DWAJ HRABIOWIE, BRYTYJSKA ZIELEŃ WYŚCIGOWA I JAMES BOND cz. 6

Dwóch arystokratów polskiego pochodzenia, ojciec i syn o nazwisku Zborowski, miało ogromnie istotny wpływ na historię światowych sportów motorowych, lecz niewiele osób orientuje się choćby z grubsza w ich poplątanych życiorysach. Poplątanych, a zarazem tak przesyconych mieszaniną euforii i rozpaczy, że przy nich scenariusz serialu The Crown wygląda jak streszczenie historii o Teletubisiach.
Duch Zborowskich żyje w kulturze światowej, choć rzadko kojarzy się z wyścigami samochodowymi. Niejaki Ian Fleming, którego ojciec, zażyle zaprzyjaźniony z Winstonem Churchillem, poruszał się ze swobodą w brytyjskich wyższych sferach, został przez tegoż ojca zabrany na wyścigi do Brooklands, gdy miał 12 lat. Wówczas na własne oczy ujrzał szalonego polskiego hrabiego, pędzącego po owalu toru ogromnym, przerażającym samochodem o niepoważnej nazwie „Chitty Bang Bang” i dudniącym basowo wydechu. Doświadczenie to pozostawiło głęboki ślad w jego psychice.

Po śmierci Louisa Zborowskiego masę spadkową w postaci dóbr skupionych wokół Higham Park zakupił Walter Wigham, londyński bankier i przemysłowiec, wuj Iana Fleminga. Przemianował Higham Park na Highland Park, żeby nazwa nie kojarzyła się z jego własnym nazwiskiem, zainwestował w rolniczą część majątku, a sam na stałe zamieszkał w wielkim domu. Latem przyjeżdżał tam do niego młody Ian, wsłuchiwał się w opowieści o wyczynach hrabiego, płynące z ust personelu, który zachował stanowiska pracy.

Opowiadano mu na przykład o tym, jak nudne wydawało się hrabiemu pilotowanie samolotów i że podczas wojny zamontował na jednym ze swych 27 samochodów reflektor przeciwlotniczy i patrolował nocami drogę do Dover, wypatrując niemieckiej inwazji. Mówiono o tym, jak po powrocie z wyścigów wyprawiał huczne bale, na które wino zwożono ciężarówkami i o tym, jak straży pożarnej kupił nowy wóz pożarniczy. Niekończące się opowieści o Lou miały ogromny wpływ na kształtowanie się wyobraźni Fleminga. Przy ładnej pogodzie panicz Ian wsiadał do autobusu numer 007 i udawał się na plażę w Dover…

Ian Fleming, zawodowy oficer wywiadu marynarki wojennej podczas drugiej wojny światowej i dowódca bardzo ciekawej jednostki specjalnej, pod wpływem wspomnień o Zborowskim stworzył w swojej głowie serię opowiadań o obdarzonym cudownymi cechami samochodzie Chitty Chitty Bang Bang – opowiadał te historie swojemu synowi Casparowi przed snem, a potem spisał je i wydał w postaci książki. Znajdziemy w niej tajnych agentów, skomplikowane intrygi, techniczne gadżety i ukryte w pieczarach kryjówki potężnych przestępców, tak dobrze nam znane z powieści i filmów o agencie Jamesie Bondzie. Według mnie książka jest znacznie lepsza od mocno dziecinnego, musicalowego filmu z 1968 roku, który ma wszakże dla mnie jedną ogromną zaletę: za scenografię i projekt samochodu odpowiadał w nim Ken Adam, autor scenografii do kilku filmów o agencie 007, niemiecki Żyd, który w czasie drugiej wojny światowej latał bojowo w RAF przeciwko Luftwaffe.

Notabene jedyną powieścią Fleminga, w której agent Jej Królewskiej Mości jeździ Astonem Martinem, pozostaje „Moonraker”, proroczy tekst o miliarderze, który buduje statki kosmiczne i dąży do panowania nad światem. Brzmi znajomo? Ian Fleming na pewno wiedział, że swoje istnienie marka Aston Martin zawdzięcza szalonemu hrabiemu o polskich korzeniach.

Zaraz, zaraz, a co się stało z kobietami, którym Lou Zborowski był tak bliski za życia? Wdowa po Zborowskim, Violet Ethel Leicester Zborowski, była wodewilowa aktorka, która otrzymała kosmiczny spadek, składający się z dóbr tudzież aktywów hrabiego w Wielkiej Brytanii, Francji i USA, postanowiła po utracie męża odmienić swoje życie. Stwierdziła, że bardziej pociągają ją kobiety niż mężczyżni, związała się na dłużej z przyjaciółką i wraz z nią, samochodem Hispano-Suiza, który także otrzymała w spadku, ruszyła w wielką podróż po Europie.

(Wikimedia Commons)
A potem jej się znowu odmieniło i 2 października 1932 poślubiła w Londynie emerytowanego komandora Royal Navy nazwiskiem Paris Graham Singer, zostając jego trzecią żoną. Po jakimś czasie ten były dowódca okrętu podwodnego rozwiódł się i z nią, po czym wziął ślub po raz czwarty (notabene pochodził z rodziny tych Singerów od maszyn do szycia). Dalsze losy Violet czekają na poważne zbadanie, bo są mi nieznane. Z kolei Pixi Marix, najsłynniejsza kochanka Louisa Zborowskiego, która przez romans z hrabią musiała rozwieść się z mężem, bohaterskim pilotem z pierwszej wojny światowej, poślubiła innego mężczyznę, którego wnuka udało mi się odszukać i z którym utrzymuję kontakt.

Jeśli ktoś potrzebuje dodatkowego dowodu fatum, ciągnącego się za rodziną Zborowskich, to służę uprzejmie. Potężny samochód wyścigowy z lotniczym, amerykańskim silnikiem Liberty V-12, budowany na zlecenie Zborowskiego przed jego śmiercią i najczęściej nazywany Higham Special, został zakupiony z masy spadkowej przez walijskiego inżyniera i kierowcę, który nazywał się John Godfrey Parry-Thomas. Parry-Thomas marzył o zdobyciu rekordu prędkości i przy użyciu tego samochodu, przezeń nazwanego Babs, próbował tego dokonać. W 1926, po zmianie nadwozia, udało się pojechać 270 km/h. W kolejnym roku Walijczyk znów przerobił auto, by spróbować ponownie – jak zwykle na mieliźnie Pendine Sands. Tym razem się nie udało, auto przerolowało, urywając mu głowę (pierwotnie uważano, że głowę obciął mu pęknięty łańcuch napędowy). Auto zakopano w piachu. Wydobyte w 1969 roku, zostało odrestaurowane i pokazuje się dość często na imprezach samochodowych do dziś – kierowca ma zawsze pełny kask i kamizelkę kuloodporną, bo gdy urwie się popychacz bądź sprężyna zaworowa w nieosłoniętym rozrządzie, niechybnie przebije pozbawioną ochrony pierś szofera.
Eliot Zborowski uważany był za jednego z trzech najlepszych europejskich kierowców wyścigowych. Jego syn stał się pionierem montowania silników lotniczych w autach wyczynowych, inspiracją dla elementów postaci Jamesa Bonda, a jego pierwszy własny wóz wyścigowy nosił nazwę, którą po przekształceniu Ian Fleming uczynił nieśmiertelną w swojej powieści dla dzieci. A, i marka Aston Martin sczezłaby niechybnie już na początku swej egzystencji bez pieniędzy szalonego hrabiego. Szkoda, że zmarł bezpotomnie.
Zapomniałbym: brytyjska zieleń wyścigowa (British Racing Green), wymyślona przez Eliota Zborowskiego jako dowód wdzięczności dla Irlandii za umożliwienie zorganizowania wyścigu w 1903 roku, przez wiele dekad stanowiła symbol brytyjskiego wkładu w sporty motorowe. I dziś już nikt nie pamięta, skąd się wzięła…
Autor
- Pisze i publikuje od 40 lat, o samochodach i samolotach od ponad 30. Laureat nagrody Global INMA i finalista corocznego konkursu Royal Automobile Club w dziedzinie "Outstanding Journalism". Pierwszy polski obywatel, który startował w wyścigu samochodowym w Le Mans. Wielokrotny uczestnik Festival of Speed w Goodwood. Stały współpracownik portalu moto.pl oraz miesięczników Octane i Aeroplane.
Ostatnie wpisy
20-lecie międzywojenne1 grudnia 2025POD ZNAKIEM BOCIANA cz. 2
20-lecie międzywojenne21 listopada 2025POD ZNAKIEM BOCIANA cz. 1
20-lecie międzywojenne14 listopada 2025ZAMIAST POBIEDY? cz. 4
20-lecie międzywojenne24 października 2025ZAMIAST POBIEDY? cz. 3





No tak… Super!!! Tylko… a o tej Zieleni? Wyścigowej? 😁😁😁😁
Patrz odcinek 2.