EM poleca (#28) – Kate Brown „Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne”
Plutopia – plutonowa utopia – to doskonały neologizm stworzony przez Kate Brown. W sumie lapidarnie, ale niezwykle celnie podsumowuje treść książki. Traktuje ona o promieniotwórczym dramacie dwóch miast leżących na przeciwległych krańcach Ziemi. Nie, nie chodzi tu o Czarnobyl i Fukushimę – o tych dwóch miastach słyszał każdy. Tu mowa o znacznie mniejszych, ale ważnych miejscach.
Prof. Kate Brown, amerykańska historyczka z MIT, a wcześniej z Uniwersytetu Maryland, wykonała gigantyczną pracę, której efektem jest opowieść o dwóch miastach, bardzo różnych, ale mających wiele wspólnego. Oziorsk (ZSRR) i Richland (stan Washington, USA) – oba gdzieś na uboczu, ukryte przed oczami ciekawskich. Prawdopodobnie większość z ich mieszkańców nawet nie miała świadomości istnienia tego drugiego. W pierwszym mówiono po rosyjsku, pewnie trochę znano też angielski ze szkoły, natomiast w tym drugim pewnie nieliczni tylko byli w stanie czytać grażdankę. Richmond było miasteczkiem przejętym w czasie II wojny światowej przez armię USA z założeniem, że stanie się ono sypialnią kompleksu wojskowego Hanford Site (rząd przejął wtedy ponad 170 tys. ha). Dziś nazwa Hanford kojarzy się z zupełnie innym projektem naukowym, tym razem nie militarnym, a mianowicie z LIGO – detektorem fal grawitacyjnych.
Z kolei Oziorsk był zbudowanym od zera miastem, znanym na początku jako Baza-10, które służyło jako sypialnia pracowników kombinatu Majak (znanego wtedy jako Czelabińsk-40). Tu warto dodać, że Oziorsk nadal jest miastem zamkniętym, a pani Brown odmówiono przepustki, gdy chciała się tam udać.
Historia obu tych miejsc zaczyna się w latach 40. XX w., gdy startował wyścig zbrojeń jądrowych pomiędzy USA i Sowietami, a oba państwa do konstrukcji bomb potrzebowały dużych ilości radioaktywnego plutonu. Uzyskuje się go w specjalnych typach reaktorów jądrowych, tzw. reaktorach powielających (ang. breeder reactor). Jako paliwo stosuje się w nich głównie uran-238, którego w tym przypadku nie trzeba wzbogacać. Co ciekawe – w wyniku rozpadu jądrowego uzyskuje się w nich więcej materiału rozszczepialnego (plutonu-239), niż jest tam wkładane. Same plusy: nie dość, że generowane jest ciepło oraz energia elektryczna, to „popiół” z nich może być stosowany do zadań typowo militarnych. Oczywiście trzeba te zużyte pręty paliwowe przerobić, aby uzyskać czysty pluton do bomb, ale to już osobna historia. Minusem tego typu reaktorów jest to, że pręty paliwowe trzeba wymieniać co kilka miesięcy, a nie co kilka lat.
Technika jądrowa, zarówno militarna, jak też cywilna, ściśle wiąże się z bezpieczeństwem. I tu mamy ciekawostkę. Dowiadujemy się z książki o tym, że w Oziorsku pracownicy kombinatu Majak bardziej bali się KGB (sowieckiej bezpieki) niż promieniowania, z kolei w Richland zastanawiano się, na ile zrzucane do rzeki Columbia niebezpieczne ścieki będą miały wpływ na lokalne połowy łososi. Na marginesie można tu dodać, że właśnie z Richland pochodził wybitny fizyk John Wheeler, ale też Sharon Tate, żona Romana Polańskiego, zamordowana przez bandę Mansona.
Prof. Brown metodycznie przekazuje przerażające informacje o wypadkach i katastrofach, które nie omijały żadnego z tych miejsc, ale czyni to na chłodno, naukowo. O jednej z największych – straszliwej katastrofie kysztymskiej – już wcześniej pisałem. Tu mogę tylko dodać, że Autorka podaje, że wybuch kysztymski miał moc ok. 1 MT, co absolutnie nie jest prawdą. Szacuje się, że była to moc równoważna 70-75 tonom.
A jednak nawet po wypadku nie brakowało chętnych do pracy, szczególnie w ZSRR. Była dobrze opłacana, miejscowe sklepy oferowały towary, których próżno było szukać poza „zoną”, na miejscu były piękne szkoły, boiska sportowe, hale widowiskowe. Zwykli robotnicy mogli się poczuć elitą.
Odizolowane od reszty kraju małe społeczeństwa mogły się czuć wyróżnione, ale tylko do czasu. Promieniowania ani też powodowanej przez nie katastrofy ekologicznej nie widać, widzimy dopiero jej skutki. Pluton-239, jod-131 czy stront-90 nie cuchną. I bardzo rzadko zabijają na miejscu. Wbrew temu, w co wierzyli (a często do dziś wierzą) Rosjanie mieszkający w tamtych okolicach, wódka nie jest antidotum.
Dziś, ponad 80 lat po powstaniu atomowych miast, problem pozostaje. Płynąca w okolicy Oziorska uralska rzeka Tiecza jest nadal silnie radioaktywna, a ludzie, którzy tam mieszkają, są mimowolnymi uczestnikami przerażającego eksperymentu medycznego, w którym nadal bada się wielopokoleniowe oddziaływanie promieniowania na organizm człowieka.
Tu warto dodać, że opisywane przez Autorkę miasta nie były jedynymi, w których promieniotwórczość wyrządziła olbrzymie szkody. Takich miejsc było (po obu stronach oceanu) zdecydowanie więcej. I nie można tu użyć stopniowania. Wszystkie one w jakimś stopniu ucierpiały, a w wielu przypadkach zanieczyszczenia trwają do dziś. Przypomnę: promieniotwórczości nie da się rozłożyć ani nie da się też przyspieszyć rozkładu radioaktywnego. Prawa natury są nieubłagane.
Szczerze mogę polecić tę książkę wszystkim, choć chcę uprzedzić, że nie jest to łatwa lektura. Napisana bardzo sprawnie, bez używania specjalistycznego języka. Co ciekawe – polskie wydanie „Plutopii” ukazało się dokładnie 500 lat po publikacji „Utopii” Tomasza Morusa. No cóż, signum temporis.
O autorce:
Kate Brown (ur. 1965) jest profesorem historii na MIT. Specjalizuje się w historii nauki, ze szczególnym uwzględnieniem fizyki i technologii jądrowej, przede wszystkim ich wpływu na ludzi i środowisko naturalne. W 2020 roku została nominowana do nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.
Dane bibliograficzne:
Autor: Kate Brown
Wydawnictwo Czarne
Rok wydania: 2019
tłumacz: Tomasz Bieroń
ISBN: 978-83-8049-903-4
Autor
-
Jestem emerytowanym chemikiem, który nadal pisze o rozmaitych sprawach, głównie na łamach miesięcznika „Wiedza i Życie”. Interesuję się naukami ścisłymi, twórczością Leonarda Cohena, popularyzuję e-papierosy jako metodę wychodzenia z nałogu palenia tytoniu. Słucham dobrej muzyki z lat 60. i 70. oraz tzw. piosenki autorskiej (poezji śpiewanej). Bardzo lubię czytać książki – różne, różniste.
Twitter: Mirek „Stary Chemik”
BlueSky: @oldchemist.bsky.social
Ostatnie wpisy
EM poleca10 grudnia 2025EM Poleca (#37) Chris McNab – J. Robert Oppenheimer. Człowiek, który stworzył bombę atomową
EM poleca19 listopada 2025EM Poleca (#34) Benjamín Labatut – „Maniak”
chemia29 października 2025Hel – niezwykły i niezbędny
EM poleca15 października 2025EM poleca (#31) Karol Bączkowski – Książka o pierwszej pomocy napisana przez życie




