Czy zmiany klimatyczne odbiją się na naszej odporności?

Zapraszam na rozmowę o czymś, co dotyczy każdego z nas, choć rzadko o tym myślimy w taki sposób – o tym, jak ocieplający się klimat zmienia pracę naszego układu odpornościowego. Krótka odpowiedź brzmi: tak, klimat odbija się na naszej odporności i robi to już teraz.

Najpierw kilka słów o tle

Działalność człowieka silnie wpłynęła na światowe temperatury. Rok 2024 był pierwszym pełnym rokiem kalendarzowym, w którym średnia temperatura globu przekroczyła granicę 1,5°C powyżej epoki przedprzemysłowej. Rok 2025 okazał się jeszcze cieplejszy, niż wynikałoby z samego efektu cieplarnianego. Fala upałów staje się coraz częstsza i bardziej intensywna, często idzie z nią w parze wysoka wilgotność. Susze, burze pyłowe, powodzie i huragany zmieniają częstotliwość i miejsca występowania. Skutki tych zmian najmocniej uderzają w społeczności o najniższych dochodach, choć to one przyczyniają się do nich najmniej. Najbardziej cierpią seniorzy, dzieci, kobiety w ciąży i osoby z chorobami przewlekłymi.

Wpływ klimatu na zdrowie jest powszechny i wielopoziomowy. Specjaliści spodziewają się wzrostu zachorowalności na choroby układu krążenia, mózgu, metabolizmu, nerek, na choroby zakaźne układu oddechowego, a także na nowotwory i choroby autoimmunologiczne. W dużym badaniu obejmującym ponad 35 000 pacjentów wykazano nawet, że wzrost temperatury ciała o 1°C wiąże się z 3,5% wyższą śmiertelnością po roku, nawet po uwzględnieniu wieku, płci i pory dnia. Temperatura ciała to nie błahostka.

Co ciepło robi z naszą odpornością wrodzoną

Przypomnijmy: odporność wrodzona to ta, z którą przychodzimy na świat. Nie uczy się, nie wzmacnia się po kolejnych spotkaniach z tym samym wirusem i nie tworzy pamięci immunologicznej – po prostu działa szybko i nieswoiście, jak straż pożarna.

I tu pojawia się pierwszy paradoks: umiarkowane podniesienie temperatury ciała do 37–38°C, czyli typowa „dobra” gorączka, poprawia skuteczność wrodzonej odpowiedzi immunologicznej. Komórki sprawniej się przemieszczają, lepiej pożerają patogeny, lepiej rozpoznają zagrożenie. Powyżej 38°C zaczyna się jednak teren niebezpieczny, a jeszcze trudniej jest, gdy taka temperatura utrzymuje się tygodniami. W marcu 2024 roku na sesjach naukowych American Heart Association zaprezentowano badanie, w którym każdy wzrost odczuwalnej temperatury o 5°C u zdrowych ochotników wiązał się ze wzrostem markerów stanu zapalnego i pogorszeniem pracy komórek pamięci immunologicznej. Innymi słowy: nawet zwykły upalny dzień zostawia w nas mały „odcisk”.

Można by zaryzykować hipotezę, że skoro w gorącym klimacie układ odpornościowy jest stale podkręcony, to powinniśmy być bardziej odporni na infekcje. Otóż nie. Przewlekły stres cieplny aktywuje cytokiny prozapalne, takie jak TNF-α i IL-6, prowadzi do stanu, który immunolodzy nazywają „wyczerpaniem” odporności, a w dłuższej perspektywie – do immunosupresji i przewlekłych stanów zapalnych.

Najnowsze prace z 2025 i 2026 roku pokazują, że długotrwałe podwyższenie temperatury aktywuje konkretne szlaki sygnalizacyjne komórek odpornościowych (NLR, TLR), zwiększa stres oksydacyjny i potrafi nawet zostawić ślady epigenetyczne, czyli zmiany w sposobie, w jaki komórka czyta nasz materiał genetyczny. Mówiąc obrazowo: gorąco „przestawia” układ odpornościowy na tryb wiecznej, mało skutecznej obrony.

Bariery, czyli pierwsza linia obrony – skóra i jelita

Odporność wrodzona to nie tylko komórki we krwi. To także fizyczne bariery: skóra i błony śluzowe. Skóra jest naszym największym łącznikiem ze światem zewnętrznym i pełni kluczową rolę w termoregulacji poprzez rozszerzanie naczyń i wydzielanie potu. Wahania temperatury, wilgotności i zanieczyszczeń powietrza zmieniają jej skład, zaburzają jej szczelność, naruszają równowagę mikrobiologiczną i sprzyjają chorobom alergicznym i autoimmunologicznym. Najtrudniej mają niemowlęta, seniorzy i pacjenci z chorobami serca lub nerek, u których termoregulacja działa gorzej.

Drugą wielką barierą są jelita. Ich ściana to fizyczna mozaika ściśle połączonych komórek, w której współpracują komórki odpornościowe i mikrobiota – cała ekipa „dobrych bakterii”. Gdy na zewnątrz robi się gorąco, organizm przekierowuje krew do skóry, żeby się schłodzić. Cierpią na tym jelita, ponieważ naczynia w błonie śluzowej zwężają się, a ściana jelita staje się bardziej przepuszczalna. Najnowsze prace pokazują, że pod wpływem stresu cieplnego ekspresja białek tworzących „uszczelki” między komórkami jelita (klaudyna-1, okludyna) spada nawet o około 40%, a poziom toksyn bakteryjnych w krwi rośnie kilkukrotnie. Ciepło zmienia także skład flory jelitowej i zwiększa stężenie tlenu w jelitach, co sprzyja namnażaniu się bakterii oportunistycznych (opornych na leczenie). Mniej szczelne jelita to więcej alergenów i toksyn wpuszczanych do krwiobiegu, a stąd już prosta droga do alergii, chorób autoimmunologicznych i przewlekłych stanów zapalnych.

Zmiany klimatu i zanieczyszczenie powietrza wpływają również na mikrobiom środowiska wokół nas, czyli te „dobre” bakterie, które na co dzień zasiedlają nasze ciała. Dzieci rodzące się dziś dorastają w nieco innym świecie mikrobiologicznym niż ich rodzice. To z kolei może przekładać się na pracę limfocytów T, na odpowiedź przeciwwirusową i na rozwój alergii już w pierwszych miesiącach życia.

Odporność nabyta – ta, która się uczy

Drugie ramię odporności jest dużo bardziej wyrafinowane. To odpowiedź swoista, dopasowana do konkretnego wroga. Działają tu przeciwciała oraz limfocyty T i B. To one tworzą pamięć immunologiczną, dzięki której organizm następnym razem reaguje błyskawicznie.

W podwyższonej temperaturze limfocyty chętniej wędrują z naczyń krwionośnych do tkanek, gdzie mają największą szansę na spotkanie z patogenem. W krótkim, ostrym przebiegu infekcji to dobra wiadomość. Problem zaczyna się przy przewlekłej gorączce/podwyższonej temperaturze. Badania wskazują, że długotrwały stres cieplny zmniejsza różnicowanie, proliferację i odsetek limfocytów B. To z kolei oznacza niższe miana przeciwciał, słabsze cytokiny i wprost mówiąc – osłabienie odporności. Niedawne dane wskazują nawet na około 6,8% spadek produkcji limfocytów B u osób pracujących w ekstremalnie wysokich temperaturach (badanie z odlewni metalu – świat, w którym temperaturze 50°C nikt się nie dziwi), niższe poziomy przeciwciał klasy IgM i słabszą migrację makrofagów.

Mówiąc bardziej zrozumiale: przewlekłe podwyższenie temperatury ciała zaburza równowagę między różnymi typami komórek odpornościowych, sprawia, że nasze przeciwciała są mniej „wycelowane” w intruza, i utrudnia tworzenie trwałej pamięci immunologicznej, czyli tego, co sprawia, że raz przebyta infekcja chroni nas latami, a nie tygodniami.

Co z tego wszystkiego wynika?

Po pierwsze: ciepło zmienia układ odpornościowy w sposób niejednoznaczny. Krótkoterminowo potrafi go „rozgrzać”, ale przewlekle i intensywnie raczej psuje, zwłaszcza w tym ramieniu, które jest podstawą długotrwałej ochrony, czyli w odporności nabytej.

Po drugie: nasze bariery, skóra i jelita, działają w upale gorzej. To przekłada się na więcej alergii, więcej stanów zapalnych i większą podatność na to, co bakterie i wirusy mają do zaoferowania.

Po trzecie: fale upałów to dziś realne wyzwanie dla zdrowia publicznego, a nie odległy scenariusz. Powinny być przedmiotem szczegółowych badań i konkretnych decyzji politycznych, od ochrony pracowników, seniorów i dzieci w czasie upałów, po systemowe podejście do tego, jak codzienne gorąco zmienia naszą zdolność do obrony przed chorobami.

Czyli: Podwyższenie temperatury o kilka stopni szkodzi odporności, a jak z ludźmi, którzy naturalnie żyją w gorącym klimacie?

To jest jedno z lepszych pytań, jakie można zadać po dotychczasowej lekturze tego tekstu. Odpowiedź brzmi: ludzie żyjący od pokoleń w gorącym klimacie częściowo się adaptują, ale adaptacja nie znosi kosztów zdrowotnych, tylko je przesuwa. To kluczowa różnica i warto się jej przyjrzeć z trzech stron.

Po pierwsze, adaptacja fizjologiczna jest realna. Po 5–14 dniach systematycznej ekspozycji na ciepło u człowieka rośnie objętość osocza, obniża się tętno spoczynkowe, organizm zaczyna pocić się wcześniej i obficiej, a sól tracona z potem jest lepiej zatrzymywana. Na poziomie komórkowym wzrasta ekspresja białek szoku cieplnego (głównie HSP70), które stabilizują inne białka, między innymi czynnik HIF-1α odpowiedzialny za odpowiedź na niedotlenienie. Badania z 2025 roku pokazały, że to właśnie ta oś HSP70-HIF-1α buduje tolerancję ciepła na poziomie komórki. Ludzie z tropików rodzą się też z drobniejszą sylwetką (większy stosunek powierzchni do masy, lepsze oddawanie ciepła) i mają większą gęstość czynnych gruczołów potowych. Czyli: organizm potrafi się przyzwyczaić i robi to dobrze, kiedy tempo ocieplenia jest powolne, a człowiek ma czas, zasoby i wodę pitną.

Po drugie, koszty immunologiczne nie znikają — przesuwają się w stronę chorób przewlekłych i pasożytniczych. Ludność tropikalna od pokoleń żyje w środowisku o wysokiej presji infekcyjnej (pasożyty jelitowe, malaria, denga, leiszmanioza), więc układ odpornościowy jest stale „zajęty”. To prowadzi do trzech zjawisk, które immunolodzy dobrze opisali: do wyższych poziomów IgE, do silniejszej dominacji odpowiedzi typu Th2 (przeciwpasożytniczej) kosztem Th1 (przeciwwirusowej) oraz do mechanizmów tolerancji immunologicznej, w których organizm celowo „przygasza” reakcję, żeby nie żyć w stanie ciągłego zapalenia. Cena? Słabsza odpowiedź na niektóre szczepienia (zjawisko dobrze opisane w Afryce subsaharyjskiej dla szczepionek doustnych; rotawirus, polio OPV, cholera mają tam mierzalnie niższą immunogenność), wyższe ryzyko niedoborowych form białek ostrej fazy oraz większa podatność na nakładające się choroby tropikalne. Mówiąc bardzo skrótowo: organizm nauczył się żyć z gorącem, ale „zapłacił za to” tolerancją, która nie zawsze działa na jego korzyść.

Po trzecie, i to jest sedno problemu klimatycznego: adaptacja chroni przed czymś, co zna i co przychodzi powoli, a nie przed gwałtownymi falami upałów. Nawet u ludności tropikalnej, doskonale „przygotowanej” do 30°C w cieniu, ekstremalne fale o temperaturach +40°C i wysokiej wilgotności powodują dokładnie te same zaburzenia, które opisałam wcześniej – wzrost przepuszczalności jelit, stan zapalny, rozregulowanie limfocytów B. Nauka od lat dokumentuje, że ofiar śmiertelnych fal upałów najwięcej przybywa właśnie w południowej Azji, na Bliskim Wschodzie i w Afryce Subsaharyjskiej, czyli tam, gdzie ludność „powinna być przyzwyczajona”. I jeszcze jedno: adaptacja fizjologiczna jest indywidualna i częściowo odwracalna, wystarczy dwa tygodnie bez ekspozycji, by ją utracić, a adaptacja przez selekcję ewolucyjną wymaga setek pokoleń. Klimat zmienia się o rzędy wielkości szybciej, niż genom zdoła się dostosować.

Krótko mówiąc: tak, ludzie z gorących stref radzą sobie z ciepłem lepiej niż przyjezdny z Polski, ale (a) płacą za to immunologiczną „taryfą” w postaci większej tolerancji i większej podatności na pasożyty oraz słabszą odpowiedź na niektóre szczepienia, i (b) ekstremalne fale upałów uderzają w nich tak samo jak w nas — często mocniej, bo przy słabszej infrastrukturze.

Źródła:

  1. https://doi.org/10.1016/S0140-6736(24)01822-1
  2. https://doi.org/10.1136/bmj.j5468
  3. https://doi.org/10.3390/environments11060131
  4. https://doi.org/10.1101/2025.06.16.659872
  5. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12610153/
  6. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12935683/
  7. https://doi.org/10.1016/j.micpath.2023.106028
  8. https://doi.org/10.1371/journal.pone.0073571
  9. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12851229/
  10. https://www.ijbs.com/v21p0175.htm
  11. https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1355814523011732?via%3Dihub
  12. https://journals.physiology.org/doi/full/10.1152/ajpregu.00039.2011
  13. https://link.springer.com/article/10.1385/CRIAI:26:1:25
  14. https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(24)01822-1/abstract

Autor

Agnieszka Szuster-Ciesielska
Agnieszka Szuster-Ciesielska – pracuję naukowo i wykładam. Obszary zainteresowań i popularyzacji wiedzy to wirusologia, immunologia i wakcynologia. Punktuję antynaukę. TT: @AgnieszkaSzust3, FB: Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska.

Możesz również polubić…

3 komentarze

  1. Artur Kuźdub pisze:

    Tak jasne, dlatego organizm broni się podwyższając temperaturę ciała w gorączce i produkuje interferony. A zima w tym roku zapomniała o globalnym ociepleniu. Już nawet Kaczyński to zauważył, ale nie nasi pseudo naukowcy. Chyba jednak ta ziemia spłonie:))))

    • Myli Pan dwie zupełnie różne rzeczy. Gorączka to krótkotrwałe, kontrolowane podniesienie temperatury ciała przez sam organizm w obronie przed infekcją i właśnie o niej pisałam, że bywa korzystna. Przewlekły stres cieplny z zewnątrz, przez upały trwające tygodniami, to coś odwrotnego: organizm nie steruje nim i nie ma z niego pożytku. To rozróżnienie jest w tekście wyjaśnione wprost.
      Co do „zimnej zimy”: pojedyncza mroźna zima nie podważa globalnego ocieplenia, tak jak jeden chłodny dzień latem nie znaczy, że nie ma lata. Klimat to wieloletni trend średnich temperatur, a nie pogoda za oknem w danym tygodniu i ten trend jest jednoznacznie wzrostowy, co potwierdzają niezależne pomiary z całego świata. Mylenie pogody z klimatem to klasyczny błąd.
      Opieram się na danych i recenzowanych badaniach, a nie na opiniach polityków, niezależnie od tego, kto je wygłasza.

      7
  2. Andrzej Muras pisze:

    Upały bardziej dokuczliwe są w dużym mieście niż na wsi, to fakt powszechnie znany. Wiedzieli o tym starożytni (a jakże) Rzymianie znali i stosowali świetny sposób na złagodzenie tego zjawiska. To nie przypadek, że w Rzymie i innych dużych miastach dawnego Cesarstwa Rzymskiego tak wiele jest fontann. To one skutecznie łagodzą miejski upał. Uczmy się od Rzymian, uruchamiajmy w miastach fontanny.
    Że co. że braki wody? Fontanna z basenem używa tej samej będącej w obiegu zamkniętym wody (warto zastosować w obiegu filtr, układ wyłapuje też pyły z powietrza). Ubytki oczywiście są, ale nie takie znów duże, chyba warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *