Runy. Część 1: Inspiracja i początki

Inne odcinki serii

Część 2. Saga o złotych rogach
Część 3. Od fuþarku do fuþorcu [w przygotowaniu]
Część 4. Późne runy i zmierzch świata wikingów [w przygotowaniu]

Runy, czyli tajemnica

Germańskie słowo *rūnō ‘tajemnica, sekret, tajna rada lub wiadomość’ (gockie i staro-wysoko-niemieckie rūna, staronordyjskie rún, staroangielskie rūn) ma pewny odpowiednik tylko w grupie celtyckiej: *rūnā (irlandzkie rún, walijskie rhin) o podobnym zakresie znaczeń. Nie wiadomo, czy mamy do czynienia z zapożyczeniem celtyckim w językach germańskich, zapożyczeniem germańskim w językach celtyckich, słowem zapożyczonym przez obie grupy równolegle z nieznanego źródła, czy może kontynuacją jakiejś dawniejszej formy indoeuropejskiej. Istnieje na ten temat kilka hipotez, ale trudno spośród nich wybrać jedną bardziej przekonującą niż inne. W każdym razie tylko w językach germańskich słowo to przybrało dodatkowe znaczenie: mogło określać litery pisma, którego używali Germanie. Zapewne umiejętność pisania i czytania była początkowo rzadka i komunikat zapisany runami był czytelny dla niewielu wtajemniczonych. Wiele pytań dotyczących pochodzenia i najwcześniejszej historii run pozostaje dotąd zagadką, a zatem nazwa *rūnō wydaje się odpowiednia dla zjawiska, do którego się odnosi.

Dlaczego fuþark?

Alfabet runiczny był jednym z ciekawszych osiągnięć ludów posługujących się językami germańskimi. Został opracowany w czasie, gdy znaczna część Europy kontrolowana była przez imperium rzymskie, a dialekty Germanów miały za sobą zaledwie kilkaset lat niezależnego rozwoju. Pozostawały w dużym stopniu wzajemnie zrozumiałe, a ich systemy fonologiczne niezbyt się różniły, co ułatwiało rozpowszechnianie się wspólnego typu pisma. Najstarsze dające się datować napisy runiczne pochodzą z II i III w. n.e. Są krótkie – składają się z jednego słowa lub zdania – ale wykazują już w pełni dopracowane cechy najstarszej wersji alfabetu runicznego, tak zwanego starszego fuþarku. Trzeba zatem przyjąć, że Germanie przyswoili sobie wynalazek pisma nieco wcześniej.

Skąd się wzięła nazwa „fuþark”? Jest to po prostu zbitka pierwszych sześciu liter alfabetu runicznego w takiej kolejności, w jakiej ułożyli je sami Germanie: F U Þ A R K. Z jakichś powodów Germanie nie zachowali porządku alfabetu, który w ogólnych zarysach Rzymianie przejęli od Etrusków, Etruskowie od Greków, a Grecy od Fenicjan. Litera zapisywana tu jako Þ, þ oznaczała bezdźwięczną spółgłoskę szczelinową o artykulacji zębowej, czyli taką samą, jaka występuje w angielskim słowie thorn ‘cierń’. W języku staroangielskim wyraz ten pisano þorn, bo choć Anglosasi zaadaptowali dla swojego języka alfabet łaciński, zachowali w tym przypadku literę runiczną dla fonemu, którego brakowało w łacinie.1 Starszy fuþark zawierał ogółem 24 litery:

Ryc. 1.

Niektóre litery miały różne warianty graficzne, a pierwotna wymowa jednej z nich (transliterowanej powyżej jako ē) nie jest pewna. Litera ŋ oznaczała, ściśle rzecz biorąc, nie jedną głoskę, ale zbitkę spółgłoskową [ŋɡ]. Trzeba podkreślić, że zestaw liter był bardzo dobrze dobrany do zasobu fonemów najwcześniejszych dialektów germańskich. Ktokolwiek go obmyślił, nie naśladował niewolniczo innych pism alfabetycznych, ale wziął pod uwagę wymowę własnego języka i wygodę jego użytkowników – i to w większym stopniu niż Rzymianie, gdy adaptowali do swoich potrzeb pismo etruskie i greckie.

