Złoto z morskiej wody

Porażeni gazem żołnierze brytyjscy
Porażeni gazem żółnierze brytyjscy

Narodziny gwiazdy

Dzięki swojej świetnej metodzie uzyskiwania amoniaku z azotu atmosferycznego Haber staje się niekwestionowaną gwiazdą: niemieckim szlagierem świata naukowego i celebrytą w odbiorze społecznym – również poza Niemcami. Uzyskuje to, o co zabiegał przez całą dotychczasową karierę – sławę i zaszczyty. Przy okazji wiedzie mu się także finansowo – jest multimilionerem u którego jada się złotymi sztućcami.

Rok 1910 to moment, gdy w Berlinie tworzony jest Instytut Chemii Fizycznej i Elektrochemii im. Cesarza Wilhelma (Kaiser-Wilhelm-Institut für Physikalische Chemie und Elektrochemie). Niemcy rozumieją, że z nauką szpasów nie ma: naukę trzeba promować, ale co ważniejsze – wykładać pieniądze by powoływać instytucje badawcze. Z wielkim rozmachem planują założenie placówki, której patronować będzie sam cesarz, ale w zamyśle jej finansowaniem zajmą się sponsorzy prywatni. Natomiast przyszły dyrektor, zarządzający całością instytucji, opłacany będzie przez państwo.

Nowemu instytutowi szefować miał Haber, a jego części fizycznej (budynki po prawej) – niejaki Einstein. Ten jednak za krzątaniną organizacyjną nie przepadał, więc jego budynki są wyraźnie niedokończone.
Widok z 1912 r., planowana zieleń jest dopiero w fazie pierwocin wzrostu.
Pierwszy budynek Instytutu w Berlinie-Dahlem. Styl w zasadzie neoklasycystyczny, ale wieża zwieńczona – jak należy – hełmem w kształcie pikielhauby.

Sprawa żarówki OSRAM

Budowę i część kosztów utrzymania Instytutu pokrył żydowski bankier i przedsiębiorca Leopold Koppel. Przekazał darowiznę w wysokości miliona marek, stawiając jednak warunek, że dyrektorem zostanie Fritz Haber.
Koppel wcześniej współpracował już z Haberem i był pod wrażeniem jego energii, zdolności organizacyjnych i inteligencji.

Tajny Radca Handlowy Leopold Koppel

Koppel to postać nietuzinkowa. Już jako trzydziestosiedmiolatek otworzył swój prywatny dom bankowy Koppel und Co.
W 1892 roku wraz z austriackim chemikiem i wynalazcą Karolem Auerem von Welsbachem Koppel założył Niemieckie Towarzystwo Światła Gazowego (Deutsche Gasglühlichtgesellschaft AG) – DGA. W 1906 roku DGA opracowało żarówkę OSRAM; jej nazwa powstała (wbrew popularnej przed wojną zagadce: „co to jest? Wisi na ścianie i grozi”) z niemieckich słów OSmium – osm i WolfRAM.
W lutym 1920 roku DGA połączyło produkcję żarówek z produkcją „Rozmaitych Urządzeń Elektrycznych” (Allgemeine Elektrizitäts-Gesellschaft) – AEG.
Od 1913 roku Fundacja Koppela przekazywała pieniądze na pensję Alberta Einsteina w Pruskiej Akademii Nauk, aby ten nie musiał rozpraszać się nauczaniem studentów i mógł skupić się na badaniach teoretycznych.

W 1933 roku Koppel został zmuszony do aryzacji swoich interesów: nowe władze przejęły jego bank i spółki, a zbiory malarstwa wyparowały.

Kilka miesięcy później Koppel zmarł.

Październik 1912. Na inaugurację działalności dwóch pierwszych jednostek Instytutu zmierza cesarz Wilhelm II, a w pokornym dystansie za władcą kroczą, wyposażeni w cylindry, panowie Haber, Fischer (noblista już od dziesięciu lat) i Harnack.

Czas dyrektorów

Instytut bardzo szybko staje się placówką wybitną, skupiającą wielu naukowców pochodzących z całego świata. Jednym z nich jest sprowadzony do Berlina z Zurychu w marcu 1914 roku Albert Einstein, który miał zostać szefem Instytutu Fizyki im. Cesarza Wilhelma. Jego placówka jeszcze nie istnieje, dlatego Einstein urzęduje w instytucie Habera. Inna sprawa, że budowa i organizacja instytutu przeciągają się, bo jego dyrektor nie bardzo się nimi interesuje: nie ma zamiaru nurzać się w polityce akademickiej, a krzątanina organizacyjna go odstręcza. W ten sposób instytut nie powstanie do końca pobytu swojego dyrektora w Berlinie.

Mimo skrajnej różnicy temperamentów obu panów łączą więzy autentycznej sympatii: Haber pomaga Einsteinowi w pierwszym okresie zadomowić się w Berlinie. Einstein przeżywa srogie kłopoty małżeńskie, a Haber stara się mediować między nim a jego żoną Milevą. Bez skutku: małżeństwo rozpada się, a Mileva wraz z dziećmi w czerwcu 1914 r. wraca do Zurychu.

Albert Einstein ze swoją pierwszą żoną, Milevą. (historia ta zasługuje na osobne rozważania)

Wielka Wojna

Kilka dni po wyjeździe pani Einstein Serb Gavrilo Princip celnie strzela do psychopatycznego austriackiego następcy tronu Ferdynanda. 28 czerwca 1914 roku w wyniku ran arcyksiążę wraz z małżonką raczą wyzionąć ducha. Wyzwala tym efekt domina, w którym wzajemne alianse i sojusze nakazują przystąpić do wojny kolejnym europejskim mocarstwom. I tak już miesiąc później większą część Europy ogarnia wojna, kilka lat później nazwana „wielką”.

Mundur arcyksięcia, w który był ubrany w momencie zamachu. Arcyksiążę wraz z małżonką byli przykładem klinicznego skąpstwa. Skarpetki arcyksięcia są starannie pocerowane.

Wasza Wysokość: mamy plan!

W wyniku politycznych aliansów kajzerowskie Niemcy znajdują się w sytuacji wojny na dwa fronty: na wschodzie kły szczerzy carska Rosja, a na zachodzie Francja. Niemiecka koncepcja prowadzenia wojny z początku XX wieku, opracowana przez generała Alfreda von Schlieffena, przewiduje taki układ. Zakłada szybkie pokonanie Francji, zanim Rosja zdąży w pełni zmobilizować armię. Z pokonywaniem Francji Niemcy mają doskonałe doświadczenia z roku 1871, więc zwycięstwo uważają za pewnik. Gdy front zachodni będzie już bezpieczny, przerzuci się wojska na wschód przeciwko carowi.

Plan Schlieffena i francuski Plan XVII, 1914

Schlieffen zakłada, że Francja zostanie błyskawicznie zaatakowana od północy przez wojska, które wleją się w nią poprzez Luksemburg i neutralną Belgię. Dzięki temu uda się ominąć silne fortyfikacje francuskie, okrążyć Paryż i zmusić Francję do kapitulacji. Wszystko to potrwa najwyżej 6 tygodni. Siły z Francji zostaną przerzucone na Wschód i załatwią sprawę z Rosją.

Ale plan nie całkiem działał. Belgia stawia silniejszy od przewidywanego opór. Do wojny wkracza Wielka Brytania, zmuszona aliansem do obrony neutralnej Belgii. A w lukę pomiędzy dwiema armiami niemieckimi wbija się klinem kontratak francusko-brytyjski.

Wyścig do morza

Bitwa nad Marną to koniec szybkiej niemieckiej ofensywy. Wszystkie zatrzymane armie okopują się i tkwią w miejscu. Kolejny skuteczny atak mógłby polegać na oskrzydleniu wroga i zaatakowania go z niebronionego boku. Więc by do tego nie dopuścić, okopy i umocnienia polowe wydłuża się. I tak obie strony poszerzają linie okopów na północ i południe, aż stojący front opiera się o szwajcarską granicę na południu i o brzeg Morza Północnego na północy. Wyścig o możliwość przeskrzydlenia wroga otrzymuje nazwę „Wyścigu ku morzu” i nie wygrywa go nikt.

Rozpoczyna się pozycyjna haratanina, która trwać będzie następne cztery lata.

Belgijscy żołnierze podczas odwrotu do Antwerpii w sierpniu 1914 roku

Czym strzelać, meine Herren?

Brytyjska Royal Navy blokuje, jak zawsze w podobnych przypadkach, transport morski, tym razem do Niemiec. Blokada obejmuje między innymi import chilijskiej saletry potasowej, surowca już od epoki starożytnych Chin niezbędnego do produkcji materiałów miotających – prochu strzelniczego i potem nowoczesnego prochu bezdymnego. Już w czasie bitwy nad Marną Niemcy orientują się, że zaczyna brakować im „prochu”, bez którego nie wystrzeli ani niewielki karabin Mausera, ani olbrzymia armata Kruppa. Niemieckie ministerstwo wojny potrzebuje kilku miesięcy, by dostrzec skalę zagrożenia a potem – wagę procesu produkcji, zwłaszcza produkcji materiałów wybuchowych.

Przed wojną Niemcy gromadzą ogromną ilość amunicji – odpowiednią na planowaną wojnę. Ale na wojnę najwyżej kilkumiesięczną! Wojna pozycyjna wnosi zasadnicze novum: do ostrzału kilkusetkilometrowego frontu artyleria może zużyć dowolnie wielką ilość amunicji. I taką dzień po dniu zużywa. Ale w czasie prowadzenia „lokalnych” ataków jak np. pod Verdun liczba pocisków oszałamiająco wzrasta do np. 300 000 pocisków dziennie. W ciągu 10 miesięcy 1916 r. artyleria obu stron wystrzeliwuje 60 milionów pocisków armatnich.

Niemiecki film pokazujący fabrykę amunicji artyleryjskiej. Ilość etapów produkcji jednego pocisku jest ogromna! Warto zauważyć, jak w 11 minucie na ogromny granat nanoszony jest napis AEG…

Bez BASF wojna skończy się w rok

Jak pamiętamy z części pierwszej, pierwszy zakład produkcji amoniaku powstał w Ludwigshafen-Oppau. W 1913 r . produkował on dla BASF 5 ton syntetycznego amoniaku dziennie. Ale po roku, tuż przed wybuchem wojny, dzienna produkcja wzrosła do 40 ton. Wówczas jeszcze amoniak był surowcem wyłącznie do produkcji nawozów sztucznych. “Ze swoim rzędem wysokich kominów zakład w Oppau stał się jednym z cudów świata, produkcja zaś rosła i wkrótce na terenie Niemiec działało sześć fabryk wytwarzających amoniak.”

Zakłady w Oppau. Wypełnionego wodą krateru na pierwszym planie nie było w projekcie. Pozostał po eksplozji zbiornika z saletrą amonową. Gdy ta się zbrylała, kruszono ją, jak zwykle, materiałami wybuchowymi. Wybuch był słyszalny w promieniu 300 km.

Sytuację zmienia wojna: do Berlina wzywa się Boscha, podpisuje się z nim kontrakt i przyznaje dla BASF gigantyczne dotacje na budowę instalacji do przekształcania amoniaku w kwas azotowy. A ten to surowiec jest niezbędny do produkcji materiałów wybuchowych.
W maju 1915 roku Bosch może zameldować, że Oppau zostało przystosowane do przemysłowej produkcji kwasu azotowego. Niemcy stają się niezależne od importu zablokowanej chilijskiej saletry. Dzięki dotacjom BASF uruchamia ogromny zakład w miejscowości Leuna, gdzie kwas azotowy wytwarza się w procesie wysokociśnieniowym.

Projekt „Manhattan” 1.0

W tym czasie Instytut Cesarza Wilhelma pod kierownictwem Habera zaczął ściśle współpracować z przemysłem i wojskiem. Dzięki wspólnej pracy rzeszy naukowców, zaangażowaniu kompleksu przemysłowo-zbrojeniowego i olbrzymim dotacjom państwowym powstał pierwowzór projektu Manhattan.
Na początku 1916 r. Haber pisze do władz, że produkcja chemikaliów potrzebnych do wytwarzania nawozów i materiałów wybuchowych osiągnęła poziom 2400 ton miesięcznie, tym samym pozwalając Niemcom na kontynuację wojny.

Dziś oceniamy, że bez tych inwestycji Niemcy w ciągu roku straciłyby możliwości produkowania materiałów wybuchowych i musiałyby zakończyć wojnę.

Ale wojna trwa: artyleria szaleje, ludzie są posyłani do krwawych ataków na okopy przeciwnika, ale front w zasadzie tkwi w tym samym miejscu. Nie istnieje wówczas skuteczna doktryna przełamywania umocnionej obrony przeciwnika. Skonstruowany przez Maxima karabin maszynowy, który miał zakończyć wojny jako działania bezsensowne – wojnę wspiera i zamienia ją w jatkę. W 1916 do ataku w bitwie nad Sommą rusza 65 tys. brytyjskich piechurów. W ciągu 40 minut 60 tys. z nich zostaje trafionych gęstym, zaporowym ogniem niemieckich kulomiotów.

Zagazować impas

W sytuacji zupełnego impasu pojawia się pomysł, jak do przełamania frontu doprowadzić. Niech z pomocą przyjdzie obezwładnianie przeciwnika jakimiś gazami!
Francuzi na początku wojny używają pocisków z gazem łzawiącym (chloroaceton i chlorek benzylu), ale te nie przynoszą przełomu.
W drugiej połowie roku 1914 major Max Bauer, ekspert artylerii i szef „Sekcji ciężkiej artylerii, moździerzy, twierdz i amunicji“ Naczelnego Dowództwa Armii przekonuje ministra wojny i szefa Sztabu Generalnego, Ericha von Falkenhayna, że jeśli wojna się przeciągnie, Niemcom grozi pojawienie się „luki w dostępności materiałów wybuchowych“. Eufemizm ten kryje groźbę „zaprodukowania się” aż do wyczerpania możliwości przemysłu.

gen. Erich von Falkenhayn, z zawodu generał, szef sztabu generalnego i minister wojny, twórca wojny podwodnej i krwawej jatki pod Verdun. Jego zainteresowania naukowe skutkowały tytułem doktora honoris causa berlińskiego uniwersytetu.

Ale skoro w czasie produkcji materiałów wybuchowych pojawiają się produkty pośrednie i odpadowe – to w wojnie okopowej warto je przetestować jako broń chemiczną.
Jednym z produktów ubocznych jest gazowy chlor.

Falkenhaynowi tak kuszącej propozycji nie trzeba powtarzać! Sugestię natychmiast chwyta i kontaktuje się z wspominanym w części pierwszej chemikiem Waltherem Nernstem. Ten zgadza się na współpracę i wraz z z chemikiem (a jednocześnie dyrektorem zakładów chemicznych  Farbenfabriken Friedrich Bayer & Co.) Karolem Duisbergiem tworzy „komisję” do spraw rozwoju broni chemicznej. Wtrąca się ministerstwo wojny i do komisji dołącza Fritza Habera, a jako siły wspierające wyznacza noblistów (ówczesnych i przyszłych) –  Fischera, Francka, Hahna,  Hertza, Plancka, Starka i Willstättera.

Proszek na kichanie

W październiku 1914 roku przeprowadza się pierwsze próbne strzelania nowymi „pociskami Ni”, który detonowały uwalniając sproszkowaną kombinację substancji podrażniających oczy i drogi oddechowe. Mieszaninę opatruje się nazwą ”Nispulver” – „proszek do kichania“.
Po ćwiczeniach poligonowych w ciągu zaledwie kilku dni wyprodukowano duże ilości pocisków „Ni” i pod nadzorem Nernsta po raz pierwszy użyto ich 14 października 1914 na froncie zachodnim w pobliżu Neuve-Chapelle.
Skutki użycia tych granatów są bardzo umiarkowane. Wieje silny wiatr i Brytyjczycy w zasadzie nie orientują się, że zostali ostrzelani gazem.
Podobnie nieskuteczne okazały sie „granaty T” użyte na froncie wschodnim w styczniu 1915. Są wypełnione substancją drażniącą oczy (bromkiem ksylilu) opracowaną przez chemika Tappena, ale z powodu silnego mrozu uwalnianie gazu jest bardzo słabe.
Nernst próbuje wspomóc działanie pocisków „Ni” i „T” poprzez wystrzeliwanie z wielkich pneumatycznych miotaczy dużych kanistrów wypełnionych tymi preparatami, ale efekty dezorganizacji linii przeciwnika są dla Prusaków dalece niezadowalające.

Trzeba nam czegoś mocniejszego

Już pod koniec 1914 roku Haber proponuje użycie na froncie chloru. Nalega na chlor, ponieważ jest on bardzo toksyczny, tani i dostępny. Produkuje go BASF w ilości 40 ton dziennie. Jest to poprodukcyjny produkt odpadowy, da się go łatwo i bezpiecznie przechowywać w butlach. No i można na nim zarobić.
Propozycja Habera jest krytykowana, ale nie ze względów etycznych, a praktycznych: skoro chlor można łatwo wydmuchiwać jako gazowy obłok w kierunku linii wroga, to jest się zależnym od kierunku wiatru. A jak celnie zauważa bawarski książę koronny Ruprecht „jeśli wydmuchiwanie chloru okaże się tak skuteczne, wróg ucieknie się do tych samych środków. A biorąc pod uwagę dominujący kierunek wiatru zachód-wschód, będzie mógł wydmuchać gaz przeciwko nam dziesięć razy częściej niż my przeciwko niemu“.
Problem bagatelizowano, zakładając, że aliantom brak odpowiednich zdolności produkcyjnych.
Zresztą Haber na początku namawia decydentów do pakowania chloru w pociski artyleryjskie. Kategorycznie nie zgadza się na to Falkenhayn – rozwiązanie jest czasochłonne i drogie. Haber opracowuje więc atak falowy.

Atak gazowy metodą wydmuchu

Po testach z gazowym chlorem sam Haber pisze: „Chlor ulatniał się zgodnie z oczekiwaniami. Ale wtedy dopadł nas pech i obaj wjechaliśmy „na próbę” w rozpraszającą się chmurę gazu. W tej chwili straciliśmy orientację w mgle chloru, zaczęliśmy szaleńczo kaszleć, gardła były jakby ściśnięte […] W najtrudniejszym momencie chmura się rozrzedziła i zostaliśmy uratowani”.

Kłopotliwa Konwencja Haska

Świat w Wielką Wojnę wkracza z wyznaczonymi przed dwie Konwencje Haskie (1889 i 1907) regułami wzajemnego mordowania. Skupiają się one na ochronie żołnierzy przed nowymi, szczególnie okrutnymi środkami, w tym zakazują stosowania na wojnie „gazów lub środków podobnie szkodliwych” i użycia pocisków, których zadaniem jest wydzielanie trujących lub duszących gazów”

Delegaci konwencji z 1899 roku


Ale argumenty Habera są zbyt kuszące, aby wobec stagnacji frontu z chlorowej okazji nie skorzystać. „Dziś, kiedy mamy przeciwko sobie cały świat, musimy odrzucić wszelkie obiekcje” – twierdzi chemik.

Atak planuje się tak, aby na odcinku sześciu kilometrów linii niemieckich okopów, w wykopanych dla nich schronach umieścić stalowe butle z ciekłym chlorem. Zawory jednocześnie otwarte wypuszczą ciekły chlor do trzymetrowych rur zakończonych dyszami zwanych„kaczymi dziobami”. Dysze zmienią chlor w stan gazowy i w postaci chmury zacznie on, gnany wiatrem, przemieszczać się ku okopom przeciwnika. Kilkumetrowej wysokości front gazu porazi i zabije żołnierzy wroga, cięższy od powietrza gaz wypełni wszystko poniżej poziomu gruntu, dopadnie ludzi ukrytych w okopach, ziemiankach i wkopanych w ziemię schronach. Panika zmusi ocalałych do ucieczki. W niebronione umocnienia wleje się krocząca za chmurą pruska piechota, front zostanie przełamany, przez utworzony wyłom na tyły Francuzów będą wnikały kolejne fale nacierających i nastąpi długo oczekiwany przełom wojny pozycyjnej.

Przygotowania

Wywiad aliancki posiada informacje o planowanym ataku gazowym, ale uznaje to za element gry wywiadowczej mającej zasiać w ich sztabach elementy paniki. Uznaje, że Konwencja Haska obowiązuje, więc „mordujemy się nadal, ale jak dżentelmeni”.
W atmosferze „mgły wojny” 10 marca 1915  dowódca 35 pułku saperów (składającego się głównie ze studentów-ochotników) płk Peterson melduje o zakończeniu prac związanych z instalowaniem butli z chlorem na odcinku 4 armii niemieckiej. Planowany atak ma być przeprowadzony na północnym odcinku frontu we flamandzkim miasteczku Ypres. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem: następuje szereg problemów technicznych z aparaturą techniczną, którą uszkadza ogień wroga. Ciągną się naprawy, długo trwa instalacja dodatkowych cylindrów z gazem. I najważniejsze – wiatr wieje na wschód, ku niemieckim liniom.

Niemieckie wyrzutnie gazu


Miejsce ataku zostaje zmienione: na front zostaje dostarczonych 6000 butli stalowych o masie czterdziestu kilogramów i 24 000 butli dwudziestokilogramowych. Chlor jest w nich skroplony pod ciśnieniem 7 atmosfer.

Wszystko jest gotowe do 11 kwietnia.

Rzeźnik z Ypres

22 kwietnia 1915 warunki pogodowe są idealne: jest ciepło, wiatr wieje w odpowiednim kierunku. O godzinie 18 pada rozkaz równoczesnego otworzenia zaworów wszystkich zasobników. Rozkaz (wbrew radom wszystkich dowódców pułku, ale przy wsparciu Habera) wydaje generał Berthold Deimling. Później zostanie opatrzony przydomkiem „rzeźnik z Ypres”

150 ton chloru na sześciokilometrowym froncie tworzy żółtozieloną chmurę wysokości 6 metrów i szerokości 900 metrów. Piekielny obłok zaczyna toczyć się ku pozycjom francuskim.


W niewielkiej odległości za chmurą gazu następują szturmowcy niemieccy. Dla ochrony przed chlorem na twarzach mają przymocowane poduszki z gazy nasączone roztworem tiosiarczanu sodu i sody.

Z chmury gazu wyłania się niemiecka piechota. Zdjęcie pochodzi z Flandrii z roku 1916: Niemcy na twarzach już mają maski gazowe i nie muszą posuwać się za chmurą gazu

 W ciągu kilku minut chlor zabija ponad tysiąc ludzi a kilka tysięcy rani.

Za linią atakujących Prusaków kroczy wyposażony w notatnik profesor zwyczajny Fritz Haber.

Krajobraz po gazie

Kilka dni później, 30 maja 1915 r. podobny atak chlorowy Niemcy przeprowadzają na froncie wschodnim pod Bolimowem. Do chloru, dla pewności, dodają 5% fosgenu. Ten działał na płuca silniej niż chlor, a objawy pojawiają się często dopiero po kilkunastu godzinach. Porażeni gazem, którzy przeżyli, czują się stosunkowo dobrze, po czym nagle umierają.
Do Rosjan docierają wiadomości o skutkach ataku pod Ypres, ale żołnierze nie są do niego w żadnym stopniu przygotowani. Na widok nadciągającej chmury chowają się w okopach sądząc, że jest to przygotowanie do następującego za chmurą ataku na bagnety.

„Mdły, słodkocierpki gaz tamował oddech w gardle, wywołując u ludzi duszenie się. W ustach zjawił się cierpki, metalowy smak, błony śluzowe dróg oddechowych uległy zapaleniu, wszystkie wewnętrzne organy trawienia męcząco paliły. Ci żołnierze, którzy więcej od innych wciągnęli do płuc śmiercionośnego gazu (…) wkrótce stracili przytomność i umierali. Twarze ich stawały się sine i puchły, zaś twarze innych sczerniały jakby zostały zwęglone. U innych z gardła, nosa i uszu trysnęła krew, z ust sączyła się krwawa piana. Równocześnie ciekły łzy (…) bolały oczy, pojawiały się mdłości i wymioty, a następnie bolesny kaszel i plucie krwią.”

Wytruci gazem piechurzy francuscy, 1916

Pod Bolimowem obraz okopów wygląda tak samo, jak pod Ypres. Niemcy po przejściu żółtej chmury podejmują natarcie i zastają widok apokalipsy: pozostali przy życiu rosyjscy żołnierze są zupełnie pozbawieni sił, z trudem podnoszą się spomiędzy trupów opierając się na karabinach, których wszystkie metalowe części zardzewiały.
„Wszystko co żyło, a co trafiało w zasięg działania gazu, natychmiast ginęło. (…) Ziemia pokryła się czerwonoburą powłoką, żyto więdło, wydawało się jak spalone. Liście na drzewach skręcały się jakby pod wpływem silnego żaru i usychały. Ptaki siedzące na drzewach padały martwe. Zapach chloru był wyczuwalny na 30 km od naszego frontu”.

Mieszkaniec Bolimowa, Stanisław Wróblewski:
Tego dnia wiozłem na wozie do Wiskitek rosyjskich saperów, którzy całą noc na przedpolach ustawiali zasieki. Nagle poczuliśmy coś duszącego. Zaczęliśmy szybko uciekać. Sześciu żołnierzy jadących ze mną osłaniało mnie, młodego chłopaka, czym się dało. Kiedy już dojechaliśmy do wioski, zauważyłem, że saperom z ust ciekła czerwona piana. Trafili oni od razu do szpitala, który znajdował się w tamtejszej szkole. Ja już na drugi dzień poczułem się dobrze. Później dowiedziałem się, że jadący ze mną saperzy zmarli”.

Włoskie ofiary austriackiego ataku gazowego na Monte San Michele, 1916

Opis gazowego ataku znamy dzięki niemieckiemu oficerowi wywiadu, który pod Bolimowem sprawował pieczę nad profesorem Fritzem Haberem.

„Po zajęciu wygodnej pozycji do obserwacji ataku zapytałem profesora, czy nie uważa, że atakowanie ludzi w ten sposób jest głęboko niehumanitarne? Na to profesor odpowiedział mi w poważnym, ale lekko pobłażliwym dla mnie tonie:
– ma pan rację ze swego punktu widzenia. Ale w tej wojnie, którą toczy cały świat, skrupuły moralne nie liczą się. My nie możemy postępować inaczej, jeśli chcemy uratować naszych ludzi”.

„Ci nadają się do grobu”

Po przygotowaniu artyleryjskim, kiedy na pozycje Rosjan wystrzelono lawinę artyleryjską rozbijającą okopy, schrony, haratającą ludzi, z charakterystycznym sykiem wypuszczono chmurę gazu. Po jej przejściu na ucichłe pozycje rosyjskie weszła niemiecka piechota, Wśród niej oficer wywiadu i pozostający pod jego kuratelą uczony.

(…)To co zobaczyłem idąc, to była suma grozy, która urągała ludzkiej fantazji. Ludzie zmagający się w śmiertelnej walce wlekli się na czworaka i jak w obłąkaniu rwali na ciele odzież. Jeden leżał wczepiwszy palce w ziemię, drugi obok z szeroko rozwartymi źrenicami. W oczach jego tkwiło przerażenie przez niepojęte. Świszczące, zatrute oddechy mówiły o niezmiernej męce konających. (…) W dalszej drodze widzieliśmy grozę śmierci gazowej w jeszcze straszliwszej postaci. Nigdzie tchnienia życia. Martwi oficerowie, martwi żołnierze leżeli skuleni jeden obok drugiego. W twarzach ich zastygła męka cierpienia. Śmierć zaskoczyła jednych czuwających, innych we śnie”.

Wkraczających w rosyjskie okopy Niemców ogarnęło przerażenie na widok porażonego nieludzko przeciwnika. „To nie było natarcie ale współczucie i pomoc dla haniebnie potraktowanego przeciwnika, dla umęczonego człowieka. Te akty litości były jedyną rzeczą, która im w tym dniu nie pozwoliła zwątpić w ludzkość”.

Prof. Haber chodząc z notatnikiem pomiędzy zatrutymi szukał potwierdzenia swojej teorii przydatności gazu w nowym typie wojny. Oceniał liczbę porażonych żołnierzy segregując ich na tych, co się „nadają do grobu” i na tych, którym można pomóc.

W ataku tym wytruto gazem 4 pułki rosyjskie. Sami Niemcy stracili 1100 żołnierzy, z czego 350 to ofiary własnego gazu. Dzięki hekatombie Niemcy zdołali przesunąć front o 2 km w głąb terytorium rosyjskiego.

Święto „Dnia Ypres”

Na wschodzie Niemcy ponawiają atak chlorem w nocy 7 lipca. Na froncie o długości 12 km wypuszczają chmurę gazu, za którą postępuje nacierająca piechota. W momencie, kiedy udaje jej się zdobyć pierwszą linie rosyjskich okopów, wiatr zmienia kierunek i dusi 1200 nacierających Niemców. Aby ukryć fakt tego specyficznego blue on blue (śmierci wojska od własnej broni) – Niemców chowa się w rosyjskich transzejach.

Pod Ypres sukces atak gazowego zaskoczył samych Niemców, którzy nie będąc na to przygotowani, nie wykorzystali taktycznej przewagi przełamania frontu.

Śmiercionośna skuteczność ataku gazowego pod Ypres w Niemczech wywołuje spory (przynajmniej oficjalny) entuzjazm. Dzień ten w Niemczech obchodzono jako „Dzień Ypres“.

Pracujących nad gazowymi nowinkami chemików szarpały sprzeczne uczucia. Z jednej strony pracowali dla swojej toczącej wojnę ojczyzny, gdzie przegrana będzie mieć straszne konsekwencje. Z drugiej widok skutków ich pracy budził naturalne przerażenie.
Na wieść o skutkach zagazowania Rosjan pod Bolimowem ( 12 czerwca 1915 r.) Otto Hahn pisze „W tamtym czasie byłem wewnętrznie głęboko zawstydzony ale i bardzo podniecony. Najpierw zaatakowaliśmy rosyjskich żołnierzy gazem, a potem, gdy zobaczyliśmy biednych ludzi leżących i powoli umierających, staraliśmy się ułatwić im oddychanie naszym sprzętem ratowniczym. Ale nie byliśmy w stanie zapobiec ich śmierci.“

Haber po wojnie pisze: „Zaleta amunicji gazowej jest szczególnie widoczna w wojnie okopowej, ponieważ gazowy środek bojowy wnika za każdy szaniec i do każdej jaskini, do której latająca odłamek żelaza nie może uzyskać dostępu.“

Wet za wet

Odpowiedź Aliantów nadchodzi dopiero we wrześniu 1915 r.  Brytyjczycy wypuszczają na Niemców chlor, ale od razu zauważają, że muszą pracować nad preparatami o większej toksyczności, które pokonają środki zaradcze przeciwnika. W kolejnych miesiącach mieszają chlor z dwuchlorkiem siarki, potem używają, podobnie jak Niemcy, fosgenu i chloropikryny.
Założenia niemieckiego sztabu generalnego, że alianci są zapóźnienie w przemyśle chemicznym, częściowo się sprawdzają. Przemysł ten jest we Francji bardzo słabo rozwinięty. Ale już w sierpniu 1915 r. z pomocą Anglików Francuzi budują 6 fabryk chloru.
Obserwując kłopoty Niemców w czasie stosowania ataków „wydmuchowych” od razu dodają nadziewanie chlorem pocisków armatnich.
Ataki falowe obie strony stosują jeszcze długo. W czasie bitwy nad Sommą Brytyjczycy gazują Niemców ponad sto razy.
Kiedy granaty gazowe użyte zostają również przez armię niemiecką, są na początku bardzo skuteczne: dają efekt zaskoczenia, ponieważ kłęby dymu gazowego nie są już widoczne wśród dymu ze zwykłych eksplozji granatów. Z czasem żołnierze uczą się rozpoznawać artyleryjski atak gazowy (jak pisze Remarque) po głuchym odgłosie eksplozji pocisku z trucizną.

Wojny gazowej nic już nie powstrzymuje.

1918 r. oślepieni gazem żołnierze 55 dywizji brytyjskiej

Rok 1918 stanowi punkt kulminacyjny wzajemnego trucia. W tym roku średnio jeden na trzy granaty jest już wypełniony bronią chemiczną. Ale gospodarka niemiecka jest już wojną niemal znokautowana i w przeciwieństwie do lat ubiegłych po stronie niemieckiej wyczerpuje się dostępność gazowych środków bojowych.

Podczas I wojny światowej wyprodukowano łącznie 132 000 ton broni chemicznej, z czego użyto 113 000 ton.
W sumie broni chemicznej użyto 45 rodzajów trucizn.
W wyniku zatrucia zginęło 91 000 osób a 1 200 000 osób zostało rannych.

Sprawa Camili Haber

W Prusach końca XIX wieku istnieje charakterystyczne zjawisko: młode Żydówki dziesięć do piętnastu razy częściej uczęszczają do szkół średnich niż dziewczęta nieżydowskie. I choć później nie podejmują pracy zarobkowej, żydowscy rodzice na ogół wspierają kształcenie swoich córek.
Podobnie przebiega edukacja Clary Immerwahr, przyszłej profesorowej Haberowej. Wszechstronne wsparcie, jakiego udziela córce jej ojciec, Philipp Immerwahr, doktor chemii, doprowadza Clarę do obrony doktoratu z chemii z oceną magna cum laude. Była wówczas pierwszą Niemką z takim tytułem.

Wrocławska secesyjna kamienica przy Rynku 25. Rodzina Clary zimy spędzała we Wrocławiu u matki ojca Clary, Liny Immerwahr, która w tej kamienicy prowadziła salon z odzieżą damską.

Ale droga do doktoratu nie jest usłana różami. Napotyka opór środowiska, rektor w mowie pochwalnej podkreśla jej zdolności, ale wyraża nadzieję, że w jej ślady nie pójdzie więcej kobiet, bo ich świętym posłannictwem jest nie nauka, a tworzenie domowego ogniska. Clara okres studiów opisuje jako czas nieprzyjemnych napięć. Określa siebie jako kobietę wrażliwą i nerwową, u której wysiłek psychiczny często wywołuje silne bóle głowy.

Po studiach przez rok pracuje we wrocławskim laboratorium promotora swojego doktoratu – Richarda Abegga. Nie wiemy, czy była to praca płatna. W 1901 r. jej pracę naukową przerywa ślub z Fritzem. Haber jest już wtedy profesorem w Karlsruhe, i tam przeprowadzają się młodzi małżonkowie.

Richard Abegg, promotor doktoratu Clary, rok 1900. Pruski policzek uczonego znaczy nabyta w zwyczajowych próbach męskości (menzurach) blizna zwana „blizną prestiżu” (Renommierschmiss). Podobną bliznę miał i Haber.


Haberowie zajmują prestiżowe mieszkanie, które ma odzwierciedlać profesorski status Fritza. Niestety, ze stanowiskiem męża nie wiążą się wysokie apanaże, młodych nie stać na służbę, więc domem zajmuje się osobiście Clara. Na pracę naukową nie znajduje już ani czasu, ani sposobności.

Małżeńskie rozdźwięki

Niedługo po ślubie Clara zachodzi w ciążę, która jest ciążą trudną. Szarpią nią uciążliwe wahania nastroju, także fizycznie czuje się fatalnie. Jej stan mocno przeżywa mąż, pamiętający matkę zmarłą niedługo po ciężkim porodzie. Fritz przeżywa także trudny okres zawodowy: jest przeciążony pracą, nie udaje mu się otrzymać nominacji na szefa nowej katedry chemii fizycznej swojego uniwersytetu.

W czerwcu 1902 r. na świat przychodzi syn Haberów – Hermann. Niedługo po narodzinach ojciec wyjeżdża służbowo na cztery miesiące do USA. Po jego powrocie do kraju Clara rezygnuje ze wspólnej sypialni. Od tego dnia małżonkowie sypiają już zawsze osobno.

Haber junior jest dzieckiem chorowitym, wymagającym intensywnej opieki. Marzenia Clary o powrocie do laboratorium tym samym kończą się. Pracę naukową zastępuje pedantycznym prowadzeniem domu, uczy się doskonale gotować, opiekuje się dzieckiem. Ale jej współcześni opisują ją jako ZBYT pedantyczną i ZBYT nerwową, stale zamartwiającą się domem i synem. Swymi niepohamowanymi, natrętnymi troskami zadręcza zestresowanego męża, który nie ma ani cierpliwości, ani umiejętności, by załagodzić jej stan.

Fritz i Clara Haberowie z synem Hermannem (siedzi). 1906. Clara ze zdjęcia ma 36 lat.

Clara Haber mimo przeciwności stara się nie tracić kontaktu z nauką. W semestrze zimowym 1905/06 wygłasza cykl wykładów „Chemia w kuchni i domu” dla Stowarzyszenia Edukacji Dorosłych. Publiczność dochodząca do 100 osób nie kryje uznania, co Clarę oczywiście nakręca do kontynuacji.

Trzeszczące małżeństwo

Haberowie przeżywają małżeński kryzys, oddalają się od siebie. On – regularnie wpadający w wir pracoholizmu – staje się nerwowy i drażliwy. Ona – reaguje na to rosnącym napięciem, które skutkuje atakami ciężkiej migreny. W 1906 r. jej stan staje się na tyle ciężki, że przechodzi kurację w prywatnym szpitalu neurologicznym.
Małżonków dzieli także pogląd na reprezentację: wrażliwy na nią Fritz krytykuje zbyt skromny sposób ubierania się żony, brak dystansu do służby (w końcu ich na nią stać), osobiste robienie domowych sprawunków czy przyjmowanie gości w kuchennym fartuchu. Żona publicznie ostentacyjnie podkreśla, że z powodu nawału prac domowych musi wstawać o szóstej rano. Krytyczne nastawienie męża do zwyczajów Clary podziela także środowisko, w którym się obracają.
Ona jest przytłoczona jego egocentryzmem i dominującym charakterem.
Jego irytują jej niekończące się narzekania na własne zdrowie.

W liście do swego naukowego przewodnika Abegga Clara pisze: „Pamiętaj też o drugiej części! To, co Fritz zyskał w ciągu tych 8 lat, to – i więcej – straciłam, a to, co ze mnie pozostało, napełnia mnie nawet najgłębszym niezadowoleniem.”

W roku 1911 Haberowie przenoszą się do Berlina, gdzie Haber zostaje dyrektorem nowego Instytutu. Mieszkają w ogromnej dyrektorskiej willi w Berlinie-Dahlem.

Willa Haberów w Berlinie-Dahlem

Czas wojny

Niemcy wkraczają w wojnę, i to nie zwykłą, a Światową.
Mężczyźni trafiają na front, a kobiety biorą udział we „froncie domowym”. Clara zakłada przedszkole dla dzieci w wieku 2-12 lat, których ojcowie są na froncie. Fritz zgłasza się na ochotnika do armii i staje się konsultantem naukowym Ministerstwa Wojny. A chwilę po tym staje na czele programu rozwoju broni chemicznej.

Pierwotnie pracuje nad gazem drażniący, ale po ścisłych wytycznych Falkenhayna, aby stworzyć substancję, która wytruje wroga, Haber proponuje zainteresować się chlorem.

Jak wspomina współpracownik Habera, Clara wielokrotnie publicznie sprzeciwia się pójściu Fritza do wojska. Później towarzyszy mężowi w próbach z chlorkiem kakodylu na poligonie w Wahn pod Kolonią, gdzie ponownie, w obecności wyższych oficerów, przełożonych męża, robi mu głośną awanturę.

W grudniu 1914 r. w laboratorium Habera dochodzi do wybuchu gazu. W jego wyniku ginie szkolny przyjaciel Clary Otto Sackur, a mąż zostaje częściowo sparaliżowany. W jednym z listów opisuje to ona jako „straszne i nieprzewidywalne nieszczęście”.

Od lutego 1915 r. Haber osobiście dogląda przygotowań do pierwszego gazowego ataku chlorem na froncie zachodnim. W kwietniu dochodzi do wiadomych wydarzeń, w wyniku których wybita zostaje francuska dywizja. Haber, osobiście obecny na miejscu ataku, skrzętnie ocenia jego skutki. Udział w wojennym sukcesie chemika docenia sam cesarz: po jego osobistej interwencji Haber zostaje promowany na oficera (w stopniu kapitana), co nie udało mu się w czasie jego rocznej służby wojskowej, a o czym nie przestawał marzyć.

Reakcja Clary na wieści z frontu jest opisywana różnie: jej krewny, Paul Krassa, kilkadziesiąt lat później donosi, że Clara jest przerażona doniesieniami męża z frontu na temat konsekwencji wojny gazowej. Ale w roku 1934 dyrektor szkoły jej syna oświadcza, że zaraz po otrzymaniu tej wiadomości Clara z dumą opowiedziała mu o sukcesie pierwszego ataku gazowego.

Towarzysko niezręczna sytuacja

1 maja 1915 r. w willi Haberów odbywa się wieczorne przyjęcie. Towarzystwo jest wyelegantowane, odbywają się tańce. Haber tańczy z Charlotte Nathan, bo żona w przyjęciu udziału wziąć nie zamierza. Ale zamierza na przyjęcie niespodziewanie wpaść. Roztrącając wyfraczonych gości idzie w swoim domowym ubraniu w kierunku męża. Haber i Charlotte Nathan są „zaskoczeni niezręczną sytuacją”.
Clara pisze list pożegnalny, a nad ranem w ogrodzie strzela do siebie w serce ze służbowego pistoletu kapitana Habera.
Śmierć nie następuje natychmiast. O świcie martwe ciało matki odnajduje jej syn Hermann. Informuje o tym ojca.
Po południu, na jego polecenie, wyjeżdża na front wschodni.

Nowa żona, nowe wynalazki

Haber po śmierci żony ponownie rzuca się w wir pracy dla niemieckiej machiny wojennej. Charakteryzuje go niebywała energia, zdolności organizacyjne i pracowitość zahaczająca o nałóg.

W 1917 znajduje wolną od pracy dla ojczyzny chwilkę i żeni się z Charlotte Nathan. Romans Habera z Nathan był jasny dla jego współpracowników jeszcze za życia pierwszej żony chemika.

W czasie wojny laboratoria Habera skupiają się nie tylko na truciu ludzi, ale także truciu szkodników w magazynach zbożowych. W 1918 r. Haber staje na czele Niemieckiego Towarzystwa do Walki ze Szkodnikami i opracowuje nowy pestycyd, przydatny również do odwszawiania mundurów. W 1919 r. nazywa go „Cyklonem A”. Niedługo potem jego uczeń, Bruno Tesch, dopracowuje metodę i tworzy recepturę na „Cyklon B”. Haber jest pierwszym dyrektorem spółki dostarczającej preparat armii niemieckiej.

Przestępca wojenny noblistą

Wojna kończy się, zwycięska koalicja dyktuje warunki pokoju. Zaczyna także ścigać zbrodniarzy wojennych, w tym łamaczy Konwencji Haskiej – ojców wojny gazowej. Poszukiwany Haber ucieka do Szwajcarii.

Od roku 1912 Haber jest corocznie nominowany do Nagrody Nobla w dziedzinie chemii za proces Habera-Boscha. W końcu w roku 1919 otrzymuje ją.
Ceremonia wręczenia nagród w listopadzie 1919 r. wywołuje fale wściekłej krytyki – zwłaszcza we Francji i Belgii. Tamtejsza prasa uznaje wręczenie zaszczytnej nagrody „wynalazcy wojny gazowej“ za skandal. Również w Szwecji podkreśla się, że wiekopomne odkrycie Habera dotyczące syntezy amoniaku pozwoliło Niemcom tak długo toczyć wojnę. Przypomina się światu podpisanie przez Habera Manifestu 93 (proklamacja 93 wybitnych Niemców popierających swoje państwo w rozpoczęciu wojny).
Wszystko na próżno: atmosfera skandalu nie zmienia decyzji Komitetu Noblowskiego a laureat nagrody Haber niedługo potem może spokojnie wracać do kraju.

Rok 1920, zdjęcie po ceremonii rozdania Nagród Nobla.
Fritz Haber (1918 chemia), Charles Glover Barkla (1917 fizyka), Max Planck (1918 fizyka), Richard Willstätter (1915 chemia), Johannes Stark (1919 fizyka) i Max von Laue (1914 fizyka). Dolny rząd zajmują małżonki laureatów (ale nie pani Haber)

Laureat powraca do pracy w swoim instytucie a jego seminaria „Haber Colloquium” stają się magnesem dla naukowców z całej Europy. Wykłady Habera wyróżnia przejrzystość, błyskotliwa abstrakcja i wielka precyzja, dowcip i pasją. Na kolokwiach potrafi mówić z taką samą błyskotliwością i wiedzą na wszelkie poruszane tam tematy, „od atomu wodoru po pchłę”.
W 1929 roku połowa naukowców w jego instytucie w Dahlem pochodzi z zagranicy a wielu wybitnych chemików fizycznych pierwszej połowy XX wieku rozpoczyna z nim swoją karierę.

Złoto z morskiej wody

Na powojenne Niemcy zwycięskie mocarstwa postanawiają nałożyć drakońskie kary, w tym olbrzymią kontrybucję. Oszacowanie jej wysokości oraz możliwości płatniczych Niemiec zleca się Komisji Odszkodowań, a ta ustala ich wysokość na 132 mld marek w złocie (33 mld dolarów i nieco ponad 3% PKB Niemiec rocznie), płatnych przez 50 lat. Warto zauważyć, że mimo kilku wydarzeń o charakterze globalnym Niemcy ostatnią ratę zapłaciły Wielkiej Brytanii w roku 2010.


Obrady w Wersalu przedłużyły się o 6 tygodni – a to w wyniku uporu Francji w załatwianiu swoich interesów winiarskich. Od tego czasu szampanem możemy nazywać tylko taki trunek, który został wyprodukowany w jedynym francuskim regionie winiarskim. Reszta świata (prócz USA) musi popijać Cavę, Sekt, Szampanskoje czy Asti Spumante.

Haber w czasie uroczystości noblowskich spotyka się ze Svante Arrheniusem. Ten uczony niegdyś ocenił zawartość złota w wodzie morskiej na 6 mg/m³. Opracowanie sprawnej, wydajnej metody elektrochemicznej pozyskiwania rozpuszczonego w wodzie kruszcu mogłoby być wybawieniem dla pogrążającego się w powojennym kryzysie kraju.

Haber energicznie przystępuje do prac badawczych. Opracowuje niezwykle czułą metodę wykrywania złota w roztworze – tak dobrą, że wykrywa kontaminację roztworu złotem z obrączki laboranta. Metoda powstaje i wykazuje, że Arrhenius w swoich szacunkach pomylił się od 100 do 1000 razy: tak mała zawartość kruszcu w morskiej wodzie czyni metodę zupełnie nieopłacalną.

Czas austriackich akwarelistów

Sielanka Habera trwa do roku 1933, kiedy to jeden z weteranów okopów Wielkiej Wojny, a także ofiara wojny gazowej, zostaje w demokratycznych wyborach wybrany kanclerzem Niemiec. Nowy rząd ustala „paragrafy aryjskie” mające oczyścić przestrzeń społeczną z Żydów.

Jedno z pism naukowych publikuje artykuł stwierdzający, że „założenie Instytutów Cesarza Wilhelma w Dahlem było preludium do napływu Żydów do nauk ścisłych. Kierownictwo Instytutu Fizyki i Elektrochemii powierzono Żydowi F. Haberowi, siostrzeńcowi wielkiego żydowskiego spekulanta Koppela”.
Haber jest oszołomiony: sądził, że konwersja i zasługi dla państwa podczas wojny uczyniły go niemieckim patriotą.

Nadchodzące czystki dotykają także Instytut. Dla Habera oznacza to konieczność zwolnienia 12 z 49 pracowników. On sam nie zostaje formalnie dotknięty nową sytuacją – ustawa zwalnia go ze swego działania jako frontowego weterana. Niemniej na własną prośbę od października 1933 r. przestaje być dyrektorem Instytutu.

Haber opuszcza Dahlem i krótko przebywa w Paryżu, Hiszpanii i Szwajcarii. Podczas tych podróży jego stan zdrowia jest wyjątkowo zły – cierpi na dławicę piersiową. 
W tym czasie niektórzy dawni konkurenci naukowi organizują mu zaproszenie do Cambridge. Noblista korzysta z pomocy i wyjeżdża do Anglii. Pracuje tam kilka miesięcy, ale atmosfera wobec niego jest gęsta – np. Rutherford nie zapomniał udziału Habera w wojnie gazowej i ostentacyjnie odmawia podawania mu ręki.

W tym czasie w Anglii przebywa Chaim Weizmann, syjonista, późniejszy pierwszy prezydent Izraela. Proponuje mu profesurę na tworzonym właśnie Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Haber zgadza się i w styczniu 1934 r. opuszcza Anglię.

Chaim Weizmann po lewicy Alberta Einsteina w 1921 r.
Biochemik, ojciec fermentacji przemysłowej. Jego metoda produkcji acetonu miała ogromne znaczenie w produkcji kordytu (materiału wybuchowego) dla brytyjskiego przemysłu wojennego w czasie Wielkiej Wojny.

W drodze na Bliski Wschód Haber dociera do Bazylei, gdzie dopada go osłabienie spowodowane dławicą. Wynajmuje pokój w hotelu, w którym rankiem 29 stycznia 1934 znajduje go martwego jego przyrodnia siostra.

W momencie śmierci miał 65 lat.


Syn Hermann spełnia jego testamentowe życzenie pochowania go na podbazylejskim cmentarzu Hörnli, a także przeniesienia szczątków Clary z Dahlem i ponownego pochowania ich razem.

Grób Fritza i Clary Haber na cmentarzu Hörnli w Riehen niedaleko Bazylei w Szwajcarii

Drugie małżeństwo Habera trwa tylko 10 lat, owocuje dwójką dzieci.

Syn Hermann popełnia samobójstwo w 1946 r. a jego starsza córka w 1949 r.

Po kolejnej wojnie światowej w Berlinie powstaje Fritz Haber Institute jako część Instytutu Maxa Plancka.

Fritz Haber: chleb z powietrza. cz. I

Autor

Wojciech Rybka
Pracuję jako prosty laborant we wrocławskim Instytucie Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN. W naszej fabryce nauki dumnie dzierżę funkcję sekretarza Wrocławskiego Towarzystwa Lemologicznego, gdzie (po godzinach) na kawałki rozbieramy twórczość, życie i czasy Stanisława Lema.
Jeszcze bardziej po godzinach rozważam powrót do aktywnej fotografii amatorskiej i aktywnego kontaktu z górami. Na tych jałowych rozważaniach na razie szczęśliwie poprzestaję.

Możesz również polubić…

2 komentarze

  1. JMD pisze:

    Fantastyczne opracowanie. FAN-TAS-TYCZ-NE!

  2. Wojciech Rybka pisze:

    bardzo serdecznie DZIĘ-KU-JĘ, bardzo serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *