RATOWANIE KREMLA cz. 4

Wspomaganie, mniej lub bardziej aktywne, krwawego dyktatora na Kremlu przez Donalda Trumpa zaskoczyło wielu komentatorów – ale nie powinno. Owi komentatorzy wyrażali zdziwienie, że Ameryka Republikanów wspiera rzekomego wiecznego nieprzyjaciela, pogrobowca Rosji Sowieckiej i równie wrogiego ZSRR. Mnie jednakowoż jawne poparcie Pomarańczowego Kłamcy dla byłego pułkownika KGB zupełnie nie zdziwiło, albowiem Stany Zjednoczone już wcześniej uratowały Związek Radziecki przed upadkiem, i to nie mniej niż czterokrotnie.
W 1944 roku, w Moskwie, Stalin ponownie obiecał, że zaatakuje Japonię, ale naturalnie nie za darmo, tylko w rezultacie znacznie zwiększonych dostaw z USA. W sumie przez całą wojnę Stany Zjednoczone przekazały sowieckiemu dyktatorowi towary o łącznej wartości 11,3 miliarda dolarów, co podług dzisiejszej wartości waluty amerykańskiej daje ponad 180 miliardów dolarów. Kto reprezentował rząd USA podczas tych rozmów? Nikt inny, tylko ten sam W. Averell Harriman, który na budowaniu fabryk zbrojeniowych dla Stalina w latach trzydziestych zarobił niewiarygodne pieniądze (czynił to ze swym wspólnikiem w biznesie, niejakim Armandem Hammerem, o którym jeszcze porozmawiamy).

Związek Radziecki, nominalnie dyktatura ludu pracującego miast i wsi, reprezentowana przez Stalina, w Jałcie obiecał Amerykanom, że uderzy na Japonię nie później niż trzy miesiące po zakończeniu działań wojennych w Europie. Po podpisaniu bezwarunkowej kapitulacji Niemiec stało się jasne, że mowa o cezurze 8-9 sierpnia 1945 roku. Ale… 13 kwietnia 1941 roku Stalin podpisał z sojusznikiem swojego jedynego sojusznika, Hitlera, czyli Cesarstwem Japonii, pakt o nieagresji, którego obydwie strony dość skrupulatnie przestrzegały. W 1944 roku Japończycy asekurancko przyznali Sowietom dodatkowo dostęp do kopalń na Sachalinie, ułatwili rybołówstwo i pozwolili na transport broni z USA przez terytoria przez siebie okupowane. Nawet po zrzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę Japończycy jeszcze naiwnie wierzyli, że Kreml włączy się w negocjacje z USA i aliantami USA w roli neutralnego mediatora. Tokio zwróciło się do Stalina o pomoc w uzyskaniu lepszych warunków kapitulacji w zamian za ustępstwa terytorialne, korzystne dla ZSRR. Stalin pozornie się zgodził, ale grał na czas – wiedział, jak wiele może zyskać.

Moskwa wypowiedziała Japonii wojnę 8 sierpnia 1945 roku, dwa dni po Hiroszimie i na jeden dzień przed Nagasaki, w istocie ostatniego dnia okresu uzgodnionego z naiwnymi aliantami w Jałcie. Los Kraju Wschodzącego Słońca był przesądzony i Sowieci o tym świetnie wiedzieli. Pozornie wypełniając zobowiązanie wobec Ameryki, Stalin korzystał z okazji, by bezkarnie zagarnąć ogromne obszary w Azji. Realizowały się imperialistyczne ambicje Stalina, finansowane przez amerykańskiego podatnika. Mandżuria, Chiny, pół Korei i tak dalej – wszystkie te tereny weszły w skład sowieckiej sfery wpływów, w dodatku dzięki zastosowaniu broni wyprodukowanej w fabrykach zbudowanych przez Amerykanów bądź przez tych samych Amerykanów za darmo dostarczonej. Trudno naprawdę znaleźć mocniejszy przykład doktrynalnej hipokryzji.

(Wikimedia Commons)
Czwarty przypadek wsparcia amerykańskich kapitalistów wobec ludobójczego reżimu z Kremla to zjawisko, rozgrywające się przez wiele dekad i dotyczące człowieka, który w latach 80. XX wieku był celebrytą i towarzyszem wielu prezydentów USA. Chodzi o Armanda Hammera. Jak to bywa u komunistów, nazwisko miał nie do końca prawdziwe, podobnie jak jego ojciec – ale kto przejmowałby się takimi detalami. W końcu Lenin nie nazywał się Lenin, a Stalin – Stalin. Jego ojciec, Julius, prowadził w USA biznes farmaceutyczny, zarazem organizując po kryjomu komunistyczne struktury rewolucyjne – i pewnie utrzymując przy życiu kremlowską siatkę szpiegowską. Syna nazwisko w pełnej formie, czyli „Armand Hammer”, podejrzenie bliskie jest nazwie godła komunistów amerykańskich, czyli ramienia trzymającego młot – „arm and hammer”. Julius prowadził tuż po rewolucji październikowej interes, którego treścią było przekazywanie poprzez Łotwę do czerwonej Rosji towarów, objętych amerykańskim embargiem. Ludzie Lenina za deficytowe dobra płacili diamentami. W rozliczeniach brał udział także łotewski bank. Skąd starszy Hammer miał środki na taką działalność i skąd miał kontakty, możemy się tylko domyślać. Notabene przez ten sam bank na Łotwie biegły rozliczenia sowiecko-niemieckie w obszarze ściśle tajnej współpracy wojskowej.

Syn trochę studiował medycynę, ale po spartolonym usunięciu ciąży u swojej znajomej, za co odpowiedzialność wziął na siebie jego ojciec i poszedł zamiast niego do więzienia, zajął się bardziej rodowym interesem. Pojechał do Rosji Sowieckiej w 1921 i w jakiś tajemniczy sposób wkradł się w łaski cara Włodzimierza Lenina oraz jego dworu. Stał się niemal natychmiast trwałym łącznikiem między dwoma na pozór niekompatybilnymi światami, robotniczym rajem i krwiożerczym światem kapitalizmu. Takim łącznikiem pozostał przez kolejne 60 lat.

Zanim w fabryce zbudowanej przez Amerykanów rozpoczęto licencyjną produkcję traktorów Fordson, Hammer pośredniczył w masowym imporcie tysięcy takich ciągników rolniczych produkcji Forda do Kraju Rad. Henry Ford, który przez całe życie otwarcie tępił Żydów w społeczeństwie, bez trudu dogadywał się z emisariuszem Lenina, Żydem Hammerem. Armand stał się monopolistą w zakresie zaopatrywania sowieckiej biurokracji w materiały papiernicze. Ułatwiał liczne międzynarodowe transakcje, korzystne dla Kremla. Najprawdopodobniej także finansował i wspierał organizacyjnie sowieckie siatki szpiegowskie na Zachodzie.

Jak rozliczali się z nim skąpcy z Kremla? Początkowo w diamentach, później podobno w sławetnych jajach Fabergé. Jak głosi wieść gminna, do jaj dołączono oryginalne narzędzia Carla Fabergé, których używał do znakowania swoich dzieł własnymi cechami probierczymi – dzięki temu Hammer wraz z bratem mogli produkować owe artefakty seryjnie i po jakimś czasie stać się istotnymi graczami na rynku dzieł sztuki. Część zapłaty, której Moskwa nie mogła uiścić w gotówce, stanowiły dzieła sztuki zabrane z rosyjskich muzeów, które Hammer zostawiał sobie albo sprzedawał, kultywując wizerunek znawcy sztuki.

Lenin go uwielbiał i dał mu w prezencie namalowany przez jakiegoś artystę swój portret. Co ciekawe, podejrzliwy Stalin nie pozbył się go, ale zwiększył jego wpływy i obdarzył pełnym zaufaniem. Kolejni sowieccy dyktatorzy również polegali na Hammerze, a jego wpływ na politykę zagraniczną USA wobec ZSRR trudno przecenić. Nawet Breżniew go lubił, a Jurij Andropow, architekt krwawej interwencji wojsk sowieckich na Węgrzech w 1956, uważał go za przyjaciela.

Amerykańscy prezydenci co najmniej go tolerowali, a większość z nich ceniła go i szanowała; on wspierał finansowo ich kampanie wyborcze, a gdy któryś datek okazał się niezgodny z prawem, George Bush zwyczajnie go ułaskawił. Prezydentom nie wadziło nawet to, że firma Hammera, Occidental Petroleum, czerpała ogromne zyski z kontraktu na dostawy ropy naftowej z wrogim Ameryce dyktatorem Libii, Muammarem Kadafim. Sprzeczność na sprzeczności, ale wpływy Hammera to materiał na poważną, obiektywną książkę, której do dziś nikt nie odważył się napisać.

Piątym przypadkiem, gdy prezydent USA dba o to, by krwawy reżim na Kremlu nie upadł, jest przypadek prezydenta Trumpa.

Autor
- Pisze i publikuje od 40 lat, o samochodach i samolotach od ponad 30. Laureat nagrody Global INMA i finalista corocznego konkursu Royal Automobile Club w dziedzinie "Outstanding Journalism". Pierwszy polski obywatel, który startował w wyścigu samochodowym w Le Mans. Wielokrotny uczestnik Festival of Speed w Goodwood. Stały współpracownik portalu moto.pl oraz miesięczników Octane i Aeroplane.
Ostatnie wpisy
20-lecie międzywojenne7 stycznia 2026HAUTE COUTURE cz. 4: od Bugatti do kolejki linowej
20-lecie międzywojenne2 stycznia 2026HAUTE COUTURE cz. 3: CZARODZIEJ Z PARYŻA
20-lecie międzywojenne22 grudnia 2025HAUTE COUTURE cz. 2: Figoni & Falaschi
20-lecie międzywojenne12 grudnia 2025HAUTE COUTURE cz. 1





B. ciekawa seria. Dzięki. Pozr. aPc
Noooo….. to teraz zaczyna sie wszystko kleic do kupy. Dziekuje