiego vespa. Nieco później to samo słowo pisano wæps lub wæsp. W okresie średnioangielskim widzimy głównie pisownię wasp(e), ale zdarza się i i waps(e). Nawet we współczesnych dialektach angielskich można spotkać wymowę [ps] (waps) zamiast standardowego [sp]. Podobnie ma się rzecz w niemieckim. Dzisiejsza forma standardowa to Wespe (dialektalnie także Weps), ale w staro-wysoko-niemieckim osa nazywała się wefsa lub wafsa. Widzimy też wahania rodzaju gramatycznego: ogólnie przeważa żeński, ale w staroangielskim – męski. Szczególnie zastanawiająca jest różnorodność grup spółgłoskowych: [fs], [ps], [sp]. Skąd się wzięła?

Choć omawiane słowo jest zasadniczo zachodniogermańskie – nie jest poświadczone w języku gockim, a w językach skandynawskich spotykamy je jako stare zapożyczenie z dolnoniemieckiego – to musiało istnieć w języku pragermańskim, ponieważ słowa wyraźnie pokrewne występują poza grupą germańską (jak zobaczymy, podobieństwo do łacińskiego vespa nie jest przypadkowe). Forma pragermańska musiała wyglądać następująco: *wafsō z wariantem *wafsijōn- (oba rodzaju żeńskiego) i być może *wafsa- (rodzaj męski). Wariant drugi odpowiada za formy typu niemieckiego Wespe (z tzw. umlautem – zmianą *a w *e pod asymilującym wpływem *i w następnej sylabie). W językach zachodniogermańskich grupa [fs] ulegała odpodobnieniu pod względem sposobu artykulacji, czego skutkiem było [ps]. Ta grupa spółgłoskowa z kolei łatwo ulegała metatezie (czyli zmianie kolejności głosek), dając [sp]. Proces ten był szczególnie częsty w staroangielskim (a także w późniejszej historii angielszczyzny) i mógł przebiegać w obu kierunkach: [ps] ↔ [sp]. Wszystkie te zmiany zachodziły już w czasach historycznych, dlatego mamy to szczęście, że ich rozmaite etapy zostały udokumentowane w zachowanych tekstach.

Jednak zbitka [sf], w odróżnieniu od [fs], nie mogła występować w dawnych językach germańskich, a skoro mamy poświadczone formy typu wæfs, muszą one reprezentować najstarsze, pragermańskie stadium rozwojowe. Źródło pragermańskiego *fs było tylko jedno: prawo Grimma (patrz też tutaj), a konkretnie jeden z jego komponentów, zmiana *p > *f. Jeśli spółgłoska zwarta bezdźwięczna występowała przed inną zwartą lub szczelinową (czyli w kombinacjach typu *pt, *kt, *ps, *ks), to prawo Grimma działało normalnie, ale tylko na pierwszą spółgłoskę (dając *ft, *xt, *fs, *xs). Jeśli występowała po *s, prawo Grimma było blokowane. Oznacza to, że praindoeuropejskie *sp nie ulegało zmianie (podobnie jak *st i *sk), natomiast praindoeuropejskie (a w każdym razie przedgermańskie) *ps zmieniało się we *fs. Stąd wniosek, że germańskie *wafsō musiało się rozwinąć z dawniejszego rzeczownika zawierającego *-ps-, dającego się zrekonstruować jako *wopsah₂ (z końcówką żeńską). Obok niego mogły istnieć formy oboczne *wopsih₂ (także żeńska) i *wopsos (męska) z różnymi końcówkami, ale tą samą podstawą słowotwórczą *wops-; w każdym razie dane germańskie sugerują ich współistnienie.

Konwergentna osa łacińska

Germańskie *a może pochodzić od dawniejszego *o albo *a. Skąd wiemy, że było to *o? Bo wskazują na to dane celtyckie i łacińskie – w tych językach kontrast *a : *o nie uległ zatarciu. Tu ktoś czujny może powiedzieć: „Chwileczkę, przecież w łacinie mamy vespa, nie *vospa”. To prawda, ale w historii łaciny zachodziły także rozmaite zmiany dźwiękowe. Jedną z nich była zmiana o > e, jeśli przed samogłoską występowało [w] (łacińskie v), a po niej – [s], [t] lub zbitka rC (czyli [r] plus inna spółgłoska). A zatem vespa może z powodzeniem kontynuować wcześniejsze *vospa. Zwróćmy uwagę, że tu również zaszła metateza ps > sp. Punktem wyjścia dla słowa łacińskiego może więc być *wopsah₂, czyli ta sama praforma, którą rekonstruujemy dla języków germańskich. Oczywiście metateza musiała zajść wcześniej niż zmiana samogłoski, wywołana obecnością *s bezpośrednio po niej.

Zwróćmy tu uwagę na konwergencję (zjawisko powszechne w biologii, ale nieobce także językoznawstwu). Niemieckie Wespe i łacińskie vespa są do siebie uderzająco podobne, a jednak ich podobieństwo jest wtórne: wynika z niezależnej ewolucji *o > e (spowodowanej przez różne czynniki) i z niezależnego przeprowadzenia przestawki ps > sp – w łacinie nastąpiła ona jednoetapowo, w językach germańskich – krętą drogą: *ps > fs > ps > sp. Ponadto przestawka łacińska zaszła co najmniej o tysiąc lat wcześniej niż germańska.

Dywergentne osy celtyckie

Języki celtyckie wspierają rekonstrukcję wariantu *wopsih₂. W języku praceltyckim odziedziczona spółgłoska *p zmieniła się w dwuwargowe szczelinowe *φ [ɸ]. Spróbujcie dmuchnąć przez nieco ściśnięte wargi, a usłyszycie brzmienie tej głoski. W większości pozycji owo *φ zanikło, ale akurat przed *s zmieniło tylko miejsce artykulacji z wargowego na tylnojęzykowe, czyli zostało zastąpione przez *x (wymawiane jak polskie ch). Dlatego praceltycka nazwa osy rozwinęła się tak: *wopsih₂ > *woφsī > *woxsī. Słowo to zachowało się w języku brytyjskim (prabrytańskim) jako *gwüxī (skomplikowane szczegóły rozwoju fonetycznego, z których słyną języki celtyckie, pozwolę sobie pominąć). Stąd mamy kornijskie gohi ‘osy’ (liczbę pojedynczą gohien ‘osa’ tworzy się przez dodanie specjalnego przyrostka) i walijskie gwchi ‘truteń’ (ze zmienionym znaczeniem). Z języka brytyjskiego określenie osy zapożyczył sąsiedni język staroirlandzki jako foich.

Jak widać, wyspiarskie języki celtyckie ewoluowały szybko i dość nietypowo, jeśli chodzi o wymowę. Dlatego chociaż celtyckie nazwy osy są, jeśli chodzi o pokrewieństwo, bardzo bliskie niemieckiemu Wespe, trudno w to uwierzyć, kiedy na nie popatrzymy, nie analizując szczegółów. W tym przypadku zamiast konwergencji (równoległego rozwoju w podobnym kierunku) mamy radykalną dywergencję (całkiem rozbieżne drogi ewolucji).

Konserwatywne osy bałtyjskie

W standardowym języku litewskim osa nazywa się vapsva (rodzaj żeński). Wygląda znajomo? Jeszcze bardziej znajome mogą się wydać formy dialektalne: vapsa (tak również w języku starolitewskim) i vapsas (rodzaj męski). Podobnie jak w językach germańskich, bałtyjskie *a reprezentuje wspólny rozwój dawniejszych *o i *a. Mamy tu zatem znowu *wops- z różnymi końcówkami, częściowo już nam znanymi. Podobnie jest w pozostałych językach bałtyjskich: widzimy staropruską formę pisaną wobse oraz łotewskie vapsene, które w odmianie standardowej przekształciło się nieregularnie w lapsene.1

W bałtyjskich nazwach osy zwraca uwagę zachowanie nieprzestawionej zbitki [ps]. W takiej też formie zapożyczyły to słowo języki uralskie z grupy bałtycko-fińskiej. Przykładem jest estońskie słowo vapsik ‘szerszeń’ (w szerszym znaczeniu ‘osa’ Estończycy używają, herilane, odpowiadającej fińskiej nazwie szerszenia, herhiläinen, też zapożyczonej z prabałtyjskiego). Fińskie vaapsihainen, pierwotnie odnoszące się do osy, dziś na ogół oznacza długonogą muchówkę, koziułkę. Pokrewna jest nazwa osy w języku wepskim (blisko spokrewnionym z fińskim i karelskim), bapshaine. Tu uwaga: choć sama nazwa języka wepskiego (vepsän kel’) też przypomina litewskie vapsa, nie ma nic wspólnego z osami. Tym razem mamy do czynienia z podobieństwem czysto przypadkowym.

Saamowie (Lapończycy), których języki także należą do rodziny uralskiej, również mają nazwy osy pochodzenia indoeuropejskiego, reprezentowane np. przez południowosaamskie veapsa < prasaamskie *vēpsēs. Słowo to ma jednak, jak sądzą specjaliści, rodowód nie bałtyjski, ale germański, możliwe że wręcz pragermański. W każdym razie i tutaj widać zbitkę [sp] nietkniętą przez metatezę.

Ryc. 2.

Zagubione spółgłoski osy słowiańskiej

Prasłowiańskie słowo oznaczające osę rekonstruowane jest po prostu jako *osa. Inaczej niż większość dzisiejszych ludów słowiańskich, Prasłowianie starali się upraszczać grupy spółgłoskowe prócz tych, które mogły stać na początku sylaby (a w ich języku nie było takich wiele). Jeśli między samogłoskami stała pierwotnie zbitka *ps, to usuwali *p, ponieważ *ps nie było dopuszczalne w nagłosie sylaby. Zatem prabałtosłowiańskie *wapsaH rozwinęło się w *wopsā i ostatecznie w prasłowiańskie *vosa. Choć przyjęty przez slawistów system zapisu nie zdradza tego wyrażnie, prasłowiańskie *v wymawiane było [w], czyli tak jak angielskie w lub współczesne polskie ł. Polskie [v] (pisane w) jest wynikiem późniejszego rozwoju, już po rozpadzie wspólnoty słowiańskiej. Co się stało z tym początkowym *v? Dlaczego nie widać go w słowie osa?

Jest to pytanie kłopotliwe, bo słowiańskie *v na początku wyrazu nie znikało ot tak, samo z siebie. Przeciwnie, miało tendencję do pojawiania się przed niektórymi samogłoskami jako tzw. spółgłoska protetyczna (zapobiegająca temu, żeby sylaba zaczynała się na samogłoskę). Dlaczego żaden polski wyraz nie zaczyna się na y? Powód jest następujący: prasłowiańskie *y pochodziło od dawniejszego długiego *ū, a przed *ū na początyku wyrazu już przodkowie Prasłowian obowiązkowo wstawiali [w]. Wyglądało to tak: *ū- > *wū- > *vy-. Na przykład od praidoeuropejskiego rzeczownika *wodr̥ ‘woda’ utworzono słowo pochodne *udr-o- lub *udr-ah₂ ‘zwierzę wodne’. W dialekcie indoeuropejskim, z którego rozwinął się prabałtosłowiański, *u ulegało wydłużeniu, jeśli następowała po nim spółgłoska dźwięczna bez przydechu: *udrah₂ > *ūdraH. Stąd mamy litewskie ūdra ‘wydra’ (spokrewnione np. z angielskim otter i grecką nazwą potwora morskiego Húdrā ‘Hydra’). W języku prasłowiańskim wyszło z tego oczywiście *vydra, dlatego mamy wydrę, a nie “ydrę”.

Już po okresie prasłowiańskim, w trakcie rozwoju języka polskiego, każda samogłoska nosowa na początku wyrazu otrzymała obowiązkową spółgłoskę protetyczną, czyli na przykład *ǫsъ zmienił się w wąs, a *ęzykъ w język. Z tego względu nie mamy w polszczyźnie wyrazów zaczynających się na ą- lub ę-. Jak widzimy, dodawanie spółgłosek na początku słowa nie było niczym niezwykłym. Nawet obecnie wiele tradycyjnych gwar polskich dodaje [w] przed nagłosowym [ɔ]. W rezultacie słowa osiem, owca realizowane są podobnie jak łosiem, łowca. Także osa może zostać łosą. W prasłowiańskim jednak konsekwentnie odróżniano odziedziczone *vo-, jak w słowach *voda ‘woda’, *vozъ ‘wóz’ od *o-, jak w słowach *oko ‘oko’, *ovьca ‘owca’. Utrata spółgłoski początkowej w słowie *vosa > *osa jest zjawiskiem nietypowym, wyjątkiem od reguły.

Co prawda w niektórych językach słowiańskich mamy wstawienie początkowego [w] lub [v] w nazwie osy, ale jest to ogólniejsze zjawisko fonetyczne, dotyczące też innych wyrazów na o- (tak jak w gwarach polskich). Jako przykłady mogą służyć górnołużyckie wosa, dolnołużyckie wósa lub nazwa osy w wymarłym w XVIII w. języku połabskim, våsă. Po białorusku osa nazywa się asá, ale w liczbie mnogiej akcent przesuwa się na pierwszą samogłoskę, która wskutek tego jest wymawiana jako [ɔ] i otrzymuje „z automatu” protetyczne [v] (w dalekiej przeszłości wymawiane [w]): vósy ‘osy’. Ale tak samo mamy po białorusku aknó/vókny ‘okno/okna’. W języku kaszubskim *o- na początku wyrazu realizowane jest jako ò- (fonetycznie [wɛ]).2 Kaszubskie łasëca ‘osa’ pochodzi od òsëca [ˈwɛsətsa], z przyrostkiem ekspresyjnym dodanym do starszego słowa òsa [ˈwɛsa]. Tak jak w łotewskim, powierzchowne podobieństwo nazw osy i łasicy uruchomiło mechanizm etymologii ludowej i spowodowało utożsamienie niespokrewnionych z sobą wyrazów.

Wszystkie te wstawki nagłosowe są charakterystyczne dla poszczególnych języków i fonetycznie regularne, nie wyróżniają zatem słowa *osa. Wyjątkiem jest język czeski, w którym mamy etymologicznie oczekiwane vosa ‘osa’ mimo faktu, że czeski nie dodaje regularnie protezy spółgłoskowej do początkowego o-. Istnieje zatem możliwość, że zachował się tu relikt pierwotnej wersji nazwy prasłowiańskiej. Nadal jednak nie wiemy, dlaczego powstał wariant bez początkowej spółgłoski (*vosa > *osa). Jedną z możliwości jest po raz kolejny etymologia ludowa, próbująca nadać nazwie sens dzięki przypadkowym skojarzeniom. Być może „atraktorem semantycznym”, który zwabił osę, była rodzina słów wywodzących się z praindoeuropejskiego *h₂aḱ- ‘być ostrym, kłuć’. Do tego gniazda słowotwórczego należą m.in. polskie oset, ość, ostry, osełka, a także np. łacińskie acus ‘igła’ i aculeus ‘żądło’. Osa jest owadem par excellence kłującym, więc taka przeróbka miałaby sens dla mówiących po prasłowiańsku (choć oczywiście nie miała uzasadnienia historycznego).

Osy irańskie i konieczna korekta

Moglibyśmy poprzestać na rekonstrukcji *wopso- (plus warianty z różnymi końcówkami), gdyby nie języki irańskie, które również zachowały starą nazwę osy (utraconą w siostrzanej grupie indoaryjskiej).4 Mamy tam całą serię wyrazów pokrewnych takich jak średnioperskie (pahlawijskie) wabz czy beludżyjskie gwabz ‘osa’, a także starożytne awestyjskie vaβžaka-, oznaczające jakieś jadowite zwierzę, być może skorpiona, ale o nazwie niewątpliwie przeniesionej z osy. Rekonstrukcja prairańska tych słów to *wabza- (lub *wabzaka-, z niezmiernie pospolitym w tej grupie przyrostkiem zdrabniającym).

Dźwięczna grupa *-bz- jest tu bardzo interesująca z następującego względu: w ogromnej większości starych języków indoeuropejskich występowała asymilacja regresywna dźwięczności, podobnie jak w języku polskim. Jeśli do morfemu zakończonego na spółgłoskę dźwięczną dołączano inny, zaczynający się na spółgłoskę bezdźwięczną, to następowało ubezdźwięcznienie pierwszej spółgłoski (por. polskie żaba, ale żabka [ˈʐapka]). Jeśli pierwsza spółgłoska była dźwięczna i przydechowa, to traciła obie te cechy. Jeśli zatem rekonstruujemy grupę *-ps-, to bez dodatkowych danych nie sposób stwierdzić, czy pochodzi ona od dawniejszego *-p-s-, *-b-s- czy *-bʰ-s-.5

Jednak języki indoirańskie dowodzą, że to upodobnienie wsteczne nie zaszło w epoce praindoeuropejskiej, tylko później i niezależnie w różnych grupach języków. W grupie indoirańskiej asymilacja w zbitce *-Dʰ-t- lub *-Dʰ-s- (gdzie *D oznacza dowolną spółgłoskę zwartą dźwięczną) była nie regresywna, ale progresywna: druga spółgłoska upodabniała się do pierwszej. Jest to tzw. prawo Bartholomaego. Rezultatem było *-Ddʰ- lub *-Dzʰ-. W literackim języku staroindyjskim (czyli w dialekcie wedyjskim i w sanskrycie) grupa *-Ddʰ- utrzymała i dźwięczność i przydech6, a w grupie *-Dzʰ- nastąpiło wtórne ubezdźwięcznienie i utrata przydechu (jak w innych językach indoeuropejskich). Natomiast w językach irańskich w obu przypadkach zanikł przydech, ale zachowała się dźwięczność.

Ryc. 3.

Ostateczna rekonstrukcja po korekcie

Nie możemy zatem pozostać przy rekonstrukcji *wopso-, bo dane irańskie wyraźnie wskazują, że domniemane *p było rezultatem rozwoju spółgłoski *w otoczeniu asymilującym. Właściwą formą praindoeuropejską było zatem *wobʰ-so- > praindoirańskie *wabzʰa- > prairańskie *wabza-, a w innych językach zwykle *wobʰso- > *wopso- ~ *wospo- (lub podobnie).

Po korekcie otwiera się możliwość identyfikacji rdzenia, od którego utworzono nazwę osy. Pasuje tu jak ulał praindoeuropejskie *webʰ- ‘tkać’. Dobrze znane są jego refleksy w językach germańskich, jak niemieckie weben (stąd Weber ‘tkacz’) lub angielskie weave. Jedną z jego pochodnych było pragermańskie *wab-ja- > staroangielskie webb > współczesne web ‘sieć’. Rdzeń jest bardzo stary, o czym świadczy jego obecność w grupach „bazalnych” rodziny indoeuropejskiej – językach anatolijskich i tocharskich. Co prawda we współczesnej frazeologii nie mówimy zwykle, że osy „tkają” gniazdo (tak jak „pająk tka sieć”), ale gniazda os dachowych (ryc. 3) lub klecanek (ryc. 2), budowane z włókien roślinnych przerobionych na papier-mâché, mogą się kojarzyć z wyrobami tkackimi. Od czasownika *webʰ- prowadzi dobrze znany szlak słowotwórczy. Najpierw tworzymy rzeczownik odczasownikowy *webʰ-es- oznaczający rezultat tkania (np. gniazdo). Od niego można utworzyć nazwę znamionującą *wobʰ-s-o-s ‘mieszkaniec gniazda’. Można podejrzewać, że pierwotnym odpowiednikiem feminatywnym (starszego typu) było *wobʰ-s-ih₂, później częściowo zastąpione przez szerzącą się formę żeńską nowego typu *wobʰ-s-ah₂ (pierwotnie o znaczeniu zbiorowym ‘rój os’).

Prawda, że trzeba się było nieźle napracować, żeby rozgryźć pochodzenie krótkiego i pozornie prostego słowa osa?

Przypisy

1) Prawdopodobną przyczyną było skojarzenie nazw osy i lisa (łotewskie lapsa) na zasadzie etymologii ludowej.
2) Podobny rozwój zaszedł np. w dialekcie wielkopolskim, stąd tradycyjne poznańskie wykrzykniki łe!, łe Jezu! i wymowa ocet, o(j)ciec jako łecet, łeciec, spotykana jeszcze śladowo w gwarze miejskiej Poznania.
3) Warto też wspomnieć, że w niektórych dialektach rosyjskich i białoruskich występuje forma osvá, z zagadkowym v widocznym także w litewskim vapsva. Sufiks ten nie ma jednak odpowiedników poza grupą bałtosłowiańską, a jego pochodzenie jest niejasne.
4) Jest też trzecia – mała i reliktowa – grupa języków indoirańskich, pozostająca poza podziałem na irańskie i indoaryjskie. Są to języki nurystańskie, używane w górach Hindukuszu na pograniczu afgańsko-pakistańskim. Zachowały one słowo ‘osa’ w postaci *wašp-ika- z metatezą, zob. np. wašpīk w języku waigali (kalasza-ala).
5) Ściśle mówiąc, drugi przypadek jest bardzo mało prawdopodobny z tej przyczyny, że fonem *b był skrajnie rzadki w języku praindoeuropejskim. Nadal pozostaje jednak wybór między *p a *.
6) Dobrze znanym przykładem jest przydomek Buddy (staroindyjskie buddhá- ‘przebudzony, oświecony’). Słowo to pochodzi od praindoeuropejskiego przymiotnika *bʰudʰ-tó-, utworzonego od czasownika *bʰewdʰ- ‘obudzić się’ (stąd zresztą także polskie budzić).

Opisy ilustracji

Ryc. 1. Osa pospolita (Vespula vulgaris). Foto: flossiepip. Lokalizacja: Kaeo, Nowa Zelandia (osy pospolite zostały tam zawleczone z Europy). Źródło: iNaturalist (licencja CC BY 4.0).
Ryc. 2. Klecanka rdzaworożna (Polistes dominula) i jej papierowe gniazdo. Foto: Bernard Dupont. Lokalizacja: Ruiny willi rzymskiej w Vendre, departament Hérault, Francja. Źródło: Wikimedia (licencja CC BY-SA 2.0).
Ryc. 3. Gniazdo osy dachowej (Vespula germanica). Foto: Jutta234. Lokalizacja: Zoo we Frankfurcie. Źródło: Wikipedia (licencja CC BY-SA 3.0).

Entomologia i etymologia. Część 1: Szerszeń

Inne wpisy z tej serii
Część 2: Pszczoła
Część 3: Osa
Część 4: Mrówka

Prolog

Słowo szerszeń brzmi, jakby ktoś je utworzył z intencją dźwiękonaśladowczą. Może się kojarzyć z szuraniem, skrobaniem lub brzęczeniem, a w każdym razie wydaje się bardzo swojskie, szeleszcząco słowiańskie. Zgodnie z wolą naszych Czytelników, wyrażoną w sondzie na 𝕏/Twitterze, zaczynam tę serię od wizyty u szerszeni.  

Z entomologicznego punktu widzenia szerszenie (Vespa) to rodzaj dużych, drapieżnych os blisko spokrewnionych z osami pospolitymi czy dachowymi, a nieco dalej z klecankami. Prawdę mówiąc, łacińskie słowo vespa oznaczało nie szerszenia, ale pozostałe osy. Tak używał go Pliniusz Starszy, autor Historii naturalnej (księga XI, rozdz. 24), rezerwując dla szerszeni nazwę crābrō. Z etymologicznego punktu widzenia są to dwa wyraźnie odrębne pojęcia, od tysięcy lat określane różnymi słowami. Dla starożytnych najbardziej wyróżniającą cechą szerszenia nie były cechy anatomiczne interesujące entomologów czy tryb życia (choć Pliniusz zauważa, że crābrōnēs, inaczej niż vespae, gnieżdżą się w dziuplach drzew), ale po prostu imponujące rozmiary i szczególna wojowniczość robotnic w obronie gniazda.1

Łacina jako język naturalny i łacina wykorzystana (razem z greką) w nomenklaturze biologicznej to dwie różne sprawy. Dla entomologa Crabro (grzebacz) to całkiem inny rodzaj żądłówki, nienależący do rodziny osowatych, a zatem daleki krewny szerszeni. Na pociechę szerszeniowi europejskiemu (Vespa crabro) nadano przynajmniej nazwę gatunkową, w której entomologia nie kłóci się z etymologią.

Ryc. 1.

Dla naszych praindoeuropejskich przodków szerszeń musiał być owadem z jakiegoś względu ważnym, dobrze znanym i rozpoznawalnym. Świadczy o tym zastanawiająca żywotność jego nazwy. Tylko kilka prastarych nazw owadów utrwaliło się w językach indoeuropejskich na tyle dobrze, że porównując ich refleksy w różnych grupach, jesteśmy w stanie zrekonstruować ich formę prajęzykową. Jedną z takich dobrze zachowanych nazw jest określenie szerszenia, *ḱr̥h₂sron-. Mimo że polskie słowo szerszeń (staropolskie sirszeń) nie wydaje się szczególnie podobne do crābrō, są to, jak zobaczymy, formy ściśle pokrewne, sprowadzalne do wspólnego przodka. Krewnym ich obu jest także angielskie słowo hornet.

Powyższa rekonstrukcja jest precyzyjna i pozwala wniknąć głęboko w strukturę morfologiczną nazwy szerszenia. Nazwa ta została utworzona od bardzo archaicznego rzeczownika oznaczającego głowę (spokrewnionego także z rodziną słów o znaczeniu ‘róg, poroże’). Analizując kolejne sufiksy, dochodzimy do wniosku, że szerszeń zawdzięcza swoją nazwę wydatnej ozdobie głowy, jaką stanowią imponujące czułki przypominające rogi (wyjątkowo długie zwłaszcza u samców).

Tak się paradoksalnie składa, że praindoeuropejskie słowo *ḱerh₂(-es)- ‘głowa’, choć należało do podstawowego zasobu słownictwa i oznaczało część ciała, bez której trudno się obyć, bywało później w historii rodziny indoeuropejskiej wielokrotnie zastępowane przez rozmaite innowacje leksykalne. Tylko w paru grupach widzimy jego ślady na tyle wyraźne, że umożliwiające rekonstrukcję. Tymczasem nazwa szerszenia zachowała się znakomicie w językach italskich, bałtosłowiańskich i germańskich. W żadnym z nich nie przetrwało dawne określenie głowy, a zatem słowo ‘szerszeń’ musiało zostać utworzone w bardzo dalekiej przeszłości, gdy określenie to jeszcze było w obiegu.

Szerszeń indoeuropejski (a także łaciński i włoski)

Jak dokładnie je utworzono? Rzeczownik *ḱerh₂s-/*ḱr̥h₂as- ‘głowa’ tworzył pochodne przysłówki/miejscowniki typu *ḱ(e)rh₂s-er o znaczeniu ‘w/na głowie’. Stąd przymiotnik *ḱ(e)rh₂s-r-o- ‘znajdujący się na głowie lub w głowie’. Jeśli ulegały one substantywizacji, czyli były traktowane jako rzeczowniki, to nabierały bardziej konkretnego znaczenia. Na przykład rzeczownik rodzaju nijakiego *ḱerh₂srom rozwinął się w praitalskie *kerazrom > łacińskie cerebrum ‘mózg’ (słowem pokrewnym o tym samym znaczeniu jest także niemieckie Hirn). Zwróćcie uwagę na osobliwą zmianę *sr > *zr > łacińskie br; za chwilę znów się z nią spotkamy.2 Następnym krokiem było utworzenie rzeczownika odprzymiotnikowego o temacie zakończonym na spółgłoskę nosową: *ḱr̥h₂sron-. Mianownik liczby pojedynczej brzmiał *ḱr̥h₂srō (spółgłoska *n na końcu wyrazu po długim *ō zanikła już w okresie praindoeuropejskim). Słowo to oznaczało coś w tym rodzaju: ‘owad, którego cechą charakterystyczną jest coś, co ma na głowie’. Mówiąc zwięźlej – ‘owad rogaty’. Po drodze od praindoeuropejskiego do łaciny sekwencja *r̥h₂ rozwinęła się regularnie w łacińskie , a co do rozwoju *sr, patrz wyżej. W rezultacie otrzymaliśmy łacińskie crābrō/dopełniacz crābrōnis.

Języki romańskie w nikłym stopniu zachowały tę nazwę. Wyjątkiem jest włoski, w którym szerszeń nazywa się calabrone. Dlaczego nie *crabrone, jak można by się było spodziewać? Ewidentnie zaszło tu jakieś zakłócenie regularnego rozwoju. Zastąpienie pierwszego r przez l jest dość zrozumiałe jako forma dysymilacji (patrz niżej), ale wstawiona samogłoska a pozostaje niewyjaśniona. Zapewne zadziałało tu jakieś skojarzenie motywowane etymologią ludową. Może z Kalabrią na południu Włoch, gdzie zamiast szerszenia europejskiego występuje szerszeń wschodni (Vespa orientalis) o charakterystycznym, rzucającym się w oczy czerwonobrązowym ubarwieniu? Sprawa wymaga dogłębniejszego zbadania.

Szerszeń bałtosłowiański (a w nim satem i RUKI)

Symbol * oznacza występujący w praindoeuropejskim palatalny (mówiąc potocznie, „miękki”) odpowiednik zwykłego *k. W łacinie obie spółgłoski rozwinęły się w [k] (pisane c), ale kontrast między nimi zachował się w niektórych gałęziach rodziny indoeuropejskiej, m.in. w językach indoirańskich i bałtosłowiańskich (określanych łącznie nazwą grupy satem).3 W języku staroindyjskim * rozwinęło się ostatecznie (przez różne etapy pośrednie) w miękkie szczelinowe ś. W językach irańskich pojawia się najczęściej jako s, ale w staroperskim jako θ (wymawiane jak angielskie th). W języku prabałtosłowiańskim było z początku spółgłoską typu *ć, ale następnie rozwinęło się w s w językach słowiańskich, a także w łotewskim i staropruskim, w litewskim natomiast jest kontynuowane jako š.

Sylabiczne * rozwijało się regularnie w bałtosłowiańskie *ir. Praindoeuropejska spółgłoska *h₂ (podobna w wymowie do polskiego ch, ale o artykulacji bardziej cofniętej, „gardłowej”)4 nie znikła całkiem w języku prabałtosłowiańskim (wiemy to, bo wywierała wpływ na bałtyjski i słowiański akcent melodyczny), ale uległa osłabieniu; być może stała się po prostu zwarciem krtaniowym [ʔ]. Oznaczmy sobie jej refleks bałtosłowiański jako *H, nie wnikając w szczegóły fonetyczne.

Teraz spójrzmy na losy praindoeuropejskiego *s. Języki bałtosłowiańskie generalnie zachowały je jako *s, ale z pewnym szczególnym wyjątkiem znanym jako „reguła RUKI”. Ta mnemotechniczna nazwa mówi (w dydaktycznym skrócie) tyle, że po głoskach *r/, *u/w, *k, *i/j artykulacja *s ulegała zmianie w *š. Ta spółgłoska następnie rozwinęła się w staroindyjskie (wymawiane podobnie jak polskie sz), w irańskie š i litewskie š (w łotewskim i staropruskim zlało się z powrotem ze zwykłym *s). W językach słowiańskich *š zachowało się przed samogłoskami przednimi, ale poza tym uległo zmianie w *x (polskie ch). Dlatego mamy ucho, ale uszy (praindoeuropejskie *h₂ows-, liczba podwójna *h₂aws-ih₁).

Podsumowując: indoeuropejskie *ḱr̥h₂srō zmieniło się w prabałtosłowiańskie *śirHšrō (*h₂ stojące między *r a *s nie blokowało działania reguły RUKI). Wymowa tego łamańca językowego uległa wczesnemu uproszczeniu. Nikt nie lubi, kiedy w jednym wyrazie, a co dopiero w złożonej grupie spółgłoskowej, trzeba wymówić [r] zbyt wiele razy. Dlatego drugie *r znikło, zostawiając nieco łatwiejszą fonetycznie formę *širHšō. Prawdopodobnie równolegle powstał też wariant oboczny *širHšlō, w którym *r nie zostało usunięte, tylko zastąpione przez *l. Taki proces, ułatwiający mózgowi sprawne sterowanie ruchami artykulacyjnymi, nazywamy odpodobnieniem (dysymilacją).

Po starolitewsku szerszeń nazywał się širšuo (biernik širšenį, dopełniacz širšens). Jest to całkowicie regularny wynik rozwoju *śirHšō, połączony z faktem, że w językach bałtosłowiańskich odmiana rzeczowników zakończonych na formant słowotwórczy *-on- stała się regularna: zakończeniem mianownika było *, a końcówki pozostałych przypadków były dołączane do formantu przybierającego postać *-en-. Współczesny język litewski używa nieco przetworzonych formy širšė i širšlys (w tej drugiej pobrzmiewa echo wariantu obocznego z *l). Łotewski wyrównał odmianę, zmieniając formę mianownika na sirsenis. Zauważmy, że choć słowa te podobne są do naszego szerszeń, nie zostały zapożyczone z języków słowiańskich, tylko mają ze swoimi słowiańskimi kuzynami wspólnego przodka.

Szerszeń słowiański i polski

Przewidywane formy prasłowiańskie to mianownik *sьrxy, biernik *sьršenь, dopełniacz *sьršene itd. Odziedziczony mianownik, dziwnie odmienny od innych przypadków, wcześnie usunięto, zastępując go formą *sьršenjь (tzn. przeniesiono rzeczownik do powierzchownie podobnej deklinacji, w której poręczniej było go odmieniać). Staropolskim refleksem nazwy prasłowiańskiej był piętnastowieczny sirszeń. W XVI w. spotykamy także wariant siérszeń (z regularnym obniżeniem artykulacji i przed r). Pojawiają się też warianty z nagłosowym sz: szyrszeń, szérszeń. Trudno powiedzieć, czy zostały one przejęte z języków wschodniosłowiańskich, w których taka zmiana zaszła wcześniej, czy odzwierciedlają niezależny polski rozwój z tych samych przyczyn (asymilacja na odległość lub próba nadania słowu wartości dźwiękonaśladowczej). W każdym razie szerszeń wyparł sierszenia z polszczyzny współczesnej.

W innych językach słowiańskich szerszeń nosi bardzo podobne nazwy: cerkiewnosłowiańskie srъšenь lub strъšenь, rosyjskie i ukraińskie šéršenʹ, białoruskie šéršanʹ, czeskie i słowackie sršeň, słoweńskie sršen itp. W serbsko-chorwackim stršljen i być może bułgarskim stǎršel można się dopatrywać śladów wariantu z *l).

Ryc. 2.

Szerszenie germańskie (wojownicy w rogatych hełmach)

W językach germańskich * rozwinęło się w spółgłoskę szczelinową *x (jak polskie ch) zgodnie z tzw. prawem Grimma, a nieco później jego artykulacja osłabiła się, tracąc charakter tylnojęzykowy: *x > h. Spółgłoska *h₂ znikła bez śladu, a sylabiczne * przekształciło się w *ur. Spółgłoska *s w środku wyrazu pozostawała bez zmian, jeśli akcent padał na poprzedzającą ją sylabę. W przeciwnym razie zmieniała się w *z. Przy uwzględnieniu tych wszystkich zmian języki germańskie rozwinęły słowo *ḱr̥h₂sron- w dwa warianty bardzo podobne do bałtosłowiańskich: *xurz(a)n- (z zanikiem drugiego *r, żeby uniknąć sekwencji *-rzr-) oraz *xurslōn- (z dysymilacją *r > *l). Ozdabiano je następnie różnymi sufiksami. Na przykład *xurzn-, rozszerzone o formanty *-it-, *-ut- lub *-at- (tworzące w językach germańskich liczne nazwy zwierząt) i końcówkę rodzaju żeńskiego *-(j)ō, dało staro-wysoko-niemieckie hornuz (zob. też niemieckie Hornisse), staroangielskie hyrnetu itp. Niderlandzkie horzel (nazwa potoczna, nieformalna, ale częsta w odmianie flamandzkiej) pochodzi z kolei od wariantu z *l.

W językach germańskich tendencję do modelowania nazwy szerszenia tak, żeby przypominała germańske słowo *xurna- > horn ‘róg’. Na przykład średnioangielskie hernet ~ harnet zostało przekształcone w hornet. Podobnie ma się sprawa z oficjalną nazwą niderlandzką, hoornaar, która wygląda, jakby ktoś współcześnie chciał utworzyć słowo o znaczeniu ‘rogacz’, tymczasem pierwsza sylaba kontynuuje pragermańskie *xurzn-. Te skojarzenia mają charakter etymologii ludowej, ale nie są całkiem pozbawione podstaw, bo angielskie horn czy oznaczające to samo niderlandzkie hoorn, podobnie jak np. łacińskie cornū, są w ostatecznym rachunku spokrewnione z praindoeuropejskim określeniem głowy, a zatem podobieństwo nie jest tu czysto przypadkowe.

Szerszenie zapożyczone

Język Franków, ludu zachodniogermańskiego, który w V w. n.e. założył królestwo w miejcu rzymskiej Galii i któremu Francja zawdzięcza swoją nazwę, był blisko spokrewniony z językiem niderlandzkim i miał podobne określenie szerszenia: *xurslo. Zostało ono zapożyczone przez język francuski. Jego liczbę mnogą zapisano w postaci nieco zniekształconej jako fursleones w tzw. glosach z Reichenau (VIII w.). Skąd się wzięło nagłosowe f? Otóż Frankowie zachowali dość długo wyrazistą, tylnojęzykową wymowę *x. Skrybowie używający konwencji łacińskich zapisywali je zwykle jako ch (zamiast po prostu h). W kilku przypadkach, wskutek podobieństwa fonetycznego głosek [x] i [f], romańskojęzyczni mieszkańcy Galii pomylili je w zapożyczeniach. W ten sposób galijska łacina ludowa, rozwijająca się w język starofrancuski, uzyskała słowo *furslon. Spotykamy je ponownie ok. 1180 r. jako frelun (zanik [s] przed [l] był w starofrancuskim regularny) i w końcu jako współczesne francuskie frelon.

Na zakończenie warto wspomnieć, że dawno temu, zapewne w początkach I tysiąclecia n.e., z języka prabałtyjskiego zapożyczyły nazwę szerszenia pobliskie ludy bałtycko-fińskie (nieindoeuropejskie, bo należące do rodziny uralskiej). Słowo *śirHšō/*śirHšen- zostało zapożyczone jako *šerši- z pospolitym przyrostkiem *-läinen (niewątpliwie pod silnym wpływem słowa *mešiläinen ‘pszczoła’, o którym jeszcze usłyszymy w dalszym ciągu tej serii). W językach tej grupy dawne *š przeszło następnie w *x (dzisiejsze h), stąd fińskie określenie szerszenia, herhiläinen (i podobne nazwy szerszeni lub os w językach pokrewnych).

Uwagi końcowe

Etymologia nazwy szerszenia, rozpracowana szczegółowo i przenikliwie przez indoeuropeistów (zob. zwłaszcza Nussbaum 1986), z trudem przenika do źródeł polskich. Większość z nich, powołując się na Słownik etymologiczny języka polskiego Wiesława Borysia (2005) wyprowadza nazwę szerszenia z praindoeuropejskiego *(s)ker-/*kers- ‘ciąć’, tłumacząc ją jako ‘owad żądlący’. Etymologia ta jest nie do utrzymania z elementarnych względów formalnych (nie da się z niej poprawnie wyprowadzić poświadczonych form bałtosłowiańskich ani łacińskiej).

Chciałbym przy okazji zwrócić uwagę, że szerszeń jest owadem niepotrzebnie demonizowanym, a w rzeczywistości ważnym ekologicznie i zasługującym na ochronę. Tradycyjny sport polski – bohaterska pogoń mężczyzny z kapciem za „morderczym” szerszeniem, który miał pecha wlecieć nam do domu w letnią noc (podczas gdy kobiety i dzieci, piszcząc z przerażenia, chronią się w innych pomieszczeniach) – powinien odejść w niepamięć.

Przypisy

1) Pliniusz był, jak na swoje czasy, kompetentnym naturalistą. Odnotowuje silne działanie jadu szerszenia („często sprowadzające gorączkę”) i przytacza pogląd „niektórych autorów”, że trzykroć dziewięć (ter novem, czyli 27) użądleń szerszenia wystarcza, aby zabić człowieka, ale sam uważa szerszenie za raczej nieszkodliwe. Szerszeń europejski jest w istocie o wiele mniej jadowity i zdecydowanie mniej niebezpieczny niż na przykład dalekowschodni gatunek Vespa mandarinia. Nie jest także agresywny wobec ludzi, chyba że cały rój zostanie zmobilizowany do obrony gniazda przez fermony ataku. Rzymianie ostrzegali w związku z tym: nōlī irrītāre crabrōnēs (nie drażnij szerszeni).
2) Praitalskie spółgłoski *s, *z miały wymowę dziąsłową, w związku z czym *z było artykulacyjnie zbliżone do *r i w łacinie klasycznej zmieniło się w [r] w wielu pozycjach (ten proces nazywamy rotacyzmem). Połączenie spółgłosek *zr było nieco kłopotliwe w wymowie, dlatego nastąpiła tu dysymilacja: dziąsłowe *z zastąpiono przez spółgłoskę szczelinową zębową: *zr > *ðr. Miało to dalsze konsekwencje, bo w dialekcie italskim, z którego wyewoluowała łacina, w sąsiedztwie niektórych głosek (m.in. *r), *ð zmieniło się w fonetycznie podobne dwuwargowe *β i ostatecznie w spółgłoskę zwartą [b]. Ten skomplikowany proces może się wydawać dziwny, ale był całkowicie regularny.
3) Nazwa satem nawiązuje do awestyjskiego słowa satəm ‘sto’, w którym widoczna jest zmiana * > s (awestyjski był jednym z języków staroirańskich). Praindoeuropejski liczebnik ‘100’ miał formę *ḱm̥tom. Charakterystyczny „satemowy” rozwój początkowej spółgłoski widać w litewskim šimtas, polskim sto, staroindyjskim śatam itd. Natomiast utożsamienie * z *k widać np. w łacińskim centum, wymawianym w klasycznej łacinie z początkowym [k]. Trzeba pamiętać, że zmiękczenie tego [k] w większości języków romańskich przed samogłoską przednią, które doprowadziło m.in. do francuskiej wymowy cent jako [sɑ̃], jest niezależnym procesem, późniejszym o kilka tysięcy lat, i nie oznacza, że francuski należy do grupy satem.
4) Co do zapisu i wymowy tzw. praindoeuropejskich spółgłosek laryngalnych, patrz ten wpis (uwaga końcowa nr 2).

Opisy ilustracji

Ryc. 1. Szerszeń europejski (Vespa crabro). Foto: Sasha N. Lokalizacja: Berlin, Niemcy. Źródło: iNaturalist (licencja CC BY 4.0).
Ryc. 2. Szczegóły istotne etymologicznie: głowa i czułki szerszenia europejskiego (samca). Foto: Flugwapsch62. Źródło: Wikimedia (licencja CC BY-SA 3.0).

Literatura dodatkowa