EM poleca (#47) David Attenborough, Colin Butfield – „Ocean. Ostanie dzikie miejsce”

Wielki człowiek i morze

Sir Davida Attenborough nie trzeba chyba specjalnie przedstawiać. Karierę jako charyzmatyczny prezenter telewizyjnych programów przyrodniczych produkowanych przez BBC rozpoczął w roku 1954, a cykle takie jak Life on Earth (Życie na Ziemi) i The living planet (Żyjąca planeta) uczyniły go żywą legendą – jednym z najbardziej znanych i rozpoznawalnych ludzi na Ziemi. O uznaniu jego zasług jako popularyzatora biologii, a w ostatnich dziesięcioleciach także działacza na rzecz globalnej ochrony środowiska, dobitnie świadczy fakt, że ponad pięćdziesiąt gatunków lub rodzajów – zarówno żyjących, jak i kopalnych – nosi nazwy związane z jego nazwiskiem.

8 maja tego roku David Attenborough skończy sto lat. Rok wcześniej uczczono jego dziewięćdziesiąte dziewiąte urodziny premierą pełnometrażowegi filmu dokumentalnego Ocean with David Attenborough (David Attenborough: Świat oceanów). Równolegle powstała (we współautorstwie z Colinem Butfieldem) książka Ocean. Earth’s last wilderness (Ocean. Ostatnie dzikie miejsce), nie powielająca treści filmu, ale oczywiście związana z nim tematycznie. Jeszcze w tym samym roku 2025 ukazał się jej polski przekład (w tłumaczeniu Sławomira Królaka) firmowany przez Wydawnictwo Poznańskie.

Ziemski ocean dzieli się na wielkie naturalne baseny, także zwane oceanami. Według aktualnej klasyfikacji mamy ich pięć (o czym chyba nie każdy wie): Ocean Spokojny, Atlantycki, Indyjski, Południowy i Arktyczny. David Attenborough odwiedził je wszystkie; angażował się także w badania i ochronę ich ekosystemów. Pisze więc o rzeczach, które zna z własnego doświadczenia, a opowiada o nich w książce równie zajmująco, jak w filmach dokumentalnych. Pomijając prolog („Za życia jednego płetwala błękitnego”) i podsumowanie („Za życia jednego człowieka”) główna część książki („Świat naszego oceanu”), opowiada o różnych oceanach i środowiskach oceanicznych – o tym, co na ich temat mówią najnowsze badania naukowe, jakie mają znaczenie dla ludzi, jak się zmieniły w ostatnim czasie, co im zagraża i co możemy zrobić, żeby je uratować i przywrócić im naturalną świetność. Dowiadujemy się także o globalnym znaczeniu procesów naturalnych zachodzących w oceanie.

Ocean jest największą i nadal najbardziej tajemniczą częścią naszej planety. Nawet czytelnik, który wie coś na temat biologii morza, z pewnością dowie się mnóstwa nowych, często zaskakujących rzeczy, czytając rozdziały poświęcone rafom koralowym, głębinom oceanu, otwartym wodom pelagicznym, podwodnym lasom listownic, Arktyce, namorzynom na styku oceanu z lądem, wyspom oceanicznym i górom podmorskim oraz Oceanowi Południowemu otaczającemu Antarktydę – jedyny kontynent nieskolonizowany przez człowieka. Jest to wyjątkowo satysfakcjonująca lektura, poszerzająca ogólną wiedzę czytelnika i pogłębiająca zrozumienie nieoczekiwanych związków między z pozoru odległymi regionami biosfery. Czy wiecie, na przykład, że pierwsza pandemia cholery w roku 1817 (podobnie jak kilka kolejnych, które po niej nastąpiły w XIX w.) była konsekwencją wycinki lasów namorzynowych w delcie Gangesu?

Odrobina optymizmu i wiary w człowieka

Co ciekawe, David Attenborough, choć w pełni świadom ogromu szkód – częściowo nieodwracalnych, jak np. skutki globalnego kryzysu klimatycznego – wyrządzonych środowiskom oceanicznym przez człowieka, jest mimo to ostrożnym optymistą. Podaje wiele pozytywnych przykładów działań, które okazały się nadspodziewanie skuteczne, jak np. międzynarodowe zakazy polowań na foki i walenie, ambitne programy lokalnej ochrony szczególnie cennych ekosystemów (raf koralowych, lasów listownic, atoli itp.) czy „odpolitycznienie” Antarktydy. Podkreśla także, że ochrona przyrody nie jest sprzeczna z interesami ludzkości. Na przykład rybołówstwo można z powodzeniem uprawiać w sposób wydajny, ale zrównoważony, nie dewastując zasobów naturalnych, nie przerywając łańcuchów troficznych oceanu i nie szkodząc jego bioróżnorodności. Podejście bezmyślnie rabunkowe zagraża przetrwaniu gatunków żyjących w oceanie, ale podcina także podstawy naszej własnej egzystencji. Nie przypadkiem szczególnie skuteczne okazują się te inicjatywy ochrony i rewitalizacji środowisk oceanicznych, które angażują społeczności ludzkie mieszkające na wyspach lub wybrzeżach oceanu i w dużym stopniu utrzymujące się dzięki jego zasobom.

David Attenborough i ocean (Wielka Rafa Koralowa). Department of Foreign Affairs and Trade (Australia), licencja CC BY 4.0.

Grzechy tłumacza i wydawcy

Wydawnictwu Poznańskiemu należy się wdzięczność za uprzystępnienie książki czytelnikowi polskiemu. W tej beczce miodu jest jednak spora dawka dziegciu. Chodzi o nierówną – mówiąc delikatnie – jakość językową przekładu. Wyobrażam sobie, że chęć wydania jeszcze w tym samym roku grubej książki (ponad 400 stron wraz z bibliografią i końcowymi ilustracjami) wiązała się z presją czasową i nieprzekraczalnymi terminami na przygotowanie tekstu. Nie powinno to jednak zwalniać tłumacza od profesjonalnej staranności, a wydawnictwa od korekty.

Tymczasem w polskiej wersji Oceanu roi się od usterek wszelkiego typu. Przytoczę tylko kilka przykładów, które jednak niestety nie są sporadycznymi „wypadkami przy pracy”. W rozdziale „Arktyka” (str. 211) czytamy: „To świat, który narwale przemierzają właśnie takimi szczelinami w lodzie na obszarze liczącym wiele milionów kilometrów, na którym wiekowe wieloryby nawołują się w promieniu sięgającym ogromnych odległości”. Dwie strony dalej: „[…] nie będziemy już musieli zadawać sobie pytań w rodzaju: skąd w organizmie niedźwiedzia polarnego wzięły się środki zmniejszające palność?” Na kolejnej stronie dowiadujemy się, że nazwa „mors” pochodzi z języka niderlandzkiego. Jest to prawda, jeśli chodzi o angielskie walrus, ale na pewno nie polskie mors. Tłumacz powinien być wrażliwy na takie pułapki przekładu. Na str. 258 pojawia się jednostka miary nieznana ortodoksyjnej nauce: „hektary kwadratowe”. Są też całe zdania tak kuriozalne, że czytelnik zastanawia się, jakim cudem przeszły przez kontrolę jakości. W opisie namorzynów (str. 246) czytamy: „Nietoperze opuszczają kryjówki, by w locie łowić ryby, jak sugeruje sama ich nazwa”. Ocean Południowy (str. 312) opisany jest jako „[…] przestwór morski rozciągający się od wybrzeża Antarktydy do miejsca, w którym zbiega się pięć wielkich przylądków półkuli południowej, a mianowicie afrykański Przylądek Dobrej Nadziei, południowoamerykański przylądek Horn, South Cape (Whiore) w Nowej Zelandii, Przylądek Południowo-Wschodni na Tasmanii i australijski przylądek Leeuwin”. Proszę łaskawie wskazać na mapie miejsce, gdzie zbiegają się te przylądki. Na str. 317: „Przez wieki to, co leżało poza znanym lądem południowych przylądków, było przedmiotem debat i tajemnic”.

Osobny temat to tłumaczenie terminologii biologicznej. Ryby oceaniczne określane po angielsku jako chub lub bream nie są w rzeczywistości „kleniem” ani „leszczem”. Biolog prawdopodobnie wolałby, żeby strzykwy nie nazywać po polsku „ogórkiem morskim”. Dla odmiany wiele nazw przełożonych jest niewolniczo na podstawie polskiej Wikipedii, a podawane przez nią warianty umieszczane są w nawiasach. Ten sam gatunek żółwia na str. 292 określony jest najpierw jako „żółw zielony (jadalny)”, a chwilę później, żeby nie było nudno, jako „żółw jadalny (zielony)”.

Defekty takie jak rażące łamańce stylistyczne (zwłaszcza tam, gdzie przekład zbyt sztywno trzyma się składni angielskiej) czy brak zgody gramatycznej między elementami zdania niestety mnożą się w tekście. Program ochrony nadmorskich obszarów hrabstwa Sussex w Anglii, Weald to Waves, oznacza „od [wzgórz] Wealdu do fal [morskich]”. Tłumacz przełożył tę nazwę jako „od Weald do Wave”, co nie znaczy nic ani po angielsku, ani po polsku. Wpadki translatorskie tego typu mogą wskazywać na niedostatecznie kontrolowane przez człowieka wspomaganie się w pracy sztuczną inteligencją. Nie ma nic złego w używaniu takich narzędzi, ale pamiętajmy, że AI powinna wspierać, a nie zastępować inteligencję naturalną.

Nadmierny pośpiech jest, jak widać, kiepskim doradcą. Książka jest mimo wszystko warta lektury (dostałem ją w prezencie świątecznym i bardzo się ucieszyłem). Sugerowałbym jednak, żeby ewentualne wznowienie polskiego wydania poprzedzone było cierpliwym oczyszczeniem tekstu z usterek, choćby nie udało się dotrzymać jakichś terminów. Sir David Attenborough – dostojny i długowieczny jak wal grenlandzki – na pewno na to zasługuje.

Dane bibliograficzne

David Attenborough, Colin Butfield. 2025. Ocean. Ostatnie dzikie miejsce. Wydawnictwo Poznańskie. Przekład: Sławomir Królak. ISBN: 9788368479041.

Oryginał

David Attenborough, Colin Butfield. 2025. Ocean. Earth’s last wilderness. Grand Central Publishing. ISBN: 9781538772317.

Autor

Piotr Gąsiorowski
Językoznawca specjalizujący się w językoznawstwie historycznym, badaniu zmian językowych i językoznawstwie ewolucyjnym. Miłośnik nauk ścisłych i przyrodniczych ze szczególnym naciskiem na biologię, nie tylko ze względu na jej powiązania z językoznawstwem i analogie między ewolucją organizmów i języków. Gorący zwolennik popularyzowania nauki i niezamykania się naukowców w wieży z kości słoniowej.
X (Twitter): @P_Gasiorowski,
BlueSky: @piotrgasiorowski.bsky.social‬

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *