EM poleca (#51): Marta Tomczok – Blizny

Już po przeczytaniu kilku stron zakochałem się w tej książce. Bardzo lubię reportaże, a ten ujął mnie zarówno treścią, jak i ogromem wiedzy autorki. Nie bez znaczenia jest dla mnie fakt, że w jednym z rozdziałów pisze ona o terenach, na których mieszkałem od połowy lat 60. do połowy 70., a mianowicie okolicach Konina. Tam też są tytułowe blizny związane z okolicznymi odkrywkami węgla brunatnego. Ale autorka zjeździła kawał Polski, szukając blizn – od Worka Turoszowskiego przez Zagłębie Miedziowe w okolicach Lubina, Konińskie aż do okolic Bełchatowa, Tarnobrzega czy Rybnika. Drobiazgowo opisuje proces znikania miejscowych wiosek, kościołów, sadów i pól. Interesują ją jednak nie tylko olbrzymie zmiany samych krajobrazów, ale przede wszystkim losy ludzi, których ówczesna władza przesiedlała. Czasem były to sytuacje dramatyczne, szczególnie wtedy, gdy zmuszone do całkowitej zmiany otoczenia były rodziny mieszkające w danym miejscu od wielu pokoleń. Autorka rozmawia z ludźmi, którzy w tamtych czasach byli w większości małymi dziećmi. Okazuje się, że w wielu przypadkach doskonale pamiętają tamte chwile, gdy przyszło się żegnać z domem, w którym się urodzili i dorastali. Ludzie ci mają swoiste blizny w pamięci. Marta Tomczok wraz z byłymi mieszkańcami kilkudziesięciu wiosek spaceruje po tych terenach, ogląda stare zdjęcia dokumentujące już dawno zburzone miejsca, zagląda do urzędów i przegląda dziesiątki dokumentów. Często cytuje artykuły publikowane w PRL-owskiej prasie, która uprawiała propagandę sukcesu. Tam mało było o ludziach i ich dramatach (czasem wręcz nic), zamiast tego były tony wydobytego węgla czy siarki, megawatogodziny wyprodukowanej energii.

W swoim tekście przekopuje historie miejsc, ale przede wszystkim ludzi. Czy rozdrapuje blizny? Nie sądzę. Raczej stara się je gładzić, aby już nie bolały. Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem empatii autorki.
Muszę też pochwalić wielką pracę, jaką wykonała, aby zdobyć naprawdę imponującą wiedzę zarówno o odwiedzanych miejscach, jak też o tym, co tam widzi. Nie są jej obce czysto techniczne pojęcia, takie jak zwałowarka, nadkład, złoże czy nawet wysoce specjalistyczne geologiczne zlustrowanie.
Całość jest napisana pięknym językiem – wiadomo, polonistka. Pani Tomczok dodatkowo wplata w swoją opowieść historie osobiście zapisane przez ludzi wyrwanych ze swych wiosek, czasem ich wiersze opisujące nieistniejące już miejsca. Tysiące przejechanych kilometrów, setki rozmów z ludźmi. Precyzyjny portret chwil, które minęły, tym cenniejszy, że coraz mniej jest świadków tamtych czasów.
Sporo dowiedziałem się o tamtych miejscach i czasach. Było też parę zdziwień. Dotychczas myślałem, że bracia czescy byli raczej w Wielkopolsce, w Ostrorogu, a potem w Lesznie. A tymczasem odnajdujemy ich pod Bełchatowem. Wysiedlani dzielą oczywiście los polskich katolików, ale nadal istnieje tam duża parafia.
Trochę żałuję, że autorka, będąc w pobliżu Konina, nie zajrzała w okolice dawnej huty aluminium w Malińcu. Co prawda nie było tam masowych wysiedleń, nie ma wykopów ani hałd, ale okolica wydziału elektrolizy (szczególnie w kierunku wschodnim) w latach 70. i 80. przypominała krajobraz księżycowy pokryty pyłem, a zawartość fluoru w okolicznych wodach i glebie przekraczała normy kilkaset razy. Na szczęście huty jako takiej już tam nie ma, pozostała walcownia. Przyroda powoli odżywa. To oczywiście żaden zarzut, tylko drobna uwaga. Może w drugim wydaniu pojawi się jakiś mały rozdział.

Podsumowując: gorąco namawiam do przeczytania tej książki, nie tylko miłośników ekologii, historii PRL czy ogólnie reportażu. Nie zawiedziecie się.

Dane bibliograficzne:

Autor: Marta Tomczok
Tytuł: Blizny
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-8396-293-1
Rok wydania: 2026

Autor

Mirosław Dworniczak
Jestem emerytowanym chemikiem, który nadal pisze o rozmaitych sprawach, głównie na łamach miesięcznika „Wiedza i Życie”. Interesuję się naukami ścisłymi, twórczością Leonarda Cohena, popularyzuję e-papierosy jako metodę wychodzenia z nałogu palenia tytoniu. Słucham dobrej muzyki z lat 60. i 70. oraz tzw. piosenki autorskiej (poezji śpiewanej). Bardzo lubię czytać książki – różne, różniste.
Twitter: Mirek „Stary Chemik”
BlueSky: ‪@oldchemist.bsky.social‬

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *