Niezwykłe dzieje kartofla. Część 3: Kartofel, ziemniak czy pyrka
Inne odcinki serii
Część 1. Narodziny gatunku
Część 2. Ewolucja językowa
Polska poznaje kartofle
Kartofle pojawiają się w polskim krajobrazie językowym około połowy XVIII w. Zapewne hodowano je wcześniej jako rośliny ogrodowe, ale wydaje się, że ich uprawa w celach konsumpcyjnych zaczęła się za panowania Augusta III Sasa i miała związek z napływem osadników, być może między innymi poznańskich Bambrów (patrz ryc. 1), sprowadzanych z Górnej Frankonii (okolice Bambergu) dla zasiedlenia wsi wokół Poznania, spustoszonych przez epidemię dżumy podczas III wojny północnej. Tam, skąd przybywali, ziemniaki były już znane jako roślina uprawna. Jednoznaczne wzmianki o uprawie kartofli w Polsce pojawiają się w roku 1760.
Jędrzej Kitowicz (1728–1804) w Opisie obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III (opublikowanym w 1840 r. na podstawie rękopisu autora) poświęca kartoflom dość obszerny podrozdział, przypisując ich rozpowszechnienie w Polsce Niemcom i być może Holendrom – z pewnością słusznie, choć nie we wszystkim należy Kitowiczowi dawać wiarę. Sądził on na przykład (błędnie tłumacząc opis Tacyta), że kartoflami objadali się już starożytni Germanie. Wydaje się również, że informacja, jakoby na końcu panowania Augusta III „kartofle znajome były wszędzie w Polsce, w Litwie i na Rusi”, jest przesadzona. Nie ulega jednak wątpliwości, że były one całkiem dobrze znane już w Polsce przedrozbiorowej, a zatem nie wprowadzili ich siłą Prusacy w zajętej przez siebie części kraju. Prawdziwy boom kartoflany nastąpił w latach trzydziestych i czterdziestych XIX w., kiedy kartofle stały się nie tylko stosunkowo tanim sposobem na wyżywienie ludu, ale też głównym surowcem do produkcji gorzałki.

Oprócz użytej kilkanaście razy nazwy kartofle Kitowicz podaje synonim: „jabłka ziemne, czyli ziemniaki”. Wspomina również o ciekawym fakcie, że przed pojawieniem się kartofli „używano bulwów”. Pod tą nazwą kryją się topinambury. Były one popularne od początku XVII w. najpierw we Francji i Anglii, a później w całej Europie. Jak już pisałem, nazywano je między innymi „jabłkami ziemnymi” (pommes de terre), którą to nazwę przenoszono tu i ówdzie na kartofle (stąd wiele historycznych nieporozumień).1 Również nazwy bulwa i bulba (obie z łacińskiego bulbus ‘bulwa, cebula’) bywały w gwarach polskich, zwłaszcza na północy kraju, określeniami ziemniaka. W języku kaszubskim bùlwa [ˈbwulva] jest jego oficjalną nazwą.
Kartofle, jabłka ziemne, ziemaki, ziemniaki, perki
W tym wczesnym okresie zdecydowanie najczętsza była nazwa kartofle (wyjątkowo także tartofle) – oczywiste zapożyczenie niemieckie. Ale uwaga: podobnie jak w języku niemieckim był to rzeczownik rodzaju żeńskiego. Liczba mnoga kartofle, używana znacznie częściej niż pojedyncza, nie uwidacznia tego faktu, gdyż jest po prostu „niemęskoosobowa”. W liczbie pojedynczej była jednak pierwotnie ta kartofla (np. u Adama Mickiewicza) lub ta kartofel (odmieniana podobnie jak ta przerębel). W późniejszym okresie, ze względu na niejednoznaczność rodzaju liczby mnogiej, zaczęły się w polszczyźnie ogólnej wahania, a także spory o rodzaj gramatyczny kartofla/kartofli (patrz ryc. 2), zakończone pełnym zwycięstwem wariantu męskiego dopiero na początku XX w.
Ziemniak, wspomniany przez Kitowicza pod koniec XVIII w., był skrótową pochodną od wyrażenia ziemne jabłko, czyli kontynuacją tradycji kalkowania z języka do języka: pomme de terre ⇒ Erdapfel ⇒ ziemne jabłko (→ ziemniak). Jeszcze w roku 1814, w tomie VI Słownika języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego, ziemniak występuje jako wariant nazwy ziemiak, tłumaczonej jako „jabłko ziemne, kartofel”. Więcej miejsca zajmuje w tomie II (1808) hasło kartofel (u Lindego rodzaj męski), tłumaczone z kolei jako „jabłka ziemne, ziemiaki”. Forma ziemiak znikła wkrótce z języka literackiego, choć nadal można ją spotkać w gwarach małopolskich (województwo świętokrzyskie).2 Wariant ziemniak pozostał, i choć w pierwszej połowie XIX w. ustępował popularnością kartofli/kartoflowi, później stał się jego najpoważniejszym konkurentem.
Ale w tomie IV słownika Lindego (1809) mamy kolejną nazwę: perki, i definicję: „u prostactwa kartofle”. Jeszcze przed Lindem, w roku 1805, to samo słowo w nieco innej pisowni pojawia się w podręczniku języka polskiego dla mówiących po niemiecku autorstwa Krzysztofa Celestyna Mrongowiusza. W słowniku tematycznym będącym częścią podręcznika autor tłumaczy: „Pyrki (Kartofle), Erdtoffeln”. Użyte tu słowo niemieckie (liczba pojedyncza Erdtoffel) jest kolejną ciekawą hybrydą: pomieszaniem słów Erdapfel i Kartoffel w stylu, jakiego nie powstydziłby się Humpty Dumpty. Natomiast słowo pyrki jest tu użyte po raz pierwszy w języku pisanym. Wygląda ono jak zdrobnienie z przyrostkiem ‐(e)k, jednak jego etymologia jest nieprzejrzysta, trudno więc mieć pewność, że tak jest w istocie. Nie przeszkodziło to ludowi polskiemu (a w szczególności Wielkopolanom) utworzyć wstecznie formę „niezdrobniałą” pyra/pera, tak charakterystyczną dla regionu, że Wielkopolska bywa nazywana Pyrlandią, a poznaniacy z dziada pradziada – „pyrami poznańskimi”.
Za chwilę przyjrzymy się pyrkom bliżej, wspomnę tylko jeszcze, że nazwa ta wyparła z obiegu kilka innych, konkurencyjnych, w XIX w. uważanych za typowo wielkopolskie (np. zapomniane dziś pantówki). W odróżnieniu od ziemniaków i kartofli jest zdecydowanie dialektalna – ograniczona geograficznie i potoczna, czyli należąca do rejestru nieformalnego – a jednak w swojej niszy ekologicznej nadal cieszy się popularnością po ponad dwustu latach od czasu, gdy została po raz pierwszy poświadczona.

Tajemnicze pyry i pyrki
Spotykany często (i wyrażany czasem także przez językoznawców) pogląd, że słowo pera nawiązuje do nazwy ojczyzny ziemniaków, Peru, jest nie do utrzymania z kilku powodów. Po pierwsze: nie ma w języku polskim procesu słowotwórczego, który by od podstawy Peru mógł utworzyć rzeczownik pera ‘pochodząca z Peru’. Jeśli już, to ziemniaki mogłyby się nazywać *peruwiany, ale taka nazwa nigdzie nie występowała. Po drugie: ziemniaki nie przybyły do Polski wprost z Peru, a świadomość ludowa raczej nie sięgała głęboko w ich historię; kojarzono je najczęściej z Niemcami (stąd nazwy gwarowe typu szwabki lub brandenbury). Po trzecie: wahanie e/y to wynik różnego rozwoju kombinacji pierwotnego yr lub ér (z tzw. pochylonym é) w różnych odmianach polszczyzny. W dialekcie wielkopolskim regularnym refleksem dawnego é [e] jest y [ɨ], podczas gdy w polszczyźnie standardowej samogłoska ta utożsamiła się ze zwykłym e [ɛ]. Prototypem form znanych współcześnie może być pyra, pyrka > péra, pérka3, ale nie pera, perka. Tymczasem nazwa Peru i jej pochodne (w XVII w. Peruanin, póżniej Peruwianin) zawsze miały w języku polskim zwykłe, półotwarte [ɛ].
W poprzednim odcinku omawiałem fińską nazwę ziemniaków, peruna. Ona także nie pochodzi od Peru; została zapożyczona ze szwedzkiego, gdzie päron oznacza gruszkę, a jordpäron gruszkę ziemną, czyli kartofel. Słowo szwedzkie kontynuuje staronordyjskie pera, zapożyczone (prawdopodobnie za pośrednictwem staroangielskim) z późnołacińskiego *pira, któremu odpowiada klasyczne pirum ‘gruszka’ (po zmianie rodzaju z nijakiego na żeński). Od formy *pira > pera (z półzamkniętym [e]) pochodzą takie romańskie nazwy gruszki jak włoskie i hiszpańskie pera, francuskie poire czy rumuńskie pară. Jednak w odróżnieniu od języków skandynawskich, które skopiowały niemieckie złożenie Grundbirne, żaden z wymienionych języków romańskich nie kojarzy kartofli z gruszkami.4 Poza tym dlaczego gwary polskie miałyby utworzyć nazwę ziemniaka od słowa włoskiego czy francuskiego? W niemieckim z kolei, gdzie taki związek istnieje, gruszka nazywa się Birne. Słowo to także pochodzi od ludowego łacińskiego *pira, ale już w bardzo dawnych czasach przeszło skomplikowaną ewolucję i zmieniło swoją postać w stopniu wykluczającym je jako źródło pyry. Zatem i ten trop prowadzi donikąd.
Czym były pyrki, zanim stały się ziemniakami?
Zauważmy, że pyrki/perki są udokumentowane wcześniej niż pyry/pery. Nasuwa to podejrzenie, że pierwszy wariant jest starszy i nie występuje w nim przyrostek zdrabniający, tylko niepodzielny morfem pyrk‐/perk‐. Jego źródłem mogłoby być pierwotne pyrka > pérka. Co prawda słowo takie (w znaczeniu innym niż ‘kartofel’) nie jest bezpośrednio poświadczone, ale mamy na przykład przymiotnik perkaty (gwarowe pyrkaty), odnoszący się głównie do kształtu nosa. Nie wszyscy rozumieją je tak samo, o czym można się przekonać, choćby przeglądając słowniki języka polskiego. U Doroszewskiego (1964) perkaty to ‘grubawy, zaokrąglony; podobny do kartofla’ (a z cytatów ilustrujących hasło wynika, że może się też odnosić do sylwetki człowieka). Internetowy Wielki słownik języka polskiego, opracowany pod egidą Instytutu Języka Polskiego PAN podaje dwa znaczenia (także ilustrowane cytatami): 1. o nosie: ‘dość szeroki, zaokrąglony i lekko zadarty’ oraz 2. o człowieku: ‘odznaczający się dość dużą tuszą, która jest nieproporcjonalna do jego dość niskiego wzrostu’ (synonimy: przysadzisty). Według niektórych innych źródeł perkaty to przede wszystkim ‘zadarty’. Na przykład Brückner w swoim słowniku etymologicznym (1927) pisze: „perkaty, o ‘nosie zadartym’, od pyrkania”. Niestety nie wyjaśnia, czym jest „pyrkanie” i jak się ma do kształtu nosa.
Jeśli chodzi o nos, zarówno znaczenie ‘zaokrąglony’, jak i ‘zadarty’ można spotkać w tekstach z XIX w. Zdarza się też definiowanie przymiotnik perkaty jako ‘tępy i krótki’, co niejako godzi z sobą powyższe znaczenia. Ciekawe, że im starsze źródła, tym częściej akcentują zadartość kosztem zaokrąglenia, co przeszkadza w postawieniu hipotezy, że perkaty jest tworem późnym i pochodzi wprost od rzeczownika perka w znaczeniu ‘ziemniak’. Niemniej jednak musi mieć pochodzenie tego typu, bo przymiotniki na ‐aty są ogólnie odrzeczownikowe: kudłaty, rogaty, brodaty, garbaty ‘mający kudły, rogi, brodę, garb’. Trudność da się rozwiązać, jeśli perkaty powstał znacznie dawniej i pochodzi od rzeczownika pyrka > pérka > perka o przybliżonym znaczeniu ‘coś obłego, gałka, bulwa’, które łatwo mogło się rozszerzyć znaczeniowo w ‘tępe, zaokrąglone zakończenie’. Jeśli rzeczownik i pochodzący od niego przymiotnik należały do słownictwa ludowego, mogły długo pozostawać niewidzialne dla wykształconych ludzi pióra, w których języku wypłynęły dopiero w XIX w. Podobnie jak inne słowa oznaczające coś okrągłego (trufla, jabłko, gruszka, dowolna bulwa roślinna) słowo pyrka/perka mogło bez trudu zostać przeniesione na nowo poznany rodzaj bulw i produkującą je roślinę. Wówczas dopiero dotarło do świadomości literatów i autorów słowników.
Nie będziemy tu spekulować o dalszych powiązaniach etymologicznych pyrki/perki (choć mam na ten temat swoje prywatne zdanie), ale na istnienie takiego słowa w dialektach polskich wskazuje także jego przewijanie się w przydomkach, nazwiskach i nazwach miejscowości. Internetowy słownik nazwisk w Polsce Instytutu Języka Polskiego PAN wywodzi nazwisko Pyrka od gwarowego perka, pyrka ‘ziemniak’, lecz jednocześnie informuje, że nazwisko to jest poświadczone od roku 1662. Jak pogodzić jedno z drugim, skoro w tym czasie lud polski nie miał bladego pojęcia o istnieniu ziemniaków? Wariant ortograficzny Perka występował jeszcze wcześniej, od 1502 r., na długo zanim pierwszy kartofel w ogóle trafił do Europy. Nasuwa się przypuszczenie, że i nazwisko, i wielkopolska nazwa ziemniaka, i przymiotnik perkaty pochodzą od tego samego zaginionego rzeczownika, którego znaczenie możemy rekonstruować jedynie pośrednio.
Co mają starożytni Grecy do góralskich grul
Mniej zagadkowe, ale bardzo ciekawe jest pochodzenie góralskiej nazwy ziemniaka, grula. Pokazuje ona, jak krętymi drogami może prowadzić historia słów. Zaczęło się od tego, że dawni Słowianie, migrując na południe, ku Bałkanom, zetknęli się z owocem, którego wcześniej nie znali – pigwą. Nazywała się ona po grecku kudṓnion mêlon albo mēlo‐kudṓnion5, co Rzymianie zapożyczyli jako mālum cydōnium z wariantami takimi jak (mālo‐)cotōnium, cotōneum.6 Liczba mnoga rodzaju nijakiego kudṓnia (łacińskie cydōnia), zinterpretowana na nowo jako rzeczownik rodzaju żeńskiego w liczbie pojedynczej, została zapożyczona przez Słowian czy to bezpośrednio z greki, czy może raczej z bałkańskiej łaciny. Zaadaptowano ją jako słowiańskie *kъdunja (patrz współczesne macedońskie i serbsko-chorwackie dunja z dawniejszego gdunja) lub w obocznej, nieco zniekształconej postaci: *kъdulja (np. bułgarskie djulja < dulja < gdulja). Tę drugą formę zapożyczyły północne (zachodnie i wschodnie) języki słowiańskie, między innymi staroczeski jako kdúle, gdúle (dzisiejsze czeskie kdoule ‘pigwa’, zob. też słowackie dula), a za pośrednictwem czeskim – staropolski (XV w.) jako gdula.7
Ludzie wykształceni byli świadomi pierwotnego znaczenia gduli, ale pigwa nie była szczególnie popularna na północ od Karpat. Miała też alternatywną nazwę staropolską pigwa (z wariantem obocznym pigla) < dialektalne słowiańskie *pigy, l.mn. *pigъve. Było to kolejne wędrowne zapożyczenie: słowiańskie *pigy ⇐ staro-wysoko-niemieckie figō ⇐ galloromańskie *figa < późnołacińskie fīca ‘figa’.8 Figi były w naszej części Europy równie egzotyczne jak pigwy, stąd mylenie ich nazw. W języku polskim, podobnie jak w językach wschodniosłowiańskich, nazwę gdula przeniesiono na dzikie gruszki (ulęgałki). Okazyjnie odnosiła się ona także (tak jak niemieckie Erdapfel) do podziemnych bulw cyklamenu lub groszku bulwiastego. Od XVI w. poświadczony jest wariant grdula, z komplikacją nagłosu (z późniejszych czasów znamy także grzdulę). W pierwszej połowie XIX w. spotykamy już grule jako podhalańską nazwę kartofli.
Jak gdule zmieniły się w grule? Być może ta nieregularna zmiana fonetyczna spowodowana została przez etymologię ludową – naiwne skojarzenie słów gdula i grusza, które doprowadziło do kontaminacji, czyli deformacji wyrazu pod wpływem innego o tym samym znaczeniu, choć odmiennego pochodzenia. W języku polskim istnieje przyrostek ‐ul‐ o funkcji hipokorystycznej, czyli nadający słowom zabarwienie uczuciowe: matula, bidula, Anula. Ponieważ gdula oznaczała dziką gruszę i jej małe owoce, możliwe, że po lekkiej modyfikacji, przekształciwszy się w grulę, została zinterpretowana – co prawda fałszywie z punktu widzenia naukowej etymologii, ale racjonalnie z punktu widzenia mówiących – jako rodzaj zdrobnienia od słowa grusza. A jak już wiemy, kojarzenie bulw ziemniaczanych z gruszkami (gdule ziemne) ma długą tradycję i objęło kilka języków.
Niech żyje różnorodność
Inwencja słowotwórcza Polaków w XIX w., towarzysząca nagłemu wzrostowi znaczenia i popularności ziemniaków, była imponująca. Badania ankietowe przeprowadzone w roku 1883 przez znakomitego biologa Józefa Rostafińskiego9 ujawniły istnienie kilkudziesięciu ludowych jednostek nazewniczych z jeszcze liczniejszymi wariantami. Po tej gwałtownej radiacji słownikowej przyszła kolej na selekcję i eliminację nadmiaru, podobnie jak w języku niemieckim (patrz poprzedni odcinek serii). Większość udokumentowanych wówczas nazw ma dziś znaczenie wyłącznie historyczne, inne wegetują lokalnie, kilka ostało się jako specjalność regionalna (góralskie grule i wielkopolskie pyry, pyrki). Te używane są nadal albo jako wciąż żywe formy swojskie, preferowane w stylu potocznym, albo „na pokaz” jako element kolorytu lokalnego. Na przykład poznańskie restauracje serwują pyry zez gzikiem, nie ziemniaki z twarogiem (a jest to danie tak tradycyjne, jak gdyby pochodziło z czasów pierwszych Piastów).

W języku ogólnopolskim nadal konkurują z sobą kartofel i ziemniak. Rywalizacja między nimi przebiegała ze zmiennym szczęściem. Początkowo dominował kartofel (także w wariancie żeńskim kartofla) jako forma ponadregionalna, następnie ustalił się podział regionalny: kartofel panował w Wielkopolsce (obok dialektalnej pyrki) i części Mazowsza, a ziemniak w Małopolsce. W ciągu XX w. raz ziemniak, raz kartofel stawał się nazwą ponadregionalną, nie eliminując jednak konkurenta, tylko ograniczając jego zasięg. W mojej rodzinie (wywodzącej się głównie z zachodniego Mazowsza) normalnym słowem, używanym w większości codziennych sytuacji, był kartofel. Słowo ziemniak było nacechowane formalnie jako termin botaniczny, podręcznikowy, stosowny w żargonie specjalistycznym (zbiory ziemniaka, skrobia ziemniaczana), ale nie w języku mówionym. Do lasu chodziliśmy zbierać kurki i prawdziwki (nie pieprzniki jadalne i borowiki szlachetne), a na obiad były kartofelki, a nie ziemniaki.
Okresowo w języku polskim, zwłaszcza urzędowym, panowały tendencje purystyczne, a ziemniak był promowany jako słowo bardziej rodzime niż „germanizm” kartofel (jak gdyby słownictwo polskie nie zawierało setek wyrazów pochodzenia niemieckiego, a ziemniak nie był inspirowany przez Erdapfel). Z tego względu w stylu formalnym ziemniak uzyskał zdecydowaną przewagę. A cechy języka urzędowego łatwo przenikają do mówionej polszczyzny ogólnej, niezależnie od tego, czy są, czy nie są zgodne ze zdrowym rozsądkiem lub tradycją językową. Choć zatem kartofel nadal dominuje jako ponadregionalna forma gwarowa, w ogólnopolskim języku standardowym wyraźną przewagę uzyskał ziemniak. Chcąc nie chcąc, sam zacząłem go używać (wymiennie z kartoflem) jako słowa neutralnego, nienacechowanego stylistycznie. Chyba spora część Polaków tak ma. A ponieważ od czterdziestu lat związany jestem z Poznaniem, jako adoptowany Wielkopolanin przyswoiłem sobie – w niektórych sytuacjach – także pyr(k)ę. W niniejszej serii wpisów świadomie i z rozmysłem używam słów kartofel i ziemniak jako całkowicie równoprawnych synonimów, o ile nie wchodzi w grę terminologia botaniczna, gdyż oficjalnie obowiązującą polską nazwą rośliny jest „psianka ziemniak (Solanum tuberosum)”. Jeśli ktoś chce się kłócić, która forma jest lepsza, to proszę bardzo, ale beze mnie.
A teroz nastrugomy z żonom pyrek i zrobimy se plyndze.
Przypisy
- Nie każdy wie, że słonecznik bulwiasty (Helianthus tuberosus), czyli właśnie topinambur, zwany też bulwą lub bulwami, szerzy się w Europie (także w Polsce) jako roślina inwazyjna. ↩︎
- Ma też odpowiednik słowacki, zemiak, o podobnej historii jak w języku polskim: jest to skrótowy derywat od wyrażenia zemské jablko, który początkowo odnosił się do topinamburów. ↩︎
- Obniżenie artykulacji samogłosek i, y (różnego pochodzenia) przed r lub rz było w staropolszczyźnie częste, a w polszczyźnie głównego nurtu zostało przeprowadzone bardzo konsekwentnie. ↩︎
- Po rumuńsku kartofel nazywa się swojsko: cartuf. Oczywiście jest to zapożyczenie z niemieckiego. ↩︎
- Nazwa ta oznaczała dosłownie ‘owoc cydoński’ (lub ‘jabłko cydońskie’). Cydonia (Kydonia) była starożytnym miastem na Krecie w miejscu, gdzie znajduje się dzisiejsza Chania. ↩︎
- Różne romańskie nazwy pigwy, np, włoskie cotogno, francuskie coing, rumuńskie gutuie, mają to samo pochodzenie. Ze starofrancuskiego została zapożyczona angielska nazwa pigwy, quince, a z bałkańskiej łaciny – nazwa albańska, ftua. Trudno uwierzyć, że to to samo słowo, dopóki się nie pozna historycznych zmian dźwiękowych w albańskim. ↩︎
- Po zaniku zredukowanej samogłoski w sekwencji *kъd‐ powstała nieco kłopotliwa w wymowie grupa spółgłosek kd‐, która mogła ulec asymilacji dźwięczności, dając gd‐, lub uproszczeniu, pozostawiając samo d‐. ↩︎
- Zastępowanie obcego f przez staropolskie p w dawnych zapożyczeniach było regularne i wynikało z faktu, że ani język prasłowiański, ani najstarsza polszczyzna nie miały fonemu /f/, używały więc jako substytutu fonemu /p/, który był fonetycznie najbliższy obcej głosce. ↩︎
- Rostafiński był botanikiem i mykologiem (badaczem grzybów), ale zasłynął także jako pionier badań nad śluzowcami, o czym można przeczytać w innnym wpisie. ↩︎
Opisy ilustracji
Ryc. 1. Posąg Bamberki w tradycyjnym stroju, zdobiący studzienkę na Starym Rynku w Poznaniu; dzieło Józefa Wackerle (1915). Foto: Dennis G. Jarvis 2016. Źródło: Wikimedia (licencja CC BY-SA 3.0).
Ryc. 2. Tygodnik Wielkopolski, 14 marca 1878 r. Autor K. D. spiera się zawzięcie o rodzaj gramatyczny słowa kartofel, argumentując na rzecz téj kartofli. Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa (domena publiczna).
Ryc. 3. Pięciotonowy głaz narzutowy w kształcie pyry, umieszczony w 2007 r. na Łęgach Dębińskich w Poznaniu, z napisem afirmującym tożsamość lokalną. Foto: Piotr Gąsiorowski 2025 (licencja CC BY-NC 4.0)
Lektura dodatkowa
Polska terminologia kartoflana: Stanisław Dubisz. 2021. Nazwy ziemniaka w polszczyźnie ogólnej, dialektach ludowych i profesjolekcie rolniczym. [W:] Józef Porayski-Pomsta, Katarzyna Sobolewska (red.), Polszczyzna jest zobowiązaniem, a dla niektórych pasją. Tom prac ofiarowanych prof. dr hab. Barbarze Falińskiej w 90. rocznicę urodzin, 189-204. [link]
Autor
-
Językoznawca specjalizujący się w językoznawstwie historycznym, badaniu zmian językowych i językoznawstwie ewolucyjnym. Miłośnik nauk ścisłych i przyrodniczych ze szczególnym naciskiem na biologię, nie tylko ze względu na jej powiązania z językoznawstwem i analogie między ewolucją organizmów i języków. Gorący zwolennik popularyzowania nauki i niezamykania się naukowców w wieży z kości słoniowej.
X (Twitter): @P_Gasiorowski,
BlueSky: @piotrgasiorowski.bsky.social
Ostatnie wpisy
biologia16 stycznia 2026Bakterie? To nie takie proste. Część 3: Złożoność i adaptacja
językoznawstwo29 grudnia 2025Etymologiczna opowieść zimowa. Część 5: Obmierzły mróz
biologia8 grudnia 2025Bakterie? To nie takie proste. Część 2: Bakterie jak grzyby
EM poleca3 grudnia 2025EM Poleca (#36) Nigel Warburton – „Krótka historia filozofii”



No cóż, byłem dość nieprzejednanym wrogiem słowa „kartofel”. Przekonałeś mnie, że trochę z tym przesadzałem. Tym niemniej, nadal będę na co dzień mówił „ziemniak” naprzemiennie z bliską mi Poznaniakowi „pyrką”. A jak kto woli inaczej – jego prawo.