Wakacje z łaciną. Część 4: I/J i U/V, czyli zbędne duplikacje
Inne odcinki serii
Część 1. Lekcja martwego języka
Część 2. Abecadło z pieca spadło
Część 3. Dziwne przygody litery H
Część 5. Czy długość jest ważna?
Część 6. Dalsze losy G
Część 7. Przed i po, czyli miejsce łaciny w historii
Janusowe głoski
Janus to rzymski bóg o dwóch obliczach, patron przemian, początku i końca. Metaforycznie używamy przymiotnika janusowy, mówiąc o czymś, co łączy w sobie dwie przeciwstawne właściwości.
Jedno z podstawowych rozróżnień w fonetyce dotyczy podziału dźwięków mowy na samogłoski i spółgłoski. Samogłoski to głoski „otwarte”, czyli realizowane w taki sposób, że strumień powietrza przepływa swobodnie przez gardło i jamę ustną, nie napotykając na blokadę ani na opór sprawiający, że przepływ stawałby się turbulentny. Spółgłoski to z kolei głoski „zamknięte”. Ich artykulacja powoduje albo zamknięcie przepływu powietrza w jakimś punkcie (głoski zwarte), albo takie zwężenie kanału głosowego, że słyszymy szum generowany przez turbulencje (głoski szczelinowe). Jednak stopień otwarcia zmienia się w sposób ciągły od jednej skrajności do drugiej. Należy się zatem spodziewać istnienia głosek „janusowych” zamieszkujących pas ziemi niczyjej gdzieś pośrodku skali.
Wyróżniamy dużą klasę spółgłosek zwanych sonornymi (lub rezonantami), o których pisałem tutaj. Należą do nich na przykład spółgłoski nosowe, boczne i rotyczne, a w szczególności spółgłoski zbliżeniowe (aproksymanty). Wymawiane są one podobnie jak szczelinowe, ale narządy mowy pozostawiają tyle miejsca na przepływ powietrza, że płynie ono gładko, bez słyszalnego szumu. Niektóre aproksymanty nie różnią się ułożeniem narządów mowy od samogłosek; różnica polega głównie na tym, że wymawiane są krótko (typowy czas ich trwania to kilkadziesiąt milisekund), podczas gdy samogłoska może być dowolnie przedłużana. Ponadto nie zajmują pozycji w centrum sylaby, tylko na jej obrzeżach, a zatem funkcjonują jako spółgłoski w strukturze dźwiękowej wyrazów. Nazywamy je półsamogłoskami. Najczęściej są one podobne do samogłosek wysokich, które ze względu na podniesione położenie języka najbardziej zbliżają się wymową do spółgłosek.
Typowymi i bardzo pospolitymi półsamogłoskami są [j, w], odpowiadające artykulacyjnie samogłoskom [i, u]. We współczesnej polszczyźnie głoski tego typu zapisywane jako J, Ł. Zauważmy, że w języku polskim są one osobnymi fonemami, a nie wariantami samogłosek /i, u/. Kombinację [iw] (jak w słowie ił), wymawiamy i zapisujemy inaczej niż [ju] (jak w słowie już). Szczególną cechą języka polskiego jest to, że fonem /w/ może występować w kontekstach, gdzie spodziewalibyśmy się raczej samogłoski, np. na początku wyrazu przed spółgłoską (łgarz), na końcu wyrazu po spółgłosce (mógł), a także między spółgłoskami (jabłko, płcie). Nie jest jednak interpretowany przez Polaków jako samogłoska, bo wymawiamy go krótko, a jego artykulacja jest osłabiona. W sąsiedztwie głosek bezdźwięcznych może sam ulec ubezdźwięcznieniu: [mukw̥, japw̥kɔ, pw̥tɕɛ], lub całkowitemu zanikowi: [muk, japkɔ].1 Jeśli próbujemy go wymówić z przesadną starannością, uzyskujemy efekt niepożądany: słuchacze zamiast spółgłoski słyszą samogłoskę (jak w sławetnym stwierdzeniu, że „są tylko dwie pucie”).
Język angielski także ma fonemy spółgłoskowe /j, w/, zapisywane na ogół jako Y, W, odróżniane od samogłosek wysokich zarówno długich /iː, uː/, jak i krótkich /ɪ, ʊ/. Słowa east ‘wschód’ i yeast ‘drożdze’ albo ear ‘ucho’ i year ‘rok’ różnią się obecnością albo nieobecnością nagłosowej spółgłoski.2 Sytuacja we francuskim jest mniej jasna. Występują tam samogłoski wysokie [i, y, u] i odpowiadające im półsamogłoski [j, ɥ, w], ale kontrast między nimi jest mało wyrazisty i czasem trudno stwierdzić, która głoska jest ośrodkiem osobnej sylaby. Można znaleźć przykłady świadczące, że półsamogłoski są odrębnymi fonemami. Na przykład słowo paye ‘wypłata’ wymawiane jest [pɛj] w odróżnieniu od pays ‘kraj’ [pei]; jednosylabowe trois ‘trzy’ [ˈtʁwɑ] różni się od dwusylabowego troua ‘przedziurawił’ [tʁua]; houille ‘węgiel kamienny’ wymawia się [uj] w odróżnieniu od oui ‘tak’ [wi]. Jednak w wymowie rodzimych użytkowników wahania są częste: jouer ‘grać, bawić się’ może mieć jedną sylabę [ʒwe] lub dwie [ʒue]. Podobnie jest ze słowem nuée ‘chmara’: [nɥe] lub [nye].
Łacina przypominała pod tym względem język francuski: łacińskie głoski [j, w] w zasadzie stanowiły osobne fonemy, ale kontrast między nimi a samogłoskami wysokimi, choć występował tu i ówdzie, był tak mało istotny, że Rzymianie nie widzieli potrzeby, żeby oznaczać półsamogłoski osobnymi literami.
Teraz wróćmy do imienia Janusa. Rzymianie zapisywali je IANVS. Litera I mogła oznaczać spółgłoskę [j], samogłoskę krótką [ɪ] lub długą [iː]. Podobnie litera V mogła mieć trzy wartości fonetyczne: [w, ʊ, uː].3 O ile brak rozróżnienia graficznego między samogłoskami krótkimi a długimi bywał pewnym problemem (o tym będzie kolejna część tej serii), to niemal zawsze kontekst wyraźnie wskazywał, czy I lub V należy wymówić jako samogłoskę, czy jako spółgłoskę. I na początku wyrazu przed samogłoską zawsze wymawiane było jako [j], a między spółgłoskami – zawsze jako samogłoska. We współczesnych słownikach łacińskich Janus figuruje jako Iānus (z długością samogłosek oznaczoną dla wygody użytkownika), co oznacza wymowę [ˈjaːnʊs].

Zduplikowane litery
O pochodzeniu litery V i jej zdumiewająco skomplikowanych losach już kiedyś pisałem, odsyłam więc Czytelnika do dawniejszych artykułów na ten temat (patrz tu, tu i tu). Trzeba pamiętać, że niemal po czasy współczesne V i U były różnymi kształtami tej samej litery. Oba znaki mogły oznaczać spółgłoskę bądź samogłoskę. W pisowni języków europejskiego kręgu kulturowego zaczęto je konsekwentnie rozróżniać dopiero w XVII–XVIII w. To samo dotyczy I, J. W piśmie fenickim istniał znak zwany yōd ‘ręka’ (ryc. 1), oznaczający spółgłoskę /j/. Grecy, którzy nie używali takiej spółgłoski, uprościli kształt litery (aż została z niej tylko pionowa kreska) i zastosowali ją do oznaczania samogłosek /i, iː/ oraz drugiego elementu dyftongów takich jak /ai, oi, ei/ (w klasycznym dialekcie attyckim ten ostatni utożsamił się z długim /iː/). Zauważmy, że grecka nazwa joty (iō̂ta) składała się z trzech sylab: [iɔ̂ːta], bo inaczej niż w łacinie, w klasycznej grece Ι nie miało odpowiednika spółgłoskowego (półsamogłoski o tej samej artykulacji). Rzymianie zapożyczyli jotę jako łacińskie I i zaprzęgli ją dodatkowo do oznaczania półsamogłoski.
Zaokrąglone U, J to warianty V, I , które pojawiały się w szybkim pisaniu ręcznym, a w średniowieczu były wykorzystywane jako ozdobniki graficzne lub kształty pomagające łatwiej rozpoznać literę w kontekście, gdzie mogła być mało czytelna. Czytelność była też przyczyną tego, że od XI w. zaczęto nad małym I stawiać znaczek przypominający akcent (í), który stopniowo uprościł się do używanej odtąd powszechnie „kropki nad i”. Pomagał on odróżnić pociągnięcie pióra z góry na dół oznaczające i od innych takich pociągnięć, z których składały się odręcznie pisane litery m, n czy u. Trzeba jednak pamiętać, że Rzymianie swoich I nigdy nie kropkowali. Litera J zaczęła być traktowana jako coś innego niż zwykłe I w XVI w. lub później, bo proces ten przebiegał różnie w różnych językach. W ortografii polskiej dopiero na początku XIX w. zaczęto propagować użycie litery J na oznaczenie /j/ w różnych pozycjach, np, jaje, kraj, fajka zamiast dawniejszego iaie, kray, fayka. Nawet dziś piszemy i na oznaczenie półsamogłoski [j] po spółgłoskach innych niż s, c, z, np. wariat, liana, magia, Arabia, chemia.4

Redaktorzy tekstów łacińskich postanowili utrudnić sobie i nam życie, przenosząc współczesne konwencje w starożytność. Kiedy prezentujemy treść inskrypcji łacińskich, trzymamy się wiernie oryginału, czyli używamy tylko I, V niezależnie od tego, czy wartość fonetyczna litery jest samogłoskowa, czy spółgłoskowa. Ale z tekstami redagowanymi na użytek dzisiejszy bywa bardzo różnie.
W drukach renesansowych używano dużego I i małego i zarówno dla samogłoski, jak i dla spółgłoski. Duża litera V także oznaczała oba typy głosek, natomiast jej małymi odpowiednikami były u i v, traktowane jako alternatywne formy tej samej litery. Ich użycie nie zależało od wymowy, a tylko od pozycji w wyrazie: v w nagłosie, u w pozostałych przypadkach. Na przykład słowo vivō ‘żyję’ pisane było viuo. Kiedy zaczęto traktować j, v jako spółgłoskowe odpowiedniki i, u, konwencja ta została wprowadzona także w tekstach łacińskich. Wówczas IVVENIS [ˈjʊwɛnɪs] ‘młody’ zaczęto zapisywać juvenis. Część wydawnictw stosuje wyłącznie i, u (uiuō, iuuenis), traktując I, V (nie U!) jako ich duże odpowiedniki: uulpēs ‘lis’, ale Vulcānus ‘Wulkan’ (z identyczną wymową pierwszej sylaby).

Jednak najczęściej używana jest dziś konwencja, zgodnie z którą w słowach łacińskich nie używamy J ani j, natomiast odróżniamy samogłoskowe U, u od spółgłoskowego V, v. Piszemy zatem vulpēs, ale iuvenis i Augustus. Pozwala to uwzględnić występujący okazyjnie kontrast wymowy np. między dwusylabowym silva ‘las’ a trójsylabowym genua ‘kolana’, ale chodzi chyba głównie o to, że w preferowanych współcześnie systemach wymawiania łaciny spółgłoskowe I zwykle brzmi jako [j], czyli jako półsamogłoska podobna do samogłoski [i], natomiast spółgłoskowe V ma wymowę szczelinową [v], a zatem różni się znacznie od samogłoski [u]. Pisownia podkreślająca tę różnicę jest dostosowana do nawyków ukształtowanych przez tradycję szkolną. Przestrzegam jej w moich wpisach, bo jest szeroko stosowana i powszechnie zrozumiała, ale przyznam, że robię to z dużą dozą niechęci.5
Pisownia i bez tego maskuje niektóre cechy wymowy klasycznej. Na przykład Rzymianie nie lubili podwajać I bez wyraźnej potrzeby, dlatego ortografia łacińska najczęściej pomijała fakt, że I między samogłoskami oznaczało długie (podwojone) [jj]. We współczesnych redakcjach łaciny też piszemy w tej pozycji pojedyncze i wbrew oryginalnej wymowie. Na przykład słowo maior ‘większy’ było w rzeczywistości wymawiane [ˈmajjɔr]; pierwsza sylaba liczyła się jako zakończona na spółgłoskę, czyli ciężka (na przykład na potrzeby metrum poetyckiego). Taką samą wymowę stosowano w zapożyczonych nazwach greckich: Troia [ˈtrɔjja]. Było jednak kilka przypadków szczególnych, jak imię Gāius (noszone przez Juliusza Cezara), w którego pierwotnej wymowie i było samogłoskowe, nie spółgłoskowe: [ˈɡaːiʊs] (trzy sylaby: Gā‐i‐us!). Taka wymowa musiała się samym Rzymianom wydawać nietypowa, bo obok niej rozwinął się wariant oboczny Gaius [ˈɡajjʊs] (dwie sylaby).
Dlaczego nie [w]?
W dzisiejszej łacinie liturgicznej (typu włoskiego) i w licznych łacinach narodowych (także w polskiej) spółgłoskowe V wymawiane jest jako szczelinowe [v] o artykulacji wargowo-zębowej (dźwięczny odpowiednik [f]), czyli tak samo jak polska litera W. Skąd się wzięła ta wymowa, skoro głoska łacińska realizowana była jako [w] (czyli jak angielskie W)? Otóż wiemy, że ewolucja [w] często polega na stopniowym przechodzeniu do bardziej zamkniętej artykulacji, zwykle przez następujące stadia: [w] > [β] > [ʋ] > [v], gdzie [β, ʋ] oznaczają spółgłoski zbliżeniowe – dwuwargową i wargowo-zębową. W różnych językach taka zmiana wystąpiła wielokrotnie i niezależnie, co świadczy o tym, że jest to naturalna i wysoce prawdopodobna trajektoria zmian.6 Na przykład język angielski zachował praindoeuropejskie i pragermańskie [w] w słowie water ‘woda’, podczas gdy w niemieckim Wasser widzimy zmianę [w] > [v]. Polskie woda także zawiera [v]. Nie dowodzi to jednak, że niemiecki jest bliżej spokrewniony z polskim niż z angielskim, ponieważ nie jest to wspólna innowacja polsko-niemiecka, tylko często spotykany przypadek konwergencji (zbieżnego rozwoju). Uległy jej także języki romańskie, a właściwie ich wspólny przodek – łacina ludowa.
Autorzy greccy zapisujący słowa i nazwy łacińskie musieli jakoś radzić sobie z faktem, że greka klasyczna nie posiadała fonemu /w/. Przez długi czas najpopularniejszym substytutem łacińskiego V [w] była grecka samogłoska zapisywana ΟΥ (ou). Dlaczego akurat ona? W archaicznej grece pisownia ta oznaczała ona [ou], ale już w połowie I tysiąclecia p.n.e. nastąpiła zmiana [ou] > [oː]. Ta nowa samogłoska długa miała artykulację bardziej zamkniętą niż [ɔː], zapisywane w alfabecie „standardowym” jako omega. Około VII–VI w. p.n.e. w dialektach attycko-jońskich krótkie [u] i długie [uː], zapisywane jako ypsilon (û psilón, czyli ‘u zwykłe’), uległy zmianie w samogłoski przednie [y, yː], wymawiane podobnie jak niemieckie ü lub francuskie u.7 Wskutek tej zmiany w systemie samogłosek pojawiła się luka, którą szybko zajęło [oː], zmieniając się w [uː].8 Pisownia pozostała ta sama, co w okresie archaicznym, czyli ΟΥ, ale wymowa odpowiadała łacińskiemu samogłoskowemu V (ū). Kiedy zatem Grecy chcieli zapisać swoim alfabetem łacińskie veterānus ‘weteran’, pisali oueteranós [uːeteranós].
Pierwsze wyraźne oznaki ewolucji [w] w kierunku [v] widzimy w II–III w. n.e. Grecy zaczęli wtedy oddawać łacińskie V za pomocą bety (Β). W tym czasie w grece spółgłoska /b/ przestała mieć artykulację zwartą i zmieniła się w dwuwargowe szczelinowe [β]. Łacińskie /w/ ewoluowało w odwrotnym kierunku, a kiedy osiągnęło etap spółgłoski zbliżeniowej lub szczelinowej, zaczęło brzmieć podobnie jak greckie [β]. Nie dość na tym: w potocznej, swobodnej łacinie tego okresu fonem /b/ także był wymawiany jako [β], chyba że znajdował się na początku wyrazu lub w połączeniu /mb/. Wskutek tego w łacinie pisanej zaczęto mylić litery B i V w tych kontekstach, gdzie zanikał kontrast między fonemami /b, w/. Około połowy I tysiąclecia naszej ery dawne B, V nadal różniły się wymową na początku wyrazu, ale utożsamiły się w innych pozycjach. Ten stan rzeczy odziedziczyły wszystkie języki romańskie. W większości z nich [β] zmieniło się ostatecznie w [v], lecz języki iberoromańskie, jak hiszpański i portugalski, zachowały wymowę dwuwargową [β], a na początku wyrazu głoska ta utożsamiła się z odziedziczonym /b/.
W rezultacie np. łacińskie vīnum ‘wino’, bonus ‘dobry’, novus ‘nowy’ [ˈwiːnʊw̃, ˈbɔnʊs, ˈnɔwus] rozwinęły się we włoskie vino, buono, nuovo [ˈvino, ˈbwɔno, ˈnwɔvo], francuskie vin, bon, neuf [væ̃, bõ, nœf]9 i hiszpańskie vino, bueno, nuevo [ˈbino, ˈbweno, ˈnweβo]. We włoskim i francuskim mamy zatem kontrastujące z sobą fonemy /v, b/, natomiast w hiszpańskim zastąpił je jeden fonem /b/, wymawiany jako zwarte [b] lub jako zbliżeniowe [β] – zależnie od położenia w wyrazie, ale niezależnie od pisowni. Języki germańskie zapożyczyły vīnum na początku naszej ery, gdy początkowe V nadal miało wymowę [w]. Wymowa ta przetrwała w angielskim wine.
Komplikacje z [j]
Można by się było spodziewać, że równolegle z ewolucją spółgłoskowego V (czyli [w]) także druga łacińska półsamogłoska, [j], będzie podlegać podobnym zmianom. Tak się istotnie stało, ale ze znacznym opóźnieniem – już po rozpadzie późnej łaciny na grupy dialektalne, z których rozwinęły się poszczególne języki romańskie. Rozwój [j] przebiegał też nieco inaczej, ponieważ jego miejsce artykulacji – twardopodniebienne, czyli palatalne – sprzyjało innym szlakom zmian. Pierwszym krokiem w ewolucji /j/ bywa przejście od półsamogłoski do palatalnej spółgłoski szczelinowej [ʝ] o tym samym miejscu artykulacji, ale nieco bardziej zamkniętej wymowie. Kolejny etap to przejście spółgłoski szczelinowej w zwartoszczelinową. Może ona mieć artykulację czysto podniebienną [ɟʝ], dziąsłowo-podniebienną [dʑ] albo – jeśli miejsce kontaktu języka z podniebieniem przesunie się ku przodowi – podniebienno-dziąsłową [dʒ]. Pierwsza przypomina węgierskie gy, druga polskie dź, a trzecia angielskie j.
Proces taki zachodzi na naszych oczach w języku hiszpańskim, w którym łacińskie [j] przetrwało w pewnych kontekstach bez większych zmian, ale obecnie – zależnie od dialektu i pozycji w wyrazie – przybiera charakter wyraźnie szczelinowy lub zwartoszczelinowy. Na przykład łacińskie iacēre ‘leżeć, spoczywać’ [jaˈkeːrɛ] rozwinęło się w hiszpańskie yacer [ʝaˈθeɾ], dziś najczęściej wymawiane z nagłosowym [ɟʝ] (w polskich uszach brzmiącym jak dź). Ten sam wyraz we włoskim brzmi giacére [dʒaˈtʃere]. Tutaj zmiana nastąpiła wcześniej i zaszła o krok dalej niż w hiszpańskim.
Ale przed samogłoskami tylnymi także w języku hiszpańskim [j] wcześnie rozwinęło się w [dʒ], a następnie w [ʒ] > [ʃ] > [x]. Dlatego imię Juan < starohiszpańskie Johan10 < późnołacińskie Iō(h)annes rozwijało się mniej więcej tak: [dʒoˈan] > [ʒoˈan] > [ˈʒwan] > [ˈʃwan] > [ˈxwan].11 W języku starofrancuskim [j] osiągnęło etap [dʒ] (jak we włoskim), ale następnie uprościło się do [ʒ] (taka jest wymowa współczesna). Zauważmy, że średniowieczne zapożyczenia francuskie w języku angielskim sięgają okresu wymowy zwartoszczelinowej. Dlatego w angielskich słowach takich jak judge ‘sędzia’, join ‘złączyć’, John albo James (wszystkie przejęte z francuskiego) zakonserwowała się dawna, starofrancuska wymowa [dʒ].
Z powodu tych zmian łacińskie spółgłoskowe I (od XVII w. często pisane j) wymawiano zmian w różnych łacinach narodowych zgodnie z rozwojem romańskim jako [dʒ], [ʒ] lub [x]. Łacina akademicka czasem przywracała wymowę [j], która zresztą tradycyjnie panowała na przykład w niemieckiej i polskiej wersji łaciny. Łacina kościelna typu włoskiego także w końcu przyjęła restytuowaną wymowę [j] zamiast dawniejszego [dʒ], dlatego imię Iēsūs (oryginalne łacińskie [ˈjeːsuːs]) wymawiane jest [ˈjɛsus] lub [ˈjɛzus], choć w języku włoskim przybrało postać Gesù [dʒeˈzu].
Na zakończenie słówko o wyrazach takich jak ratiō ‘rozumowanie, racja, sposób’ (biernik ratiōnem), w których I występowało w środku wyrazu przed samogłoską. W łacinie klasycznej było ono w pełni samogłoskowe: [ˈratioː] (trzy sylaby), jednak w późnej łacinie straciło sylabiczność i przekształciło się w [j]. Poprzedzająca je spółgłoska uległa zmiękczeniu. które zmieniło jej wymowę. Takie traktowanie końcówek typu ‐tiō zostało przeniesione do szkolnej wymowy łaciny, stąd np. polski zwyczaj wymawiania ratiō jako „racjo” [ˈratsjɔ].12 Nawet jeśli przywracano dodatkową sylabę (patrz staropolskie racyjå, przez długi czas pisane racya, a dziś racja, zredukowane do dwu sylab), zmiana spółgłoski była nieodwracalna. Stąd w łacinie kościelnej zalecana jest wymowa [ˈrattsio], trójsylabowa, ale z takim samym [tts] jak w słowie pizza. Spontaniczny rozwój ratiō dał we włoskim wynik ragione [raˈdʒone] (patrz też hiszpańskie razón [raˈθon], francuskie raison [ʁɛzõ].
Warto pamiętać, że wszystkie te komplikacje są późne. Rzymianie byli ludźmi do bólu praktycznymi i dopracowali swój system pisma tak, żeby w możliwie bezpośredni sposób oddawał fonetykę ich języka. Słowo takie jak scientia ‘wiedza’ wymawiali [skiˈɛntia]. Dzisiejsze konwencje, według których mówimy [ˈstsjɛntsja] („scjencja”, jak w tradycji polskiej), [ʃiˈɛntsia] (jak we współczesnej łacinie liturgicznej) albo [sjæ̃sja] (jak w tradycji francuskiej), wynikają głównie z wpływu rozwoju języków romańskich na lokalne odmiany łaciny. Rzymianie nie ponoszą za nie żadnej opowiedzialności.
Przypisy
- Przy okazji zwracam uwagę, że wymowa „mók, japko” jest od kilkuset lat stuprocentowo normalna w swobodnej polszczyźnie i w żadnym razie nie należy jej unikać. ↩︎
- O dziwo, kontrast między east a yeast może sprawiać pewne trudnościPolakom uczącym się angielskiego, bo w języku polskim nagłosowe /i/ jest częto realizowane jako [ji] z tzw. półsamogłoską protetyczną, nieinterpretowaną jako osobny fonem. Np. słowo igła może być wymawiane [ˈiɡwa], [ˈjiɡwa] lub [ˈʔiɡwa] (z protetycznym zwarciem krtaniowym) bez różnicy znaczenia. ↩︎
- Ponadto oznaczała zaokrąglenie warg w połączeniach QV, GV przed samogłoską. O jej użyciu w zapisywaniu dyftongów [aʊ, ɛʊ] będzie mowa w następnym odcinku. ↩︎
- Dzisiejsza ortografia polska nie pozwala rozróżnić wymowy spółgłoski zmiękczonej i spółgłoski, po której występuje /j/ jako osobny fonem. Na przykład słowa ziemia i chemia pisane są podobnie, ale przynajmniej część rodzimych użytkowników języka polskiego wymawia je różnie (podobnie jak dania : Dania albo Mania : mania). Przed II wojną światową używano pisowni ziemia : chemja, podkreślającej tę różnicę, ale zrezygnowano z niej w następstwie reformy ortograficznej przeprowadzonej w 1936 r. ↩︎
- Uwaga: ani w późnej łacinie, ani w językach romańskich labializowane (zaokrąglone) /kw, ɡw/ nigdy nie rozwinęły się w /kv, ɡv/, tylko albo straciły zaokrąglenie, albo przekształciły się w dwufonemowe /kw, ɡw/. Na przykład quaestiō ‘pytanie’ [ˈkwaɪstioː] (biernik quaestiōnem) dało włoskie questione [kwesˈtjone] i francuskie question [kɛstjõ]. W niemieckiej wymowie łaciny [kw, ɡw] zostały zastąpione przez [kv, ɡv]. Ten typ wymowy przyjął się także w Polsce jako [kf, ɡv] z typową dla polskiego asymilacją bezdźwięczności, mimo utrzymania pisowni qu, gu. Stąd tradycyjna wymowa [ˈkfɛstjɔ], oczywiście używana także w zapożyczonym słowie kwestia. Także w połączeniu /sw/, np. w słowie suāvis ‘słodki, przyjemny’ (klasyczne [ˈswaːwɪs]), powszechnie używa się pisowni su niezależnie od współczesnej wymowy. ↩︎
- Zmiana ta polega gruncie rzeczy na tym, że [w], które jest głoską jednocześnie dwuwargową i tylnojęzykową, traci komponent tylnojęzykowy, podczas gdy komponent wargowy ulega wzmocnieniu. ↩︎
- Zmiana [u] w samogłoskę centralną bądź przednią (spontaniczna, niespowodowana przez sąsiedztwo fonetyczne) zdarzyła się wielokrotnie w różnych językach i w różnych epokach historycznych. Także w języku prasłowiańskim odziedziczone *ū zmieniło się w *y [ɨ]. ↩︎
- Ta zmiana także ma analogie w wielu językach, jest więc kolejnym przykładem konwergencji. ↩︎
- Końcowe [f] francuskiego neuf to wynik wczesnego ubezdźwięcznienia dawnego [v], które po utracie końcówki znalazło się w pozycji końcowej. Dźwięczne [v] zachowało się np. w rodzaju żeńskim neuve [nœv] (tu końcówka zanikła znacznie później) i w słowie pochodnym nouveau [nuvo] z łacińskiego novellus. ↩︎
- A właściwie Iohan, bo taka była rzeczywista pisownia średniowieczna. ↩︎
- Porównaj bardziej konserwatywne portugalskie João [ˈʒwɐw̃]. Tradycyjna wymowa polska don Juan → donżuan to pamiątka czasów, gdy hiszpańskie j było wymawiane jako [ʒ]. Jego bezdźwięcznym odpowiednikiem było [ʃ], zapisywane dawniej jako x. Przykładem może być don Quixote [kiˈʃote] → polskie donkiszot. W 1815 r., gdy oba dawne dźwięki przeszły już w [x], wprowadzono jednolitą pisownię j, np. Quijote [kiˈxote], pozostawiając historyczne x w nielicznych przypadkach (np. México). ↩︎
- Wymowa [ˈratjɔ] jest także dopuszczalna jako ukłon w stronę autentyzmu historycznego, choć nie jest całkiem wierna fonetyce klasycznej. ↩︎
Opisy ilustracji
Ryc. 1. Fenicka litera yōd oznaczająca spółgłoskę /j/.
Ryc. 2. Pisownia słowa historia w języku polskim: historya (1900), historja (1921), historia (1938). Zmiany pisowni były czysto konwencjonalne i nie miały związku z wymową. Duże reformy ortografii w latach 1891, 1918 i 1936 budziły gorące emocje, a użycie y/j/i po spółgłosce w słowach obcego pochodzenia szczególnie dzieliło językoznawców i ludzi pióra. W uchwale Akademii Umiejętności z roku 1918 stwierdzono: „kwestya ta była niezawodnie najdrażliwszym przedmiotem w pisowni polskiej”.
Ryc. 3. Początek księgi V dzieła Kopernika De revolutionibus orbium coelestium (I wydanie z roku 1543). Drukarz (Johannes Petreius z Norymbergi) używał wyłącznie I, V jako liter dużych, i wyłącznie i, u jako liter małych, niezależnie od ich wartości fonetycznej. Źródło: Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyftowa (domena publiczna).
Autor
-
Językoznawca specjalizujący się w językoznawstwie historycznym, badaniu zmian językowych i językoznawstwie ewolucyjnym. Miłośnik nauk ścisłych i przyrodniczych ze szczególnym naciskiem na biologię, nie tylko ze względu na jej powiązania z językoznawstwem i analogie między ewolucją organizmów i języków. Gorący zwolennik popularyzowania nauki i niezamykania się naukowców w wieży z kości słoniowej.
X (Twitter): @P_Gasiorowski,
BlueSky: @piotrgasiorowski.bsky.social
Ostatnie wpisy
biologia8 grudnia 2025Bakterie? To nie takie proste. Część 2: Bakterie jak grzyby
EM poleca3 grudnia 2025EM Poleca (#36) Nigel Warburton – „Krótka historia filozofii”
biologia24 listopada 2025Bakterie? To nie takie proste. Część 1: Od roju do organizmu
językoznawstwo31 października 2025Polskie i słowiańskie siły nieczyste



Ciekawe to. Podobna różnica jak między niemiecką a angielską wymową Wasser/Water zachodzi między standardem języka polskiego a dialektami kaszubskimi, w których „wòda” wymawiana jest jak „ueda” (nie podejmuję się zapisać tego fonologicznie).
A przy okazji zacząłem rozumieć, dlaczego imię mojego syna: Gwido, w Polsce wymawiamy inaczej niż włoskie czy hiszpańskie Guido. Dziękuję za ciekawy tekst!
Gwido czy Guy to adaptacje germańskiego Widō, czyli zdrobnienia od germańskich imion zaczynających się na widu- 'las’ (np. Widukind, Widumar). W językach zachodnioromańskich zapożyczających germańskie słowa na [w] odziedziczone z łaciny „v” było już wymawiane jako [v], więc lepszym przybliżeniem cudzoziemskiej wymowy było dla nich rodzime [gw]. W standardowym francuskim ostatecznie [gw] uprościło się do [g].