MMS i dwutlenek chloru „na autyzm”

W zamkniętych grupach dla rodziców dzieci z autyzmem od lat krąży „terapia” polegająca na podawaniu dziecku rozcieńczonego wybielacza, doustnie i w lewatywach, czasem kilka razy dziennie przez wiele miesięcy. Sprzedaje się to pod skrótami MMS lub CD, z zapewnieniem, że „wypłukuje pasożyty i toksyny”, a wymioty i biegunka po podaniu mają być dowodem, że terapia działa.

W USA, śledztwo dziennikarskie pokazało, że to nie margines: dwie matki przez trzy lata infiltrowały pod przykrywką kilkanaście zamkniętych grup na Facebooku liczących od kilkudziesięciu do dziesiątek tysięcy członków, w których rodzice opisywali podawanie dzieciom dwutlenku chloru doustnie, w lewatywach i w kąpielach.

MMS to skrót od „Miracle Mineral Solution”. Pod tą nazwą kryje się roztwór chlorynu sodu o stężeniu 25-28%, który po zmieszaniu z kwasem cytrynowym lub solnym tworzy dwutlenek chloru, silny utleniacz stosowany w przemyśle do wybielania włókien, papieru i dezynfekcji wody. Autorem koncepcji był Jim Humble, były poszukiwacz złota, który założył „Genesis II Church of Health and Healing” i reklamował MMS jako lek na malarię, HIV, nowotwory i wiele innych chorób.

Wątek autystyczny rozwinęła Kerri Rivera, prowadząca w Meksyku „klinikę” i propagująca protokół CD na podstawie hipotezy, że autyzm jest skutkiem „zatrucia” i obecności patogenów w jelitach i mózgu, które silny środek dezynfekujący ma rzekomo zniszczyć. Strzępki błony śluzowej pojawiające się w kale po takim protokole są przedstawiane rodzicom jako „wydalane pasożyty”, w rzeczywistości są to fragmenty uszkodzonej ściany jelita.

Nie istnieje ani jedno recenzowane badanie kliniczne wykazujące jakikolwiek korzystny wpływ dwutlenku chloru na autyzm ani na żadną inną chorobę, w której jest reklamowany. Amerykańska Agencja Żywności i Leków ostrzegała od 2010 roku, że produkt po zmieszaniu zgodnie z instrukcją staje się niebezpiecznym wybielaczem, a osoby, które go wypiły, doświadczały ciężkich wymiotów, ciężkiej biegunki, spadku ciśnienia zagrażającego życiu i ostrej niewydolności wątroby.

Chloryn sodu i powstający z niego dwutlenek chloru mogą wywołać methemoglobinemię, czyli powstanie nieprawidłowej hemoglobiny niezdolnej do przenoszenia tlenu, oraz hemolizę, czyli rozpad czerwonych krwinek. Analiza zgłoszeń do amerykańskiego systemu nadzoru nad lekami opisała dziesiątki przypadków zatruć u dzieci od 19 miesięcy do 11 lat, z hospitalizacjami na oddziałach intensywnej terapii z powodu zaburzeń elektrolitowych i zmian w zapisie EKG.

Zespół z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu zbadał zakwaszony chloryn sodu w warunkach laboratoryjnych i sprawdził, przy jakich stężeniach niszczy bakterie, a przy jakich uszkadza ludzkie komórki. Okazało się, że stężenia skutecznie działające na bakterie są jednocześnie toksyczne dla komórek człowieka, więc nie da się ustalić dawki zarazem skutecznej i bezpiecznej. Autorzy wykazali też, że dwutlenek chloru niszczy bakterie probiotyczne z rodzaju Lactobacillus, dodatkowo szkodząc mikroflorze jelitowej dziecka. Lewatywy z dwutlenku chloru są szczególnie okrutną częścią protokołu: podawanie utleniacza bezpośrednio do jelita grozi chemicznym uszkodzeniem jego ściany, a rzekome „wydalone pasożyty” to oderwane fragmenty błony śluzowej.

Problem dotyczy także Polski. Główny Inspektorat Sanitarny wielokrotnie ostrzegał przed doustnym przyjmowaniem MMS, wskazując, że produkt jest przeznaczony wyłącznie do dezynfekcji i uzdatniania wody, nie do spożycia przez ludzi, a w Unii Europejskiej chloryn sodu nie jest dopuszczony jako składnik żywności ani leków. Mimo to bywa oferowany w internecie pod przykrywką „środka do uzdatniania wody”, a w polskim internecie funkcjonuje serwis podający dokładny przepis na „aktywację” MMS i dawkowanie u „wrażliwych dzieci autystycznych”. W obiegu jest też tłumaczona książka Kerri Rivery opisująca wieloetapowy protokół z dwutlenkiem chloru jako sposób na „wyzdrowienie z autyzmu”.

MMS i dwutlenek chloru nie są naturalną terapią oczyszczającą, tylko przemysłowym wybielaczem, który podany dziecku działa jak trucizna. Nie leczą autyzmu, bo autyzm nie jest zakażeniem ani zatruciem, które dałoby się zdezynfekować. Jedyne, co ta metoda realnie robi, to uszkadza przewód pokarmowy, niszczy krwinki i mikroflorę oraz naraża dziecko na odwodnienie i zatrucie. Wymioty, biegunka i wydalane „pasożyty”, uznawane przez zwolenników za dowód działania, są w istocie objawami szkody. Rodzicowi, który zetknął się z ofertą podawania dziecku kropli CD, trzeba powiedzieć jednoznacznie: to nie jest lek, to zatruwanie dziecka wybielaczem.

Źródła podam w książce, którą właśnie piszemy z prof. Tomaszem Dzieciątkowskim. Książka dotyczy mitów diagnostycznych i pseudoterapii.

Autor

Agnieszka Szuster-Ciesielska
Agnieszka Szuster-Ciesielska – pracuję naukowo i wykładam. Obszary zainteresowań i popularyzacji wiedzy to wirusologia, immunologia i wakcynologia. Punktuję antynaukę. TT: @AgnieszkaSzust3, FB: Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska.

3 komentarze

  1. prawy versus lewy w religii pisze:

    Niestety wielu ludzi z powodu braku wykształcenia i nieumiejętności krytycznego myślenia daje się nabrać na tego typu „leczenie”. Wydaje mi się, że ten sam „lek” proponował najgłupszy w dziejach prezydent USA w czasie epidemii COVID-19 zamiast szczepionki.

    1
  2. Andrzej Muras pisze:

    Im więcej niepodważalnych dowodów, że fałszerstwo jest fałszerstwem, tym bardziej ludzie wierzą, ze to jednak prawda. (Umberto Eco) Tylko ja bym sprecyzował zastępując słowo „ludzie” słowem „głupcy”.

    1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *