EM poleca (#57) Dava Sobel – „Pierwiastki Marii Skłodowskiej-Curie. Jak blask radu oświetlił drogę kobietom w świecie nauki”

Zacznę może od osobistego wspomnienia sprzed ponad pół wieku. Gdy w 1970 roku poszedłem do liceum, w niemal wszystkich salach lekcyjnych obok godła wisiały portrety Gomułki (I sekretarz PZPR) i Cyrankiewicza (premier). Jedna sala była inna – nasza pracownia chemiczna. Tam obok godła był tylko portret Marii Skłodowskiej-Curie (notabene – ten sam wisi do dziś). Mój ulubiony nauczyciel chemii uwielbiał ją, stawiał za wzór. Nic dziwnego, że też mam sentyment do naszej wielkiej badaczki i z przyjemnością czytam każdą książkę o niej.

Zanim przejdę do omówienia treści, parę słów o autorce. Dava Sobel światową sławę zdobyła książką „Longitude” (wyd. polskie „W poszukiwaniu długości geograficznej”), opowiadającą o ludziach, którzy konstruowali chronometry morskie. Kilka książek poświęciła mniej znanym kobietom: od córki Galileusza do kobiet z obserwatorium Harvarda.
Ta, o której piszę, jest poświęcona dokonaniom naszej noblistki, Marii Skłodowskiej-Curie. Znana i ceniona na całym świecie badaczka, opisana już w wielu książkach, ale każda kolejna rzuca nowe światło na jej życie i dokonania. Nie inaczej jest w tym przypadku, ale tu muszę mocno podkreślić wartość dodaną, o której za chwilę. Zacznę jednak od dzieciństwa i młodości. Autorka bardzo szeroko opisuje dzieje rodziny Skłodowskich, jak też nakreśla kontekst historyczny – sytuację Polski pod zaborami, kłopoty z nauczaniem oraz to, co dziś wydaje się szokujące – praktyczny zakaz kształcenia kobiet. Oczywiście mogły one uczyć się szycia, gotowania i innych prac domowych, ale uczelnie były dla nich zamknięte. Większość krajów europejskich była w podobnej sytuacji, wyjątek stanowiła Francja, choć i tam zdobywanie wiedzy było w dużym stopniu ograniczone. Ot, typowy szklany sufit. Trzeba było nie tylko jasnego umysłu, ale też gigantycznej konsekwencji, aby się przebić. Nasza młoda badaczka była jednak bardzo wytrwała. Powoli, ale systematycznie otwierała sobie kolejne drzwi. Po ukończeniu studiów pracowała w niewyobrażalnie trudnych warunkach. Gdy z wizytą do laboratorium przyjechał wybitny niemiecki chemik, Wilhelm Ostwald, opisał szopę państwa Curie jako „coś pomiędzy stajnią a piwnicą na ziemniaki”. Mimo tych gigantycznych trudności i tego, że musiała ręcznie przerabiać tony rudy uranowej, dopięła swego. Udało się jej wyizolować nowy pierwiastek promieniotwórczy – polon. Było to naprawdę sensacyjne odkrycie. Co więcej, małżeństwu Curie udało się scharakteryzować otrzymane pierwiastki i zmierzyć poziom ich promieniowania przy użyciu bardzo czułej aparatury skonstruowanej przez Pierre’a.



Jako chemik muszę wyrazić duże uznanie dla autorki za bardzo klarowne wyjaśnienie wielu całkiem skomplikowanych procesów chemicznych – zarówno klasycznych, jak też jądrowych. Trzeba tu też podkreślić rolę tłumaczki, Amaty-Jo Papaj, która świetnie ominęła liczne rafy w tym trudnym tekście.


Mam jedynie dwie drobne uwagi. W tekście wspomniane jest eka-aluminium, pierwiastek przewidziany przez Mendelejewa, dzisiejszy gal. W języku polskim winien tu być eka-glin. Drugi fragment: „Maria przeplatała ciężką pracę […] mniej fizycznie wyczerpującą pracą nad krystalizacją frakcyjną — wielokrotnie rozpuszczając i destylując osady”. Krystalizacja frakcyjna polega (w skrócie) na wielokrotnym rozpuszczaniu oraz krystalizowaniu (a nie destylowaniu) osadów.


Bardzo podoba mi się też to, że autorka nie skupia się wyłącznie na dokonaniach naukowych badaczki. To jest właśnie ta wartość dodana książki. W swoim tekście opisuje dziesiątki ludzi, z którymi Skłodowska współpracowała czy też miała znaczące kontakty osobiste. Dowiadujemy się też o ich dalszych losach. Widać wyraźnie, że Skłodowska od samego początku dbała, aby w jej laboratorium pojawiało się jak najwięcej mądrych kobiet. Otaczała je niemal matczyną opieką, wspomagała w rozwoju, a następnie wypuszczała w świat. Przyczyniała się również do tego, że coraz więcej kobiet gościło w pracowniach naukowych, nie tylko w Europie, ale także w tak odległych państwach jak Brazylia czy Japonia. Laboratorium Curie było w owym czasie absolutnym światowym centrum nauki o promieniotwórczości.
Dramat, jaki przeżyła w związku ze śmiercią Pierre’a – męża i najbliższego współpracownika – tylko na krótki czas wytrącił ją z rytmu pracy. Była na tyle silną osobowością, że dość szybko się pozbierała i ze zdwojoną mocą zabrała do dalszej pracy, która stała się dla niej swoistą realizacją testamentu przedwcześnie zmarłego towarzysza życia.
Powoli, ale systematycznie otwierała sobie kolejne drzwi i przebijała szklane sufity. Już nie tylko była pierwszą kobietą profesorem na francuskiej Sorbonie, ale to światowe towarzystwa naukowe zaczęły zabiegać o to, aby została ich członkinią. Na belgijskim kongresie Solvaya była jedyną kobietą zapraszaną do grona kilkudziesięciu najwybitniejszych umysłów tamtych czasów, ludzi, którzy dyskutowali o najtrudniejszych problemach ówczesnej nauki.
Oprócz dokonań Marii Skłodowskiej-Curie w książce znajdziemy też spore fragmenty omawiające prace jej córki, Irene, jak też zięcia, Frédérica Joliot-Curie, którzy także wnieśli znaczący wkład do nauki o radioaktywności.

Książkę zamyka lista osób, które były zaangażowane w badanie promieniotwórczości. Warto zauważyć, jak wiele kobiet tam znajdziemy. Większość z nich to bezpośrednie lub pośrednie wychowanki naszej uczonej. Na samym końcu znajdziemy też podręczny słowniczek pojęć związanych z radioaktywnością, bardzo cenny dla czytelników mniej obeznanych z tematem. Bardzo mi się spodobał także pomysł z umieszczeniem w tytułach rozdziałów nazw konkretnych pierwiastków, które w nich występują.

Reasumując: książkę z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim, nie tylko osobom zainteresowanym tematyką promieniotwórczości czy też życiem Marii Skłodowskiej-Curie. Jest napisana prostym, klarownym językiem i zawiera naprawdę wiele ciekawych informacji.

Dane bibliograficzne

Autor: Dava Sobel
Tłumaczenie: Amata-Jo Papaj
Wydawnictwo: Helion
liczba stron: 320
ISBN: 9788328930087
Rok wydania: 2026

Autor

Mirosław Dworniczak
Jestem emerytowanym chemikiem, który nadal pisze o rozmaitych sprawach, głównie na łamach miesięcznika „Wiedza i Życie”. Interesuję się naukami ścisłymi, twórczością Leonarda Cohena, popularyzuję e-papierosy jako metodę wychodzenia z nałogu palenia tytoniu. Słucham dobrej muzyki z lat 60. i 70. oraz tzw. piosenki autorskiej (poezji śpiewanej). Bardzo lubię czytać książki – różne, różniste.
Twitter: Mirek „Stary Chemik”
BlueSky: ‪@oldchemist.bsky.social‬

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *