Etymologie wiosenne

Wiosna na błoniach

Pisząc o zimie, wspomniałem, że wiosna jest drugą porą roku której nazwa wyraźnie się utrwaliła w językach indoeuropejskich. Aczkolwiek w niektórych gałęziach drzewa rodowego słowo oznaczające wiosnę rozwijało się nieco osobliwie i szczegóły tego rozwoju oraz ustalona na ich podstawie rekonstrukcja to nadal kwestie sporne1, możemy z grubsza stwierdzić, że najdawniejsza dająca się odtworzyć forma wyglądała tak: *wēs-r̥ w mianowniku/bierniku, *wes-n- (z odpowiednimi końcówkami odmiany) w przypadkach zależnych, takich jak celownik, dopełniacz itd. Bez trudności wyprowadzamy z tego źródła słowa takie jak starogreckie éar ‘wiosna’ czy staroindyjskie vasar-.

Mieliśmy już (we wpisach poświęconych nietoperzom i słońcu) do czynienia z rzeczownikami heteroklitycznymi zaopatrzonymi w przyrostek, którego spółgłoska wymieniała się w zależności od przypadka (najczęściej *r/*n). Przypisywano im rodzaj nijaki (czyli w zasadzie nieożywiony, jeśli mówimy o epoce praindoeuropejskiej). Napomknąłem też wcześniej, że tworzyły one przysłówki typu *wes-er, *wes-en ‘wiosną’, funkcjonalnie odpowiadające miejscownikowi. Formy te dały początek kolejnej generacji słów pochodnych, takich jak choćby prasłowiańskie *vesna (*wes-n-ah2). Polskie wiosna jest wynikiem przegłosu *e > o przed twardą spółgłoską przedniojęzykową.2 Jeśli następna sylaba zawierała samogłoskę przednią, powodującą zmiękczenie spółgłoski, przegłos nie zachodził. Dlatego celownik/miejscownik *vesnĕ i przymiotnik *vesnьnъ(jь) powinny były dać polskie *wieśnie i *wieśnien/*wieś(n)ny. Istotnie, w XV w. spotykamy jeszcze wieśnie w znaczeniu ‘wiosną’, ale analogia szybko doprowadziła do uproszczenia odmiany, wyrównując ją według formy mianownika: wiośnie, wiosenny.

W językach bałtyjskich, choć są one blisko spokrewnione ze słowiańskimi, indoeuropejska nazwa wiosny występuje z przyrostkiem zawierającym *r i ze zmienionym znaczeniem: litewskie i łotewskie vasara oznacza ‘lato’, natomiast pavasaris (o pierwotnym znaczeniu ‘przedwiośnie’) przejęło rolę określenia wiosny. Co do przyrostka, widocznie w epoce prabałtosłowiańskiej konkurowały jeszcze z sobą różne warianty dawnej odmiany heteroklitycznej. W językach słowiańskich zwyciężyło *n, w bałtyjskich *r. Jeśli natomiast chodzi o znaczenie, podobna zmiana semantyczna zaszła w językach romańskich. Późnołacińskie wyrażenie prīma vēra ‘początek wiosny, przedwiośnie’ przyjęło znaczenie ‘wiosna’. Klasyczne słowo vēr, a raczej jego późne, ludowe pochodne w niektórych językach wymarły, a w innych zmieniły znaczenie na ‘lato’. Mamy zatem rumuńskie primăvară oraz włoskie, hiszpańskie, portugalskie i katalońskie primavera ‘wiosna’, podczas gdy rumuńskie vară, hiszpańskie verano i portugalskie verão oznaczają ‘lato’.

Ryc. 1.

Czy można ustalić, skąd się wzięło słowo praindoeuropejskie? Nie jest to łatwe po tysiącach lat, ale spróbować można. W praindoeuropejskim istniał rdzeń czasownikowy *wes-/*wēs- ‘paść (się)’, widoczny np. w hetyckim wesi- ‘łąka, pastwisko’, wesiye/a- ‘paść (się)’ i wēstara- ‘pasterz’, w tocharskim A wsäryās (biernik l.mn.) ‘pastwiska, błonia’, w awestyjskim vāstar- ‘pasterz’, w germańskim *wesa-/*wisi- ‘ucztować’, *wistiz ‘żywność, zaopatrzenie’, *wisund-/*wesand- ‘żubr’ (niemieckie Wisent)3, w łacińskim vēscor ‘żywić się’ itd. Zwłaszcza bogate poświadczenie rdzenia w słownictwie hetyckim dowodzi, że mamy do czynienia z naprawdę starodawną rodziną słów. Pasterstwo było jednym z najważniejszych zajęć ludów mówiących po praindoeuropejsku, nie byłoby więc niczym dziwnym, gdyby nasi dalecy przodkowie definiowali wiosnę jako nastanie pory wypasu, kiedy stepy zaczynały się zielenić.

Marsowy miesiąc

Pierwszym wiosennym (lub przedwiosennym) miesiącem jest marzec. W języku polskim jest to jedna z dwu nazw miesięcy przejętych z łaciny (drugą jest maj). Alternatywną nazwą staropolską w przybliżeniu odpowiadającą marcowi było słowo brzezień < *berzьnь. Chyba nie każdy wie, skąd ta nazwa, choć jest oczywiste, że ma związek z brzozą (*berza). Otóż mniej więcej w marcu na całej Słowiańszczyźnie − podobnie jak w krajach bałtyckich i skandynawskich, a także w Szkocji − pozyskiwano oskołę, czyli sok brzozowy, używany do sporządzania napojów i leków.4 Rodzima nazwa marca zachowała się np. w języku czeskim (březen), ukraińskim (bérezenʹ) i serbsko-chorwackim (brezan). Z kolei w staro-cerkiewno-słowiańskim brězьnъ oznaczało ‘kwiecień’, podczas gdy marzec nazywano suxъ (dosłownie ‘suchy’). Takie przesunięcia nazw miesięcy w kalendarzach słowiańskich były częste i naturalne (o czym pisałem tutaj).

W wielu językach słowiańskich swojska nazwa marca została wyparta przez łacińskie mārtius, zapożyczone albo bezpośrednio ze średniowiecznej łaciny, albo za pośrednictwem innych języków: bizantyjskiej greki (mártios) lub dialektów zachodniogermańskich (patrz niemieckie März). W zasadzie oczekiwalibyśmy w polskim formy *marc, ale już w XV w. słowo to upodobniło się pod względem odmiany do takich rzeczowników rodzimych z ruchomą samogłoską (dawnym jerem) jak korzec/korca lub dworzec/dworca (w znaczeniu ‘dwór wiejski, gospodarstwo’).

Ryc. 2.

A skąd się wzięła nazwa mārtius? Był to miesiąc poświęcony bogu wojny Marsowi (łacińskie Mārs, dopełniacz Mārtis). W starszej łacinie imię boga było nieco dłuższe i brzmiało Māvors (dopełniacz Māvortis), a najstarsze inskrypcje (ok. 600 r. p.n.e.) i świadectwo innych języków italskich wskazują na formę oboczną Māmart-. Wcześniejsze dzieje imienia Marsa okrywa mgła tajemnicy. Niewykluczone, że zostało zapożyczone z któregoś z nieindoeuropejskich języków starożytnej Italii (ale nie z etruskiego, w którym imię boga wojny brzmiało Laran). W najstarszych kalendarzach rzymskich marzec był pierwszym miesiącem roku. Mars był bogiem wojowników, ale także rolników. Czczono go szczególnie w marcu i październiku, które wyznaczały początek i koniec zarówno prac rolnych, jak i sezonu odpowiedniego do prowadzenia kampanii wojennych.

Marcowe porzekadło z morałem

Powiedzenie w marcu jak w garncu tłumaczy się współcześnie tym, że pogoda podczas przedwiośnia jest zmienna i wszystkie pory roku mieszają się jak składniki potrawy w garnku. Taką interpretację przyjmuje Wikisłownik, jak również internetowy Wielki Słownik Języka Polskiego. Tak też tłumaczy się sens porzekadła dzieciom w szkołach. Sprawa nie jest jednak całkiem oczywista. W języku średniopolskim używano porównania ciepło jako w garncu (XVI w.), a gdy gdzieś panowały zgiełk i kotłowanina, opisywano to słowami jako w garcu albo wre jako w garku (oba wyrażenia podaję za Pamiętnikami Jana Chryzostoma Paska, lata 1660 i 1672). Można też było zamieszać [wrogów podczas bitwy] jako w garcu kaszę (Wacław Potocki). Zasadne jest więc pytanie, czy w porzekadle chodziło pierwotnie o to, że marzec to okres wiosennego ocieplenia po miesiącu lutym (czyli dosłownie ‘srogim’), czy o to, że marcowa pogoda jest kapryśna, a może o to, że zaczyna się sezon prac polowych i związanej z tym krzątaniny „jak w ukropie”. Odpowiedzi nie znamy, ale użytkownicy języka mają swoje prawa i próżno polemizować z ich wyborem. W dzisiejszych czasach powiedzenie w marcu jak w garncu interpretowane jest jednoznacznie tak, jak podają słowniki.

Jak być może przed chwilą zauważyliście, w dawnej polszczyźnie (od początku epoki piśmiennej), odmieniając słowa garniec, garnek często pomiajno literę n (garca, garcem, garce, garki itp.). Pisownia naśladowała w tym przypadku wymowę: skomplikowaną grupę spółgłoskową upraszczano przez usunięcie najsłabiej słyszalnego, środkowego elementu. Podobnie ziarnko często pisano ziarko; na tej samej zasadzie ł znikało w słowach takich jak jabłko, ździebłko, bedłka. Wymowa taka (w odróżnieniu od pisowni) nadal jest poprawna i – jak widzimy – ma oparcie w wielowiekowej tradycji. Mamy dziś w stylu oficjalnym skłonność do wymowy hiperstarannej, naśladującej pisownię. Jednak przysłowia takie jak w marcu jak w gar(n)cu lub ziar(n)ko do ziar(n)ka, zbierze się miarka brzmią naturalniej i rymują się gładko, gdy nie próbujemy za wszelką cenę udowodnić, że potrafimy wymówić [n] między spółgłoskami.

Przypisy

  1. Dotyczy to np. łacińskiego vēr i germańskiego *wēra-, zob. Gąsiorowski 2012 ↩︎
  2. W niektórych dialektach polskich przegłos nie zachodził po spółgłoskach wargowych (takich jak *v), stąd mamy regionalne formy oboczne typu wiesna, spotykane też w języku literackim w dawniejszej polszczyźnie (na wiesnę, w pół wiesny). ↩︎
  3. Jeśli ta etymologia jest poprawna, germańska nazwa żubra oznaczała dosłownie ‘pasący się’. Na początku naszej ery słowo germańskie zapożyczyli Rzymianie w nieco zniekształconej postaci jako bisōn (l. mn. bisōntēs). Pliniusz Starszy, pisząc o faunie Germanii, wyraźnie odróżnia żubra (posiadającego grzywę) od lepiej znanego Rzymianom tura, zwanego ūrus – silnego, szybkiego i (jak pisze uczony) mylonego przez ciemny lud z bawołem. ↩︎
  4. Brzoza miała dla Indoeuropejczyków szczególne znaczenie, czego dowodzi szeroki zasięg jej nazwy, opartej na rdzeniu *bhreh1ǵ- ‘jaśnieć, błyszczeć’ (występującym też w słowie brzask). ↩︎

Opisy ilustracji

Ryc. 1. La Primavera (Wiosna), obraz Sandra Botticellego, namalowany ok. 1481 r. Tytuł nadał mu Giorgio Vasari ok. 70 lat później. Choć jest to najbardziej znana alegoria wiosny, nie ma pewności, czy dokładnie taka była intencja malarza. Galeria Uffizi, Florencja, Włochy (domena publiczna).
Ryc. 2. Zwiastun wiosny, śnieżyczka przebiśnieg (Galanthus nivalis), roślina z rodziny amarylkowatych, kwitnąca od lutego do kwietnia. Foto: Piotr Gąsiorowski (16 marca 2023). Lokalizacja: Puszcza Zielonka, Wielkopolska (licencja CC BY-SA 3.0).

Jak nie powiedział Einstein

Odkąd wielcy myśliciele nauczyli się pisać i pozostawiać po sobie teksty opatrzone imieniem autora, myśliciele nieco niższej rangi odczuwali pokusę promowania własnych pomysłów, poglądów czy aforyzmów poprzez przypisanie ich bardziej znanym i poważanym kolegom. Praktyka taka była częsta w starożytności, a nawet akceptowano ją jako hołd dla autorytetu: oto przyszła mi do głowy piękna myśl, ale wyrzekam się jej autorstwa i oddaję ją beizinteresownie swojemu mistrzowi (który być może już nie żyje i nie może zaprotestować).

Sokrates, który osobiście nic nie opublikował, znany nam jest z drugiej ręki głównie jako bohater Dialogów Platona. A jak zauważył już Arystoteles, trudno ustalić, które złote myśli Sokratesa Platon przekazał wiernie, a które sam wymyślił. Z późniejszego okresu mamy całe obszerne dzieła, tzw. pseudoepigrafy, które można by też było określić jako antyplagiaty. Autorzy (z reguły anonimowi) tworzyli je samodzielnie, podszywali się jednak pod cudzy autorytet, głównie po to, aby zwiększyć siłę przebicia własnych idei. Zatem obok Arystotelesa, Eratostenesa czy Izydora z Sewilli mamy całą armię Pseudo-Arystotelesów, Pseudo-Eratostenesów i Pseudo-Izydorów.

Praktyka ta jest nadal żywa, a w epoce memów internetowych wręcz rozkwita. Dotyczy nie całych utworów, ale raczej aforyzmów, które wydają się bardziej błyskotliwe, jeśli jako ich autor zostanie podany ktoś sławny. Czasem przypisanie nie jest do końca fałszywe, tylko cytat jest niedokładny i wypacza myśl autora. Na przykład Hipokrates nigdy nie napisał primum non nocere (przede wszystkim – nie szkodzić), tym bardziej, że nie pisał po łacinie. Napisał za to (w luźnym tłumaczeniu z greki): „Lekarz w obliczu choroby winien mieć na uwadze dwa względy: pomóc lub przynajmniej nie zaszkodzić”. Zniekształcona parafraza używana współcześnie skrystalizowała się między XVII a XIX w.1

Ryc. 1.

Bywa też, że ktoś coś naprawdę napisał, ale nie wymyślił tego osobiście i nie przypisywał sobie autorstwa. Mark Twain nie jest autorem powiedzenia: „Są trzy rodzaje kłamstwa: kłamstwa, cholerne kłamstwa i statystyki”, ale zacytował je (i dzięki temu spopularyzował w USA), zaznaczając, że domniemanym autorem był Benjamin Disraeli, premier Wielkiej Brytanii. Brak jednak potwierdzenia i tego autorstwa. Wydaje się, że porzekadło o podobnej strukturze krążyło pod koniec XIX w. z ust do ust w różnych wersjach (np. „Są trzy typy świadków: kłamcy, bezczelni kłamcy i eksperci”). Ostatecznie przyjęło postać utrwaloną, wygładzoną jak kamień w nurcie rzeki i przypisaną Twainowi (który skądinąd naprawdę był autorem niezliczonych błyskotliwych myśli). Można uznać, że takie powiedzenie nie ma konkretnego autora, ale jest raczej autonomicznie ewoluującym memem, formowanym stopniowo przez całą społeczność w której krąży – podobnie jak piosenki ludowe albo popularne dowcipy.

Oto kilka złotych myśli, których nigdy nie wypowiedział Einstein:

Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i ludzka głupota [ewentualnie z dodatkiem: przy czym co do Wszechświata nie mam pewności].

Szaleństwem jest robić w kółko to samo i oczekiwać różnych rezultatów [przypisywane także Beniaminowi Franklinowi].

Jedyną rzeczą, która przeszkadza mi w nauce, jest moje wykształcenie [w lekko zmienionej formie przypisywane także Twainowi].

Jeśli z powierzchni Ziemi znikną pszczoły, ludzkości pozostaną nie więcej niż cztery lata istnienia [przypisywane też Darwinowi].

Te i podobne powiedzenia pojawiły się długo (nawet kilkadziesiąt lat) po śmierci Einsteina (nie wspominając o Twainie i Darwinie). Autorzy niektórych pozostają całkowicie anonimowi, a może nawet nigdy nie zdali sobie sprawy, że powiedzieli coś, co zaczęło żyć własnym życiem i po społecznej obróbce wyewoluowało w popularny aforyzm. Losy innych da się prześledzić i z pewną dozą prawdopodobieństwa zidentyfikować rzeczywiste źródło. Ale na pewno na ich sukces memetyczny miało wpływ włożenie ich przez rozmaitych Pseudo-Einsteinów w usta wielkiego fizyka (który, o ile wiadomo, nigdy nie uważał się za eksperta od pszczół).

Ryc. 2.

Niels Bohr wyraził tak wiele błyskotliwych myśli, że można by nimi było obdarować tuzin wybitnych intelektualistów. Oto przykład prawdziwego Bohra (oceniającego prezentację Wolfganga Pauliego na temat koncepcji, którą rozwijał wspólnie z Wernerem Heisenbergiem):

Wszyscy jesteśmy zgodni, że wasza teoria jest szalona. Różnimy się tylko w ocenie, czy jest dość szalona, aby istniała szansa, że jest poprawna.

Natomiast następujące myśli pochodzą od Pseudo-Bohrów:

Przewidywanie to trudna sprawa, zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości.

Nie mów Bogu, co ma robić ze swoimi kośćmi [rzekoma replika na słowa Einsteina, że „Bóg nie gra w kości”, przypisana przez Jacoba Bronowskiego Bohrowi, a przez innych autorów w nieco zmutowanej wersji także Enrico Fermiemu].

Z żalem trzeba stwierdzić, że jedna z najbardziej znanych anegdot na temat Bohra (krążąca w różnych wariantach, a czasem przypisywana także Einsteinowi) nie ma historycznego potwierdzenia. Chodzi o odpowiedź na pytanie gościa, który na widok wiszącej na drzwiach domu Bohra podkowy „na szczęście” miał zapytać:

– Profesorze Bohr, chyba nie wierzy pan w takie przesądy?
– Oczywiście że nie – odparł Bohr – ale wie pan, podobno to działa niezależnie od tego, czy się w to wierzy.

Myśl przedstawiona na ryc. 3 może się wydawać głęboko filozoficzna, ale jej autorem nie jest Bohr i nie jest ona zacytowana dokładnie (co spłyca ją, a nawet pozbawia sensu). Brzmiała ona naprawdę: „Kiepsko byłoby być atomem we wszechświecie bez fizyków. A fizycy składają się z atomów. Fizyk to sposób, w jaki atom poznaje atomy”. Wypowiedział ją George Wald (Nobel 1967 z fizjologii i medycyny za badania nad fotopigmentami siatkówki oka) w wykładzie zatytułowanym Life and mind in the Universe, który prezentował w latach osiemdziesiątych XX w., ok. 20 lat po śmierci Bohra.

Ryc. 3.

Czy wspomniany wyżej Pauli jest autorem znanej sarkastycznej oceny przedstawionego mu artykułu, po którego przeczytaniu miał prychnąć: „To nie jest nawet błędne”? Najprawdopodobniej tak. Co prawda Pauli nie utrwalił swoich słów na piśmie, ale przekazali je wiarygodni świadkowie; wydaje się też prawdopodobne, że Pauli wyraził się w tym duchu więcej niż jeden raz.

Dość podstępnym zabiegiem jest próba zdyskredytowania jakiejś idei przez insynuację, że jej autor wyparł się własnych poglądów. Oczywiście najlepiej zrobić to już po jego śmierci, żeby nie mógł osobiście zaprzeczyć. Na przykład lady Hope (Elizabeth Cotton), kaznodziejka i aktywistka ruchu wstrzemięźliwości, opublikowała w 1915 r. łzawą opowieść o swoim spotkaniu (dwadzieścia trzy lata wcześniej) z Karolem Darwinem spoczywającym na łożu śmierci i studiującym Biblię. Skruszony Darwin miał między innymi wyznać:

Byłem młodym człowiekiem o nieukształtowanych poglądach. Wyrzucałem z siebie pytania, pomysły, cały czas głowiąc się nad tym wszystkim; tymczasem ku mojemu zdumieniu pomysły te rozprzestrzeniły się jak pożar. Ludzie uczynili z nich religię!

Następnie poprosił lady Hope o sprowadzenie pod jego okno ludzi z sąsiedztwa, aby mógł wraz z nimi wysłuchać kazania rozmówczyni i odśpiewać kilka hymnów religijnych.

Jak widzimy, fake news i faktoidy to także nic nowego. Najbliższa rodzina Darwina zaprzeczała, żeby takie zdarzenie miało kiedykolwiek miejsce, i nie przypominała sobie, żeby lady Hope w ogóle odwiedzała Darwina w chorobie (a niechby i w zdrowiu). Nie przeszkadzało to tej opowieści krążyć i tworzyć wrażenie, że Darwin u kresu życia, złożony chorobą, nawrócił się i odwołał wszystko, co wcześniej napisał.

Taka jest siła autorytetu. Bo jak powiedział Einstein: „Nagroda Nobla ma jedną zaletę: mogę palnąć każde głupstwo, a ludzie i tak muszą w nie uwierzyć”.2

Ryc. 4.

Ilustracje

Memy z domeny publicznej.

Przypisy

  1. Notabene, ci, którzy jej używają, niemal zawsze akcentują bezokolicznik nocēre niepoprawnie, na trzeciej sylabie od końca zamiast na przedostatniej. ↩︎
  2. Chyba nie muszę wyjaśniać, że sam to przed chwilą wymyśliłem i przypisałem Einsteinowi. ↩︎

Entomologia i etymologia. Część 4: Mrówka

Inne wpisy z tej serii
Część 1: Szerszeń
Część 2: Pszczoła
Część 3: Osa

Wstęp: o mrówkach ogólnie

W odróżnieniu od os, mrówki (prawie 14 tys. opisanych gatunków i licho wie ile czekających na odkrycie) są grupą przyzwoitą zarówno z punktu widzenia etymologii, jak i entomologii. Są łatwo rozpoznawalne nawet dla niespecjalisty, choć zdarzają się inne owady, a nawet pająki tak upodobnione do mrówek wskutek mimikry, że mogą zmylić laika. Podobnie jak poprzednio omawiane owady (szerszenie, pszczoły i osy) mrówki są eusocjalne: tworzą kolonie (od kilkuset to kilkuset milionów osobników) podzielone na kasty: niewielka część samic zajmuje się reprodukcją, a pozostałe współpracują w utrzymaniu całej kolonii i opiece nad potomstwem. Wiele mrówek tworzy mrowiska, czyli kopce, pod którymi ukryty jest system komór i korytarzy.

Mrówki (rodzina Formicidae) tworzą dobrze zdefiniowany klad, czyli grupę gatunków wywodzącą się od ostatniego wspólnego przodka i obejmującą wszystkich jego potomków. Klad ten oddzielił się od od nadrodziny Apoidea (do której należą osy i pszczoły) ponad 100 mln lat temu, a szczególną karierę zrobił po wymarciu wielkich dinozaurów, dobrze odnajdując się w zmienionych warunkach życia na Ziemi. Mrówki żyją na niemal wszystkich lądach z wyjątkiem regionów o skrajnie niegościnnym klimacie, jak współczesna Antarktyda i Grenlandia (aczkolwiek w dalekiej przeszłości żyły i tam) oraz niektórych odległych wysp oceanicznych, jak Hawaje, Wyspa Wielkanocna czy Święta Helena.

Ryc. 1.

Ponieważ mrówki są łatwo rozpoznawalne, niezmiernie liczne (na każdego człowieka na Ziemi przypada średnio ok. 3 mln mrówek) i często wchodzą człowiekowi w drogę, większość języków posiada przynajmniej słowo oznaczające ogólnie ‘mrówkę’ (jeśli nie ich charakterystyczne gatunki). Szczególną różnorodność mrówek spotykamy np. w Amazonii, Afryce Centralnej, na Madagaskarze, w Indochinach, na wyspach Indonezji, na Nowej Gwinei i w Australii, ale i Polska nie ma się czego wstydzić: jak dotąd doliczono się u nas około setki rodzimych gatunków. To trzy razy mniej niż w Hiszpanii i dziesięć razy mniej niż w Queenslandzie, ale i tak niemało jak na naszą szerokość geograficzną.

Ponieważ mrówki są liczne i zauważalne także na całym obszarze, gdzie kształtowała się indoeuropejska rodzina językowa, byłoby dziwne, gdyby ludy mówiące językami indoeuropejskimi nie znały dobrze mrówek i nie potrzebowały od najdawniejszych czasów słów na ich określenie. Językoznawstwo potwierdza słuszność tego domniemania.

Mrówka polska i słowiańska (z przestawką płynnych i pełnogłosem)

Tym razem zacznijmy od polskiego wyrazu mrówka. Każdy chyba rozumie, że składa się on z zasadniczej części, czyli morfemu mrow- (widocznego też w słowach mrowisko, mrowić itd.), do którego dodano końcówkę zdrabniającą -ka (wymiana o na ó jest ubocznym skutkiem tej operacji). Takie samo -ro- pojawia się w łużyckich nazwach mrówki (np. w górnołużyckim mrowja), natomiast w grupie czesko-słowackiej i w językach południowosłowiańskich spotykamy zamiast niego -ra- (np. w słowackim mravec albo bułgarskim mravka). Taka odpowiedniość jest charakterystyczna dla słów, które w języku prasłowiańskim zawierały grupę *-or- przed spółgłoską, w tym przypadku *morv-. Już po rozpadzie języka prasłowiańskiego na lokalne grupy dialektów próbowały one na różne sposoby pozbyć się spółgłoski stojącej na końcu sylaby. Jedną ze strategii była tzw. przestawka płynnych (czyli spółgłosek *r i *l; jeden z przykładów omawiałem tutaj). W tym przypadku samogłoska i [r] zamieniały się miejscami. W polskim i w grupie łużyckiej wyszło z tego *mrov-, a w czeskim, słowacki i na południu Słowiańszczyzny samogłoska zmieniała przy tym barwę, czego rezultatem było *mrav-.

Co ciekawe, na północno-zachodnich krańcach świata Słowian, u Połabian i Pomorzan, zdarzało się utrzymanie form bez przestawki, stąd połabskie morwĕ i archaiczne kaszubskie marwa. Podobnie wyglądały dzieje np. wyrazu *gordъ: mamy polskie słowo gród, dolnołużyckie grod, czeskie i słowackie hrad, południowosłowiańskie grad, ale połabskie gord i pomorskie oraz archaiczne kaszubskie gard (jak w starych nazwach miast na Pomorzu).

W grupie wschodniosłowiańskiej (biorąc pod uwagę rosyjskie górod czy ukraińskie hórod), powinniśmy się spodziewać zmiany *morv- > *morov-, czyli wstawienia dodatkowej kopii samogłoski (o tej samej barwie) pomiędzy *r a następującą po nim spółgłoskę. Taki rozwój, alternatywny wobec przestawki, nazywamy pełnogłosem. Faktycznie w tekstach staro-wschodnio-słowiańskich spotykamy oczekiwane formy typu morov-, ale już około XVI w. zaczyna dominować rozwój nieregularny: morav-, a następnie murav-, jak we współczesnym rosyjskim muravéj z prasłowiańskiego *morvьjь. Narzuca się podejrzenie, że etymologia ludowa zinterpretowała mrówkę jako owada żyjącego w murawie i odpowiednio przekręciła jego nazwę.

Podsumujmy: słowiańskie nazwy mrówki pochodzą od niezmiennej podstawy *morv-, do której dodawano najróżniejsze sufiksy zaliczające wyraz do określonego typu deklinacyjnego, wyrażające rodzaj gramatyczny, a także nacechowanie uczuciowe. Do najpospolitszych należą żeńskie *morva, *morvja, *morvъka, *morvica oraz męskie *morvъ, *morvь, *morvьcь, *morvьjь, *morvjь, *morvenьcь itd. – lista jest długa. Spotykamy także typowe przekształcenia hipokorystyczne (zdrabniające lub zgrubiające) jak w skróconych imionach własnych, np. ukraińskie i białoruskie muráxa, muráška. Do tego dochodzą liczne słowa pochodne, jak rzeczownik zbiorowy *morvьje ‘mrowie’, czasownik *morviti (sę) ‘mrowić (się)’ albo określenie gniazda mrówek: *morvišče (z zachodniosłowiańskim wariantem *morvisko). Mrówki miały w językach słowiańskich życie nader bogate. W polszczyźnie jeszcze w XVI w. oprócz słowa mrówka były w użyciu i inne warianty, jak mrowiec czy mrówczyca.

Nietypowe mrówki bałtyjskie

Wobec sytuacji słowiańskiej, którą można by było określić jako różnorodność w jedności (wiele słów tworzonych od tej samej podstawy), uderza niejasność nazw mrówki w językach bałtyjskich. Mamy litewskie skruzdė, skruzdėlė obok łotewskiego skudra (gwarowo także skudrs ze zmianą rodzaju z żeńskiego na męski). Na temat ich pochodzenia istnieje kilka hipotez, ale Bogiem a prawdą nie mamy nawet pewności, czy chodzi tu o słowa różnego pochodzenia, czy o osobliwą metatezę na odległość: *skudr-/*skrud- (do której dochodzi jako dodatkowa komplikacja nieregularna, ale zdarzająca się w językach litewskich oboczność d/zd). Ponieważ w języku starolitewskim przymiotnik skudrus oznaczał ‘ostry’ (później także ‘szybki, zwinny’), a skriaudus – ‘kruchy, łamliwy’, a zarazem ‘przykry’, etymolodzy mają tu duże pole dla popisów wyobraźni, ale żadnych solidnych punktów zaczepienia. Nie jest jasne, czy litewska nazwa gza owczego (Oestrus ovis), merva lub marva, jest dawną nazwą mrówki przeniesioną na innego „owada gryzącego”. Staropruskie określenie mrówki, zapisane tylko raz jako saugis, także opiera się analizom; być może jest zniekształconym zapisem hipotetycznego *zangis ‘owad chodzący’ (por. litewskie žengti ‘iść, kroczyć, przejść’, žangyti ‘chodzić’). Żadna z bałtyjskich nazw mrówki nie pojawia się w innych grupach językowych.

Mrówki klasyczne – łacińskie i greckie

Po łacinie mrówka nazywa się formīca. Nazwa ta, wydawałoby się, nie ma wiele wspólnego ze słowiańskim *morv-, ale spójrzmy jeszcze na nazwy starogreckie. Najczęściej spotykana z nich to múrmēks (w dialekcie doryckim múrmāks). W takiej pozycji u (w starszej i regionalnej grece wymawiane jako [u], w dialekcie jońsko-attyckim w epoce klasycznej jako [y) jest zwykle wynikiem działania tzw. prawa Cowgilla: *o > *u między spółgłoską wargową lub wargowo-tylnojęzykową a spółgłoską płynną lub nosową (w dowolnej kolejności). A zatem murm- < *morm-. Inne formy spotykane w źródłach starogreckich to múrmos, búrmāks, bormāks oraz hórmikās (z wcześniejszego *wormikās). Generalnie nazwy greckie pochodzą od *morm-, ale zdarza się też nieregularne odpodobnienie: *borm- lub *worm- (pierwsza spółgłoska pozostaje wargowa, traci tylko nosowość). Nawiasem mówiąc, od greckiej nazwy mrówki wziął się element myrmeko- w słownictwie naukowym. Na przykład myrmekologia to “mrówkoznawstwo” (dział entomologii), myrmekofobia to irracjonalna obawa przed mrówkami, a Myrmecophaga to nazwa rodzajowa mrówkojada wielkiego.

A teraz porównajmy (ignorując przyrostki, które jak zwykle są różnorodne) słowiańskie *morv-, greckie *morm- i łacińskie form-. Forma grecka wygląda jak brakujące ogniwo między słowiańską a łacińską: od każdej z nich różni się tylko jednym segmentem. Co więcej, greckie formy dialektalne sugerują, co się stało. Łacińskie [f] na początku wyrazu jest między innymi wynikiem rozwoju dźwięcznego przydechowego *, które w epoce praitalskiej zmieniło się w szczelinowe *β. W pozycji nagłosowej ubezdźwięczniło się ono bardzo wcześnie, dając *f. O ile bezpośrednia zmiana *m w *f jest mało prawdopodobna (kilka cech artykulacyjnych spółgłoski musiałoby się zmienić jednocześnie), to *morm- > *bʰorm- jest do pomyślenia, a *morm- > *βorm- jest wręcz wysoce prawdopodobne i ma analogie w dialektach greckich.

Najoszczędniejsze wyjaśnienie faktów greckich i łacińskich jest więc takie, że w obu językach nazwy mrówki pochodzą od *morm-, przy czym w rozwoju łaciny wcześnie zaszła dysymilacja: *morm- > *βorm- > *form-. A zatem mamy dwie podobne do siebie, konkurencyjne nazwy ‘mrówki’: *morw- (starsza wersja formy słowiańskiej) i *morm- (forma wyjściowa dla greki i łaciny). Jeśli są z sobą spokrewnione, czyli pochodzą od wspólnego przodka, to najpewniej jedna z nich reprezentuje stan pierwotny, a druga jest „mrówką zmutowaną”. Czyli albo w dalekiej przeszłości greki i łaciny zaszła asymilacja *morw- > *morm-, albo w dalekiej przeszłości języków słowiańskich zaszła dysymilacja *morm- > *morw-. Jak dociec, która forma jest pierwotna? Przede wszystkim warto się przyjrzeć innym językom.

Ryc. 2.

Krótko o mrówce celtyckiej

Z grupą italską, do której należy łacina, blisko spokrewnione są języki celtyckie. Staroirlandzkie moirb, średniowalijskie myr i bretońskie merien (forma liczby mnogiej) kontynuują praceltyckie *morwi-.1 Dane celtyckie zgadzają się zatem ze słowiańskimi, ale nie z łacińskimi (wbrew pokrewieństwu). Nadal nie rozstrzyga to całkiem naszego problemu, bo jeśli formą pierwotną było *morm-, to w językach słowiańskich i celtyckich niezależnie zaszła zmiana w *morw-, a jeśli pierwotne było *morw-, to w liniach rodowych łaciny i greki niezależnie zaszła zmiana w *morm-. Prawdopodobieństwo zajścia jednej czy drugiej z tych zmian jest porównywalne, choć zapewne nie identyczne, dlatego zebrane dotąd dane nie mają jeszcze mocy dowodowej. Musimy szukać dalej.

Ant, Emmet, Pismire & Co., czyli godne uwagi mrówki germańskie

Przyjrzyjmy się teraz innej indoeuropejskiej grupie językowej, która w starożytności lokowała się na mapie Europy między Celtami a Słowianami. Języki zachodniogermańskie mają własne określenie mrówki na tyle ciekawe, że choć nie ma znaczenia dla rekonstrukcji indoeuropejskiej, poświęcę mu kilka zdań. Jest to rzeczownik rodzaju żeńskiego rekonstruowany jako *āmaitijōn-, prawdopodobnie złożenie, którego drugi element był spokrewniony z czasownikiem *mait-a/i- ‘ciąć’. Nie musimy się zajmować bliżej jego pochodzeniem, ale spójrzmy, co się z nim stało w języku angielskim. W języku staroangielskim mamy ǣmete (l. mn. ǣmetan), pisane też z podwójnym -tt-.

Dalszy rozwój poszedł dwiema równoległym drogami. U części mówiących językiem staroangielskim dość wcześnie zanikła nieakcentowana samogłoska sylaby wewnętrznej: ǣmete > ǣmte. Ponieważ w sylabach zamkniętych (zakończonych na spółgłoskę) samogłoski wykazywały silną tendencję do ulegania skróceniu, ǣmte przekształciło się w æmte, a następnie w średnioangielskie amte. Nieporęczna artykulacyjnie grupa [mt] była „wygładzana” na różne sposoby, dając formy typu ampte lub ante, konkurujące z amte. Około XV w. zaczęła dominować forma ant, która utrwaliła się w angielszczyźnie głównego nurtu i istnieje do dzisiaj.

Drugą drogą poszły formy, w których samogłoska drugiej sylaby nie zanikła. Początkowe ǣ zmieniło się z czasem w nieco bardziej zamknięte ē. Następnie zaszedł kolejny proces: skracanie samogłosek akcentowanych w słowach trójsylabowych: ēmete > emete. Po zaniku końcowego -e od XV w. utrwaliła się pisownia emmet. Jest to druga angielska nazwa mrówki, od XIX w. odczuwana jako regionalna, archaiczna lub poetycka, ale bynajmniej nie zapomniana. W Kornwalii emmets (pisane też emmits) funkcjonuje od mniej więcej pół wieku jako pejoratywne lub żartobliwe określenie masowej plagi turystów czy letników (por. polskie stonka w tym samym znaczeniu). Ogólnoniemieckim odpowiednikiem ant/emmet jest Ameise ‘mrówka’ (ze staro-wysoko-niemieckiego āmeiza), które dawniej posiadało także wariant skrócony Emse (patrz też gwarowe niderlandzkie emt, empt)

Na tym jednak nie koniec. Istnieje jeszcze jedno, najmniej znane angielskie słowo oznaczające mrówkę: pismire (udokumentowane od XIV w. i posiadające także odpowiedniki niemieckie i niderlandzkie). Pierwsza sylaba to nic innego jak słowo  piss ‘siki, mocz’ (zapożyczone ze starofrancuskiego). Druga sylaba to średnioangielskie słowo mīre ‘mrówka’. Nie jest ono bezpośrednio poświadczone w staroangielskim (gdyby było, to powinno brzmieć *mīere/*mȳre), ale słowa pokrewne występują w kontynentalnych językach zachodniogermańskich (zob. zwłaszcza niderlandzkie mier, l.mn. mieren). Przede wszystkim jednak słowo to przetrwało w językach skandynawskich: szwedzkie myra, duńskie myre. Znamy je także śladowo z wymarłej grupy wschodniogermańskiej. W XVI w. dyplomata flamandzki Ogier Ghislain de Busbecq zanotował około setki słów przekazanych mu przez dwóch informatorów z Krymu, gdzie istniał jeszcze (choć był na skraju wymarcia) ostatni zachowany dialekt języka gockiego. Na liście de Busbecqa znajdujemy słowo miera ‘mrówka’. Słownictwo krymskogockie zostało zapisane w formie zniekształconej przez ułomny przekaz, ale nie ulega wątpliwości, że mamy tu germańską nazwę mrówki rekonstruowalną jako *miurijōn-.

Drugi wariant tej nazwy, tym razem w rodzaju męskim, *mauraz, spotykamy w staroislandzkim maurr oraz w norweskim i współczesnym islandzkim maur. Gdyby się cofnąć się do epoki przedpragermańskiej, odpowiednie prototypy powinny brzmieć *mewrī (rodzaj żeński), *mowro- (rodzaj męski). Podobieństwo do wariantów słowiańskich i celtyckich jest uderzające. Formy germańskie nie bardzo mogły powstać z *morm-, natomiast łatwo je wyprowadzić z *morw-, postulując przestawkę elementów grupy spółgłoskowej: *morwo- > *mowro-.2 Jest tu jednak pewien nowy element: wymiana samogłosek *e/*o. Jej niepewnym przykładem jest wspomniane wyżej litewskie merva ‘giez owczy’, ale fakty germańskie są solidne i wskazują na zachowaną cechę archaiczną (opisaną dokładniej tutaj). Przede wszystkim jednak dane germańskie, w połączeniu z resztą dowodów rzeczowych, świadczą na korzyść chronologicznego pierwszeństwa wariantu *morw- w stosunku do *morm-.

Jak to tradycyjnie bywa z żądłówkami, słowo germańskie (w wariancie *miurijōn-) zostało zapożyczone przez języki bałtycko-fińskie – stąd fińskie muurahainen ‘mrówka’. Zastąpiło ono prauralskie słowo *kuńśe, które przetrwało w fińskim tylko w swoim alternatywnym znaczeniu ‘mocz’ (fińskie kusi). Pojawia się tu znowu skojarzenie mrówek z moczem, widoczne także w przypadku pismire. Skąd się ono wzięło? Niewątpliwie zainspirował je ostry, „wiercący w nosie” zapach kwasu mrówkowego (HCOOH), wystrzykiwanego przez mrówki z podrodziny Formicinae w celach obronnych (produkują go ich przekształcone gruczoły jadowe). Wystarczy położyć na mrowisku chusteczkę, a po pewnym czasie zabrać ją, ostrożnie otrząsnąć z mrówek i powąchać, żeby zrozumieć, o co chodzi.

Ryc. 3.

Mrówki indoirańskie

Kolejnym świadkiem jest grupa irańska, w której mamy praformę *marwiš (najprawdopodobniej reprezentującą *morwi-, choć nie da się wykluczyć *merwi-, gdyż indoirańskie *a może być refleksem dowolnej samogłoski otwartej lub półotwartej). Takie jest żródło awestyjskiego maoiriš, średnioperskiego mōr (współczesne perskie murče zawiera ten sam element z dpodanym formantem zdrabniającym) i wielu innych słów irańskich.

Natomiast w językach indoaryjskich, a także nurystańskich, widzimy formy niby dobrze znajome, ale z zupełnie unikatową permutacją spółgłosek: staroindyjskie vamrá- (rodzaj męski), vamrī́ (rodzaj żeński), vamraká- (zdrobnienie). Innym staroindyjskim wariantem jest valmī́ka. Języki indoaryjskie pomieszały praindoeuropejskie *r i *l, więc mamy tu najprawdopodobniej refleks wcześniejszego *varm-. Rozwój indoaryjski jest na tyle swoisty, że stan prairański (*marw-) można uznać za pierwotny, a dla indoaryjskich przyjąć zmiany metatetyczne: *marw- > *warm- > *wamr- (poświadczone jako valm-/vamr-). Z kolei formy nurystańskie sprowadzają się do *wramī-, gdzie też należy założyć *warm- jako formę przejściową.3

Skąd taka powszechność przestawek w słowie ‘mrówka’? Otóż zawiera ono aż trzy spółgłoski z grupy sonornych (nosową, płynną i półsamogłoskę), które wykazują wręcz legendarną skłonność do ulegania zakłóceniom artykulacyjnym: metatezie, upodobnieniu i odpodobnieniu. Takie ich nagromadzenie w jednym słowie wręcz zachęca do potknięć w wymowie, które, jeśli zdarzają się często, mogą się utrwalić w języku, wypierając formę pierwotną.

Krzyżówka mrówki z robakiem

W jednym z wcześniejszych wpisów przedstawiałem dzieje praindoeropejskiego słowa „robak” (*kʷr̥mi-), które w językach italskich i germańskich przekształciło się nieregularnie w *wr̥mi-, a w językach słowiańskich wytworzyło wariant *čьrvь (polskie czerw) obok dawniejszego *čьrmь. Niewykluczone, że we wszystkich tych przypadkach odegrała jakąś rolę kontaminacja: nazwy drobnych bezkręgowców zawierające *morw- i *kʷr̥m- (sekwencje głosek podobnych fonetycznie) wpływały na siebie nawzajem. Możliwe, że *wr̥mis odwzajemniło się mrówkom, inspirując praitalską zmianę *morwī- > *mormī- > formīca. Ta sieć oddziaływań, połączona z naturalną skłonnością słowa ‘mrówka’ do deformacji szkieletu spółgłoskowego – [m–r­–w] : [m–r–m] : [w–r–m] : [m–w–r] : [w–m–r] – wyprodukowała takie bogactwo wariantów, że po kilku tysiącach lat nie da się odtworzyć wszystkich szczegółów. Jedno jest pewne: indoeuropejskie określenie mrówki ewoluowało równie dynamicznie jak owady, do których się odnosiło.

Hipoteza końcowa

Widoczna przynajmniej w językach germańskich alternacja *maur-/*meur- < *morw-/*merw- byłaby zrozumiała, gdyby u jej podłoża istniało coś w rodzaju rzeczownika z odmianą wymagającą wymiany samogłosek: *moru/*meru- (analogicznie np. do *doru/*deru- ‘drzewo, drewno’). Na tej podstawie dobrze znane procesy słowotwórcze mogłyby generować nazwy mrówki takie jak *merw-o-s, *morw-o-s, *morw-i-s i feminatywne *merw-ih₂ (później także morw-ah₂). Co mógł oznaczać ten pierwotny rzeczownik? Być może coś w rodzaju ‘kopiec, sterta’, co umożliwiłoby powiązanie nazwy mrówki ze słowiańskim *mьrva ‘stos odpadków, trocin, słomy, plew, nawozu’ (ze starszego *mr̥w-ah₂) > polskie mierzwa ‘ściółka dla bydła, obornik’ i tłumaczyłoby nazwę mrówki jako mieszkańca lub budowniczego kopców. Jesteśmy niestety zdani na spekulację, bo zaproponowana tu podstawa słowotwórcza nie jest nigdzie poświadczona bezpośrednio. Dobrze jest jednak mieć w zanadrzu takie hipotezy, choćby prowizoryczne i wymagające dopracowania, bo wskazują one kierunki dalszych poszukiwań.

Przypisy

1) Współczesne walijskie morgrug ‘mrówki’ (liczba mnoga, od której tworzy się liczbę pojedynczą morgrugyn przez dodanie przyrostka) jest złożeniem dawnej nazwy mrówki i słowa crug ‘pagórek, kopiec’. Nastąpiła więc zmiana znaczenia: ‘mrówczy kopiec, mrowisko’ > ‘mrówki’. Współczesne irlandzkie seangán ‘mrówka’ utworzono od przymiotnika seang ‘szczupły, chudy’.
2) Grupa [rw] łatwo ulega metatezie, dając [wr] (lub na odwrót). Czasem jest to zmiana regularna, częściej sporadyczna, por. łacińskie nervus : greckie neûron ‘ścięgno, nerw’ (przestawka w łacinie) albo greckie táuros, łacińskie taurus ‘byk’, słowiańskie turъ ‘tur’ : celtyckie *tarwos ‘byk’ (w tym przypadku przesuwce uległa forma celtycka).
3) Jeśli chodzi o inne grupy języków, także w języku tocharskim B mamy słowo warmi ‘mrówki’ (l.poj. brzmiałaby warme), jak gdyby kontynuujące stopień słaby (bez samogłoski, ale za to z przestawką podobną jak w językach Indii) *wr̥mo-. Niestety w językach anatolijskich analizowane tu słowo nie jest poświadczone. Po hetycku mrówka nazywała się lalakuesa- [lalagʷesa-] lub lalawesa-. Nazwa ta nie wygląda na indoeuropejską i być może została zapożyczona z któregoś z rdzennych języków starożytnej Anatolii.

Opisy ilustracji

Ryc. 1. Australijska Myrmecia brevinoda, jedna z największych i najniebezpieczniejszych mrówek świata. Nie tylko kąsa żuwaczkami, ale i żądli, a jej jad należy do najbardziej toksycznych w świecie owadów, zwłaszcza że z dużym prawdopodobieństwem może wywołać silną reakcję alergiczną. Foto: Nigel Main. Lokalizacja: góry Bunya, Queensland. Źródło: iNaturalist (licencja CC BY 4.0).
Ryc. 2. Mrówki z rodzaju Formica szukające na wiosnę czegoś słodkiego na pniu ściętej brzozy. Foto: Piotr Gąsiorowski. Lokalizacja: Ludwikowo, Puszcza Zielonka, Wielkopolska (licencja CC BY-SA 3.0).
Ryc. 3. U góry: mrowisko mrówek „rudnic” (Formica sp.). Żeby je odróżnić i zidentyfikować z dokładnością do gatunku, potrzebny jest myrmekolog uzbrojony w mikroskop. Na dole: jedna z mieszkanek kopca z podwiniętym odwłokiem celuje w fotografa strzykawką z jadem zawierającym kwas mrówkowy. Foto: Piotr Gąsiorowski. Lokalizacja: Kicin, Wielkopolska (licencja CC BY-SA 3.0).

Lektura dodatkowa

Wszystko o rozmieszczeniu gatunków mrówek na Ziemi: https://antmaps.org/?