Nosisz w sobie skamieniałe wirusy. Jeden z nich zbudował łożysko i być może uczynił nas ssakami

Zacznę od faktu: około 8% ludzkiego genomu to pozostałości po dawnych wirusach. Chodzi o wirusowe DNA wpisane na stałe w nasze chromosomy, dziedziczone z pokolenia na pokolenie od milionów lat. Nazywamy je ludzkimi endogennymi retrowirusami (HERV) i stanowią one znacznie większą część naszego genomu niż wszystkie geny kodujące białka razem wzięte [1].

Skąd się tam wzięły? Retrowirusy, ta sama rodzina, do której należy HIV, potrafią przepisać swój materiał genetyczny z RNA na DNA i wkleić go do genomu zakażonej komórki. Zwykle dotyczy to komórek ciała i znika wraz ze śmiercią gospodarza. Ale jeśli przed milionami lat taki wirus trafił do komórki rozrodczej, plemnika lub komórki jajowej, jego DNA mogło zostać przekazane potomstwu i utrwalić się w całym gatunku. Z czasem większość tych wirusowych wstawek uległa mutacjom i „zardzewiała”, stając się genetycznymi skamieniałościami. Ale nie wszystkie. Niektóre ewolucja zachowała, bo okazały się użyteczne [2,3].

I tu dochodzimy do najpiękniejszego etapu ewolucji. Jeden z tych wirusowych genów odpowiada za to, że w ogóle mogliśmy się urodzić. Nazywa się syncytyna i jest niczym innym jak dawnym genem osłonki retrowirusa (env), którego wirus pierwotnie używał, by zlewać swoją osłonkę z błoną atakowanej komórki i wnikać do jej wnętrza. Nasz organizm przejął to narzędzie i wykorzystał je do własnych celów.

W łożysku syncytyna-1 (kodowana przez gen retrowirusów) oraz jej siostrzana syncytyna-2 zmuszają komórki trofoblastu do łączenia się w jedną wielką, wielojądrzastą warstwę — syncytiotrofoblast. To właśnie ta warstwa stanowi granicę między krwią matki a krwią dziecka: przez nią przechodzą tlen i składniki odżywcze, a jednocześnie chroni ona płód. Wirus, który kiedyś służył do łączenia się błon (wirusa i komórki) w celu zakażenia, dziś łączy nasze komórki, by zbudować barierę dającą życie [4,5].

Dowodzi tego eksperyment. Gdy myszom wyłączono geny syncytyny, ich łożysko nie rozwinęło się prawidłowo, a zarodki ginęły. Bez tego wirusowego genu nie ma sprawnego łożyska, a bez łożyska nie ma rozwoju wewnątrzmacicznego. Co więcej, syncytyna zachowała jeszcze jedną wirusową sztuczkę: jej fragment ma działanie immunosupresyjne, czyli tłumiące odporność. U wirusa służył do ukrycia się przed układem odpornościowym gospodarza, a w łożysku prawdopodobnie pomaga w tym, by organizm matki nie odrzucił płodu jako „obcego”, bo ten w połowie pochodzi przecież od ojca [5,6].

Najbardziej zdumiewa jednak to, co odkryto, porównując różne gatunki. Syncytyna nie jest jedna i nie jest „nasza” w sensie wyłącznie ludzkim. Geny tego typu wychwytywano niezależnie, z różnych retrowirusów, w odrębnych liniach ssaków, u naczelnych, gryzoni, królików, drapieżników, przeżuwaczy, i działo się to co najmniej siedmiokrotnie na przestrzeni od około 10 do 85 milionów lat [7]. To przykład ewolucji zbieżnej: natura wielokrotnie, niezależnie od siebie, „udomowiła” wirusowy gen do tego samego zadania — budowy łożyska.

Rodzi się tu pytanie: skoro wszystkie łożyskowce pochodzą od wspólnego przodka, a syncytyny są w każdej linii inne, to jak działało pierwsze łożysko?

Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest takie, że u wspólnego przodka ssaków łożyskowych, ponad 150 milionów lat temu, doszło do przejęcia jednego „założycielskiego” genu osłonki retrowirusa, który umożliwił powstanie prymitywnego łożyska. W kolejnych liniach ssaków gen ten był jednak wielokrotnie zastępowany: do genomu wnikały nowe retrowirusy, a ich gen env okazał się równie przydatny i wypierał poprzednika. Dlatego dziś naczelne mają syncytynę-1 i -2, gryzonie syncytynę-A i -B, zającowate (królik, zając) syncytynę-Ory1, drapieżne syncytynę-Car1, a przeżuwacze syncytynę-Rum1 — wszystkie pełnią tę samą funkcję, choć pochodzą od różnych wirusów i leżą w różnych miejscach genomu. Co istotne, jak dotąd nie znaleziono ssaka łożyskowego całkowicie pozbawionego syncytyny, a przeszukano genomy naczelnych, gryzoni, zającowatych, drapieżnych, przeżuwaczy i nawet torbaczy [8].

Co więcej, syncytyny nie są wyłącznością ssaków łożyskowych. Mają je też torbacze. U oposa (Monodelphis domestica) opisano gen syncytin-Opo1, również pochodzenia retrowirusowego. Kodowane przez niego białko ma zdolność łączenia komórek (fuzji) i ulega ekspresji w krótkotrwałym łożysku torbaczy, w miejscu kontaktu tkanek matki i płodu. Linie torbaczy i ssaków łożyskowych rozeszły się około 190 milionów lat temu, a mimo to w obu „udomowiono” retrowirusowy gen osłonki do tego samego zadania [8].

Przejście od składania jaj do rodzenia żywego potomstwa, odżywianego przez łożysko, było jednym z przełomów w historii życia, a u jego podstaw leży gen przejęty od wirusa. A zatem, wirus nie zawsze jest czynnikiem chorobotwórczym. Bywa, że jego geny zostają trwale włączone do genomu gospodarza i zaczynają pełnić funkcje korzystne, a nawet niezbędne. Nasz materiał genetyczny to zapis milionów lat koewolucji z drobnoustrojami. Syncytyna jest dowodem na to, że część tego wirusowego dziedzictwa okazała się warunkiem naszego istnienia.

Źródła:

  1. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC2245979/
  2. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11359688/
  3. https://www.annualreviews.org/content/journals/10.1146/annurev.genom.7.080505.115700
  4. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC8280254/
  5. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/22695103/
  6. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC4332834/

Autor

Agnieszka Szuster-Ciesielska
Agnieszka Szuster-Ciesielska – pracuję naukowo i wykładam. Obszary zainteresowań i popularyzacji wiedzy to wirusologia, immunologia i wakcynologia. Punktuję antynaukę. TT: @AgnieszkaSzust3, FB: Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska.

2 komentarze

  1. Sylwia pisze:

    To naprawdę piękne!

    1
  2. Andrzej Muras pisze:

    1. Jak rozpoznano, że rzeczony gen pochodzi od wirusa?
    2. Jak to się działo, że ten wirus nie okazał się patogennym?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *