EM poleca (#44) Sarah Scoles – „Zawsze, nigdy. Przyszłość broni jądrowej”
Tuż po teście Trinity, który miał miejsce na poligonie w Nowym Meksyku, dyrektor techniczny Kenneth Bainbridge, zwracając się do Roberta Oppenheimera, powiedział: „Now we’re all sons of bitches” (ang. Teraz wszyscy jesteśmy sukinsynami). Trzeba przyznać, że dziś, po ponad 80 latach, te słowa brzmią niezwykle aktualnie. Niestety.
Kilka tygodni po Trinity na mocy decyzji podjętej przez polityków, bez udziału naukowców, dwie bomby zostały zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki, odbierając życie tysiącom ludzi. Dość szybko okazało się, że po drugiej stronie żelaznej kurtyny także powstaje atomowe mocarstwo – Związek Radziecki. Rozpoczął się straszny wyścig zbrojeń, który właściwie trwa do dziś. Obie strony szachują się tysiącami głowic jądrowych, które mogą zamienić naszą Ziemię w zgliszcza. Do powszechnego użycia wszedł złowieszczy akronim MAD (Mutually Assured Destruction – wzajemnie gwarantowane zniszczenie, ale jednocześnie „mad” to po angielsku „szalony”).
Problemom związanym z tymi wszystkimi sprawami poświęciła swoją książkę amerykańska dziennikarka naukowa Sarah Scoles. Nie znajdziecie w tym tomie szczegółowych opisów amerykańskich silosów atomowych, głowic czy rakiet, które mogą je przenosić. Ta książka to głównie rozmowy z ludźmi, często o sprawach bardzo szczegółowych. Autorka próbuje zgłębić problem w dużym stopniu filozoficzny – jak to jest, że ludzie będący naukowcami czy inżynierami, uczestniczą w pracach nad bronią atomową. Aby zanalizować ten temat, przeprowadziła wiele rozmów. Przede wszystkim z naukowcami zajmującymi się kwestiami związanymi bezpośrednio lub pośrednio z bronią jądrową, ale też z osobami odpowiedzialnymi za sprawy polityczne, w tym takimi, które pracowały nad międzynarodowymi porozumieniami zmierzającymi do ograniczenia prób jądrowych. Ale nie tylko – bardzo ciekawe są dyskusje z ludźmi specjalizującymi się w tak egzotycznych dziedzinach, jak kryminalistyka nuklearna czy antropologia nuklearna. Są to nauki stosunkowo nowe, wymagające naprawdę rozległej i specjalistycznej wiedzy.
Scoles zwraca uwagę na swoisty paradoks. Traktat o całkowitym zakazie prób jądrowych po wielkich bólach podpisano jesienią 1996 roku. Ostatnie próby jądrowe miały miejsce: w atmosferze w 1980 roku, a pod ziemią w 1996 roku – obie przeprowadzono w Chinach. Tak naprawdę ostatnia próba miała miejsce w 2017 roku w Korei Północnej (kraj ten nie podpisał wspomnianego traktatu). I teraz jest problem. Wiadomo, że zaufanie to jedna sprawa, a sprawdzanie – druga. Wiele ośrodków w USA (i zapewne na całym świecie) pracuje nad systemami, które zdalnie wykrywają wybuchy jądrowe. Detekcja jest oczywiście z powietrza (w tym z kosmosu), ale też w ziemi (czujniki sejsmiczne) i nad ziemią (wykrywanie impulsów elektromagnetycznych). Mamy zaawansowany sprzęt, wszelakie czujniki, komputery, ale nie można przetestować systemu, bo… no właśnie, nie wolno prowadzić takich prób. Pozostają próby z konwencjonalnymi materiałami wybuchowymi oraz symulacje komputerowe, które z definicji nie są w stanie zastąpić realnych testów detekcji wybuchów jądrowych. No i mamy impas.
Ten impas niestety trwa, a problem narasta m.in. dlatego, że arsenał jądrowy musi być cały czas odnawiany i unowocześniany. Spora część głowic w obecnym arsenale jest ewidentnie przestarzała, ich wiek przekracza kilkadziesiąt lat. Bardzo powoli są wymieniane na nowe modele. Problem w tym, że trzeba je montować, nie mając możliwości ich przetestowania. A przecież muszą w razie czego zadziałać. Kłopoty są nie tylko z produkcją samych głowic, dotyczą też samych rdzeni plutonowych, ponieważ produkcja tego metalu jest skrajnie niebezpieczna i wymaga współpracy wielu firm i tysięcy ludzi. A wszystko to powinno się odbywać z zachowaniem pełnej tajności. Wiadomo – wróg nie śpi.
Przez całą książkę przewija się też jedna myśl – tak naprawdę największe zagrożenie nie wynika z intencjonalnego naciśnięcia „czerwonego przycisku”, lecz raczej z błędu człowieka albo awarii samych systemów. Dlatego pojawiają się coraz to nowe procedury, instrukcje, zabezpieczenia, które oczywiście zabezpieczają przed tymi przypadkami, ale na pewno nie gwarantują pełnego bezpieczeństwa. Taką gwarancją byłoby tylko całkowite rozbrojenie nuklearne. Marzenie…
Trochę żałuję, że Autorka nie poświęciła choćby jednego rozdziału przeglądowi sytuacji na świecie: w Rosji, Chinach, Pakistanie czy innych krajach dysponujących bronią nuklearną. Wiem oczywiście, że dane stamtąd są dość skromne, ale lepiej niewiele niż nic.
Trzeba chyba wyjaśnić polski tytuł, który w oryginale brzmi „Countdown” (ang. odliczanie). Tu mamy „Zawsze, nigdy” – chodzi o to, o czym mówią ludzie zaangażowani w temat: broń jądrowa ma być gotowa zawsze, ale nie powinna być użyta nigdy.
Książka ta na pewno zaciekawi ludzi zainteresowanych bronią nuklearną. Nie jest prosta w odbiorze, ale zawiera naprawdę sporą dawkę wiedzy niedostępnej w innych źródłach. Dodatkowo cenna jest naprawdę obszerna i szczegółowa bibliografia.
Dane bibliograficzne:
Autor: Sarah Scoles
Tytuł: Zawsze, nigdy. Przyszłość broni jądrowej
Wydawnictwo: Insignis
Tłumacz: Łukasz Müller
Liczba stron: 304
ISBN: 9788383962580
Rok wydania: 2026
Autor
-
Jestem emerytowanym chemikiem, który nadal pisze o rozmaitych sprawach, głównie na łamach miesięcznika „Wiedza i Życie”. Interesuję się naukami ścisłymi, twórczością Leonarda Cohena, popularyzuję e-papierosy jako metodę wychodzenia z nałogu palenia tytoniu. Słucham dobrej muzyki z lat 60. i 70. oraz tzw. piosenki autorskiej (poezji śpiewanej). Bardzo lubię czytać książki – różne, różniste.
Twitter: Mirek „Stary Chemik”
BlueSky: @oldchemist.bsky.social
Ostatnie wpisy
EM poleca3 czerwca 2026EM poleca (#57) Dava Sobel – „Pierwiastki Marii Skłodowskiej-Curie. Jak blask radu oświetlił drogę kobietom w świecie nauki”
astronautyka25 maja 2026Heterocykle na Marsie
EM poleca29 kwietnia 2026EM poleca (#54) Siddharth Kara – „O tym, jak krew Kongijczyków zasila naszą codzienność”
energia jądrowa26 kwietnia 2026Czarnobyl – to już 40 lat




