Skąd się wzięła czerwień. Część 3: Pluskwiaki w sklepie spożywczym

Inne wpisy z tej serii
Skąd się wzięła czerwień. Część 1: Rozprawa o robokach
Skąd się wzięła czerwień. Część 2: Od czerwi do nazw kolorów

Koszenila: etymologia

Jedna z dawniejszych nazw łacińskich czerwca polskiego, dziś już nieaktualna, ale za to nadana przez samego Karola Linneusza, brzmiała Coccus polonicus. Zresztą do dzisiaj Coccus (po polsku zwany misecznikiem) jest nazwą jednego z rodzajów pluskwiaków dość blisko spokrewnionych z czerwcem i kermesem. Nazwa pochodzi od greckiego słowa kókkos ‘pestka (zwłaszcza granatu)’. Tym samym słowem określano „jagódkę dębową”, czyli kermesy żerujące na dębach śródziemnomorskich. Łacina przejęła słowo greckie w tym znaczeniu, adaptując je jako coccum. Aczkolwiek entomologia współczesna podzieliła pluskwiaki na niezliczone rodzaje, historycznie Coccus mogło oznaczać jakiegokolwiek „robaka” barwierskiego. Stąd także nazwa koloru: greckie kókkinos i łacińskie coccineus ‘szkarłatny’.

Biedronka, choć jest chrząszczem, a nie pluskwiakiem, została nazwana przez Linneusza Coccinella ze względu na jaskrawoczerwony kolor gatunku typowego, czyli naszej uroczej siedmiokropki. Podobnie uformowano nazwy „czerwonych robaczków” w językach romańskich: włoskie cocciniglia, hiszpańskie cochinilla; którąś z nich język francuski zapożyczył w XVI w. jako cochenille. Z francuskiego mamy kolejne zapożyczenia, jak angielskie cochineal i polskie koszenila.

Czerwiec kaktusowy: entomologia

Hiszpanie przenieśli nazwę cochinilla na kolejnego pluskwiaka z tej samej grupy, do której należy czerwiec, nazwanego przez Linneusza Coccus cacti, a obecnie znanego jako Dactylopius coccus (po polsku półoficjalnie „czerwiec kaktusowy”). Gatunek ten ma dziwny, nieciągły zasięg geograficzny. Żyje w Andach (na południu Peru i w przygranicznych rejonach Chile) oraz w górach Meksyku (sięgając dziś po południowe stany USA), ale nie występuje pomiędzy tymi obszarami. Jest to owad niezbyt ruchliwy – słaby materiał na gatunek migrujący; został więc zapewne przeniesiony przez człowieka, celowo lub niechcący, ale przy obecnym stanie badań nadal nie jest pewne, czy jego pierwotną ojczyzną było Peru, czy Meksyk. W każdym razie w X w. n.e. był już z pewnością udomowiony i wykorzystywany jako źródło barwnika zarówno w Peru (kultura Wari), jak i w Meksyku (Toltekowie). D. coccus zawiera więcej kwasu karminowego niż inni przedstawiciele rodzaju Dactylopius (ok. 20% suchej masy ciała), a ponadto woskowa osłonka, jaką wytwarzają jego dzicy kuzyni, uległa u niego redukcji. Czyni go to wrażliwszym na naturalne niebezpieczeństwa i częściowo uzależnia od opieki hodowców, ale za to łatwiej go eksploatować.

Ryc. 1.

Roślinami żywicielskimi D. coccus są kaktusy z rodzaju Opuntia (opuncja). Jest ich sto kilkadziesiąt gatunków (nie wspominając o licznych hybrydach), a czerwiec kaktusowy może się żywić praktycznie każdym z nich. Ponieważ jednak opuncja figowa (O. ficus-indica – w języku nahuatl nohpalli), rodem ze środkowego Meksyku, była i tak uprawiana przez tamtejsze ludy dla swoich owoców i jadalnych młodych pędów, a przy tym jest rośliną okazałą i wytrzymałą, nadawała się znakomicie na podłoże dla hodowli czerwca kaktusowego. Żeby zebrać samice z opuncji, trzeba było – na odpowiednim etapie ich rozwoju – zgarniać je z powierzchni płaskich pędów kaktusa na przykład za pomocą pędzla zrobionego z jeleniego ogona.

Produkcją barwnika z tych pluskwiaków (w sposób dość podobny jak w przypadku czerwca polskiego) trudnili się między innymi Aztekowie. Nazwali oni czerwca kaktusowego tak samo jak pancernika: tlālpitzotl (dosłownie: ‘świnia ziemna’), zapewne dlatego, że segmentowana bezskrzydła samica pluskwiaka faktycznie przywodzi na myśl miniaturowego pancernika (o tym, jak wymawiać tę nazwę, można przeczytać w tym wpisie). Hiszpańscy konkwistadorzy zapoznali się z hodowlą czerwców w trakcie podboju Meksyku i nie umknęło ich uwagi, że pozyskiwany z nich barwnik, czyli koszenila, nadaje się szczególnie do barwienia tkanin z włókien białkowych (zwierzęcych), czyli np. owczej wełny lub jedwabiu. Poszli zatem bardziej śladem ludów peruwiańskich, które barwiły na czerwono wełnę z alpaki, niż meksykańskich, używających koszenili głównie do mniej skutecznego barwienia materiałów roślinnych (ale też np. futerek króliczych). Władcy Azteków traktowali wysoce pożądany barwnik jako obowiązkową daninę i rozwinęli w tym celu stosowny aparat administracyjny. Hiszpanie po prostu „przyszli na gotowe”, czyli przejęli cały system.

Koszenila wymiata konkurencję

Już w XVI w. Hiszpanie zaczęli sprowadzać koszenilę do Europy. Szybko wyparła ona z rynku nie tylko śródziemnomorski kermes, który ustępował jej i wydajnością, i efektem kolorystycznym (zawierał przede wszystkim kwas kermesowy, słabiej sprawdzający się jako barwnik od karminowego), ale z czasem także wysokiej jakości barwniki uzyskiwane z czerwca polskiego i armeńskiego. Ich zbiór był trudniejszy i zawierały one mniej kwasu karminowego, toteż w końcu produkcja czerwieni w starym stylu przestała się opłacać. Popyt na koszenilę był wielki i narastał w miarę rozwoju przemysłu tekstylnego. Barwiono nią luksusowe stroje od szat kardynałów watykańskich po żupany polskiej szlachty, a także uniformy oficerów armii brytyjskiej (czerwone kubraki prostych żołnierzy farbowane były raczej marzaną barwierską, tańszym i tandetniejszym barwnikiem roślinnym). Za pośrednictwem kupców holenderskich tkaniny barwione koszenilą trafiały nawet do Japonii. Wielcy artyści, między innymi Rembrandt, a także Tycjan czy El Greco, eksperymentowali z wykorzystaniem koszenili jako pigmentu malarskiego.

Kwas karminowy tworzy trwałe, słabo rozpuszczalne kompleksy (chelaty) z jonami glinu i wapnia. Modyfikują one jego barwę, zatem traktując koszenilę ałunem lub węglanem wapnia można było otrzymać paletę odcieni od jasnej czerwieni do fioletu. Dzięki chelacji barwnik staje się stabilny, czyli odporny na zmiany pH (sam kwas karminowy zachowuje kolor tylko przy odczynie obojętnym lub lekko kwaśnym).

Przez długi czas koszenila ustępowała jedynie srebru jako import z Nowego Świata przynoszący krociowe zyski królestwu Hiszpanii. Meksyk (szczególnie dzisiejszy stan Oaxaca) pozostawał jej niemal wyłącznym eksporterem aż do początków XIX w. Wówczas jednak monopol meksykański zaczął się chwiać. Wojna o niepodległość (1810–1821) utrudniła handel koszenilą; zbiegło się to w czasie z udanym przeniesieniem hodowli opuncji i czerwca kaktusowego na Wyspy Kanaryjskie. Gwatemala i Peru stały się konkurencją dla Meksyku w Nowym Świecie. W późniejszych dziesięcioleciach opanowano syntezę barwników organicznych, poczynając od czerwonej alizaryny, która podobnie jak kwas karminowy jest pochodną antrachinonu. Znaczenie koszenili zmalało, ale nie do zera.

Robaki, które jadamy

Koszenila nadal jest używana jako barwnik – głównie w przemyśle kosmetycznym i spożywczym, a na mniejszą skalę także do barwienia tkanin. Jej głównymi producentami są dziś Peru (200 ton rocznie) i Wyspy Kanaryjskie (20 ton rocznie). Parę innych krajów półkuli zachodniej wytwarza ją w niewielkich ilościach. Nadal potrzeba około 140 tys. samic pluskwiaka, żeby wyprodukować kilogram koszenili. Eksperymenty z hodowlą Dactylopus coccus w innych częściach świata (np. w Australii pod koniec XVIII w. i w Etiopii, poczynając od 2004 r.) nie były udane.

Etiopia stała się na krótko poważnym producentem koszenili produkowanej przez chilijski koncent Foodsafe; eksportowano ją do Niemiec, a także (o dziwo) do Meksyku, Doszło jednak do nieprzewidzianych komplikacji. Zamiast pozostać tam, gdzie produkowano koszenilę, czerwiec kaktusowy wymknął się spod kontroli i – nie mając w Etiopii naturalnych wrogów – zaczął niszczyć dzikie plantacje sprowadzonej z Ameryki opuncji figowej, która w pustynnych warunkach północnej Etiopii była cenionym źródłem żywności dla ludzi i zwierząt. W wyniku konfliktu między zwolennikami koszenili i opuncji produkcję przerwano, natomiast problem z inwazją czerwca pozostał. Było to odwrócenie sytuacji australijskiej, gdzie czerwce kaktusowe nie przeżyły, natomiast różne gatunki opuncji stały się uciążliwymi roślinami inwazyjnymi.

Ryc. 2.

Jeżeli wśród składników jakiegoś słodkiego napoju, deseru, cukierków, albo substancji nadających apetyczny kolor wędlinie czy wędzonej rybie znajdziemy barwnik oznaczony kodem E120 (znany też poza Unią Europejską jako Natural Red 4), to warto wiedzieć, że jest to koszenila – naturalna, nie syntetyczna. Nie chodzi o czysty kwas karminowy, ale zawierający go surowy ekstrakt lub chelat glinowy zwany karminem (oznaczane są one w Unii tym samym numerem E). Aczkolwiek kwas karminowy jest wytwarzany przez pluskwiaki jako ochrona przed drapieżnikami i pasożytami (bardzo skuteczna zwłaszcza przeciwko mrówkom), to w stosunku do człowieka nie stanowi on groźnej broni chemicznej. Jest w praktyce nietoksyczny, a barwi tak intensywnie, że wystarczy go używać w niewielkich ilościach. Konsumentowi nie przeszkadza jego smak (który byłby gorzki przy dużym stężeniu), a zawartość glinu w chelacie nie przekracza norm bezpieczeństwa. Pozostaje kwestia świadomości, że „jemy pluskwiaki” – wprawdzie wysuszone, zmielone na proszek i przetworzone, ale jednak pluskwiaki, co nie każdego zachwyca (ze względów etycznych, psychologicznych lub religijnych).

Czy koszenila może zaszkodzić?

Należy wiedzieć, że – co prawda stosunkowo rzadko – zdarza się alergia skórna, wziewna bądź pokarmowa na koszenilę. Nie dotyczy samego kwasu karminowego czy też jego kompleksów z glinem czy wapniem; niemniej niektóre badania sugerują, że kwas karminowy lub jego chelat może działać jako hapten. Hapten to substancja stosunkowo prosta chemicznie, normalnie niewykazująca cech alergenu, ale łatwo wiążąca się z białkami. Połączenie białka z haptenem (tzw. addukt) może sprowokować reakcję odpornościową nawet wówczas, gdy nie powoduje jej samo białko. Ponieważ kwas karminowy wiąże się silnie z niektórymi białkami pochodzącymi z organizmu owada, w barwniku zawarte są pozostałości adduktów, które – jak się podejrzewa – mogą wywołać pobudzenie bazofilów (granulocytów zasadochłonnych) i reakcję alergiczną, a w skrajnych przypadkach nawet wstrząs anafilaktyczny. Producenci nie są zobowiązani do starannego oczyszczenia koszenili z resztek białkowych, bo obowiązujące normy niezbyt restrykcyjnie określają dopuszczalną zawartości takiej domieszki, a jej całkowita eliminacja byłaby trudna i kosztowna. Zresztą mechanizm alergii na składniki koszenili/karminu i związane z tym ryzyko (być może niedoszacowane) wymagają dalszych badań.

Gdyby Hiszpanie nie przejęli byli od Azteków biznesu koszenilowego, a Polska pozostała mocarstwem barwierskim, to barwnik otrzymywany z czerwca polskiego stwarzałby identyczne ryzyko jak koszenila z czerwców kaktusowych. Był to bowiem ten sam związek chemiczny otrzymywany przy użyciu podobnych metod i tak samo zanieczyszczony pozostałościami białek pluskwiaka należącego do tej samej grupy. Jeśli kogoś to pociesza, jest on przynajmniej „naturalny”.

Lektura dodatkowa

Aztekowie, Hiszpanie i koszenila: https://www.neh.gov/humanities/2015/julyaugust/feature/red-all-over-how-tiny-bug-changed-the-way-we-see-the-world
A może zaprząc bakterie lub grzyby do produkcji kwasu karminowego? https://www.soci.org/news/2022/3/cochineal-a-red-dye-from-bugs-moves-to-the-lab
Współczesne zastosowania koszenili i związane z nimi kontrowersje: https://theperfectpigment.com/modern-uses-of-cochineal/
Czerwiec kaktusowy na Wyspach Kanaryjskich: https://www.hellocanaryislands.com/experiences/canarian-cochineal/
Więcej zdjęć czerwca kaktusowego (także samców) z Orange County (Południowa Kaliforniia): https://nathistoc.bio.uci.edu/hemipt/Dactylopius.htm
Koszenila jako alergen: Lis & Bartuzi 2021.

Opisy ilustracji

Ryc. 1: Samice Dactylopius coccus na pędzie opuncji. La Gomera (Wyspy Kanaryjskie). Foto: Dirk Mezger 2023. Źródło: iNaturalist (licencja CC-BY-NC).
Ryc. 2: Podczas wczorajszych zakupów przejrzałem na chybił trafił półki ze słodyczami w sklepach, które regularnie odwiedzam. Nie było trudno znaleźć produkty, w których składzie występował barwnik ukryty za numerem E120 lub określany wprost jako karmin. Foto: Piotr Gąsiorowski.

Skąd się wzięła czerwień. Część 2: Od czerwi do nazw kolorów

Inne wpisy z tej serii
Skąd się wzięła czerwień. Część 1: Rozprawa o robokach
Skąd się wzięła czerwień. Część 3: Pluskwiaki w sklepie spożywczym

Przetwarzanie czerwca

Larwy czerwca w stadium cysty są w ogromnej większości żeńskie i mają 3–4 mm średnicy. Cysty męskie, o połowę mniejsze stanowią tylko ok. 0,02% ogólnej liczby. Trzeba je było zbierać przed końcem miesiąca, tradycyjnie gdzieś w okolicach dnia św. Jana. Data była o tyle umowna, że w 1586 r. Polska przyjęła kalendarz gregoriański, co czerwcom było obojętne; chodziło w każdym razie o to, żeby zebrać napęczniałe larwy, zanim postać dojrzała, czyli imago samicy, skończy ostatnią wylinkę i wydostanie się spod ziemi. Zapewne z tego względu niektórzy autorzy w XVI w. mylnie utożsamiali robakowatą samicę czerwca z „robaczkiem świętojańskim”, czyli również bezskrzydłą samicą świetlika (Lampyris noctula). Dość powszechny był pogląd, że cysty są wytworami rośliny (co z kolei wyjaśniałoby utożsamienie nazw rośliny i owada).

Zebrane czerwce zabijano wrzątkiem, suszono w piecu chlebowym lub na słońcu, mielono na proszek i prasowano, a potem poddawano dodatkowej obróbce dla celów barwierskich. Wszystko po to, żeby w końcu otrzymać wyjątkowo trwały, a przy tym rozpuszczalny w wodzie barwnik zwany kwasem karminowym (powszechniej znany jako koszenila). Można nim było barwić sukno wełniane, jedwab i inne tkaniny na intensywnie czerwony kolor, przypominający dojrzałe maliny. Był to produkt bardzo poszukiwany w całej Europie i na Bliskim Wschodzie (także jako kosmetyk i substancja medyczna), a Rzeczpospolita stała się jego głównym eksporterem, sprzedając za granicę do kilkuset ton barwnika rocznie w XVI–XVII w. Produkcja na taką skalę nie była łatwa, bo żeby uzyskać kilogram suchego barwnika, trzeba było (wg różnych szacunków) zebrać mniej więcej 150–300 tys. czerwców, a na jednej roślinie było ich przeciętnie około dziesięciu, maksymalnie kilkadziesiąt. Dlatego dbano o siedliska czerwca trwałego i sadzono rośliny z powrotem po otrząśnięciu z larw. Gdyby zbiór był zbyt rabunkowy, cały interes barwnikowy byłby się szybko zakończył wyeksploatowaniem zasobów.

Ryc. 1.

Karmin, kermes, alkermes

Skąd nazwa „kwas karminowy”? Nazwa koloru karmin pochodzi nieco krętymi drogami z perskiego kirmiz, oznaczającego ‘coś koloru robaka’. Jak wyjaśniłem w poprzednim odcinku, średnioperskie kirm ‘robak’ ma wspólne pochodzenie z polskim czerw. Słowo perskie odnosiło głównie do pluskwiaków zaliczanych dziś do gatunków Kermes vermilio i K. ilicis. Żerują one na dębach skalnych (Quercus coccifera) lub ostrolistnych (Q. ilex), których ojczyzną jest basen Morza Śródziemnego. Nazwa gatunkowa coccifera oznacza ‘jagodonośny’. Dęby oczywiście nie produkują jagód; nazwa jest aluzją do kulistych samic pluskwiaka, które w okresie składania jaj przyczepiają się nieruchomo do gałęzi i osiągają wielkość ziaren grochu. Notabene kolor barwnika kermesowego zmodyfikowany przez potraktowanie ałunem (przybiera wtedy odcień cynobru), nazywa się w językach zachodniej Europy wermilionem (angielskie i francuskie vermilion) od łacińskiego vermiculus ‘robaczek’. Jest to zdrobnienie od vermis – słowa, z którym już się zapoznaliśmy.

Perskie słowo kirmiz (kermes) rozeszło się po całej zachodniej Azji (znają je m.in. języki tureckie). Za pośrednictwem arabskim dotarło do Europy jako nazwa cennego barwnika wyrabianego z „robaków”, a także jednego z panaceów (leków na wszystko) ówczesnej medycyny, alkermesu (arabskie al-qirmiz), czyli gęstego i słodkiego syropu barwionego kermesem. Wątpliwe, żeby alkermes rzeczywiście cokolwiek leczył, ale w jego smaku i kolorze gustowano powszechnie, co zapewniało mu ogromną popularność.

Czerwiec spod Araratu, karmazyn i King Crimson

To samo perskie słowo zapożyczyli Ormianie jako karmir ‘czerwień’. Wyrażenie ordan karmir ‘czerwień robaka’ oznaczało ich własny, konkurencyjny barwnik, wytwarzany z gatunku pluskwiaka spokrewnionego blisko z czerwcem polskim. Był to czerwiec armeński (Porphyrophora hamelii). Gatunek ten żeruje na korzeniach trzciny pospolitej i kilku innych gatunków roślin, które dawniej porastały gęsto słone bagna Równiny Araratu w pobliżu rzeki Araks. W swoim czasie Armenia także była poważnym producentem barwnika czerwcowego. Obecnie czerwiec armeński – kiedyś występujący w ogromnych ilościach – jest gatunkiem ginącym. Jego obszar występowania obejmuje zaledwie ok. 20 km2. Dobiła go w czasach ZSRR władza radziecka, meliorując słone bagna, czyli systematycznie niszcząc jego jedyne siedliska.

Polacy z kolei zapożyczyli w XVI w. włoskie chermesino ~ carmesino (oczywiście pochodne nazwy kermesu, spokrewnione także z angielskim crimson) jako kermezyn (z wariantami karmezyn i karmazyn). Była to nazwa koloru, a także drogiej tkaniny jedwabnej farbowanej „czerwienią z robaków”. Karmazynem zaczęto nawet nazywać polskiego czerwca i otrzymywany z niego barwnik. Nikt oczywiście nie miał bladego pojęcia, że słowa czerwiec i karmazyn mają wspólne indoeuropejskie źródło. Natomiast polska klasa wyższa pokochała karmazyn tak bardzo, że słowo to stało się synonimem szlachcica, zwłaszcza możnego, który na mocy przywileju przysługującemu „starej szlachcie” nosił żupan farbowany czerwcem.

Nowa nazwa starego koloru

Ale zostawmy obce zapożyczenia i wróćmy do słownictwa czysto słowiańskiego i polskiego. Jeszcze zanim wyodrębnił się język polski, od rzeczownika *čьrvь utworzono czasownik *čьrviti ‘barwić za pomocą czerwia (czerwca)’. Od niego zaś urobiono imiesłów *čьrvenъ(jъ), czyli ‘barwiony za pomocą czerwca’. W najstarszej polszczyźnie rozwinął się on w formę czyrzwiony, czyrwiony, czérwiony. Do dziś zachowaliśmy formy, które świadczą o pierwotnie miękkiej wymowie w, np. czerwień, czerwieńszy, czerwienić się (słowa, które tak się mają do czerwiony, jak zieleń, zieleńszy, zielenić się do zielony). Także po kaszubsku kolor nazywa się do dziś czerwiony.

Dlaczego używamy wariantu czerwony, który pojawił się już w XV w., a sto lat później stał się wyłączny? Zwykle tego rodzaju nieregularne stwardnienie spółgłosek przypisuje się wpływowi języka czeskiego, który w owym czasie cieszył się w naszej części Europy wysokim prestiżem. Istniała zatem moda na naśladowanie czeskich cech fonetycznych. Wymowa czerwony wygląda na polsko-czeską hybrydę: kompromis między pierwotnym czerwiony a staroczeskim črvený. Polską odmiękczoną wersję przejęły też zachodnie dialekty staroruskie, z których wywodzą się języki ukraiński i białoruski.

Przymiotnika *čьrvenъ używają niemal wszystkie języki słowiańskie, nie tylko z obszaru, na którym występował masowo czerwiec Porphyrophora polonica. Wyjątkiem jest rosyjski, który ma własne określenie tego koloru: krasnyj z prasłowiańskiego *krasьnъ ‘piękny, ozdobiony’. Czerwiec był zapewne znany Prasłowianom na długo przed XIV–XVI w., gdy Polacy przekształcili handel barwnikiem w wielki biznes eksportowy. Czyżby przodkowie Słowian stworzyli słowo oznaczające czerwień dopiero po opanowaniu techniki przerabiania czerwca na barwnik?

Oczywiście nie. Istnieją dobrze znane, ogólnoindoeuropejskie nazwy koloru czerwonego, wywodzące się z rdzenia *h₁rewdʰ- o znaczeniu ‘zmienić kolor na czerwony, zarumienić się’. Dwa najważniejsze, szeroko rozpowszechnione przymiotniki to *h₁roudʰ-o- i *h₁rudʰ-ro-. Od pierwszego pochodzi np. angielskie red (pragermańskie *rauda-) i łacińskie rūfus, a od drugiego – łacińskie ruber i greckie erutʰrós (jak w słowie erytrocyt). Języki słowiańskie zachowały mnóstwo pamiątek po tych dawnych określeniach czerwieni, choćby polskie słowa rudy, rydz, rdza, rumiany. Fakt, że tak stara i dobrze zakorzeniona w języku podstawowa nazwa koloru ustąpiła lokalnej innowacji świadczy o przebojowości nowej techniki  „czerwienia”. W tej części świata nie było czerwonego barwnika, który mógłby konkurować z kwasem karminowym.

Dalsza rodzina czerwia

Istniał także przymiotnik utworzony bezpośrednio od słowa *čьrmь – *čьrmьnъ(jъ). Musiał on powstać bardzo wcześnie, ponieważ jego podstawą słowotwórczą był archaiczny wariant oboczny, ze starym *m zamiast *v. Pokrewny rzeczownik *čьrmьnь > polskie czermień (utworzony tak jak kwiecień od przymiotnika kwietny) był używany jako nazwa roślin z rodziny obrazkowatych o jaskrawoczerwonych owocach, zapewne kojarzących się Słowianom z kuleczkami czerwca. Czermieniem nazywano np. obrazki (Arum), a obecnie czermień błotna (zmieniwszy rodzaj na żeński) funkcjonuje jako oficjalna polska nazwa gatunku Calla palustris.

Mamy w Polsce (i nie tylko w Polsce) sporą liczbę nazw miejscowych typu Czermin (dawniej Czermien), Czermna, Czermno. Są to wszystko niezłożone formy dawnego przymiotnika czermny, który mógł znaczyć ‘czerwony, koloru czerwca’ albo ‘związany z czerwcem’. Nazwa wsi Czermna (dawna Czyrmna) w okolicach Biecza tłumaczona była w XIV w. jako Aqua Rufa ‘Czerwona/Ruda Woda’. Ten sam przymiotnik pojawia się także w innych językach słowiańskich. Na przykład Wsiewołod IV Czermny, wielki książę kijowski z dynastii Rurykowiczów (zmarły ponad 800 lat temu), zawdzięczał swój zagadkowo brzmiący przydomek rudym włosom.

Można podejrzewać, że przynajmniej w niektórych przypadkach nazwy wspomnianego typu nawiązywały do miejsc, gdzie zbierano czerwca i produkowano „czermny” barwnik. Wieś Czermno w województwie lubelskim jest szczególnie ciekawa, albowiem odkryte na jej terenie wielkie grodzisko (z komorą celną i portem rzecznym na Huczwie) z dużą dozą prawdopodobieństwa identyfikuje się z historycznym Czerwieniem, centralnym ośrodkiem Grodów Czerwieńskich w X–XIII w.

Choć tradycyjnie używamy formy Czerwień (dopełniacz Czerwienia), poprawniej z historycznego punktu widzenia byłoby mówić Czerwien (dopełniacz Czerwna), ponieważ Czermno i Czerwien są wariantami tego samego przymiotnika prasłowiańskiego, *čьrmьnъ ~ *čьrvьnъ. Wahanie rodzaju gramatycznego jest pospolite w nazwach geograficznych pochodzenia przymiotnikowego. Rodzaj takiej nazwy mógł się zmieniać w zależności od domyślnego, ale niewyrażonego wprost rzeczownika. Jeśli był nim np. *gordъ ‘gród’, to nazwa przybierała formę męską *Čьrvьnъ. Jeśli było nim np. *město ‘miejsce’ (stąd późniejsze miasto), to nazwa przybierała rodzaj nijaki: *Čьrmьno. Były to skróty rozwiniętych nazw opisowych: „czerwny gród”, „czermne miejsce”. Często dokumenty średniowieczne poświadczają współistnienie różnych wariantów. Na przykład wieś, w której mieszkam, Kicin pod Poznaniem, w XIV–XV w. występowała pod wymiennie używanymi nazwami Kycin, Kycino, Kycina (przymiotniki dzierżawcze od imienia osobowego Kyta > Kita). A zatem w zależności od kaprysów historii i języka centralny ośrodek Grodów Czerwieńskich mógł równie dobrze skończyć jako Czerwno lub Czermi(e)n.

Obszar dawnych Grodów Czerwieńskich, podobnie jak położone dalej na wschód lessowe ziemie Wołynia i Podola, stanowił znakomite miejsce dla uprawy czerwca (rośliny) i zbioru czerwca (owada). W późniejszych stuleciach było to jedno z najwydajniejszych centrów produkcji barwnika, można więc postulować związek nazwy z handlem prowadzonym już w czasach wczesnohistorycznych.

Ryc. 2.

A skoro już wspomniałem o własnym fyrtlu, jak mówią poznaniacy, to mieszkam w gminie Czerwonak. Według lokalnej tradycji (co prawda niepopartej bezpośrednio przez dowody w postaci dokumentów historycznych) cysterki z opactwa w Owińskach (pierwotnie Owieńsko, Owieńsk), założonego w XIII w., zbierały czerwca w dobrach owińskich – lasach stanowiących dziś skraj Puszczy Zielonki na stokach Dziewiczej Góry, w pobliżu Czerwonaka i Kicina. Kilka poszlak się zgadza: jest to miejsce występowania czerwca trwałego (Scleranthus perennis), a czerwiec polski (Porphyrophora polonica) był notowany na tym obszarze dość licznie jeszcze w I połowie XX w. (niestety nie znalazłem wiarygodnych informacji o późniejszych obserwacjach). Ponadto Poznań był jednym z głównych ośrodków handlu czerwcem. Jest zatem możliwe, że i Czerwonak (w XV w. Czyrwony Młyn) zawdzięcza mu swoją nazwę.

W ostatnim odcinku zajmiemy się pytaniem, dlaczego nie zbieramy już czerwca polskiego, ormiańskiego ani z rodzaju Kermes.

Opisy ilustracji

Ryc. 1: Model cząsteczki kwasu karminowego (koszenili). Wzór sumaryczny: C22H20O13. Źródło: Wikipedia (domena publiczna).
Ryc. 2: Hipoteza o roli cysterek owińskich w produkcji barwnika z czerwca w Wielkopolsce oparta jest na lokalnej tradycji, niepewnej, ale jak widać oficjalnie autoryzowanej przez Nadleśnictwo Łopuchówko. Tablica edukacyjna ze szlaku przyrodniczego w Puszczy Zielonce w pobliżu leśniczówki Annowo (okolice Dziewiczej Góry). Opis grafiki na tablicy jest nieprecyzyjny. „Owad dorosły” jest w istocie dorosłym samcem czerwca, a „larwa” może być neoteniczną samicą. Foto: Piotr Gąsiorowski.

Literatura dodatkowa

Vahedi & Hodgson 2010
Przegląd rodzaju Porphyrophora w Europie, na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce z uwzględnieniem interesujących nas gatunków P. polonica i P. hamelii (czyli czerwca polskiego i armeńskiego). Spośród 47 opisanych dotąd gatunków Porphyrophora te dwa (i prawdopodobnie dwa inne w Azji i Egipcie) były używane jako źródło czerwonego barwnika, ale prawdopodobnie każdy inny też by się nadał do tego celu, gdyby mógł być pozyskiwany w odpowiednich ilościach.

Badania archeologiczne w Czermnie: Nauka w Polsce.
Ciekawostki o cysterkach z Owińsk i czerwcu: Wielkopolska ciekawie.

Skąd się wzięła czerwień. Część 1: Rozprawa o robokach

Inne wpisy z tej serii
Skąd się wzięła czerwień. Część 2: Od czerwia do nazw kolorów
Skąd się wzięła czerwień. Część 3: Pluskwiaki w sklepie spożywczym

Roboki som wselenijako łezmajte: zwycajne i zmutowane

W naiwnej, przednaukowej klasyfikacji robakiem nazywano w zasadzie dowolne zwierzę niebędące ssakiem, ptakiem ani rybą, mające sześć lub więcej odnóży albo beznogie. Nie jest to definicja ścisła i jednoznaczna, bo nie o ścisłość chodziło, ale o ogólne wrażenie: robak to coś, co pełza i wije się, a często także dokucza (patrz załączona pod wpisem Rozprawa o robokach Kazimierza Grześkowiaka). Język praindoeuropejski dysponował na określenie takich zwierząt słowem *kʷr̥mis (z sylabicznym *r). Jest ono solidnie poświadczone w językach celtyckich, bałtosłowiańskich i indoirańskich, a także w albańskim. Natomiast w grupie italskiej i germańskiej spotykamy refleksy bardzo podobnego słowa *wr̥mis, które zapewne powstało wskutek zniekształcenia szerzej rozpowszechnionego wariantu. Przyczyną mogła być kontaminacja, czyli upodobnienie – wskutek przypadkowego skojarzenia – do jakiegoś innego słowa o podobnym znaczeniu, ale po tysiącach lat trudno ustalić szczegóły tego procesu.

Końcowe *-s było końcówką mianownika liczby pojedynczej, a nie nieodłączną częścią rzeczownika, więc możemy je pominąć i zapisywać powyższe słowa jako *kʷr̥mi- i *wr̥mi- (z dołączanymi końcówkami odmiany). Od *wr̥mi- pochodzi łacińskie vermis, a także germańskie *wurmiz > gockie waurms, staroislandzkie ormr (orm we współczesnych językach skandynawskich), niemieckie Wurm, angielskie worm itd.

Germanie uogólnili pojęcie robaka podobnie jak Grześkowiak, rozciągając je nie tylko na beznogie gady (padalec nazywa się po angielsku slowworm), ale nawet na mityczne monstra przypominające gady, czyli na smoki, które przecież także mogą pełzać i wić się. Staroangielskie słowo wyrm (przodek dzisiejszego worm) mogło oznaczać dżdżownicę (reġn-wyrmrobak deszczowy’) lub larwę muchy, ale także smoka. W finale poematu Beowulf tytułowy bohater zostaje śmiertelnie ranny w walce ze strzegącym skarbów potworem określanym na zmianę jako wyrm lub draca (to drugie to synonim zapożyczony z języków klasycznych). W mitologii skandynawskiej świat ludzi, Midgard, opasany był przez żyjącego w oceanie gigantycznego węża, tak wielkiego, że otoczywszy wszystkie lądy, mógł chwycić w zęby własny ogon. Jednym z imion, jakimi go określano, było Miðgarðsormr, czyli ‘robak Midgardu’, przy czym oczywiście nie chodziło o dżdżownicę.

Roboki indoirańskie i bałtosłowiańskie

Z przyczyn, które później staną się oczywiste, bardziej jednak będą nas interesowały słowa pochodzące od *kʷr̥mis w dwóch gałęziach rodziny indoeuropejskiej: indoirańskiej i bałtosłowiańskiej. W obu grupach początkowe * straciło labializację (towarzyszące spółgłosce zwartej zaokrąglenie warg) i zmieniło się w zwykłe *k. Stąd mamy praindoirańskie *kr̥mi- (np. w staroindyjskim kṛ́mi- ‘robak, owad’). Zapamiętajmy sobie na późniejszy użytek kilka typowych refleksów irańskich: średnioperskie kirm (od III w. p.n.e. do VII w. n.e.) i nowoperskie kerm.

Teraz możemy przejść do języków bałtosłowiańskich W tej grupie sylabiczne *r̥ rozwinęło się w sekwencję *ir, stąd prabałtosłowiańskie *kirmi-, dobrze widoczne w litewskim kirmis i łotewskim cirmis ‘robak, larwa, gąsienica’ (itp.). Słowo to dało początek wielu bałtyjskim wyrazom pochodnym, zwłaszcza zdrobnieniom. Jedno z nich, litewskie kirmėlė, straciło (co się często zdarza) odcień zdrobniały i zaczęło oznaczać to samo co starsze kirmis. Z jakiegoś wczesnego stadium języków bałtyjskich zapożyczyli omawiane słowo przodkowie ludów fińskich w znaczeniu ‘wąż’ (dzisiejsze fińskie käarme).

Etymologia i entomologia: na scenę wkraczają czerw i czerwiec

A co widzimy w językach słowiańskich? Widzimy ślady oczekiwanego prasłowiańskiego *čьrmь, które dałoby hipotetyczne polskie *czerm, niepoświadczone bezpośrednio, ale powrócę jeszcze do tej kwestii. Zdecydowanie przeważa inny wariant, mianowicie *čьrvь (polskie czerw, dopełniacz czerwia, dowodzący historycznej miękkości końcowej spółgłoski). O ogólnosłowiańskim zasięgu tego zmutowanego wariantu świadczą liczne wyrazy pokrewne w wielu językach: rosyjskie červʹ, ukraińskie, czeskie i słowackie červ, słoweńskie črv, górnołużyckie čerw, serbsko-chorwackie crv, staro-cerkiewno-słowiańskie črьvь, bułgarskie červej itd.

Słowo *čьrvь nie ma odpowiedników poza językami słowiańskimi, ale musiało powstać już w języku prasłowiańskim jako wariant *čьrmь, które zostało przez nie prawie całkowicie wyparte. Żadna regularna słowiańska zmiana językowa nie wyjaśnia zastąpienia *m przez *v, więc tak jak w przypadku *wr̥mi- można podejrzewać kontaminację. Moim zdaniem słowem, które mogło wpłynąć na zniekształcenie pierwotnego *čьrmь, było zbliżone fonetycznie *morvь ‘mrówka’ (z licznymi pochodnymi tworzonymi przez dodawanie sufiksów), również o bardzo szacownym indoeuropejskim rodowodzie. I jak od *morvь można było urobić derywat *morvьcь (spotykany w dialektach polskich jako mrowiec, alternatywne określenie mrówki), tak od *čьrvь pochodzi *čьrvьcь > polski czerwiec.

Słowo to z pochodzenia było prasłowiańskim zdrobnieniem, czyli początkowo wyrażało zabarwienie uczuciowe, ale formant -ec w języku polskim nie ma już tej funkcji i tworzy tzw. „rzeczowniki ogólnikowo pochodne”. Na przykład chłopiec to wyraz pozostający dziś z chłopem w luźnym związku historycznym; nie oznacza chłopa niskiego wzrostu ani traktowanego protekcjonalnie (tę rolę przejął chłopek). Czerwiec oznaczało więc mniej więcej to samo co czerw, ale jako słowo nacechowane morfologicznie (ozdobione sufiksem) miało tendencję do specjalizacji semantycznej – zawężania znaczenia do jakiegoś szczególnego rodzaju czerwia. Taki „podział pracy” między synonimami jest zjawiskiem częstym w historii języków i może prowadzić do skomplikowanych modyfikacji znaczenia. Od starego słowa kół ‘pal’ mamy derywaty kolec (starszy) i kołek (młodszy i bardziej przejrzysty). Im starszy wyraz pochodny, tym bardziej różni się znaczeniowo od swojej historycznej podstawy słowotwórczej, ponieważ miał więcej czasu na samodzielną ewolucję. Podobnie stółstolec (≠ stołek) albo dwórdworzec (≠ dworek).

Robok polski, czyli Porphyrophora polonica, i jego miesiąc

W języku polskim czerw (staropolskie czyrzẃ, czyrẃ, czérẃ) oznaczał początkowo dowolnego „robala”, zawłaszcza larwę owada uważanego za szkodnika (np. w XVI w. larwa wołka zbożowego bywała określana jako żytny czerw), ale dziś odnosi się bardziej szczegółowo do larw błonkówek (pszczół, os, mrówek itp.) oraz muchówek. Jako termin fachowy (pszczelarski, entomologiczny) lub słowo książkowe raczej nie występuje w języku potocznym. Zastąpiło je słowo chrobåk > robåk (dzisiejsze robak).

Natomiast czerwiec (czyrzwiec, czérwiec itp.) uległ jeszcze dalej posuniętej specjalizacji. W tej części Słowiańszczyzny, gdzie obecnie leży Polska, zawęził się znaczeniowo do nazwy konkretnego gatunku owada, zwanego przez entomologów czerwcem polskim (Porphyrophora polonica). Jest to pluskwiak żerujący na roślinie, na którą również przeniesiono „ogólnikowo pochodną” nazwę czerwiec. Chodzi o czerwiec trwały (Scleranthus perennis), raczej niepozorną roślinę z rodziny goździkowatych. Występuje ona dość pospolicie w Europie i zachodniej Azji; lubi suche, piaszczyste gleby i chętnie rośnie na nieużytkach przekształconych przez człowieka, na przydrożach i ugorach. Dziś mało kto zwraca na nią uwagę, jednak dawniej była tak ważna, że za jej sprawą słowo czerwiec uzyskało jeszcze jedno znaczenie – nazwy miesiąca, w którym na miejscach porośniętych przez czerwiec rośliny wykopywano specjalną łopatką z korzeniami, otrząsano na rozłożone na ziemi płachty, a następnie wsadzano z powrotem do ziemi. A wszystko po to, żeby zebrać przyczepione do korzeni ciemnoczerwone lub fioletowe napęczniałe cysty pluskwiaka – okrągłe larwy, u których na tym etapie życia zanikały odnóża i czułki. Stąd się wzięło dawne powiedzenie cytowane przez Zygmunta Glogera w Encyklopedii staropolskiej (1900–1903): „W czerwcu pod czerwcem siedzi czerwiec”.

Ryc. 1.

Wcześniejszą nazwą miesiąca był czerwień (z wariantami czyrzwień, czyrwień, dopełniacz czerwnia), wyraz będący w takim stosunku do czerwia, jak sierpień i wrzesień do sierpa i wrzosu (czyli oznaczający po prostu ‘miesiąc czerwia’). Zresztą także lipiec był nazywany lipień. Oba warianty były używane wymiennie do XVI w., po czym utrwaliły się formy czerwiec i lipiec. Podobnie zbudowane są nazwy czerwca w sąsiednich językach słowiańskich: białoruskie červjenʹ, ukraińskie červenʹ, czeskie červen). Żeby nie było zbyt prosto, lipiec nazywa się po czesku červenec, a w XV w. mamy też poświadczony polski czyrwień w znaczeniu ‘sierpień’. Z północnych języków słowiańskich wyraz przeniknął na Bałkany jako nazwa lipca (staro-cerkiewno-słowiańskie črъvljenyi, bułgarskie červen). Ogólnie można zatem stwierdzić, że „sezon czerwia” zaczynał się jego zbiorem na na początku czerwca, ale trwał przez całe lato, zapewne w związku z przetwarzaniem zbiorów w produkt handlowy i jego wędrówką szlakami kupieckimi.

Ryc. 2.

Zapomniany bohater

Tak się złożyło, że choć czerwiec polski (czyli pluskwiak) był szeroko rozsiedlony w północnej Eurazji, od Francji po Chiny (szczególnie wzdłuż strefy stepów i lasostepów), to centrum jego występowania znajdowało się na obszarze dzisiejszej Polski, Ukrainy i Białorusi, zahaczając także o Niemcy, Czechy, Litwę i Łotwę. Na tym obszarze było go tyle, że mógł być zbierany w celach komercyjnych (a jakich konkretnie, o tym będzie mowa w kolejnym odcinku).

Ryc. 3.

Jeszcze w XVIII i XIX w., choć czerwiec stracił znaczenie handlowe, pozostawał (pod postacią charakterystycznych poczwarek) owadem dobrze znanym. Jak jest obecnie, trudno stwierdzić, bo od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku publikowanych doniesień o obserwacji czerwca mamy jak na lekarstwo. Nawet na stronach projektu iNaturalist, gdzie miłośnicy fotografii przyrodniczej dzielą się swoimi nieformalnymi obserwacjami (często rzadkich gatunków o zasięgu słabo zbadanym przez specjalistów), liczba obserwacji czerwca polskiego wynosi równe zero. Na pewno nie wyginął całkowicie, bo pojedyncze stanowiska są dokumentowane tu i ówdzie, ale z równą pewnością można stwierdzić, że jest gatunkiem silnie zagrożonym. Z niezrozumiałych powodów owad wyjątkowo zasłużony w historii Polski i noszący oficjalnie nazwę gatunkową polonica nie jest w naszym kraju objęty ochroną gatunkową.

Czym konkretnie zasłużył się czerwiec i co z tego wynika dla nazewnictwa kolorów – to temat na drugą część miniserii.

Opisy ilustracji

Ryc. 1. Czerwiec trwały (Scleranthus perennis), okolice Głuszyny pod Poznaniem, Wielkopolska. Foto: wojtest Źródło: iNaturalist (licencja CC BY-NC 4.0).
Ryc. 2. Stadia życiowe czerwca polskiego. Rycina z dzieła Johanna Philippa Breynego (1731), Historia naturalis Cocci radicum tinctorii, quod Polonicum vulgo audit. Źródło: Pomorska Biblioteka Cyfrowa (domena publiczna).
Ryc. 3. Uskrzydlony samiec czerwca polskiego, sfotografowany w południowej Francji. Samice są znacznie większe, bezskrzydłe i neoteniczne (dorosłe wyglądają nadal jak larwy). Foto: brigitte. Źródło: Galerie du Monde des insectes (licencja CC BY-C).

Lektura dodatkowa

Występowanie czerwca polskiego w Polsce współczesnej
https://baza.biomap.pl/pl/getpdf/11064_Lagowska_B_et_al_2006.pdf
https://baza.biomap.pl/pl/taxon/species-porphyrophora_polonica/default

Dodatek obowiązkowy

Rozprawa o robokach.