Brakujące ogniwo i etruskie hełmy

Wystarczy rzucić okiem na ryc. 1, żeby zauważyć liczne podobieństwa między znakami pisma runicznego a literami łacińskimi. Dotyczy to np. liter f, r, k (łacińskie C), h, i, t, b, m. Runiczne u przypomina łacińskie V obrócone do góry dnem. Runiczne l można przekształcić w L za pomocą odbicia w lustrze. Runiczne s przypomina grecką sigmę, ale często składało się z trzech, a nie czterech kresek, i wtedy podobne było do łacińskiego. Mniej oczywistych nawiązań jest znacznie więcej. Czy zatem runy pochodzą od pisma łacińskiego? Raczej nie, choć ewidentnie są z nim spokrewnione (podobnie jak z pismem greckim). Najwięcej podobieństw łączy je ze znakami alfabetów północnoitalskich – rodziny pism wywodzących się (podobnie jak łacina) z alfabetu etruskiego. Używano ich dla języków północnej Italii i regionu alpejskiego, takich jak recki (nieindoeuropejski, spokrewniony z etruskim) czy wenetyjski (indoeuropejski, związany z grupą italoceltycką); posługiwała się nimi także osiadła w tym zakątku Europy ludność celtycka. Pisma te były używane w Karyntii aż do I w. n.e., a zatem kontakt między ich użytkownikami a ludami germańskimi jest do pomyślenia, o ile dopuścimy możliwość, że okres, z którego znamy najstarsze zachowane napisy runiczne, poprzedzały „ciemne lata” – mniej więcej 100–200 lat rozwoju niewidocznego w zapisie archeologicznym.

W roku 1811 w słoweńskiej osadzie Ženjak opodal wsi Negova znaleziono skarb z epoki żelaza. Składał się on z 26 hełmów z brązu w stylu wetulońskim (od nazwy etruskiego miasta Vetluna, czyli Vetulonia). Hełmy takie wytwarzano w drugiej połowie VI i pierwszej połowie V w. p.n.e. Cieszyły się one w tym czasie wielką popularnością, czego dowodzą liczne znaleziska archeologiczne na całym Półwyspie Apenińskim i na wybrzeżach Adriatyku. Kiedy już wyszły z mody jako element ekwipunku wojskowego, były nadal cenione jako obiekty kolekcjonerskie i ceremonialno-kultowe. Używali ich kapłani i dostojnicy na obszarze dawnych wpływów etruskich.

W czasach, gdy dokonano odkrycia w Ženjaku, Słowenia była częścią Cesarstwa Austrii, a Negova nosiła niemiecką nazwę Negau. Dlatego wspomniane wyżej etruskie hełmy z brązu znane są szeroko jako hełmy z Negau. Pogrzebano je około 55 r. p.n.e. lub niewiele wcześniej, zapewne w celach wotywnych. Na siedmiu spośród hełmów widnieją znaki, które wydają się czymś więcej niż przypadkowymi zadrapaniami. W dwóch przypadkach (znanych jako Negau A i Negau B) są to czytelne inskrypcje we wschodniej („wenetoidalnej”) odmianie alfabetu północnoitalskiego. Hełm A ozdobiono czterema krótkimi napisami, być może wykonanymi w różnym czasie. Mimo trudności interpretacyjnych dają się one zidentyfikować jako celtyckie. Wyglądają na własnościowe: zawierają imiona posiadaczy hełmu lub pełnionych przez nich funkcji kapłańskich. Byli to zapewnie lokalni Celtowie z królestwa Noricum, które kilkadziesiąt lat później zostało podbite przez Rzym. Hełm B podpisany jest w podobny sposób i tym samym alfabetem, ale w innym języku – po pragermańsku.

Germański imigrant, a może nawet bóg

Napis na hełmie wygląda tak:

Ryc. 2.

Po transliteracji i odbiciu w lustrze (bo inskrypcje na hełmach zapisywano od prawej do lewej) czytamy:

hariχastiteiva\\\ip

Nie wiadomo, co miała oznaczać końcówka inskrypcji, ale jej główną część interpretuje się zwykle jako dwa słowa pisane jednym ciągiem bez spacji: hariχasti teiva, co większość dzisiejszych badaczy uważa za zniekształcony zapis frazy germańskiej *Xarjagastiz teiwaz. Zakładamy przy tym, że północnoitalskiej litery h użyto – podobnie jak w alfabecie runicznym – do zapisu bezdźwięcznej germańskiej spółgłoski szczelinowej *x (o artykulacji tylnojęzykowej), a litery χ do zapisu germańskiego *g (wymawianego szczelinowo, czyli jako [ɣ]).2 Specjaliści głowią się, dlaczego pominięto końcówki mianownika liczby pojedynczej (*‑z) i dlaczego pierwszy człon imienia *Xarjagastiz, oznaczającego dosłownie ‘goszczący drużynę wojowników’ (ewentualnie ‘będący gościem wojska’)3, stracił spójkę samogłoskową *‑a‑. Modyfikacje takie były jednak normalne w recko-etruskim zapisie obcych imion i zapożyczeń, przyjmuje się zatem, że słowa germańskie zapisano, używając konwencji języka reckiego (to samo dotyczy napisów celtyckich). Słowo *teiwaz to archaiczna wersja późniejszego *tīwaz (z praindoeuropejskiego *dejwos); znane jest ono z języków germańskich w ogólnym znaczeniu ‘bóg’, ale przede wszystkim jako imię konkretnego boga, Tiwa (staronordyjskie Týr, staroangielskie Tīw, staro-wysoko-niemieckie Ziu).4 Z etymologicznego punktu widzenia był to przymiotnik o znaczeniu ‘boski, niebiański’, być może zatem posiadacz hełmu (po odpowiednim spolszczeniu możemy go nazwać Chariagastem) był ‘boski’ w tym sensie, że był „poświęcony bogom” jako kapłan lub wróżbita. Pasowałoby to do wzorca widocznego także na hełmie A (imię + funkcja).

Istnieje też inna możliwość. Analogia między napisami na hełmach A i B może być pozorna. A może inskrypcja nie odnosi się do ofiarodawcy (w domyśle: właściciela hełmu B), tylko do adresata darów wotywnych? Wtedy należałoby ją czytać *xarjagastiz Teiwaz, czyli w przybliżeniu ‘Tiw goszczący (wśród) wojów’. We wczesnej tradycji germańskiej Tiw był bogiem wojny; odpowiadał rzymskiemu Marsowi pod względem roli, jaką pełnił w wierzeniach religijnych.5 Dlatego łacińską nazwę dnia tygodnia Mārtis diēs ‘wtorek’ (dosłownie: dzień Marsa) Germanie z okresu wpływów rzymskich zaadaptowali jako ‘dzień Tiwa’; stąd np. staroangielskie Tīwes dæġ (dzisiejsze Tuesday). Tiw był ponadto opiekunem germańskich wieców (*þinga‑); można więc sobie wyobrazić, że *xarja‑gastiz było konwencjonalnym epitetem towarzyszącym jego imieniu (jak „gromowładny Zeus” czy „sowiooka Atena”); wyrażałoby ono wiarę w to, że Tiw jest obecny między starszyzną plemienną podczas obrad.

Którakolwiek z tych hipotez jest bliższa prawdy, obie zakładają, że w regionie, gdzie mieszały się kulturowe wpływy celtyckie, reckie i wenetyjskie, byli obecni także jacyś Germanie, którzy mieli okazję zapoznać się z miejscowym systemem pisma.6 Żeby nie było wątpliwości: napis na hełmie Chariagasta nie jest runiczny. Podobieństwo pism północnoitalskich i run jest do pewnego stopniu powierzchowne i wynika z ich kanciastości. Inskrypcje, które przetrwały, zostały wyryte w twardym materiale, co nie sprzyjało zaokrąglaniu kształtów liter. Niemniej jednak, jak już wspomniałem, głębsze podobieństwa znaków obu pism wyraźnie wskazują na bliski związek historyczny między nimi.

Wynalazek zaczyna się szerzyć

Pragermańskie słowo *xarjaz (z praindoeuropejskiego *korjos) oznaczało ‘oddział, drużynę zbrojną, wojsko’ (stąd gockie harjis, staroangielskie here, współczesne niemieckie Heer itd.). Występowało ono często jako element germańskich imion osobowych. Niektóre z nich pozostają nadal w użyciu po rozmaitych przekształceniach historycznych, które zatarły ich strukturę wewnętrzną. Oto kilka typowych przykładów imion dwuczłonowych, reprezentujących typ popularny między innymi wśród starożytnych Celtów, Germanów i Słowian: Harold/Harald (*Xarja‑waldaz), Herman (*Xarja‑mann‑), Walter/Gauthier (*Walda‑xarjaz), Lothar (*Xluþaxarjaz), Ragnar/Rainer (*Raginaxarjaz). Od imion takich można było tworzyć warianty skrócone, pozostawiając początek imienia i dodając do niego przyrostek wyrażający zdrobnienie.7 W czasach pragermańskich był to często sufiks nosowy *‑(a)n‑, który w mianowniku tracił końcową spółgłoskę i przybierał formę *‑ô (z samogłoską, która liczyła się jako „superdługa”).8

Jeśli zatem ktoś nosił imię typu *Xarjawaldaz ‘mający władzę nad drużyną’9, to forma skrócona brzmiała *Xarjô (w przypadkach zależnych *Xarjan‑ plus odpowiednia końcówka gramatyczna). Imię to w formie harja (tym razem pisane od lewej do prawej) widnieje na jednym z najstarszych datowalnych zabytków runicznych – na rogowym grzebieniu z Vimose w Danii, pochodzącym mniej więcej ze 160 r. n.e. (ryc. 3). Wygląda na to, że należał on do jakiegoś Chariona/Hariona.10 W tym czasie dialekty zachodniogermańskie i północnogermańskie (skandynawskie) nie były jeszcze wyraźnie wyodrębnionymi językami, zatem najdawniejsze napisy w starszym fuþarku można w praktyce traktować jako pra-północno-zachodnio-germańskie.

Ryc. 3.

Runy znane były wszystkim Germanom, jednak na przykład na terenach wschodniogermańskich (u Gotów i ludów spokrewnionych z nimi językowo) inskrypcje runiczne poświadczone są tylko szczątkowo. Biskup Wulfila, który opracował w IV w. alfabet gocki, oparł go w większości na alfabecie greckim, w znikomym stopniu (jeśli w ogóle) inspirując się runami. Najstarsze napisy runiczne, jakie znamy (II–IV wiek), pochodzą z Danii, północnych Niemiec, Norwegii, a w jednym przypadku także z Gotlandii. W późniejszym okresie zasięg ten powiększył się; powstały także odmiany regionalne fuþarku, o których jeszcze opowiem; ale runy pozostały przede wszystkim specjalnością Germanów z północy (Skandynawia, wybrzeża Morza Północnego, od V w. także Wielka Brytania). To trochę dziwne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że runy wyraźnie nawiązują do pism północnoitalskich. Wygląda to tak, jakby pomysł zapoczątkowany gdzieś na południu Europy istniał sobie przez ok. 200 lat w formie utajonej i raptem zaczął się szerzyć na obszarach położonych tysiąc kilometrów od miejsca, gdzie powstał. Niewiele wiemy o naturze związków łączących kulturę Retów i podalpejskich Celtów z Europą Północną. Datowanie domniemanych zabytków runicznych z I w. n.e. jest niepewne i być może błędne. Ale jak już wiemy, tajemnica jest wpisana w etymologię słowa „runa”.

Przypisy

  1. W tradycji germańskiej, podobnie jak w fenickiej, litery miały nazwy będące rzeczownikami pospolitymi niemal zawsze zaczynającymi się na dźwięk, który oznaczała dana litera. Żaden wyraz germański nie zaczynał się na [z] ani [ŋɡ], więc w tych przypadkach inna litera nazwy odpowiadała jej wartości fonetycznej. Anglosaską nazwą runy ϸ był wyraz ϸorn. Nazwę tę przeniesiono na literę dodaną przez Anglosasów do alfabetu łacińskiego i używaną mniej więcej do XIV w. (ostatecznie zastąpioną przez th). ↩︎
  2. Litera ta wywodzi się z greckiego Ψ, które w zachodniej wersji alfabetu, używanej między innymi w greckich koloniach w Italii, miało wartość fonetyczną [kh], czyli taką, jak klasyczne greckie Χ. ↩︎
  3. Podobnie można interpretować słowiańskie imię Wojgost. Dokładne znaczenie zależy od tego, z jakiego typu złożeniem mamy do czynienia (patrz też przypis 9). Uwaga: Podobieństwo germańskiego *gastiz i słowiańskiego *gostь nie jest przypadkowe. ↩︎
  4. Słowo *tīwaz było także nazwą runy ᛏ (t). ↩︎
  5. Część funkcji Tiwa przejął z czasem *Wōðanaz (staroangielski Wōden, staro-wysoko-niemiecki Wuotan, staroislandzki Óðinn itd.). W najlepiej zachowanych mitach skandynawskich okresu wikińskiego, czyli późniejszych o tysiąc lat od inskrypcji z Negau, Tiw (Týr) był bogiem drugiego planu w porównaniu z Odynem, Freją lub Thorem. ↩︎
  6. Już wcześniej, w roku 113 p.n.e., zjawili się w tych stronach Germanie znad Morza Północnego, znani jako Cymbrowie i Teutoni, najeżdżając terytorium celtyckiego plemienia Taurysków, sprzymierzonych z Rzymianami. Ich inwazja zakończyła się w roku 101 p.n.e. miażdżącą klęską zadaną im przez rzymskiego wodza Gajusza Mariusza. ↩︎
  7. W analogiczny sposób tworzone są współczesne zdrobnienia angielskie (Edward Eddie) i polskie (Radosław Radek). ↩︎
  8. Stąd używana w języku polskim odmiana imion pochodzenia germańskiego typu Hugo, Otto (dopełniacz Hugona, Ottona). ↩︎
  9. Imiona dwuczłonowe mogą mieć znaczenie etymologiczne, które niekoniecznie musi być zrozumiałe dla tych, którzy je nadają i noszą. Z czasem zaczęto w dość swobodny sposób łączyć z sobą często spotykane elementy imion, nie dbając o sens i logikę. Zauważmy, że kolejność członów *Xarjawaldaz można odwrócić: *Waldaxarjaz. Oba warianty dały początek często używanym imionom (Harold, Walter). Podobnie w tradycji polskiej mamy imiona Sławomir i Mirosław, zbudowane z takich samych elementów w różnej kolejności. ↩︎
  10. Pragermańska spółgłoska *x wymawiana była początkowo jako tylnojęzykowe [x] (czyli jak polskie ch), ale w większości języków potomnych jej artykulacja w nagłosie sylaby szybko uległa osłabieniu, dając krtaniowe [h]. ↩︎

Opis ilustracji

Ilustracja w nagłówku. Anglosaski alfabet runiczny (fuϸorc) na tzw. nożu bojowym (staroangielskie seax) Bēagnoϸa (IX–X w.), wydobytym z dna Tamizy w 1857 r. O tej wersji pisma runicznego będzie mowa w części III. British Museum. Foto: BabelStone 2018. Źródło: Wikimedia (licencja CC BY-SA 3.0).

Ryc. 1. Klasyczna postać starszego fuϸarku (24 znaki), często dzielonego na trzy „rodziny” po 8 znaków. Większość run nosiła te same nazwy w różnych językach germańskich, co świadczy o kontynuowaniu wspólnej tradycji. Na przykład nazwą pierwszej runy, ᚠ (f), było *fexu ‘bydło, bogactwo’ (staroislandzkie , staroangielskie feoh, staro-wysoko-niemieckie fihu, gockie faihu).

Ryc. 2. Inskrypcja na rondzie hełmu Chariagasta (Negau B). Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu (Kunsthistorisches Museum). Hełm wykonano ok. 400 r. p.n.e.; napis jest prawdopodobnie o wiele późniejszy. Foto: Peter1936F (2015). Źródło: Wikimedia (licencja CC BY-SA 4.0).

Ryc. 3. Grzebień z Vimose (wyspa Fionia, Dania), wykonany z poroża jelenia lub łosia, z napisem własnościowym ᚺᚨᚱᛃᚨ (harja). II w. n.e. (ok. 160 r.). Foto: Duńskie Muzeum Narodowe w Kopenhadze (Nationalmuseet) 2007. Źródło: Wikimedia (licencja CC BY-SA 5.0).

Autor

Piotr Gąsiorowski
Językoznawca specjalizujący się w językoznawstwie historycznym, badaniu zmian językowych i językoznawstwie ewolucyjnym. Miłośnik nauk ścisłych i przyrodniczych ze szczególnym naciskiem na biologię, nie tylko ze względu na jej powiązania z językoznawstwem i analogie między ewolucją organizmów i języków. Gorący zwolennik popularyzowania nauki i niezamykania się naukowców w wieży z kości słoniowej.
X (Twitter): @P_Gasiorowski,
BlueSky: @piotrgasiorowski.bsky.social‬

Możesz również polubić…

21 komentarzy

  1. prawy versus lewy w religii pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł!
    Przepisanie napisu z rys.2 wydaje mi się zawierać błąd: ostatnia (czy raczej pierwsza) litera z prawej na hełmie ma trzy poprzeczne kreski, a jej przepisanie tylko jedną, jeśli nie uwzględnimy boków prostokąta, które – jak się wydaje – występują też na hełmie. A obie są inne niż „H” w futharku.

    1
  2. kmat pisze:

    Swoją drogą angielskie thorn i polskie cierń nie są aby spokrewnione?

    2
    • Piotr Gąsiorowski pisze:

      Są, jak najbardziej. Cierń i tarnina.

      2
      • kmat pisze:

        No tak. Ale to wspólne dziedzictwo czy stara pożyczka?

        2
        • Piotr Gąsiorowski pisze:

          Wspólne dziedzictwo (*tr̥-no-), znane też z języków indoaryjskich.

          2
          • kmat pisze:

            Rozumiem. Czasem to trudno odróżnić, bo z jednej strony jest ta germańska przesuwka t->th. Ale z drugiej prasłowiański żadnego th nie miał i przerabiał to z powrotem na t. Co w sumie jest dość ciekawe, bo raczej należałoby się spodziewać s – też szczelinowe i podobne miejsce artykulacji.

            2
            • Piotr Gąsiorowski pisze:

              [θ] bywa częściej zastępowane przez spółgłoski niesyczące, jak [f]. Na przykład rosyjskie [f] stało się substytutem greckiego (bizantyjskiego) [θ] w imionach takich jak Theódōros Feódor, Fjódor albo Thékla Fjókla (dawniej pisanych Ѳёкла, Ѳео́доръ z „fitą”, czyli „cyrylicką thetą”). Tak jest nawet w dialektach angielskich (wymowa nothing jako „nuffink”). No, ale prasłowiański nie miał *f, więc użył *t. Ostatecznie w większości współczesnych języków germańskich *ϸ także skończyło jako [t] lub (po udźwięcznieniu) [d] (niemieckie Dorn, niderlandzkie doorn, duńskie, szwedzkie, norweskie czy farerskie torn). Tylko angielski i islandzki zachowały wymowę [θ].

              To, że nie mamy do czynienia z zapożyczeniem, widać po potraktowaniu sylabicznego *, które w pragermańskim rozwinęło się w *ur (później obniżane do or), a w prasłowiańskim w *ьr (polska oboczność ciern’-/tarn- to skutek „umlautu” ograniczonego do grupy lechickiej; prasłowiański miał tu zawsze samogłoskę przednią).

              3
              • kmat pisze:

                Z tą wymową th co kraj to obyczaj. Polacy wymawiają to jako f, ale Niemcy i co ciekawe Ukraińcy już jako s.
                Tu się trochę nasuwa pytanie, jak faktycznie przebiegały te przesuwki. U bodajże Milewskiego widziałem schemat, że to nie zaszło w jednym kroku, a kilku, jak na przykład p->ph->f. Biorąc pod uwagę dane z niemieckiego, w którym dużo później zaszedł podobny proces, można by to chyba nawet rozszerzyć do p->ph->pf->f. Może zapożyczanie przez prasłowiański tego germańskiego thorn jako t wynikało z tego, że dokonało się jeszcze na etapie głoski przydechowej lub zwarto-szczelinowej?

                1
              • Piotr Gąsiorowski pisze:

                Już wyjaśniałem, że zapożyczenie i tak odpada w tym przypadku, bo germańskie *ur nie byłoby zapożyczone jako *ir > *ьr. Ale i tak mamy zawsze germańskie *ϸ, *f → prasłowiańskie *t, *p (*fulka- → *pъlkъ, *fast-/*fastē- → *postъ/*postiti), natomiast germańskie *x → prasłowiańskie *x (a przed samogłoskami przednimi *š; np. *xulma- 'wzgórze’, *xelma- 'hełm’ → *xъlmъ, *šelmъ > chełm, szłom albo *xlaiba- → *xlěbъ). Byłoby dziwne, gdyby słowa zawierające przedgermańskie *t, *p były zapożyczane konsekwentnie przed zakończeniem przesuwki Grimma, a te z *k dopiero po. Natomiast nie byłoby dziwne, gdyby prasłowiański zastąpił innymi dźwiękami tylko te spółgłoski, których nie miał w swoim inwentarzu fonemów.

                3
              • kmat pisze:

                Przepraszam, nieporozumienie z mojej winy. Przy zapożyczeniu tego thorn chodziło mi o sam dźwięk, nie słowo.
                W sumie polski gdy zapożyczał słowa z th konsekwentnie zmieniał je na t, np. eter. To jednak może być tylko kwestia pisowni. Rzecz mnie niepokoi, bo użytkownicy języków nieposiadających th konsekwentnie wymawiają ten dźwięk jako najbliższy spirant, nie spółgłoskę zwarto-wybuchową. O ile przejęcie f jako p wydaje się naturalne, bo to jednak najbliższy odpowiednik, to th jako t nie. Stąd chodzi mi po głowie, że spirantyzacja w pragermańskim może jeszcze się nie zakończyła.

              • Piotr Gąsiorowski pisze:

                Dlaczego w takim razie nie ma ANI JEDNEGO zapożyczenia germańskiego w językach słowiańskich, w którym substytutem *ϸ byłoby *s? Przecież powinno ich być mnóstwo, bo kontakty słowiańsko-germańskie nie sięgają raczej czasów pra-pragermańskich (za duży dystans geograficzny). Jest wiele zapożyczeń „gockich” (wschodniogermańskich) i nieco późniejszych (pra)zachodniogermańskich. Jedne i drugie miały miejsce setki lat po zajściu praw Grimma i Vernera. Na przykład *tewtáh₂ > *ϸeudō → *ϸeudja- zostało zapożyczone do prasłowiańskiego jako *tjudja- > *cudzь.

                Słowa takie jak eter czy teatr zapożyczyliśmy nie z angielskiego lub innego języka używającego [θ], tylko z francuskiego lub niemieckiego, gdzie wymawiano [t] mimo pisowni th. Pisownia oczywiście naśladowała łacińską. Rzymianie tradycyjnie oddawali greckie spółgłoski przydechowe (okresu klasycznego) jako ph, th, ch, choć na ogół nie silili się na realizację przydechu.

                Gdyby najbardziej naturalnym substytutem [θ] było [s], powinniśmy oczekiwać częstej zmiany θ > s. Taka zmiana jest jednak stosunkowo rzadka. Występuje np. w hiszpańskim (seseo), ale możemy tu mieć do czynienia z różnokierunkowym rozwojem dawniejszego hiszpańskiego [ts] (w niektórych dialektach [θ], w innych [s]). Natomiast znam liczne przykłady zmiany t > θ, a także θ > t (ewentualnie θ > f). Co do „konsekwentnej” wymowy zapożyczonego [θ] jako [s], różnie to bywa. Rosjanie czy Ukraińcy nazywają Thackereya Те́керей, a thriller oddają jako три́ллер/три́лер. Teatr nazywał się kiedyś po rosyjsku ѳеа́тръ (feátr) pod wpływem greckim, a po rewolucji przerzucono się na „zlatynizowane” теа́тр (teátr), ale nie znam języka, w którym by mówiono „seatr”.

                3
              • Maciej pisze:

                Seatr brzmi tak jakby wikingowie zobaczyli na swoich podbojach w Europie samochody Seaty i zaczęli nazywać je na swoją modłę czyli z dodatkiem -r na końcu 😀

                1
              • Piotr Gąsiorowski pisze:

                A kiedy próbuję sobie wyobrazić kogoś mówiącego na thriller „sriller”, z jakiegoś powodu przychodzi mi do głowy Przemysław Czarnek.

                6
              • kmat pisze:

                Z zapożyczeniami z greki jest ta kwestia, że one były zapożyczane „na piśmie”, nie z języka mówionego. One nie za bardzo świadczą o czymkolwiek.
                „Dlaczego w takim razie nie ma ANI JEDNEGO zapożyczenia germańskiego w językach słowiańskich, w którym substytutem *ϸ byłoby *s?”
                No właśnie. Dzisiejsi Słowianie nie wymawiają tego jako t.
                „Przecież powinno ich być mnóstwo, bo kontakty słowiańsko-germańskie nie sięgają raczej czasów pra-pragermańskich (za duży dystans geograficzny). Jest wiele zapożyczeń „gockich” (wschodniogermańskich) i nieco późniejszych (pra)zachodniogermańskich. Jedne i drugie miały miejsce setki lat po zajściu praw Grimma i Vernera.”
                Owszem. Tylko, że jeśli Milewski ma rację, to w zasadzie prawo Grimma oznacza w tym przypadku przejście bezdźwięcznych zwarto-wybuchowych w bezdźwięczne przydechowe. Przejście w szczelinowe to tylko dalsza ewolucja bez większego znaczenia dla sprawy. Tak samo jak satemizacja nie wymaga przejścia k’->s (co w wielu językach się stało), wystarczy przejście w afrykatę, jak w sanskrycie.
                Tu może wychodzi problem z rekonstrukcjami – one nie odtwarzają fonetyki a fonologię. A dla niej właściwie nie ma znaczenia, czy np. takie p przeszło w ph, pf, czy f, bo to nie ma znaczenia dla systemu fonologicznego. Tu zwraca uwagę bardzo podobna przesuwka wyskoniemiecka. Ona trwa już ponad tysiąc lat i ciągle się nie zakończyła, w nagłosie jeszcze są afrykaty, nie spiranty.
                „Gdyby najbardziej naturalnym substytutem [θ] było [s], powinniśmy oczekiwać częstej zmiany θ > s. Taka zmiana jest jednak stosunkowo rzadka. Występuje np. w hiszpańskim (seseo), ale możemy tu mieć do czynienia z różnokierunkowym rozwojem dawniejszego hiszpańskiego [ts] (w niektórych dialektach [θ], w innych [s]).”
                Niemieckie z- i -ss-?
                „A kiedy próbuję sobie wyobrazić kogoś mówiącego na thriller „sriller”, z jakiegoś powodu przychodzi mi do głowy Przemysław Czarnek.”
                No i już nie usnę dziś w nocy 🙂

                2
              • Piotr Gąsiorowski pisze:

                Łacina zapożyczała słowa greckie z języka mówionego. Wykształceni Rzymianie z reguły biegle znali grekę. Podobnie było z zapożyczeniami słowiańskimi z greki średniowiecznej. Spółgłoski takie jak [f, x, v] (fi, chi, beta) adaptowano bez problemu, natomiast [θ, ð] (theta, delta) były zastępowane przez [f, d], czyli aproksymowane przez głoski podobne akustycznie. Tak się nie dzieje przy zapożyczeniach „ortograficznych”, tylko wtedy, gdy zapożyczenia dokonuje osoba znająca fonetykę języka źródłowego.

                Milewski nigdzie nie twierdził, że prawo Grimma oznaczało przejście *t w *, a dalszy rozwój jest mało istotny. Niezależnie od tego, jakie były stadia pośrednie między *t a *ϸ, spółgłoska ta musiała być spirantem już w okresie pragermańskim, bo prawo Vernera nie dotyczyło zwartych. Przepraszam najmocniej, ale wymyślanie scenariuszy ad hoc jedynie po to, żeby pasowały do z góry powziętej tezy, że Prasłowianie „nie powinni byli” zastępować *ϸ przez *t, wydaje mi się stratą czasu. Rekonstrukcja, nawiasem mówiąc, nie ogranicza się do fonologii. Wiele szczegółów fonetycznych można zrekonstruować.

                Niemieckie z- i -ss- nie pochodzą od pragermańskiego *ϸ, tylko od *t (z praindoeuropejskiego *d).

                1
              • kmat pisze:

                Niemieckie z- i -ss- oczywiście pochodzą z pragermańskiego t. Ale proces był analogiczny do prawa Grimma. Oryginalna wymowa w staroniemieckim była zapewne bardziej zębowa niż dziś. Ale mniejsza z tym, zostawmy ten temat.
                Jeszcze chciałem zapytać o jedno. Jak właściwie wygląda chronologia praw Grimma i Vasmera? Zasadniczo przyjmuje się chyba, że Grimm był wcześniejszy. Ale prawo Grimma to późna sprawa, zapożyczenia celtyckie mu ulegały. Natomiast reguła Vasmera zależy od akcentu w praindoeuropejskim. Mógł się ten praindoeuropejski akcent utrzymać w pragermańskim aż do epoki żelaza?

              • Piotr Gąsiorowski pisze:

                Vernera, nie Vasmera. Jest jeszcze tzw. prawo Klugego – trzecia część germańskiego kompleksu, nie przez wszystkich akceptowana, choć ciesząca się rosnącym poparciem. Stabilizacja akcentu na pierwszej sylabie jest zjawiskiem dość póżnym. Co jest dziwnego w tym, że ruchomy akcent praindoeuropejski został (częściowo) zachowany w pragermańskim? Przecież zachował się także w prabałtosłowiańskim, staroindyjskim i greckim. Względna chronologia Grimma i Vernera jest trudna. Moim (i nie tylko moim) zdaniem, prawo Vernera jest (wraz z prawem Klugego) chronologicznie wplecione między poszczególne etapy prawa Grimma: późniejsze niż spirantyzacja szeregów *, *T, (która przygotowała warunki dla prawa Grimma) ale wcześniejsza niż etap ostatni, czyli ubezdźwięcznienie szeregu *D.

              • kmat pisze:

                Rozumiem. Choć czy taki scenariusz nie oznacza, że w pewnym momencie pragermański w ogóle nie miał szeregu bezdźwięcznych zwarto-wybuchowych? Byłaby to bardzo dziwna sytuacja.

              • Piotr Gąsiorowski pisze:

                Dlaczego dziwna? Jeśli jakiś język ma tylko jeden szereg spółgłosek zwartych, kontrast dźwięczności jest zneutralizowany, czyli przestaje mieć znaczenie fonologiczne. Tak jest w wielu językach współczesnych. Z fonetycznego punktu widzenia zwarte bezdźwięczne istniały cały czas jako allofony szczelinowych *f, *þ, *x, * w pozycji po innych szczelinowych (*sp, *st, *sk, *skʷ, *ft, *xt), gdzie prawo Grimma było blokowane ze względów fonotaktycznych. Przedgermańskie *b, *d, *g, * pozostawały jakiś czas fonetycznie (choć nie fonologicznie) dźwięczne, ale w końcu utożsamiły się z [p, t, k, kʷ], tracąc dźwięczność. Skutkiem tego była nowa interpretacja grup spółgłoskowych typu *st i *ft, których drugi element zaczęto traktować jako allofon „nowego” *t, pochodzącego od *d. Dlatego dzisiaj tick i stick zawierają ten sam fonem /t/.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *