EM Poleca (#33) Patchen Barss „sir Roger Penrose. Geniusz i jego droga do rzeczywistości”

Powiem od razu – to nietypowa biografia. Ta książka to hybryda klasycznej biografii i wykładu popularnonaukowego. Dwa w jednym, w dodatku bez uszczerbku dla jakości wykładu z jednej strony i walorów fabularno-literackich właściwych biografii. Czytając o kosmologii i fizycznych aspektach początków Wszechświata widać jakość merytoryczną i głębię wykładu, zupełnie jakby pisał to sam Roger Penrose. Zaskakuje dobre rozumienie tematu i brak uproszczeń, także translatorskich oraz kiksów terminologicznych charakterystycznych dla osób nieoczytanych w tematyce. Może dlatego, że autor Patchen Barss jest doświadczonym popularyzatorem i dziennikarzem naukowym, piszącym o sobie „Ekspert ds. komunikacji złożonych idei, specjalizujący się w zaawansowanej nauce i technologii”. I teraz wszystko wiadomo, książkę napisał ścisłowiec z zamiłowaniem literackim, a nie odwrotnie (co jest spotykane, niestety, częściej). My, odbiorcy w Polsce, mamy też szczęście do tłumaczy (Bogumił Bieniok i Ewa L. Łokas) i mogę się założyć, że jedno z nich ma ścisły umysł a drugie talent do komponowania i snucia opowieści, a także znajomość meandrów i zawiłości duszy ludzkiej.
Ale, jak to mówią, ad rem i ab ovo. Kim jest Roger Penrose, jak wyjątkowym jest umysłem, że dostał Nobla za jeden krótki artykuł o czarnych dziurach opublikowany 56 lat wcześniej? Co jeszcze kryje się za tym Noblem i co zdecydowało, że to on został wyróżniony, a nie Stephen Hawking, faworyt w wyścigu do miana geniusza drugiej połowy XX wieku? Na pewno spóźnialstwo Komitetu Noblowskiego (Hawking zmarł w 2018 roku, a Nobel został przyznany w 2020), obaj pracowali nad bardzo pokrewnymi tematami związanymi z czarnymi dziurami. Na pewno Nobel (a nawet dwa) należał się obu: Penrose’owi za udowodnienie, że istnienie czarnych dziur jest naturalną konsekwencją zapadania się masy pod wpływem grawitacji a Hawkingowi za promieniowanie czarnych dziur (nazwane później promieniowaniem Hawkinga). Obaj zresztą wzajemnie się inspirowali i razem rozwinęli i uogólnili twierdzenie o osobliwościach.
Jak każda biografia, ta też zaczyna się od dzieciństwa. I jak każda szanująca się biografia geniusza wskazuje na pojawiające się ZNAKI zapowiadające kogoś nietuzinkowego. Nie piszę tego z ironicznym uśmiechem, skądże. Pisanie o „domu otwartym” rodziców Rogera raczej skłania do refleksji w rodzaju „w tym coś jest”. Wrodzoną otwartość umysłu łatwo przecież stłumić zakazami, dogmatami i zbyt rygorystycznym wychowaniem. Roger Penrose miał szczęście, że od dziecka stykał się z osobami wybitnymi, których iloraz inteligencji był głownym kryterium i przepustką do udziału w spotkaniach odbywających się w domu jego rodziców.
Interesującym polonikum jest rozdział poświęcony międzynarodowej konferencji w Jabłonnie koło Warszawy. Tematem wiodącym konferencji była ogólna teoria względności i grawitacja, czyli to, czemu Penrose poświęcał najwięcej uwagi. Była to pierwsza po wojnie tak duża konferencja z udziałem najwybitnieszych umysłów epoki z obu stron Żelaznej Kurtyny: Paul Dirac, Richard Feynman, John Archibald Wheeler, Hermann Bondi, Subrahmanyan Chandrasekhar, Bryce DeWitt, Witalij Ginzburg, Dmytro Iwanenko, André Lichnerowicz, a ze strony polskiej m.in. Andrzej Trautman (pomysłodawca całej imprezy). Wśród nich 31-letni Roger Penrose, którego odczyt dał mu przepustkę do grona wybitnych.
Dużo uwagi autor poświęca procesowi dojścia Penrose’a do dzieła życia, czyli krótkiego 3-stronicowego artykułu z 1965 roku o kosmologicznych osobliwościach, który miał mu dać w przyszłości Nagrodę Nobla. To chyba rekord, a już na pewno podium, jeśli chodzi o oczekiwanie na docenienie przez Szwedzką Akademię Nauk.
Mimo, że omawiana książka jest biografią i zachowuje się jak klasyczna biografia, to widać, że autor traktuje tę formułę dość luźno. Owszem pisze o życiu osobistym i problemach rodzinnych, ale widać, że robi to trochę z obowiązku, przynajmniej w pierwszych rozdziałach. Nic dziwnego, Patchen Barss jest popularyzatorem nauki, pasjonatem, a biografia tak wybitnego uczonego jak Roger Penrose jest dla niego okazją do zaprezentowania (i przy okazji spopularyzowania) naukowej strony twórczości głównego bohatera. Zwłaszcza, że nie do końca można Penrose’a zaszufladkować jako reprezentanta konkretnej dziedziny nauki. Jego osiągnięcia dotyczą fizyki, to jasne. Ale podstawowe wyształcenie Penrose’a to matematyka, konkretnie geometria. Penrose pojmował fizykę geometrycznie i może dlatego łatwiej mu przychodziło „cięcie gięcie” Wszechświata jako wielowymiarowej czasoprzestrzeni, którą można wyobrazić w kategorii kształtów i przekształceń geometrycznych. Faktem jest, że był uważany za czołowego fizyka-teoretyka tamtych czasów. Nawet w jego współpracy ze Stevenem Hawkingiem przy teorii osobliwości to on był w tym tandemie „wymyślaczem” a Hawking tylko „ulepszaczem” tego, co Penrose wymyślił. Tak to przynajmniej wyglądało w oczach Penrose’a.

Druga połowa książki ma nieco inny charakter. Penrose właśnie przekroczył czterdziestkę, swoje najważniejsze odkrycia ma już za sobą, jest mądry, sławny i doceniany. Jest także spełniony naukowo, ale nie osobiście. Małżeństwo mu się rozpada. Można powiedzieć, że to kryzys wieku średniego. Jeszcze raz potwierdza się zasada, że ludzie genialni nie staliby się uznanymi geniuszami, gdyby nie cechowały ich deficyty w innych, nienaukowych obszarach. Psychoterapeutka zajmująca się Penrose’em nazwała to syndromem Gauguina, który czuł tak wielkie artystyczne powołanie i był tak bardzo przekonany o swoim geniuszu, że opuścił żonę i pięcioro dzieci, żeby do reszty poświęcić się malowaniu. Dlatego druga część biografii bardziej skupia się na psychoanalizie Penrose’a i analizie jego związków z kolejnymi kobietami niż kosmologią i fizyką. Oczywiście tego nie brakuje, ale nasycenie jest zdecydowanie mniejsze, zbliżone do biograficznej „normy”.
Ciekawym wątkiem w biografii Penrose’a jest jego zainteresowanie inteligencją i świadomością. Jest on przekonany, że inteligencja w wydaniu maszynowym (sztucznym) nie ma prawa zaistnieć, gdyż jej prawdziwa natura jest niezbadana. Przekonanie to bierze się obserwacji z okresu młodości, kiedy obserwując tenisistów w czasie gry doszedł do wniosku, że niemożliwym jest wykonywanie tak wielkiej liczby obliczeń przez mózg działający jak zwykły kalkulator. Wnioskiem z tego rozumowania jest głębokie przekonanie o zjawiskach kwantowych, które odpowiadają za tak wyjątkową wydajność i skuteczność działania ludzkiego mózgu. Przekładając to na dzisiejszą terminologię Penrose jest przekonany, że mózg jest komputerem kwantowym o sprawności obliczeniowej zyliony razy większej od „mózgów elektronowych”.
Po przeczytaniu tej książki odczuwam pewien niedosyt. I to wcale nie z powodu zawartości książki i jej jakości – one są bez zarzutu; ale naprawdę wielki umysł Penrose’a zasługiwał na więcej niż jedna Nagroda Nobla za coś małego, niszowego i trudnego do zrozumienia. W dodatku po 56 latach tak, jakby nagrodę przyznano na odczepnego, u schyłku życia, za całokształt, człowiekowi, któremu się należy bo za chwilę odejdzie, a przecież Nobla nie przyznaje się pośmiertnie. To oczywiście żart, wkład Rogera Penrose’a w teorię kolapsu grawitacyjnego jest ogromny, a artykuł, choć niewielki objętościowo, to jedna z najważniejszych prac w ogólnej teorii względności. Opóźnienie w przyznawaniu Nagród Nobla jest przysłowiowe, na przykład Peter Higgs otrzymał Nobla po 49 latach, dopiero po potwierdzeniu teoretycznego mechanizmu odpowiedzialnego za nadawanie masy cząstkom elementarnym, czyli bozonu Higgsa.
Podejmę jeszcze wątek z początku tego wpisu. Penrose jest genialnym matematykiem, a jego geniusz jest w dodatku twórczy, płodny i bezkompromisowy. Fizyka jest tylko inspiracją i ujściem dla jego matematyki. Krytykujemy jego poglądy na naturę świadomości i inteligencji, mikrotubule, które powołał do życia, wszechświaty konforemne, w których istnienie bardzo mocno wierzy i ciągle szuka dowodu na związaną z nimi cykliczną naturę wszechświata. Uważamy to za dziwactwa, a jego upór za starczą samoobronę przed krytyką. On zaś broni się historią Alfreda Wegenera, którego teoria dryfu kontynentów została uznana dopiero 30 lat po śmierci, a za życia uczonego była wręcz wyśmiewana jako niczym nie poparta spekulacja. Kto wie, czy gdyby Penrose nie rozpoczął edukacji od matematyki (do czego był nakłaniany), to jego wyobraźnia nie zostałaby skrępowana fizyczną dogmatyką (w matematyce nie ma nieudowodnionych dogmatów poza aksjomatami) i nie wymyśliłby tego, co wymyślił? Osobiście nie mam mu za złe mikrotubul i kwantowego mózgu, bo nie ma prawdziwego postępu naukowego bez odrobiny szaleństwa. Może Penrose ma rację?
Patchen Barss „sir Roger Penrose. Geniusz i jego droga do rzeczywistości”, Copernicus Center 2025
Autor

- Jestem informatykiem i analitykiem. Przez trzy lata analizowałem i prezentowałem dane epidemiczne na Twitterze jako @docent_ws. W gronie pasjonatów z Twitterowej Akademii Nauk (TAN) uzupełniamy wiedzę na temat Covid-19. Na BlueSky jako @wieslawseweryn.bsky.social. Piszę o informatyce i Kosmosie, recenzuję i polecam książki popularnonaukowe. Walczę z dezinformacją, którą uważam za największe zagrożenie ery social-mediów.
Ostatnie wpisy
EM poleca26 listopada 2025EM Poleca (#35) Recenzja książki „Automatyka przemysłowa dla początkujących”
EM poleca12 listopada 2025EM Poleca (#33) Patchen Barss „sir Roger Penrose. Geniusz i jego droga do rzeczywistości”
informatyka5 listopada 2025Sztuczna inteligencja w ochronie zdrowia – jak AI zmienia medycynę
EM poleca22 października 2025EM Poleca (#32) Jamie Metzl „Superkonwergencja. Jak rewolucje w genetyce, biotechnologii i AI mogą odmienić nasze życie”





Świetnie napisany tekst: giętkim, barwnym, soczystym językiem. A do tego zachęca do lektury!