„Naturalne” nie znaczy „bezpieczne”. Krótka lekcja z toksykologii
„Naturalne” to jedno z najczęściej używanych słów w marketingu suplementów, kosmetyków i „alternatywnej medycyny”. Powtarzane tak długo, aż zaczęło funkcjonować jako synonim „bezpieczne”. Tymczasem w toksykologii akurat te najniebezpieczniejsze substancje, jakie zna nauka, są w 100% naturalne. Wyprodukowały je bakterie, grzyby, rośliny i zwierzęta w toku ewolucji.
Toksyna botulinowa, potocznie znana jako jad kiełbasiany, produkowana przez bakterię Clostridium botulinum, jest najsilniejszą znaną toksyną biologiczną na Ziemi. Dawka śmiertelna dla dorosłego człowieka drogą wziewną szacowana jest na 0,7–0,9 mikrograma, a drogą pokarmową na 70 mikrogramów, co czyni ją setki tysięcy razy silniejszą od cyjanku [1]. Ta sama toksyna, oczyszczona i podawana w kontrolowanych mikrodawkach, jest lekiem stosowanym w dystoniach ogniskowych, spastyczności poudarowej, kurczach powiek, przewlekłej migrenie i pod nazwą Botox w medycynie estetycznej. W Polsce co roku odnotowuje się kilkanaście do kilkudziesięciu przypadków zatrucia jadem kiełbasianym, głównie z domowych przetworów mięsnych [2].
Rycyna pochodzi z nasion rącznika pospolitego (Ricinus communis), rośliny ozdobnej sadzonej w polskich ogrodach. Dożylnie i inhalacyjnie dawka śmiertelna wynosi 3–5 mikrogramów na kilogram masy ciała, czyli około 300 mikrogramów dla dorosłego człowieka [3]. Śmierć następuje w ciągu 36–72 godzin z powodu wielonarządowej niewydolności. Rycyna była użyta w politycznym zabójstwie bułgarskiego dysydenta Georgiego Markowa w Londynie w 1978 roku, kiedy agent zaaplikował mu granulkę rycyny za pomocą modyfikowanego parasola [4]. Nie ma odtrutki. Rącznik rośnie sam, bez oprysków i nawozów.
Aflatoksyny to metabolity grzybów pleśniowych z rodzajów Aspergillus flavus i Aspergillus parasiticus, które porastają źle przechowywane orzechy ziemne, pistacje, kukurydzę, ryż i przyprawy. Aflatoksyna B1 jest najsilniejszym znanym naturalnym kancerogenem hepatocelularnym (wątrobowym), zaklasyfikowanym przez Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem do grupy 1 kancerogenów, czyli o udowodnionej rakotwórczości u ludzi [5]. W Afryce Subsaharyjskiej i Azji Południowo-Wschodniej koekspozycja na aflatoksyny i wirus zapalenia wątroby typu B odpowiada za większość globalnych zachorowań na raka wątroby [6]. Aflatoksyny są w pełni naturalne i powstają identycznie w produktach ekologicznych, jak w konwencjonalnych.
Alfa-amanityna to toksyna muchomora sromotnikowego, znanego również jako muchomor zielonawy (Amanita phalloides), grzyba pospolicie rosnącego w polskich lasach. Jedna dojrzała owocnia (30–50 g) zawiera 5–15 mg alfa-amanityny, a dawka śmiertelna dla dorosłego wynosi około 0,1 mg/kg, czyli 5–7 mg [7]. Klinicznie zatrucie ma podstępny, dwufazowy przebieg: przez 6–24 godzin po zjedzeniu grzyba nie ma żadnych objawów, potem pojawiają się gwałtowna biegunka i wymioty, które w 2–3 dobie pozornie ustępują, a następnie w 4–7 dobie rozwija się piorunująca niewydolność wątroby wymagająca pilnego przeszczepu [8]. Śmiertelność bez transplantacji wynosi 10–30%. Muchomor zielonawy jest w pełni naturalny, wegański, ekologiczny i lokalny. O alfa-amanitynie świetnie napisał Marcin Czerwiński: „Amanityna, czyli śmierć na grzybobraniu” [10].

Amigdalina z pestek gorzkich migdałów, moreli i brzoskwiń jest cyjanogennym glikozydem, który po rozłożeniu przez β-glukozydazę w jelicie cienkim uwalnia cyjanowodór (HCN), prunazynę, mandelonitryl i benzaldehyd [9]. Cyjanowodór stanowi około 6% masy amigdaliny, więc 1 g amigdaliny uwalnia około 60 mg HCN. Dawka śmiertelna cyjanowodoru dla dorosłego wynosi 1–3 mg/kg masy ciała, natomiast około pięć rozgryzionych pestek gorzkich moreli zawiera dawkę toksyczną dla dziecka, a około pięćdziesiąt dla dorosłego; opisano zgony pediatryczne po spożyciu 5–10 pestek [11, 12]. Amigdalina jest promowana pod fałszywą nazwą „witamina B17″ jako „naturalna terapia przeciwnowotworowa” przez środowiska pseudomedyczne, a przegląd Cochrane z 2015 roku znalazł ZERO dowodów na skuteczność przeciwnowotworową i udokumentowane zgony pacjentów z powodu zatrucia [13].
Podsumowując…
Twierdzenie, że coś jest bezpieczne, bo jest naturalne, jest błędem logicznym znanym w toksykologii od stuleci. Toksyczność substancji nie zależy od jej pochodzenia, tylko od struktury chemicznej, dawki, drogi podania i wrażliwości osoby narażonej. Paracelsus w XVI wieku napisał: „wszystkie rzeczy są truciznami i nic nie jest bez trucizny, tylko dawka czyni, że coś nie jest trucizną”. Zasada ta jest fundamentem współczesnej toksykologii.
Substancje syntetyczne przed dopuszczeniem do obrotu jako leki przechodzą wieloletnie testy toksykologiczne, badania farmakokinetyczne, badania mutagenności, badania rakotwórczości na dwóch gatunkach zwierząt oraz badania kliniczne fazy I–III na tysiącach ochotników.
Substancje naturalne sprzedawane w sklepach ze „zdrową żywnością” jako suplementy, zioła i wyciągi w ogromnej większości nie przechodzą żadnego z tych testów, ponieważ są rejestrowane jako środki spożywcze, a nie jako leki [14]. Producenci suplementów nie mają obowiązku wykazania bezpieczeństwa produktu, nie mają obowiązku podawania na etykiecie rzeczywistych dawek substancji czynnych ani ostrzegania o interakcjach z lekami.
Znane są setki przypadków niewydolności wątroby po suplementach ziołowych, w tym po zielonej herbacie w postaci ekstraktu, olejowcu, wyciągach z kurkumy czy ashwagandhy [15].
Kiedy więc ktoś proponuje Państwu „naturalny, ziołowy, ekologiczny” produkt jako alternatywę dla „chemicznej” farmacji, warto zapytać, czy botulina, rycyna, muchomor zielonawy i pestki z moreli też mieszczą się w jego definicji „naturalności”. Bo mieszczą i pokazują, że słowo „naturalne” samo w sobie nie mówi nic o tym, czy dana substancja jest bezpieczna, skuteczna czy legalna. O tym decyduje wyłącznie rzetelne badanie, dawka i kontrola jakości, a nie pochodzenie.
Źródła:
- https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/11209178/
- https://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/index_p.html
- https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC4986263/
- https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/6997719/
- https://publications.iarc.who.int/123
- https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/20172840/
- https://journals.sagepub.com/doi/10.1016/j.wem.2017.10.002
- https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/29627659/
- https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC8069783/
- https://eksperymentmyslowy.pl/2023/08/13/amanityna-czyli-smierc-na-grzybobraniu/
- https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/25918920/
- https://www.ovid.com/journals/toxic/abstract/10.1016/j.toxicon.2024.107764~cyanide-toxicity-secondary-to-apricot-prunus-armeniaca?redirectionsource=fulltextview
- https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/20196932/
- https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28992429/
- https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/25043597/
Autor
- Agnieszka Szuster-Ciesielska – pracuję naukowo i wykładam. Obszary zainteresowań i popularyzacji wiedzy to wirusologia, immunologia i wakcynologia. Punktuję antynaukę. TT: @AgnieszkaSzust3, FB: Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska.
Ostatnie wpisy
biologia3 sierpnia 2026„Naturalne” nie znaczy „bezpieczne”. Krótka lekcja z toksykologii
medycyna17 lipca 2026MMS i dwutlenek chloru „na autyzm”
biologia6 lipca 2026Nosisz w sobie skamieniałe wirusy. Jeden z nich zbudował łożysko i być może uczynił nas ssakami
biologia29 czerwca 2026Dlaczego organizm matki nie odrzuca dziecka, które genetycznie jest „obce”?





„Amigdalina jest promowana pod fałszywą nazwą „witamina B17″ jako „naturalna terapia przeciwnowotworowa” przez środowiska pseudomedyczne, a przegląd Cochrane z 2015 roku znalazł ZERO dowodów na skuteczność przeciwnowotworową i udokumentowane zgony pacjentów z powodu zatrucia [13].”
Ciekawe, że za tymi wszystkimi cudownymi terapiami, antyszczepionkarstwem, czy leczeniu dzieci światłem zamiast ich karmienia zwykle stoją ludzie, którzy we wszystkim widzą próbę depopulacji przez jakieś ciemne siły.
Preferuję raczej leki „chemiczne” niż t.zw. „naturalne. Dlaczego? Bo jacyś tam doskonali fachowcy medycy zanim ten lek opracowano, najpierw bardzo dokładnie poznali mechanizmy dolegliwości której lek ma przeciwdziałać w długich i starannych badaniach. Potem farmaceuci kierując się ścisłymi zasadami chemicznymi opracowali chemiczne remedium na owe procesy. Potem były wieloletnie zazwyczaj badania skuteczności danej substancji, zagrożeń jakie ona niesie. No i dopiero po tym długotrwałym i kosztownym procesie lek został dopuszczony do użytku. A jak to jest z „lekami naturalnymi”? od wieków różni szamani, znachorzy, „wiedzące wioskowe baby” wiedzieli, że na przykład wywar z kory brzozowej uśmierza bóle stawów. Dlaczego uśmierza – a, tego już nie wiedzieli. Dopiero farmaceuta po dokładnych badaniach stwierdził, ze odpowiedzialny za te działanie jest zawarty w korze kawas acetylosalicylowy. Można go wydobywać ze wspomnianego wywaru, ale to proces kosztowny. Na szczęście poznawszy budowę cząstki tego związku opracowano jego znacznie tańszą syntezę. No i tak powstała aspiryna. Lek ten hamuje powstawanie w ognisku zapalnym związków chemicznych o nazwie prostoglandyny – to one są odpowiedzialne za ból. Problem w tym, ze w organizmie są (upraszczając nieco) dwa rodzaje prostoglandyn – te dokuczliwe prozapalne i drugie „konstytucyjne” powstające zawsze, nie wywołujące bólu i chroniące niektóre nasze organy. A aspiryna hamuje tak jedne, jak i drugie, i stąd jej szkodliwość. No to się farmaceuci wzięli za opracowanie leków które będą tak jak aspiryna hamowały syntezę w organizmie prostoglandyn prozapalnych, a wielokrotnie słabiej, albo nawet wcale konstytucyjnych I takie leki są. Nie naturalne, a chemiczne, ale znacznie od naturalnych lepsze. Tak działa nowoczesna farmacja i ta „straszna chemia”.