Wakacje z łaciną. Część 7: Przed i po, czyli miejsce łaciny w historii
Inne odcinki serii
Część 1. Lekcja martwego języka
Część 2. Abecadło z pieca spadło
Część 3. Dziwne przygody litery H
Część 4: I/J i U/V, czyli zbędne duplikacje
Część 5: Czy długość jest ważna?
Część 6. Dalsze losy G
Długie życie łaciny
Wiemy już, że w III w. p.n.e. łacina wytworzyła dojrzałą odmianę literacką, a w I w. p.n.e. i w pierwszych dwóch stuleciach naszej ery, czyli w ostatnich dziesięcioleciach republiki i w początkach okresu cesarstwa osiągnęła stadium, które nazywamy łaciną klasyczną. Literatura tego okresu stała się wzorcem naśladowanym przez przyszłe pokolenia i do dziś traktujemy ją z rewerencją. Trzeba jednak pamiętać, że łacina jako odrębny język udokumentowany w formie pisanej istniała od VII w. p.n.e., a jako język wyłącznie mówiony używana była oczywiście i wcześniej, odkąd odgałęziła się od najbliżej z nią spokrewnionych języków italskich. Język faliski, najbliższy krewny łaciny, także znany jest z inskrypcji z VII w. p.n.e., a wówczas był już na tyle różny od archaicznej łaciny, że musiało je dzielić kilkaset lat niezależnego rozwoju.
Łacina wczesnych inskrypcji różni się od klasycznej w podobnym stopniu, jak język Mikołaja Reja od dzisiejszej polszczyzny. Jest to niby ten sam język, ale jego fonologia, pisownia, słownictwo, fleksja i składnia znacznie odbiegają od klasycznych norm. Oczywiście nie ma w tym nic dziwnego. Jeśli przyjmiemy, że łacina stała się osobnym językiem około 1000 lat p.n.e., to rozwijała się niezależnie przez jakieś 900 lat (albo, jeśli kto woli, 30 pokoleń), zanim stała się „językiem Cycerona”. To dość czasu, żeby dowolny język, ewoluujący w normalnym tempie, uległ gruntownym zmianom.

A co się stało z łaciną po roku 200 n.e.? Ewoluowała nadal jako tzw. późna łacina, gromadząca kolejne innowacje i coraz bardziej różniąca się od klasycznej. Ekspansja geograficzna, a następnie rozpad imperium rzymskiego doprowadziły do wyodrębniania się odmian regionalnych, rozwijających się częściowo niezależnie, własnymi drogami. Nie da się dokładnie określić, w którym momencie różnicujące się dialekty stają się w dostatecznym stopniu wzajemnie niezrozumiałe dla swoich użytkowników, żeby można je było uznać za osobne języki: jest to rozciągnięty w czasie proces, nie zdarzenie. W przypadku łaciny utrata spójności pogłębiała się między V a VII w. n.e. Przyjmując nieco arbitralnie, że w roku 700 mamy już do czynienia raczej z wieloma językami romańskimi niż z dialektami jednego języka (późnej łaciny), możemy uznać, że język łaciński istniał ok. 1700 lat, zanim rozszczepił się na języki potomne. Zaledwie 300 lat z tego długiego okresu opatrujemy etykietą „łacina klasyczna”.
Łacina klasyczna i inne łaciny obok niej
Łacina nie wymarła, tylko dała początek dużej grupie języków potomnych istniejących do dzisiaj. Obok nich – jak już widzieliśmy – pozostała w użyciu łacina „szkolno-kościelna”, sztucznie skodyfikowany język nawiązujący do odmiany klasycznej, używany w celach specjalnych przez ludzi wykształconych, ale nieposiadający rodzimych użytkowników. Co pewien czas poddawano go reformom, starając się przywracać mu przynajmniej pozory podobieństwa do łaciny z początku naszej ery.
Uprzywilejowany status łaciny klasycznej w naszym kręgu kulturowym wynika z faktu, że jest ona znakomicie udokumentowana dzięki zachowanym tekstom różnego typu (a przez to łatwo dostępna badaczom) i że uległa standaryzacji. W czasach, gdy była językiem żywym, skodyfikowano jej gramatykę i ustalono zasady użycia, których z grubsza nadal przestrzegamy, ucząc się łaciny szkolnej. Byłoby jednak poważnym błędem sądzić, że w tych regułach ujawnia się jakaś esencja łacińskości i że łacina klasyczna była dostojniejsza bądź doskonalsza niż odmiany istniejące przed nią, po niej lub obok niej.
Kariera historyczna języków zależy w nieporównanie większym stopniu od czynników pozajęzykowych – jak na przykład ekspansjonistyczna strategia republiki rzymskiej, a następnie cesarstwa, rozwój instytucji państwowych i etos określany jako mōs maiōrum (obyczaj przodków). Kojarzymy łacinę klasyczną z pasmem sukcesów militarnych i politycznych Rzymian i z rozwojem imperium; niewątpliwie dodaje jej to blasku w naszych oczach. Ale jako język nie była ani piękniejsza, ani logiczniejsza, ani obdarzona większą siłą wyrazu niż dowolny inny język. Dialekty regionalne i ludowe, z których rozwinęły się języki romańskie, nie były „zepsutymi” odmianami łaciny klasycznej, tylko niezależnymi produktami ewolucji języka, które wykształciły własne reguły gramatyczne, słownictwo czy cechy wymowy. Spełniały swoje funkcje społeczne i komunikacyjne równie dobrze jak każdy żywy język.
Widzieliśmy, że niektóre cechy odróżniające łacinę późną od klasycznej istniały już w okresie starołacińskim i widoczne są w archaicznych inskrypcjach. Nie oznacza to, że jakimś cudem ożyły po okresie zaniku, tylko że nawet w okresie dominacji klasycznego języka literackiego trwały sobie w najlepsze poza językiem standardowym, ujawniając się czasem w nieoficjalnych inskrypcjach, choć unikano ich w uczonych traktatach, dziełach literackich i w stylu oratorskim. Łacina literacka była tworem w dużym stopniu sztucznym, ukształtowanym przez gusta konserwatywne i purystyczne. Równolegle z nią istniała oczywiście nieregulowana przez autorytety publiczne łacina mówiona. Ona także nie była jednolita, bo inaczej mówili wykształceni patrycjusze, inaczej wiejska ludność okolic Rzymu czy wielkomiejski plebs, jeszcze inaczej mieszkańcy prowincji, kupcy, żołnierze, rolnicy czy niewolnicy.
Kontakty łaciny z innymi językami
Przy innej okazji opisywałem sytuację językową Italii przed okresem dominacji Rzymu. Łacina była częścią grupy italskiej języków indoeuropejskich. Z początku jej zasięg ograniczał się do krainy Lacjum nad dolnym Tybrem. O wiele szerzej rozprzestrzenione były spokrewnione z nią liczne języki sabelskie (osko-umbryjskie), a w północnej części Półwyspu Apenińskiego dominował nieindoeuropejski język etruski i języki celtyckie, nie wspominając o innych, mniej znanych elementach mozaiki językowej. Łacina stopniowo wypierała te języki, w miarę jak ich użytkownicy ulegali asymilacji politycznej i kulturowej. Podobnie rzecz się miała na Sardynii, w Afryce Północnej, Iberii, Galii, na Bałkanach, a do pewnego stopnia także w zromanizowanej części Brytanii. Ludność miejscowa przechodziła na łacinę, najpierw jednak stawała się dwujęzyczna lub wielojęzyczna, co sprzyjało przejmowaniu przez miejscową łacinę niektórych cech języków, na które się nawarstwiła.1
Miało to wpływ na przykład na nawyki dotyczące szczegółów realizacji fonetycznej głosek, odróżnianie samogłosek krótkich od długich, przestrzeganie tradycyjnych reguł akcentowania, zasób słownictwa (w tym zapożyczeń z innych języków) czy tendencję do używania różnych innowacji fleksyjnych lub składniowych. Na przykład łacina północnoafrykańska powstała na lokalnym podłożu etnicznym: większość ludności miejscowej posługiwała się językami berberyjskimi, a mimo klęski Kartaginy język punicki był używany w dawnych koloniach fenickich aż do upadku zachodniego cesarstwa. W Iberii, choć tylko język baskijski przeżył na tym terenie starcie z łaciną, języki Iberów, Luzytanów czy Celtyberów wywarły pewien wpływ na kształtowanie się łaciny iberyjskiej. Podobnie było z językami celtyckimi Galii i Brytanii, a także z językami rdzennych ludów prowincji bałkańskich podbitych przez Rzym. Po okresie „wędrówek ludów”, zainicjowanych przez najazd Hunów w IV–V w. n.e., ta mieszanka języków została wzbogacona przez liczne dialekty wschodnio- i zachodniogermańskie.2

Charakterystycznym przykładem wzajemnych wpływów są relacje łączące język rumuński z albańskim. W rumuńskim występuje wiele zapożyczeń „substratowych” ewidentnie spokrewnionych ze słowami albańskimi. Są to często słowa opisujące środowisko naturalne (w tym nazwy roślin i zwierząt) albo charakterystyczne elementy życia na wsi i gospodarki pasterskiej. Typowym przykładem może być rumuńskie viezure ‘borsuk’, por. albańskie (gegijskie) vjedhullë, (toskijskie) vjedull.3 Nie jest to współczesne zapożyczenie z albańskiego, bo [z] (kontynuujące starorumuńskie [dz]) zastąpiło praalbańską spółgłoskę zwartoszczelinową typu *dz, a [r] jest wynikiem rotacyzmu, czyli przejścia *l > r między samogłoskami. Zmiana ta jest widoczna w słowach odziedziczonych z łaciny, ale z reguły nie występuje w zapożyczeniach z języków słowiańskich. Wskazuje to na bardzo wczesną datę przejęcia praalbańskiego *wedzula przez łacinę bałkańską.4
Z drugiej strony słownictwo albańskie zawiera mnóstwo zapożyczeń z łaciny, nawet w warstwie podstawowej. Na przykład łacińskie canis ‘pies’, centum ‘100’ zostały zapożyczone jako albańskie qen, qind. Początkowe [k] zostało w nich potraktowane w ten sam sposób: zostało zaadoptowane jako praalbańskie *k, które dopiero później, na gruncie albańskim, uległo palatalizacji przez samogłoskami przednimi5, zmieniając się w „miękkie k”, czyli [c], zapisywane q we współczesnej ortografii albańskiej.6 Zapożyczenie jest zatem starsze niż na przykład rumuńska palatalizacja łacińskiego [k] przed e, i.7
O tym, że albański czerpał zapożyczenia z dialektu łacińskiego podobnego do tego, z którego rozwinął się rumuński, świadczy także semantyka. Na przykład łacińskie słowo palūs ‘bagno, mokradło’ (biernik palūdem) uległo w kilku gałęziach grupy romańskiej metatezie, czyli przestawce spółgłosek: palūde− > padūle‐. Jednak w łacinie bałkańskiej nastąpiła także zmiana znaczenia: padūle‐ zaczęło oznaczać ‘las’. Takie jest znaczenie rumuńskiego pădure i arumuńskiego pãduri. W praalbańskim zapożyczenie łacińskie przybrało formę *pədūɫ‐. Spółgłoska *d zanikła między samogłoskami, wskutek czego nastąpiło ściągnięcie obu sylab w jedną: *pūɫ‐ > współczesne albańskie pyll [ˈpyɫ], również o znaczeniu ‘las’.
Albański i rumuński są zatem w pewnym sensie dwiema stronami jednej monety. Dwujęzyczna ludność używająca zarówno języka praalbańskiego, jak i łaciny, podzieliła się na dwie społeczności: jedną silnie zromanizowaną i drugą, która utrzymała swój dawny język, przy czym obie zachowały liczne ślady wzajemnych wpływów językowych.8
O pożytkach z mówienia ludziom, jak się nie mówi
Jeżeli istnieje jakiś pożytek z preskryptywizmu językowego, czyli pouczania ludzi, jak powinni mówić, to polega on na tym, że potomność, czytając zalecenia poprawnościowe z dawnych wieków, dowiaduje się, jak naprawdę brzmiał język potoczny danej epoki. Jeżeli jakaś forma jest piętnowana, to niewątpliwie występuje w mowie wielu użytkowników; w przeciwnym razie nie zwrócono by na nią uwagi.
Jeśli ktoś uznaje za stosowne informować świat, że biernik wyrażenia ta pani brzmi tę panią, a nie tom paniom, to znaczy, że choć we wzorcowej, sztucznie skodyfikowanej odmianie polszczyzny oficjalna norma nakazuje (a) odróżniać biernik tę od narzędnika tą oraz (b) wymawiać końcowe ‐ą jako dyftong nosowy [ɔw̃], to pierwsze zalecenie jest łamane tak nagminnie, że zaczęto traktować biernik tą jako oboczność dopuszczalną w swobodnych wypowiedziach9, a wymowa ‐ą jako [ɔm] jest tak rozpowszechniona, że walka z nią jest raczej beznadziejna. W języku pisanym wariant konserwatywny tę panią włada niepodzielnie, ale pisownia pisownią, a mowa mową.
Oczywiście łacina wzorcowa także miała swoich obrońców. Jednym z nich był anonimowy autor tekstu znanego jako Appendix Probi (Aneks do Probusa). Aneks zachował się w postaci odpisu z VII–VIII w., ale oryginał musiał powstać wcześniej, między III a V wiekiem, czyli w okresie późnołacińskim. Dołączono go przypadkiem do kopii traktatu Instituta Artium, błędnie przypisywanego Probusowi, gramatykowi rzymskiemu z I w. n.e. (stąd nazwa).
Aneks (a dokładniej jeden z kilku dokumentów, które się nań składają) zawiera listę 227 „błędów pisowni” zestawionych z formami poprawnymi (klasycznymi). Przykłady nie są opatrzone żadnym komentarzem, łatwo je jednak uogólnić, ponieważ ilustrują regularnie powtarzające się zjawiska. Autor zaleca na przykład, żeby wystrzegać się synkopy, czyli skracania wyrazów kilkusylabowych wskutek niewymawiania samogłoski nieakcentowanej w przedostatniej sylabie. To znaczy – nie wyraża tego zalecenia wprost, tylko podaje liczne przykłady typu „calidus non caldus”. Klasyczne łacińskie calidus ‘zimny’ traciło środkową sylabę, zmieniając się w caldus – formę piętnowaną przez autora Aneksu. Czy skutecznie? Ani trochę. W językach romańskich mamy następujące refleksy tego słowa: sardyńskie caldu, rumuńskie i katalońskie cald, włoskie, hiszpańskie i portugalskie caldo, francuskie chaud itd. Wszystkie bez wyjątku pochodzą od synkopowanego caldus.

Synkopie mogły towarzyszyć inne zjawiska, np. zmiany grup spółgłoskowych powstających wskutek zaniku samogłoski. Klasyczne łacińskie vetus ‘stary’ miało skomplikowaną, nieregularną fleksję, ponieważ należało do archaicznego schematu odmiany (tematy na *‐es‐); np. dopełniacz brzmiał veteris. Częstym sposobem na unikanie kłopotów z odmianą takich słów (wielokrotnie stosowanym także w języku polskim i innych językach słowiańskich) jest dodawanie przyrostka, który nie zmienia ich znaczenia, ale przenosi je do jakiegoś regularnego, produktywnego typu odmiany. Dlatego Rzymianie chętnie zastępowali vetus synonimem vetulus (dopełniacz vetulī). Zachowywał się on przyzwoicie, odmieniając się tak jak większość przymiotników. Tworzył na przykład formę żeńską vetula i nijaką vetulum z przejrzystymi końcówkami (podczas gdy forma vetus była identyczna dla wszystkich trzech rodzajów). Przyrostek ‐ul‐ < *‐elo‐ miał pierwotnie funkcję zdrabniającą (vetulus oznaczał z początku ‘podstarzały’ raczej niż ‘stary’), ale funkcja ta zatarła się z czasem.
Nieakcentowana sylaba środkowa zanikała w późnej łacinie: vetulus > vetlus. Grupa /tl/ była w łacinie rzadka, a przez to kłopotliwa w wymowie; zwykle była zastępowana przez /kl/.10 Stąd kolejna zmiana: vetlus > veclus. Autor Aneksu ostrzega zatem: „vetulus non veclus”. I znów nikt nie posłuchał głosu wołającego na puszczy: rumuńskie vechi, włoskie vecchio, francuskie vieux/vieil, katalońskie vell, hiszpańskie viejo, portugalskie velho itd. (wszystkie o znaczeniu ‘stary’) pochodzą od veclus, nie od vetulus.
Zdrabniano także rzeczownik auris ‘ucho’ → auricula ‘uszko’ lub ōricula (z dialektalnym „wygładzeniem” dyftongu). Tu także przestano traktować formy z sufiksem jako zdrobniałe, a w późnej łacinie straciły one nieakcentowaną samogłoskę przedostatniej sylaby: auricla ~ oricla. Autor Aneksu ostrzega: „auris non oricla”. Jednak niemal wszystkie romańskie nazwy ucha pochodzą od oricla: rumuńskie ureche, włoskie oreccia, francuskie oreille, katalońskie orella, hiszpańskie oreja, portugalskie orelha itd. Pozostały także ślady formy auricla (np. okcytańskie aurelha), lecz klasyczne auris zanikło zupełnie: nie było kontynuowane w żadnym języku romańskim.
Jak już wiemy (patrz część 5 tej serii), spółgłoska /n/ znikała przed /s/ już w okresie starołacińskim. W łacinie klasycznej próbowno ją rewitalizować, stąd np. forma standardowa mēnsa ‘stół, ołtarz’ obok ludowego (a także archaicznego) mēsa. Oczywiście Aneks piętnuje tę drugą formę: „mensa non mesa”. Jak łatwo zgadnąć, użytkownicy późnej łaciny mieli to w nosie, o czym świadczą sardyńskie, włoskie, hiszpańskie czy portugalskie mesa i rumuńskie masă.11
Aneks ostrzega także przed pomijaniem końcowego m (patrz część 5) i niewymawianiem h (patrz część 3), przed myleniem b i v, czyli fonemów /b/ i /w/ (patrz część 4), przed upraszczaniem grup spółgłoskowych („auctor non autor, auctoritas non autoritas”), przed stosowaniem wyrównań analogicznych w deklinacji i koniugacji, a także przed wieloma innymi zjawiskami, które i tak zaszły w językach romańskich mimo tych ostrzeżeń. Jeśli piszemy dziś autor, autorytet (a nie „auktor, auktorytet”), to dlatego, że nawet w średniowiecznej łacinie szkolnej używano wariantów uproszczonych autor, autoritas (lub pseudoerudycyjnych author, authoritas) zamiast „poprawnych” form klasycznych auctor, auctōritās.
Autor Aneksu do (Pseudo-)Probusa trudził się zatem nieskutecznie; mimo to jego praca nie poszła na marne. Aneks daje językoznawcom nieoceniony wgląd w różnice między żywą łaciną mówioną mniej więcej z IV w. n.e. a sztucznie konserwowanym językiem literackim z tego samego okresu, wciąż próbującym naśladować wzorcową łacinę wykształconych Rzymian z czasów Juliusza Cezara lub Oktawiana Augusta.
Aneks mówi nam jeszcze jedno: często występujące „błędy językowe” nie są przypadkowymi skazami na urodzie języka. Mają zwykle racjonalną, logiczną podstawę i układają się w regularne wzorce zapowiadające kierunek przyszłych albo już zachodzących zmian. Mówi się czasem – całkiem słusznie – że dzisiejsze błędy staną się jutro normą zawzięcie bronioną przez kapłanów poprawności językowej. Można by to nawet wyrazić po łacinie w formie sentencji: Errōrēs hodiernī crās norma erunt.
Na tym kończymy przegląd wybranych zagadnień dotyczących łaciny – języka, o którym warto mieć jakie takie pojęcie, skoro aspirujemy do miana spadkobierców cywilizacji i kultury śródziemnomorskiej. Jeśli pominąłem coś, o czym chętnie byście przeczytali, zachęcam do pytań i dyskusji w komentarzach.
Przypisy
- „Peryferyjne” języki romańskie, które dzięki swojej lokalizacji geograficznej słabiej ulegały wtórnym wpływom, zachowały wiele cech pierwotnych lub rozwinęły innowacje niespotykane gdzie indziej. Należą tu np. język sardyński, rumuński czy języki retoromańskie (romansz, ladyński, friulski) w Alpach. Nie oznacza to, że są one pierwotniejsze czy bliższe „prawdziwej” łacinie. Każdy język romański ma za sobą tak samo długi czas rozwoju od wspólnego przodka i nagromadził w tym czasie wiele zmian nawet w warunkach względnej izolacji. ↩︎
- Nie wszędzie regionalne odmiany łaciny zdążyły się rozwinąć w języki romańskie. Łacina afrykańska wymarła wskutek ekspansji języka arabskiego, łacina brytyjska znikła po przybyciu zachodniogermańskich Anglosasów, skurczył się także zasięg łaciny bałkańskiej. ↩︎
- Gegijski i toskijski to dwie główne odmiany terytorialne (północna i południowa) języka albańskiego. Stanowią one grupy dialektów znacznie różniące się od siebie; rozdzieliły się w drugiej połowie I tysiąclecia n.e. Współczesny standard literacki oparty jest głównie na odmianie toskijskiej. ↩︎
- Patrz też arumuńskie yedzãre, yedzurã. Język arumuński (używany głównie w Grecji i Macedonii) jest jednym z kilku nadal istniejących potomków łaciny bałkańskiej (pozostałymi są rumuński, czyli oficjalny język Rumunii i Mołdawii, oraz dwa krytycznie zagrożone języki: meglenorumuński i istrorumuński). ↩︎
- W łacińskim canis samogłoska pierwszej sylaby nie była przednia, ale w zapożyczonym praalbańskim *kani‐ zaszedł tzw. umlaut: wskutek upodobnienia do *i (w drugiej sylabie) samogłoska *a zmieniła się w *e, które spowodowało zmiękczenie spółgłoski: *ken‐ > qen. ↩︎
- Rzeczywista wymowa albańskiego q może być zwarta [c] lub zwartoszczelinowa [cç]. ↩︎
- Rumuńska nazwa psa, câine, zachowała twarde [k]. Rumuńskie słowo oznaczające ‘100’ nie jest kontynuacją łacińskiego centum, ale bardzo starym zapożyczeniem słowiańskim: sută < *sъto. ↩︎
- Dyskusja o tym, który konkretnie z używanych w starożytności tzw. języków paleobałkańskich (dacki? iliryjski?) był przodkiem albańskiego, ma niewielki sens, bo nasza wiedza o tych językach jest szczątkowa. O sytuacji językowej starożytnych Bałkanów pisałem tutaj. ↩︎
- Jest to po prostu „zalegalizowanie” faktu dokonanego. O historii i współczesnej wymowie polskich samogłosek nosowych można przeczytać tutaj. ↩︎
- Jest to przykład dysymilacji, czyli rozpodobnienia. Zbitka spółgłoskowa /tl/, której oba elementy mają to samo miejsce artykulacji, jest mało wyrazista akustycznie, dlatego w wielu językach bywa na różne sposoby eliminowana. Jednym ze sposobów jest zastępowanie jej przez /kl/. ↩︎
- Wariant bez nosówki, mēsa, widzimy także w językach, które zapożyczyły to słowo z łaciny, np. w gockim mēs ‘stół, talerz, misa’ czy walijskim mwys ‘kosz’ (ze zmienionym znaczeniem). ↩︎
Lektura uzupełniająca
- Appendix Probi
- Omówienie niektórych charakterystycznych przykładów z Aneksu: Danny L. Bate.
Spis ilustracji
Ryc. 1. Złota fibula (zapinka) z Praeneste z VII w. p.n.e., z jedną z najstarszych znanych inskrypcji starołacińskich (kierunek od prawej do lewej): MANIOS ME FHE FHAKED NVMASIOI (Manios [Maniusz] mnie wykonał dla Numasiosa [Numeriusza]). Przez kilkadziesiąt lat inskrypcja była uważana za dziewiętnastowieczny falsyfikat jako zabytek zbyt idealny, żeby mógł być prawdziwy, ale w XXI w. zarówno analizy językoznawczo-paleograficzne, jak i badania za pomocą skaningowego mikroskopu elektronowego potwierdziły jej autentyczność. Museo nazionale preistorico etnografico Luigi Pigorini, Rzym. Foto: Marie-Lan Nguyen 2009. Źródło: Wikimedia (licencja CC BY 2.5).
Ryc. 2. Trójjęzyczny napis w języku ladyńskim (grupa retoromańska), niemieckim i włoskim. Południowy Tyrol, Włochy. Nagłosowe łacińskie [ɡl] (w słowie glaciēs ‘lód’) rozwinęło się we włoskie [ɡj] (ghiaccio), we francuskim (glace) i częściowo w językach retoromańskich (romansz glatsch) zachowało pierwotną wymowę, natomiast w ladyńskim – w dialekcie z doliny Gherdëina/Gardena – zmieniło się w [dl] (dlacia). Foto: Gérard Janot 2009. Źródło: Wikimedia (licencja CC BY-SA 3.0).
Ryc. 3. Appendix Probi. Biblioteka Narodowa im. Wiktora Emanuela III, Neapol. Źródło: Université Paul-Valéry Montpellier 3 (domena publiczna).
Autor
-
Językoznawca specjalizujący się w językoznawstwie historycznym, badaniu zmian językowych i językoznawstwie ewolucyjnym. Miłośnik nauk ścisłych i przyrodniczych ze szczególnym naciskiem na biologię, nie tylko ze względu na jej powiązania z językoznawstwem i analogie między ewolucją organizmów i języków. Gorący zwolennik popularyzowania nauki i niezamykania się naukowców w wieży z kości słoniowej.
X (Twitter): @P_Gasiorowski,
BlueSky: @piotrgasiorowski.bsky.social
Ostatnie wpisy
biologia16 stycznia 2026Bakterie? To nie takie proste. Część 3: Złożoność i adaptacja
językoznawstwo29 grudnia 2025Etymologiczna opowieść zimowa. Część 5: Obmierzły mróz
biologia8 grudnia 2025Bakterie? To nie takie proste. Część 2: Bakterie jak grzyby
EM poleca3 grudnia 2025EM Poleca (#36) Nigel Warburton – „Krótka historia filozofii”



A co ciekawego z łaciny zostało do dzisiaj w naszym języku? Jakie wpływy widać?
Przede wszystkim ogromna liczba zapożyczeń (nowszych, których łacińskość widać na pierwszy rzut oka) i bardzo starych, często z drugiej ręki (przefiltrowanych przez niemiecki lub czeski). Razem ze słownictwem zapożyczyliśmy część łacińskiej morfologii słowotwórczej, np. rdzeń decyd– tworzy nie tylko czasownik decydować, ale także pochodne, jak decyzja, decydent (łacińskie dēcīsiō, dēcīdēns). Mamy też niezliczone kalki semantyczne z łaciny, na przykład słowo obfity < staropolskie opłwity (spokrewniony z opływać) naśladuje łacińskie abundāns ’opływający’. A skoro już o pływaniu mowa, słowo wpływ jest dosłownym tłumaczeniem łacińskiego īnfluentia.
W czasach, kiedy fundamentem edukacji w szkołach takich jak kolegia jezuickie była nauka łaciny (uwaga: fundament, edukacja, szkoła, kolegium i łacina to zapożyczenia z łaciny), każdy jako tako rozgarnięty polski szlachcic potrafił na sejmiku zaimprowizować mowę po łacinie. A jeśli nawet w prywatnej korespondencji w każdym zdaniu było jakieś słowo lub wyrażenie łacińskie, oczywiście setki z nich otrzymywały w końcu polskie końcówki fleksyjne i stawały się zapożyczeniami.
Łacina była używana jako język komunikacji międzynarodowej, jak dziś angielski, dlatego większość języków europejskiego kręgu kulturowego jest nafaszerowana zapożyczeniami z łaciny, co ułatwia naukę języków, bo wiele wyrazów rozpoznajemy bez trudu. Oczywiście zdarza się także, że zapożyczenia zmieniały znaczenie i dziś ich podobieństwo może być mylące. Na przykład polskie słowa aktualnie i ewentualnie mają inne znaczenie niż angielskie actually i eventually, ale takich „fałszywych przyjaciół” jest mniejszość.