EM Poleca (#37) Chris McNab – J. Robert Oppenheimer. Człowiek, który stworzył bombę atomową

Postaci J. Roberta Oppenheimera poświęcono już wiele książek, jego postać pojawia się też w rozlicznych książkach poświęconych projektowi Manhattan (m.in. monumentalnej pozycji Rhodesa). Czy jest sens, aby na rynku pojawiła się kolejna biografia? Zdecydowanie tak. Była to postać tak wielowymiarowa, że każde kolejne spojrzenie na jej życie stanowi istotne uzupełnienie i pomaga zrozumieć losy tego niezwykłego człowieka. Do tego książka wychodzi zaledwie dwa lata po premierze naprawdę dobrego filmu o wielkim fizyku. Cieszę się, że wydawnictwo RM (znane kiedyś m.in. z legendarnej serii „… dla opornych”) zdecydowało się ją wydać. Drobnym, ale dla mnie bardzo istotnym szczegółem jest to, że przypisy są na dole stron, a nie zebrane wszystkie na końcu. Dzięki temu nie trzeba non stop kartkować książki.
Autor postanowił stworzyć biografię łatwą w czytaniu. Piszę o tym w sensie pozytywnym. Przebrnięcie przez to, co napisali np. Bird i Sherwin (niemal 800 stron!), może się okazać dla wielu ludzi zbyt trudne. Mimo że omawiana książka jest znacznie krótsza, zawiera wiele interesujących wątków nieco pomijanych w innych pozycjach o Oppiem. Poznajemy tu bohatera od czasów wczesnej młodości, ale całkiem klarownie nakreślone są też postacie rodziców i dziadków Roberta, którzy mieli dość istotny wpływ na wczesne lata dorastania Oppenheimera.
W sumie jego dzieciństwo było dość beztroskie. Ojciec zarabiał dobre pieniądze, pracując w przemyśle włókienniczym, matka była malarką. Jako dziecko miał dostęp do świetnej domowej biblioteki, co pozwoliło mu opanować grekę i łacinę przed ukończeniem 10 roku życia. Od 1911 do 1921 roku był uczniem Ethical Culture School, w której bardzo silny nacisk kładziono na kwestie moralne, co okaże się istotne w późniejszych latach życia uczonego. Od wczesnej młodości był bardzo ciekawy wiedzy, stworzył nawet w domu małe laboratorium chemiczne. Jak podaje autor, Robert nie musiał się przejmować finansami. Ledwo zauważył czasy wielkiego kryzysu końca lat 20. XX w.
W książce niejednokrotnie czytamy, że Oppenheimer był postacią niełatwą we współżyciu. Przez wielu był uważany za pozbawionego szczególnej empatii aroganta wywyższającego się ponad rówieśników. Prawdopodobnie wynikało to z dużej nieśmiałości, którą w ten sposób próbował maskować. Miał też skomplikowane układy uczuciowe, trudno mu było nawiązać dłuższe znajomości z kobietami. Tu autor pisze o tym bardzo rzetelnie, korzystając przy tym z licznych zachowanych listów uczonego.
To wszystko nie przeszkodziło mu w kontynuowaniu ścieżki naukowej, z roczną przerwą na dość długą chorobę pomiędzy szkołą średnią a studiami. A studia rozpoczął na kultowym Harvardzie, specjalizując się w chemii, a potem w fizyce. Uczęszczał też na przedmioty humanistyczne, m.in. prozę i poezję francuską. Skończywszy je z wyróżnieniem, ruszył do Europy. Tak zakotwiczył w laboratorium wielkiego J.J. Thomsona, ale właśnie wtedy okazało się, że eksperymentatorem był marnym. Pociągała go głównie fizyka teoretyczna, dlatego przyjechał do miasta będącego absolutnym centrum tego przedmiotu – Getyngi. Tam poznał czołówkę fizyków teoretyków i ukończył doktorat w 1927 roku, mając zaledwie 22 lata. W tamtym czasie opublikował wiele ważnych prac. Do dziś znamy przybliżenie Borna-Oppenheimera, pozwalające na obliczenia m.in. w chemii kwantowej. (Mam do niego sentyment, zdawałem z tego tematu egzamin). Warto zauważyć, że w tej biografii sporo miejsca poświecono ważnemu aspektowi naukowemu, podczas gdy inne koncentrują się na Los Alamos oraz późniejszych losach.
W 1927 roku wrócił do USA, pracował nadal na Harvardzie, ale szybko zachorował (podejrzewano gruźlicę), stąd za radą lekarzy zrobił sobie urlop i z młodszym bratem wyjechał na całe lato do Nowego Meksyku, do posiadłości dzierżawionej przez rodzinę Oppenheimerów. McNab zauważa, że Robert zakochał się w tym miejscu, choć w owym czasie nie wiedział, że za kilkanaście lat zwiąże się z tym terenem na dłużej.
W latach 30. pracował na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. W tym czasie nawiązał romans z profesorką psychologii, Jean Tatlock, która wciągnęła go w krąg amerykańskich komunistów, co w dramatyczny sposób wpłynęło na dalsze losy uczonego.

Przełomowym momentem w życiu uczonego był moment, gdy został zaproszony do udziału w projekcie Manhattan. W zasadzie wyboru dokonał wojskowy dyrektor programu, generał Leslie Groves, który wsławił się ukończoną w 1943 roku (w ok. 1,5 roku) budową Pentagonu. Ale, jak zauważa autor, już wtedy pojawiły się problemy z dopuszczeniem Oppenheimera do tajemnic państwowych, związane z jego flirtem z komunistami. Groves się jednak uparł: Oppenheimer – albo ja odchodzę. McNab zauważa, jak obaj bardzo się różnili: chudziutki uczony i wielki generał. Jeden introwertyk, drugi wprost przeciwnie. A jednak przez cały czas dogadywali się doskonale i doprowadzili projekt do końca. To właśnie oni w 1942 roku wybrali się w podróż do Nowego Meksyku (zasugerowaną przez Roberta) i ustalili, że tam właśnie powstanie tajne laboratorium Los Alamos.

Robert Oppenheimer (po lewej) i gen. Leslie Groves w punkcie zero po teście Trinity
źródło: Wikimedia, licencja: public domain

Po wojnie doceniono Oppenheimera, dostał medal. I w zasadzie to było wszystko, bo szybko wpadł w szpony komisji Hoovera (FBI), podejrzany o bycie komunistą. Był to swoisty paradoks, zważywszy na to, że w projekcie Manhattan wzięło udział wielu rzeczywistych szpiegów ZSRR, którzy wykradli stamtąd masę dokumentów. Uczony został pozbawiony poświadczenia bezpieczeństwa i w zasadzie został odsunięty na boczny tor. Co prawda nadal uprawiał naukę, będąc szefem Institute for Advanced Study w Princeton, jednak był poza głównym nurtem. Podróżował po USA i świecie z wykładami, na które przychodziły setki ludzi. Zmarł w 1967 r., po dwuletniej walce z rakiem krtani (od dzieciństwa był palaczem). Jego prochy zatopiono na wyspie Saint John na Karaibach, gdzie kilka lat wcześniej małżonkowie nabyli posiadłość.

Gorąco namawiam do przeczytania tej książki. Jest to bardzo wyważona biografia, napisana z wykorzystaniem wielu rzetelnych źródeł, a jednocześnie zwięzła, podkreślająca naprawdę kluczowe wydarzenia z życia J. Roberta Oppenheimera.

Dane bibliograficzne:

Autor: Chris McNab
Tytuł: J. Robert Oppenheimer. Człowiek, który stworzył bombę atomową
Wydawnictwo: RM
Tłumacz: Marcin Kowalczyk
Liczba stron: 232
ISBN: 9788384000953
Rok wydania: 2025

Autor

Mirosław Dworniczak
Jestem emerytowanym chemikiem, który nadal pisze o rozmaitych sprawach, głównie na łamach miesięcznika „Wiedza i Życie”. Interesuję się naukami ścisłymi, twórczością Leonarda Cohena, popularyzuję e-papierosy jako metodę wychodzenia z nałogu palenia tytoniu. Słucham dobrej muzyki z lat 60. i 70. oraz tzw. piosenki autorskiej (poezji śpiewanej). Bardzo lubię czytać książki – różne, różniste.
Twitter: Mirek „Stary Chemik”
BlueSky: ‪@oldchemist.bsky.social‬

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *