HAUTE COUTURE cz. 17 – Delahaye i kobieta, która uratowała markę

Lucy Schell ze swoim Bugatti podczas Rajdu Monte Carlo w 1932 roku. Wikimedia Commons
Lucy Schell ze swoim Bugatti podczas Rajdu Monte Carlo w 1932 roku. Wikimedia Commons

Historia Delahaye to w istocie historia dwóch kobiet, które swoją determinacją utrzymały francuską markę na powierzchni – wdowy Desmarais i Amerykanki Lucy Schell.

Lucy O’Reilly Schell, dziedziczka ogromnej rodzinnej fortuny z Pensylwanii, dzieliła z mężem upodobanie do sportów motorowych. Mieszkała w Europie i jeździła bardzo kompetentnie w wyścigach i rajdach, początkowo przez kilka lat startując autami Bugatti. Potem odkryła markę Delahaye. Sfinansowała prace rozwojowe nad modelem 135, narzucając konstruktorom montaż silnika z modelu 138 w ramie modelu 134.

Pani Schell na mecie Rajdu Monte Carlo w 1930 roku ze swoim samochodem Talbot.
(BNF/Wikimedia Commons)

Model 135 okazał się najbardziej dochodowym dziełem marki Delahaye (która zarabiała tyle, że mogła kupić markę Delage – o czym pisałem wcześniej). Po jakimś czasie Lucy Schell zamówiła 12 specjalnych egzemplarzy modelu 135 w wersji wyczynowej (135 Compétition Spéciale), które wykorzystywała m.in. w swojej własnej stajni wyścigowej Écurie Bleue – Amerykanka wcześniej osobiście startowała w wyścigach Grand Prix, i wiedziała, co robi.

Lucy i Laury Schell na mecie Rajdu Monte Carlo w 1935 roku, w którym zajęli trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, jadąc Delahaye 18 CV. (Wikimedia Commons)
Delahaye 135 S, fabryczna wersja wyczynowa z 1936 roku. (RM Sotheby’s)

Sięgając do przepastnych zasobów spadku po ojcu, sfinansowała budowę nowego auta wyścigowego z wielkim silnikiem V-12. Pojawienie się w wyścigach Grand Prix nowych niemieckich aut, Mercedesów i Auto-Union, mocno dofinansowanych przez władze nazistowskie, wywołał we Francji niemal panikę – z dnia na dzień dotychczas stosowane wyścigówki stały się przestarzałe. To historia na inny artykuł, ale francuski rząd postanowił przekazać celową dotację firmie, której francuska wyścigówka spełni pewne kryteria w morderczych testach – zwyciężył sfinansowany przez Lucy wóz Delahaye.

René Dreyfus podczas testów samochodu wyścigowego Delahaye na torze Monthléry przed sezonem 1938. (Wikimedia Commons)
Start do wyścigu Grand Prix de Pau w 1938 roku. Na pierwszym planie René Dreyfus w Delahaye, za nim Caracciola w Mercedesie. (Wikimedia Commons)

Amerykanka część środków przekazała swojemu kierowcy, genialnemu René Dreyfusowi, w poprzednich latach podlegającemu ostracyzmowi ze względu na swe żydowskie pochodzenie. To właśnie on, podczas Grand Prix Pau w 1938, jadąc Delahaye z silnikiem o mocy 230 KM, wygrał z Caracciolą w Mercedesie z motorem osiągającym ponad dwa razy taką moc. Było ślisko i wóz Francuza znacznie mniej palił – poza tym Dreyfus przez cały wyścig nie popełnił żadnego błędu.

Delahaye 135 Competition Court Torpedo Roadster z karoserią Figoni & Falaschi z 1937 roku.
(RM Sotheby’s)
Delahaye 135 MS Coupé z nadwoziem Figoni & Falaschi z 1938 roku. (RM Sotheby’s)
Wnętrze samochodu Delahaye 135 MS Coupé z nadwoziem Figoni & Falaschi z 1938 roku. (RM Sotheby’s)

Dzięki zwycięstwom oraz popularności wśród gwiazd i celebrytów, samochody Delahaye z nadwoziami budowanymi przez najlepsze firmy karoseryjne, w tym legendarny zakład Figoni & Falaschi, sprzedawały się świetnie. Mechanicznie dopracowane, pod względem estetycznym pasowały idealnie do epoki. Niestety stan ten nie miał trwać długo. W 1939 roku władze francuskie nakazały wstrzymanie produkcji samochodów osobowych, a w 1940 zleciły Renault skarosowanie pewnej liczby podwozi Delahaye na potrzeby wojska. Po przegranej Francji produkowano przez jakiś czas nieliczne egzemplarze dla władz okupacyjnych.

Delahaye 135 MS Coupé z 1947 roku z nadwoziem szwajcarskiej manufaktury Langenthal. (RM Sotheby’s)
Delahaye 135 M Sport Coupé z 1948 roku, z nadwoziem firmy Hebmüller. (RM Sotheby’s)

Gdy zakończyła się druga wojna światowa, wszyscy francuscy producenci samochodów luksusowych znaleźli się w trudnej sytuacji. Pogorszył ją tzw. plan Ponsa, reforma gospodarcza penalizująca między innymi auta z silnikami o pojemności przekraczającej dwa litry. Delahaye, firma produkująca od nowa przedwojenne modele, z mechanicznymi hamulcami i innymi przedwojennymi rozwiązaniami technicznymi, radziła sobie początkowo lepiej od innych: w 1947 roku 88% aut marki sprzedawano we francuskich koloniach, w Azji Południowo-Wschodniej i w Afryce Północnej. Wierni ojczystej marce Francuzi nie mieli zamiaru kupować aut amerykańskich.

Delahaye 175 S Coupé de Ville z 1948 roku z nadwoziem Figoni & Falaschi. (RM Sotheby’s)

Wprowadzono pospiesznie do produkcji osobowy model 175, który okazał się zupełną klapą – rozpadało się między innymi jego zawieszenie. Płynność finansowa Delahaye jednak została utrzymana dzięki produkcji ciężarówek, szczególnie lekkiego modelu Type 171, przeznaczonego głównie do użytku w koloniach, a także produkcji lekkiego wozu terenowego VLR dla armii francuskiej.

Delahaye 171, ciężarówka zaprojektowana do pracy we francuskich koloniach.
(Wikimedia Commons)
Delahaye VLR. (Wikimedia Commons)
Delahaye 175 S Roadster z 1949 roku z karoserią Saoutchika. (RM Sotheby’s)

Pracowano po godzinach nad Delahaye 235, nadal opartym na przedwojennej technice, lecz zmodernizowanym i zaopatrzonym w hydrauliczne hamulce. Niestety firma Hotchkiss zakupiła licencję na prymitywnego amerykańskiego Willysa Jeepa i wojsko francuskie zerwało kontrakty na produkcję VLR – wozu znacznie bardziej doskonałego technicznie, ale trudniejszego w produkcji i dużo droższego. Dla Delahaye skończył się czas – zabrakło pieniędzy. Marka została wchłonięta przez Hotchkissa i ostatecznie dokonała żywota w 1954 roku.

Delahaye 175 S załogi Trévoux-Crovette, zwycięzców Rajdu Monte Carlo w 1951 roku.
(Wikimedia Commons)
Delahaye 235 MS Coupé z 1952 roku. (RM Sotheby’s)

Po Delahaye zostało trochę kolekcjonerskich samochodów, tabliczka na murze przy Rue de Banquier i amerykańska firma, zarejestrowana pod nazwą Delahaye USA, posługująca się szacownym mianem do produkcji doprawdy szpetnych pseudozabytkowych samochodów na współczesnych podwoziach. Trochę żal.

Autor

Piotr R Frankowski
Pisze i publikuje od 40 lat, o samochodach i samolotach od ponad 30. Laureat nagrody Global INMA i finalista corocznego konkursu Royal Automobile Club w dziedzinie "Outstanding Journalism". Pierwszy polski obywatel, który startował w wyścigu samochodowym w Le Mans. Wielokrotny uczestnik Festival of Speed w Goodwood. Stały współpracownik portalu moto.pl oraz miesięczników Octane i Aeroplane.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *