Dlaczego organizm matki nie odrzuca dziecka, które genetycznie jest „obce”?

To pytanie zadał sobie w 1953 roku Peter Medawar, brytyjski immunolog i późniejszy noblista. Wiedział już wtedy, że organizm odrzuca przeszczep skóry pobrany od innego człowieka. Limfocyty T rozpoznają obce antygeny zgodności tkankowej (HLA) i niszczą tkankę dawcy w ciągu kilku tygodni. Tymczasem płód w macicy to dosłownie półprzeszczep — połowa jego materiału genetycznego pochodzi od ojca, a więc jego komórki mają HLA, których matka nigdy wcześniej „nie widziała”. Mimo to ciąża nie tylko nie kończy się odrzuceniem, ale przez dziewięć miesięcy układ odpornościowy matki aktywnie chroni płód.

Warto w tym miejscu wyjaśnić, czym są cząsteczki HLA. Można je porównać do molekularnego dowodu osobistego; białek wystawionych na powierzchni niemal każdej komórki naszego ciała. Każda komórka prezentuje na nich fragmenty białek, które aktualnie produkuje, jak na tacce. Limfocyty T bezustannie sprawdzają te „dowody”: jeśli widzą fragmenty białek własnych — komórka zostaje w spokoju, jeśli widzą fragmenty wirusów lub białek nowotworowych — komórka zostaje zniszczona.

HLA są najbardziej zróżnicowanym fragmentem ludzkiego genomu (ponad 30 000 wariantów), praktycznie nikt poza identycznymi bliźniakami nie ma identycznego zestawu. Dlatego dobór dawcy szpiku czy nerki jest tak trudny, a niezgodność HLA jest przyczyną odrzucania przeszczepów. I dlatego płód, który dziedziczy połowę HLA od ojca, jest dla układu odpornościowego matki częściowo „obcy” [1,2].

Dziś wiemy, że odpowiedź na paradoks Medawara nie jest pojedynczym mechanizmem, lecz całym systemem wielopoziomowych zabezpieczeń.

PIERWSZĄ linią obrony są komórki trofoblastu, czyli tkanki pochodzenia płodowego, która buduje łożysko i ma bezpośredni kontakt z krwią matki. Trofoblast nie wykazuje na swojej powierzchni klasycznych cząsteczek HLA klasy I (HLA-A i HLA-B), które byłyby celem dla limfocytów cytotoksycznych. Zamiast tego prezentuje nietypową cząsteczkę HLA-G, działającą jak sygnał „spokój, jestem swój” wobec komórek NK (natural killer) i limfocytów T matki [3].

DRUGIM filarem są limfocyty T regulatorowe, w skrócie Treg. Ich rola jest nietypowa, bo nie atakują zagrożeń, tylko hamują układ odpornościowy i pilnują, żeby nie zwrócił się przeciwko własnym tkankom. W błonie śluzowej macicy, na wczesnym etapie ciąży, gromadzi się szczególna odmiana tych komórek, posiadająca białko CCR8 na swojej powierzchni. Takiej populacji nie spotyka się w innych miejscach ciała, co sugeruje, że jest przystosowana właśnie do podtrzymywania ciąży.

Niedawne badanie w Science Immunology pokazało, pokazało, że u kobiet z nawracającymi poronieniami tych komórek jest wyraźnie mniej [4]. Co więcej, u myszy skłonnych do poronień podanie takich komórek pozwalało utrzymać ciążę. To jeden z mocniejszych dowodów, że Treg realnie decydują o tym, czy ciąża się utrzyma.

TRZECI element to przestawienie komórek odpornościowych w samej macicy na inny tryb pracy. W normalnych warunkach komórki te są nastawione na walkę: szukają intruzów i niszczą wszystko, co obce. We wczesnej ciąży zmieniają nastawienie z „atakuj” na „buduj i chroń”, bo zarodek jest w połowie obcy i przy zwykłym trybie zostałby potraktowany jak zagrożenie.

Widać to po makrofagach w łożysku, czyli komórkach, które normalnie pożerają drobnoustroje i wszczynają stan zapalny. W ciąży większość z nich przechodzi w spokojniejszą odmianę zwaną M2, która zamiast podkręcać zapalenie wycisza je i pomaga przebudowywać tkankę, żeby zrobić miejsce dla łożyska.

Podobnie zmieniają się komórki NK, które poza ciążą są jednymi z najgroźniejszych zabójców w układzie odpornościowym. Te w macicy (oznaczane uNK) zachowują się zupełnie inaczej: nie zabijają komórek zarodka, tylko wydzielają substancje, które pomagają łożysku wrosnąć w ścianę macicy i przebudować naczynia krwionośne tak, by lepiej odżywiały dziecko.

Nad całością czuwa białko sygnałowe TGF-β1, które działa tu jak dyrygent. To ono popycha limfocyty w stronę hamujących Treg i pilnuje, żeby przeważał spokojny, przeciwzapalny tryb, a nie ten nastawiony na walkę [5].

CZWARTY mechanizm odkryto dopiero niedawno (2026) i jest najbardziej zaskakujący, bo łączy jelita matki z ciążą. Okazuje się, że bakterie żyjące w jelitach nie zajmują się tylko trawieniem. Rozkładają one tryptofan, czyli białko z pożywienia, i wytwarzają z niego substancje, które wpływają na cały układ odpornościowy matki, w tym na to, co dzieje się w miejscu styku z dzieckiem.

Te substancje działają trochę jak instruktor dla komórek odpornościowych. Uczą je, żeby w miejscu kontaktu matki z płodem produkowały mniej związków podsycających stan zapalny. To ważne, bo nadmiar takiego zapalenia w tym miejscu szkodzi ciąży.

Najlepiej widać to w doświadczeniach na myszach. Samice pozbawione bakterii jelitowych traciły ciąże, czyli dochodziło u nich do obumarcia płodów. Kiedy jednak podano im odpowiednie bakterie (Lactobacillus murinus) albo samą substancję powstającą z tryptofanu, ciąże znów się utrzymywały [6].

U kobiet z nawracającymi poronieniami widać podobne nieprawidłowości w składzie bakterii jelitowych. Trzeba tu wyraźnie zaznaczyć, że na razie głównym dowodem są myszy, a u ludzi mówimy o powiązaniu, nie o udowodnionej przyczynie. Mimo to wniosek jest poważny: stan jelit matki na wiele miesięcy przed zajściem w ciążę może realnie wpływać na to, czy ciąża się utrzyma.

Kiedy ten skomplikowany system zawodzi, pojawiają się problemy. Poronienia nawracające (definiowane jako trzy lub więcej utraty ciąż), stan przedrzucawkowy, wewnątrzmaciczne ograniczenie wzrostu płodu, poród przedwczesny — w każdej z tych patologii znajdujemy ślady immunologicznego rozregulowania: niedobór Treg, nadmiar limfocytów Th1 i Th17, zaburzony balans cytokin, nieprawidłowe HLA-G [7].

Jest jeszcze jedna ciekawa konsekwencja immunologii ciąży. W tym samym czasie, gdy organizm matki toleruje płód, nadal musi bronić się przed infekcjami. Ten kompromis sprawia, że kobiety w ciąży są bardziej podatne na ciężki przebieg niektórych chorób, np. grypy, listeriozy, COVID-19, malarii. Dlatego szczepienia w ciąży, kiedyś traktowane z dużą ostrożnością, dziś są aktywnie zalecane w przypadku grypy, krztuśca, COVID-19 i RSV — przeciwciała matki przenikają przez łożysko i chronią noworodka w pierwszych miesiącach życia, zanim jego własny układ odpornościowy zdąży dojrzeć [8].

Im głębiej patrzymy w immunologię ciąży, tym wyraźniej widać, że nie jest to stan „osłabienia odporności”. To stan jej precyzyjnego przeprogramowania. Organizm matki nie wyłącza obrony, lecz przez dziewięć miesięcy uczy się żyć z istotą, którą w innych okolicznościach by zaatakował. To prawdopodobnie najbardziej wyrafinowany akt immunologicznej dyplomacji, jaki natura potrafi wykonać.

Źródła:

  1. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC2628004/
  2. https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJM200009073431006
  3. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC7784871/
  4. https://www.science.org/doi/10.1126/sciimmunol.ado2463
  5. https://www.frontiersin.org/journals/immunology/articles/10.3389/fimmu.2021.689181/full
  6. https://www.cell.com/cell/fulltext/S0092-8674(25)01318-2?_returnURL=
  7. https%3A%2F%2Flinkinghub.elsevier.com%2Fretrieve%2Fpii%2FS0092867425013182%3Fshowall%3Dtruehttps://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11188918/
  8. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC7579415/

Autor

Agnieszka Szuster-Ciesielska
Agnieszka Szuster-Ciesielska – pracuję naukowo i wykładam. Obszary zainteresowań i popularyzacji wiedzy to wirusologia, immunologia i wakcynologia. Punktuję antynaukę. TT: @AgnieszkaSzust3, FB: Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska.

Możesz również polubić…

4 komentarze

  1. kmat pisze:

    Pytanie czy przez tę przeprogramowaną odporność macjca nie jest w tym czasie bardziej podatna na nowotwory i infekcje?

    • Owszem, „przeprogramowana” odporność ciążowa realnie zwiększa podatność, ale wybiórczo: na konkretne patogeny wewnątrzkomórkowe (Listeria, toksoplazmoza, niektóre wirusy, cięższa malaria), a nie na infekcje w ogóle. Wobec nowotworów nie ma dowodów, że macica staje się bardziej podatna

      1
  2. Michał Berski pisze:

    A czy wiadomo w jaki sposób organizm matki powoduje usunięcia płodu/zarodka z mutacjami letalnymi? Obiło mi się o uszy, ale nie pamiętam skąd, że w przypadku poronień stosunkowo duży procent stanowią zarodków/płodów stanowią takie z mutacjami?

    • Rzeczywiście, bardzo duża część poronień ma podłoże genetyczne. W pierwszych tygodniach ciąży mniej więcej połowa, a według nowszych, dokładniejszych badań nawet około 2/3 poronień wynika z tego, że zarodek ma nieprawidłową liczbę chromosomów. Najczęściej jest to jeden chromosom za dużo albo za mało, na przykład dodatkowy chromosom 16. To błędy, które powstają zwykle przypadkowo, na etapie tworzenia komórki jajowej lub plemnika albo przy pierwszych podziałach zarodka, i najczęściej nie mają nic wspólnego ze zdrowiem czy trybem życia rodziców. Błędy w chromosomach ma nawet około 90% wczesnych zarodków, ale większość z nich obumiera tak wcześnie, że kobieta nie zdąży się nawet zorientować, że była w ciąży. Organizm eliminuje je zanim dojdzie do opóźnienia miesiączki. Skąd ciało matki „wie”, że zarodek jest wadliwy? Kluczowa jest błona śluzowa macicy, która przed zagnieżdżeniem przechodzi specjalną przemianę i staje się swego rodzaju czujnikiem jakości. Zdrowy zarodek wysyła prawidłowe sygnały chemiczne, a zarodek z poważną wadą wysyła słabe albo nieprawidłowe sygnały. Macica to wychwytuje i albo w ogóle nie pozwala takiemu zarodkowi się zagnieździć, albo szybko go odrzuca, jeszcze zanim powstanie trwałe połączenie z krwiobiegiem matki. Dlatego najcięższe wady kończą się bardzo wcześnie, często już na samym etapie prób zagnieżdżenia.

      1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *