DWAJ HRABIOWIE, BRYTYJSKA ZIELEŃ WYŚCIGOWA I JAMES BOND cz. 5

Dwóch arystokratów polskiego pochodzenia, ojciec i syn o nazwisku Zborowski, miało ogromnie istotny wpływ na historię światowych sportów motorowych, lecz niewiele osób orientuje się choćby z grubsza w ich poplątanych życiorysach. Poplątanych, a zarazem tak przesyconych mieszaniną euforii i rozpaczy, że przy nich scenariusz serialu The Crown wygląda jak streszczenie historii o Teletubisiach.
Lou Zborowski prowadził mocno burzliwe życie. W procesie rozwodowym Pixi Marix, która rekordowo długo wodziła go za nos, odmawiając pójścia z nim do łóżka, został uznany za współwinnego rozpadu małżeństwa wyżej wymienionej damy z beznogim bohaterem brytyjskiego lotnictwa z pierwszej wojny światowej. Niecierpliwa natura młodego hrabiego sprawiła, że wszystko go szybko nudziło, może z wyjątkiem kobiet (nadal był żonaty z Vi) i wyścigów samochodowych. Jego umiejętności w tym zakresie rosły, ścigał się z coraz większą pewnością siebie.

W 1923 roku pojawił się na ceglanym torze w Indianapolis jako jeden z pięciu kierowców Bugatti, za kierownicą samochodu z 2-litrowym silnikiem i numerem podwozia 4004. Francuski samochód źle zniósł drgania na wyboistej nawierzchni i dokonał częściowego samodemontażu. Wściekły Lou po zakończeniu zawodów skierował kroki wprost do ich zwycięzcy, Harry’ego Millera i natychmiast kupił jeden ze zbudowanych przez niego samochodów. Miller Zborowskiego, który zresztą, podobnie jak jego Bugatti z Indianapolis, przetrwał do dziś, nie pasował idealnie do charakteru europejskich wyścigów. Lou miał to w nosie i wyciskał z niego bardzo dużo, łącznie z drugim miejscem w wyścigu Grand Prix Hiszpanii na owalnym, pochyłym torze w Sitges.


A potem fabryczny zespół wyścigowy Mercedesa zaoferował mu start swoim nowym samochodem – historia zatoczyła pełne koło, jego ojciec przecież także wystartował Mercedesem przygotowanym przez fabrykę. Zadowolony z zaufania, którym obdarzył go niemiecki producent, Lou miał wystartować w Grand Prix Włoch na torze Monza. Nowe auto oznaczono kryptonimem M72/94, miało dwulitrowy silnik doładowany sprężarką mechaniczną, a zaprojektował je sam Ferdynand Porsche.

(Mercedes-Benz AG)
Po 44 okrążeniach samochód opuścił tor w zakręcie Lesmo i uderzył w drzewo. Zborowski zmarł natychmiast, ale Len Martin, jego mechanik, został wyrzucony z auta i uniknął śmierci. Dlaczego hrabia się rozbił? Oficjalne komunikaty Mercedesa obwiniały kierowcę, lecz wiadomo skądinąd, że samochód – jak to u Ferdynanda Porsche – był kiepsko zaprojektowany i śmiertelnie nieprzewidywalny. Przedziwny układ hamulcowy powodował blokowanie przednich kół. Wiele relacji prasowych mówiło o tym, że Zborowski był „lekkomyślny” i „niedoświadczony”, ale to raczej wynik zakulisowych zabiegów dyrekcji Mercedesa. Pozostali dwaj kierowcy niemieckiego teamu, Christian Werner i Alfred Neubauer, wycofali się z zawodów odpowiednio 24 i 22 okrążenia po śmierci hrabiego – choć rzekomo nastąpiło to ze względu na wypadek kolegi z zespołu. Podobno samochód tak przeraził Neubauera podczas treningów, że ten późniejszy szef teamu sportowego Mercedesa (w sumie do 1955 roku, z krótką przerwą na wojnę) decyzję o wycofaniu wadliwych aut przyjął z ogromną ulgą.

Jak zapisali kronikarze, w trakcie wypadku Lou miał rękawy koszuli spięte tymi samymi spinkami do mankietów, które miał na sobie jego ojciec, gdy stracił życie podczas wyścigu górskiego w La Turbie. Hrabia Louis Vorow Zborowski, oficjalnie bezdzietny, w testamencie z ogromną hojnością potraktował swoją wdowę, Violet hrabinę Zborowski, rozdał mnóstwo pieniędzy przyjaciołom i wszystkim pracownikom, aż do ostatniego pomocnika ogrodnika w Higham Park. Jest pochowany z ojcem i matką w skromnym grobie przy kościele w Burton Lazars, nieopodal Melton Mowbray. Przez wiele lat wyglądało na to, że jestem jedną z niewielu osób, które wiedzą o istnieniu tego grobu i składają tam kwiaty. Przez kilka lat namawiałem historyka marki Aston Martin, Steve’a Waddinghama, aby propagował związki Zborowskiego z Astonem i w październiku 2024 roku, w kościółku w Burton Lazars, odprawiono w rocznicę tragicznej śmierci Lou nabożeństwo żałobne za sprawą Aston Martin Heritage Trust. Być może była to pierwsza taka uroczystość w ogóle, od chwili pogrzebu.

Duch hrabiego Zborowskiego jednak nie umarł, o czym opowiem w kolejnym odcinku serii.
P.S. Podczas jednego z pobytów na cmentarzu podszedł do mnie tamtejszy grabarz i powiedział mi, że tuż obok grobowca rodziny Zborowskich znajduje się nieoznakowany grób pewnej kobiety, która twierdziła, że jest nieślubną córką hrabiego i pokojówki z Higham Park; przed śmiercią poprosiła, aby pochowano ją właśnie tam. Czy to prawda, nie wiem…

Autor
- Pisze i publikuje od 40 lat, o samochodach i samolotach od ponad 30. Laureat nagrody Global INMA i finalista corocznego konkursu Royal Automobile Club w dziedzinie "Outstanding Journalism". Pierwszy polski obywatel, który startował w wyścigu samochodowym w Le Mans. Wielokrotny uczestnik Festival of Speed w Goodwood. Stały współpracownik portalu moto.pl oraz miesięczników Octane i Aeroplane.
Ostatnie wpisy
20-lecie międzywojenne12 grudnia 2025HAUTE COUTURE cz. 1
20-lecie międzywojenne1 grudnia 2025POD ZNAKIEM BOCIANA cz. 2
20-lecie międzywojenne21 listopada 2025POD ZNAKIEM BOCIANA cz. 1
20-lecie międzywojenne14 listopada 2025ZAMIAST POBIEDY? cz. 4




