Miłośniczki lakierów hybrydowych – uwaga na TPO!

Zapewne wśród naszych czytelników (choć pewnie częściej czytelniczek) znajdują się osoby, które lubią robić sobie paznokcie hybrydowe. Dla mniej zorientowanych – wyjaśniam: hybrydy polegają na pomalowaniu paznokci specjalnym lakierem, który potem wymaga utwardzenia przy pomocy światła ultrafioletowego. W efekcie uzyskuje się powłokę twardą i znacznie bardziej odporną niż ta powstająca przy użyciu zwykłego lakieru. Kiedyś ta technologia ograniczała się do salonów kosmetycznych, dziś bez problemu można kupić zestawy pozwalające na nakładanie lakieru hybrydowego w domu. Nie będę opisywał szczegółowo techniki kładzenia hybrydy, napiszę tylko, że mamy tu trzy składniki: bazę, kolor i tzw. top. W wielu wypadkach mamy lakiery 3 w 1, które są mieszanką wspomnianych składników.

Na dniach czeka nas rewolucja, ponieważ UE od 1 września zakazuje używania pewnego kluczowego składnika lakierów i żeli do paznokci. Chodzi tu o związek znany pod skrótem TPO. Jako chemik nie mogę sobie odmówić podania pełnej nazwy: tlenek trimetylobenzoilofenylofosfiny (ang. Trimethylbenzoyl Diphenylphosphine Oxide).

Pełni on rolę tzw. fotoinicjatora, substancji powodującej rozpoczęcie procesu polimeryzacji, czyli reakcji, która sprawia, że lakier twardnieje. Nie da się spolimeryzować czegokolwiek bez użycia substancji inicjującej ten proces. Nie będę tu opisywał procesów, które zachodzą z użyciem fotoinicjatorów, są dość skomplikowane. Napiszę tylko, że w mieszaninie reakcyjnej powstają najpierw najistotniejsze dla zainicjowania polimeryzacji tzw. wolne rodniki, które są ekstremalnie reaktywne.
Już jakiś czas temu okazało się, że TPO jest związkiem niebezpiecznym, nawet w niewielkich ilościach. Pierwsze doniesienia datowane są na rok 2014, jednak substancja została wtedy zakwalifikowana jako względnie bezpieczna, ale wyłącznie do użycia przez profesjonalistów. W 2020 roku niemieccy badacze donieśli, że TPO może szkodliwie wpływać m.in. na rozrodczość. Niedługo później Francuzi opublikowali badania na szczurach, z których wynikało, że u samic czasem powodują bezpłodność. Bazując na większej liczbie wyników europejska agencja ECHA zakwalifikowała go do grupy CMR, czyli substancji rakotwórczych, mutagennych lub szkodliwych dla rozrodczości. Stąd decyzja o jego bezwarunkowym wycofaniu w krajach UE z dniem 1 września 2025 roku.
Spotykam się czasem z pytaniami o sens tego zakazu – przecież lakier nakłada się wprost na płytkę paznokcia. Okazuje się jednak, że niewielkie ilości różnych związków mogą dyfundować, czyli przenikać w głąb tkanki, a więc dostawać się do organizmu. Stąd decyzja o całkowitym zakazie jego stosowania w produktach kosmetycznych. Oczywiście związek ten jako bardzo dobry fotoinicjator będzie nadal mógł być stosowany w procesach przemysłowych.
No dobrze, ale czy w takim razie nie da się już zrobić sobie paznokci hybrydowych? Aż tak źle nie jest. Zakaz ten nie pojawił się nagle. Producenci lakierów hybrydowych mieli sporo czasu na dostosowanie się do niego. Na rynku pojawiły się zamienniki TPO, które z powodzeniem można stosować w kosmetyce. Znajdziecie je w składzie lakierów m.in. pod skrótami BAPO, BDK i TPO-L (uwaga: ten ostatni związek nie jest innym skrótem TPO. Chemicznie to zupełnie inny związek, zbadany i dopuszczony do użytku). Można też rozważyć manicure tytanowy (zastrzegam: kompletnie się na tym nie znam), który nie wymaga fotoutwardzania. Podobno też znacznie mniej niszczy paznokcie, ale nie liczcie, że spróbuję i opiszę.

Podsumowując: w zasadzie nie powinniśmy już spotkać na rynku lakierów z TPO. Nowe są zwykle oznaczone jako TPO-free (wolne od TPO). Czasami znajdziemy też oznaczenie TPO & HEMA free (HEMA to składnik dozwolony do użytku wyłącznie w gabinetach profesjonalistów). Każdorazowo warto jednak spojrzeć na skład. Wiem, że wygląda on zwykle jak katalog średniej wielkości sklepu chemicznego, ponieważ zgodnie z ogólnymi regułami nazwy muszą być zgodne z nomenklaturą INCI (w języku angielskim). Poświęćmy minutę na przeczytanie. Jeśli znajdziemy tam skrót TPO albo pełną nazwę „Trimethylbenzoyl Diphenylphosphine Oxide” – odłóżmy na półkę. Tak na wszelki wypadek.

2014
https://echa.europa.eu/documents/10162/bffc448e-46cb-1ecd-7ba5-846c0f67ecbd

2021
https://echa.europa.eu/documents/10162/86e7e3f1-725b-2412-59bb-c1fe04529e0c


Za zdjęcia zamieszczone w niniejszym wpisie dziękuję miłej dziewczynie z Blue Sky o nicku @Smoczycato jej pazurki

Autor

Mirosław Dworniczak
Jestem emerytowanym chemikiem, który nadal pisze o rozmaitych sprawach, głównie na łamach miesięcznika „Wiedza i Życie”. Interesuję się naukami ścisłymi, twórczością Leonarda Cohena, popularyzuję e-papierosy jako metodę wychodzenia z nałogu palenia tytoniu. Słucham dobrej muzyki z lat 60. i 70. oraz tzw. piosenki autorskiej (poezji śpiewanej). Bardzo lubię czytać książki – różne, różniste.
Twitter: Mirek „Stary Chemik”
BlueSky: ‪@oldchemist.bsky.social‬

2 komentarze

  1. kroppo pisze:

    usmiechnałem się szeroko na widok tej perełki autohumoru: „Chodzi tu o związek znany pod skrótem TPO. Jako chemik nie mogę sobie odmówić podania pełnej nazwy: tlenek trimetylobenzoilofenylofosfiny (ang. Trimethylbenzoyl Diphenylphosphine Oxide).”

    • Mirosław Dworniczak pisze:

      Wiesz, czasem nie mogę się powstrzymać. Konsultowałem się u doktorów, nie widzą szans na wyleczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *