Wyżej, niżej. Część 3: Dobre imię dla chłopczyka
Pozostałe części serii
Część 1. Wysoko
Część 2. Nisko
Ten wpis stanowi część cyklu Etymologiae. O pochodzeniu słów
Wstęp
Często się zdarza, że język rozpada się na dwa lub więcej języków potomnych, które dziedziczą po wspólnym przodku dużą część słownictwa. Zdatrza się też, że w jednym i tym samym języku powstają słowa zawierające ten sam rdzeń, ale wyposażony w różne przyrostki. Słowa pokrewne z początku pozostają do siebie podobne, ale w miarę upływu czasu podlegają niezależnym zmianom i podobieństwo między nimi maleje tak dalece, że tylko specjalista jest w stanie dostrzec ich pokrewieństwo.
Ale bywa i na odwrót. Słowa, których nie łączy żadne pokrewieństwo, mogą się do siebie upodobnić – choćby dlatego, że wyrażają jakieś koncepty tworzące naturalną parę znaczeń. Ludzie mówiący danym językiem języka używają ich często razem i oczekują jakiegoś podobieństwa brzmienia, które wzmacniałoby związek znaczeniowy.
Praindoeuropejskie *up‑s‑ ‘↑’ i *ni ‘↓’ nie były do siebie podobne i z pewnością nie miały wspólnego przodka. Miały jednak znaczenia przeciwstawne, a przez to stworzyły parę związaną relacją kontrastu semantycznego. W języku prasłowiańskim rozwinęły się z nich słowa pochodne: rzeczowniki *vysь, *nizъ, przymiotniki *vysokъ, *nizъkъ, przysłówki *vyše, *niže itd. Nie były jeszcze zbyt podobne do siebie nawzajem, ale niewiele trzeba, żeby stworzyć dogodne warunki dla pojawienia się konwergencji, czyli narastania podobieństwa, które nie wynika z pokrewieństwa.
Siła analogii
W przypadku interesujących nas słów punktem zaczepienia dla procesu konwergencji był fakt, że język prasłowiański odziedziczył nie samo *ni, ale złożenie *ni‑h2ǵ‑o‑, w którym *ǵ zmieniło się w słowiańskie *z. A poniewaź *up‑s‑ kończyło się na *s, wyrazy oznaczające wzniesienie i obniżenie stały się (przez czysty przypadek) trochę podobne w wymowie: oba zawierały samogłoski wysokie (*y, *i), po których następowała spółgłoska szczelinowa o artykulacji zębowej (*s, *z). Mniejsza o to, że samogłoski nie były identyczne, a spółgłoski różniły się dźwięcznością. Ważną okolicznością sprzyjającą konwergencji był fakt, że podobieństwo rozciągało się także na często używane przysłówki *vyše, *niže. W tej parze słów spółgłoski zadziąsłowe *š i ž powstały z połączeń *sj i *zj. Półsamogłoska *j była pierwotnie częścią indoeuropejskiego przyrostka tworzącego stopień wyższy (*‑jos‑).
Podobieństwo słów tworzących „naturalną” parę znaczeń jest czymś, czego użytkownicy języka mogą oczekiwać. Jeśli podobieństwo nie jest dostatecznie wyraziste, pojawia się skłonność do faworyzowania zmian, które powodują jego wzmocnienie. W staropolszczyźnie istniała z początku para wyrazów wysz : niz. Nasi przodkowie eksperymentowali z ich zharmonizowaniem, uogólniając z jednej strony dźwięczność końcowej spółgłoski niz, a z drugiej – zadziąsłowe miejsce artykulacji wysz. W rezultacie powstały formy hybrydowe: wyż i niż. Jeszcze łatwiej było zharmonizować wyszéj i niżéj. Wystarczyło udźwięcznić spółgłoskę w pierwszej formie, aby wyżéj i niżéj zaczęły się rymować. Następnie inne słowa pokrewne przejmowały ż, szerzące się wskutek działania analogii.
Konwergencja tego typu przypomina inne zmiany motywowane psychologicznie, jak kontaminacja (zmieszanie wyrazów kojarzących się znaczeniowo), często zachodząca pod wpływem etymologii ludowej, czyli naiwnego wnioskowania o pochodzeniu wyrazu i jego strukturze morfologicznej na podstawie powierzchownego podobieństwa do innych wyrazów. Przykłady takich procesów omawiałem tu wielokrotnie (np. tutaj, tutaj i tutaj). Ich wspólną cechą jest próba „uporządkowania” słownictwa poprzez nadanie wyrazom postrzeganym jako spokrewnione znaczeniowo pozorów wspólnego pochodzenia.
Podatność na zmiany
Podstawowe przymiotniki wysoki, niski (wraz ze swoimi formami deklinacyjnymi oraz przysłówkami wysoko, nisko) występują w wypowiedziach stosunkowo często, podobnie jak przysłówki stopniowane (naj)wyżej, (naj)niżej, natomiast np. rzeczowniki wyż, niż (wraz z formami odmiany) są rzadsze o całe rzędy wielkości. Słowa często używane są w większym stopniu chronione przed modyfikacjami po prostu dlatego, że ucząc się języka, szybciej i skuteczniej je zapamiętujemy. Nie znaczy to, że słowa takie nie mogą się zmienić, ale prawdopodobieństwo, że ulegną na przykład wpływowi analogii upodabniającej, jest mniejsze niż w przypadku słownictwa rzadziej używanego. Gdyby tak nie było, być może powstałaby kolejna para wyrazów podobnych, np. „wyżki, niżki”, pasująca do reszty schematu. Przymiotniki stopniowane (naj)wyższy, (naj)niższy są co prawda też bardzo częste, ale zmiana wyszszy > wyższy dotyczyła jedynie pisowni, bow wymowie spółgłoska i tak pozostała bezdżwięczna.
Z drugiej strony, aczkolwiek wyżyna (pierwotna wyszyna) i nizina niewiele się różnią częstością występowania (w dodatku niewielką w porównaniu z przymiotnikami), druga z nich zachowała pierwotną formę i nie stała się „niżyną”. Nie da się tego wytłumaczyć efektem częstości. Po prostu zmiany powodujące konwergencję są do pewnego stopnia losowe, mogą więc pozostawić sporadyczne wyjątki nawet wśród słów, które wydawałyby się szczególnie narażone na ich działanie. Przypomnę też, że forma wyszéj, choć występowała często, została mimo to zastąpiona przez wyżéj, więc także duża częstość nie zawsze skutecznie zapobiega przekształceniom.

Wyzyj albo nizyj
Żeby zilustrować działanie przypadkowych skojarzeń inspirowanych przez podobieństwo brzmienia, zakończę ten wpis anegdotą z rodzinnych stron moich dziadków (południowo-zachodnie Mazowsze). Na wszelki wypadek wyjaśniam, że gwary tamtejsze należą do mazurzących, więc standardowemu polskiemu ż odpowiada w nich z. Wyżej i niżej wymawiane są jako wyzyj, nizyj (y w drugiej sylabie kontynuuje dawne é). A było to tak:
Młodemu małżeństwu na wsi urodził się synek. Rodzice długo się naradzali nad imieniem dla pierworodnej pociechy, chcieli bowiem, żeby brzmiało dźwięcznie i niepospolicie. W końcu umyślili, że jest takie jedno imię dobre dla chłopczyka: Dionizy. Ojciec udzielił wskazówek chrzestnemu. W dniu chrztu kumowie stawili się z niemowlęciem przy chrzcielnicy.
– Jakie imię wybrano dla dziecka? – pyta proboszcz.
Tu ojciec chrzestny uświadamia sobie, że zapomniał. Ma imię na końcu języka, ale w głowie pustkę. Zerka na kumę i widzi po jej minie, że z tej strony nie doczeka się pomocy. Nie poddaje się jednak.
– Jakoś tak… „wyzyj” albo „nizyj”, prosę księdza. Wyzyj… nizyj…
Zniecierpliwiony ksiądz spojrzał na dziecko i machnął ręką.
– Niech ci będzie Wojtek na imię. I tak będziesz do pasionki.
Opis ilustracji
Ilustracja w nagłówku. Zob. część 1.
Ryc. 1. Święty Dionizy, patron Francji i Paryża, biskup męczennik z III w. n.e. Głowa św. Dionizego znajduje się, jak widać, „nizyj” niż zwykle. Święty ten zaliczany jest do kategorii „cefaloforów” (lub kefaloforów): po egzekucji podniósł własną ściętą głowę i przeszedł z nią kilka kilometrów, zanim ostatecznie wyzionął ducha. Rzeźba z portalu katedry Notre-Dame w Paryżu. Foto: Thesupermat 2011 (zaadaptowane). Źródło: Wikimedia (licencja CC BY-SA 3.0).
Autor
-
Językoznawca specjalizujący się w językoznawstwie historycznym, badaniu zmian językowych i językoznawstwie ewolucyjnym. Miłośnik nauk ścisłych i przyrodniczych ze szczególnym naciskiem na biologię, nie tylko ze względu na jej powiązania z językoznawstwem i analogie między ewolucją organizmów i języków. Gorący zwolennik popularyzowania nauki i niezamykania się naukowców w wieży z kości słoniowej.
X (Twitter): @P_Gasiorowski,
BlueSky: @piotrgasiorowski.bsky.social
Ostatnie wpisy
językoznawstwo10 kwietnia 2026Trzy zapomniane prefiksy. Część 1: Sąpierz i jego sąsiedzi z Santoka
językoznawstwo3 kwietnia 2026Wyżej, niżej. Część 3: Dobre imię dla chłopczyka
językoznawstwo20 marca 2026Wyżej, niżej. Część 2: Nisko
językoznawstwo16 marca 2026Wyżej, niżej. Część 1: Wysoko


