Recenzja książki „Lit: złoto przyszłości” Łukasza Bednarskiego

„Lit: złoto przyszłości. Globalny wyścig o dominację w produkcji baterii i zwycięstwo w nowej rewolucji energetycznej” Łukasz Bednarski” Wydawnictwo Helion, 2024.

Lit jest pierwiastkiem coraz bardziej strategicznym, a rynkiem litu rządzą Chiny. Banał, truizm i oczywista oczywistość. Lit to podstawowy składnik wysokowydajnych magazynów energii, zarówno baterii jednorazowych, jak i akumulatorów. Magazynowanie energii to współcześnie jedno z najważniejszych wyzwań technologicznych. Rozziew między możliwościami wytwarzania energii odnawialnej (słonecznej, wodnej, wiatrowej), a możliwościami jej przechowywania i wydajnym wykorzystywaniem staje się coraz większy. Niestety energia odnawialna nie daje się tak łatwo magazynować jak paliwa kopalne. Akumulatory, a zwłaszcza ich pojemność, od zawsze były problemem, zwłaszcza w zastosowaniu do odbiorników o większej mocy, jak na przykład samochody elektryczne. Samochody są tu dobrym przykładem, bo są mobilne (z definicji), a w związku z tym zależy nam na jak najmniejszym ich ciężarze i największym zasięgu. Oba te kryteria są przeciwstawne, bo ciężkie akumulatory o dużej pojemności zwiększają masę pojazdu, ograniczając tym samym zasięg. Celem technologii „akumulatorowej” jest więc skonstruowanie magazynu energii elektrycznej o jak najwyższym współczynniku pojemności na jednostkę masy. Oraz kilka innych kryteriów, między innymi: wysokie napięcie ogniwa, możliwość wydatkowania energii o jak najwyższej mocy, ekologiczność (zarówno produkcji jak eksploatacji, składowania i recyklingu). W skrócie: lit jest lekiem na całe to zło. Dlatego od parudziesięciu lat zainteresowanie litem gwałtownie rośnie, a głównym graczem w całej linii wydobywczo-produkcyjno-technologicznej są Chiny

Książka jest więc właściwie najpierw o Chinach, dopiero później o licie. I dobrze, że napisał ją ekspert i branżowy specjalista. Łukasz  Bednarski jest analitykiem w dziedzinie zasobów w gospodarce energetycznej. Wcześniej zajmował się handlem surowcami, obecnie specjalizuje się w analizie rynków materiałów akumulatorowych. Pracuje jako analityk badawczy i konsultant w dziedzinie zielonej transformacji przedsiębiorstw.

Koncepcja książki „Lit…” jako wielowątkowej opowieści, w której lit jest najważniejszym, ale nie jedynym bohaterem, wydaje się całkowicie słuszna. Nie można tego, zwłaszcza tego, surowca traktować w oderwaniu od otaczającej rzeczywistości. Gospodarka to system naczyń połączonych, a rozwój technologiczny np. akumulatorów samochodowych pociąga za sobą rozwój innych dziedzin. Pojemne i lekkie baterie to także możliwość magazynowania energii na skalę o rzędy wielkości większą, na przykład energii generowanej przez farmy fotowoltaiczne czy wiatraki. System elektroenergetyczny ma tę fatalną cechę, że energia wytworzona musi natychmiast znaleźć swoje przeznaczenie, albo wykonując pracę albo będąc zmagazynowaną. 

Fenomen rozwoju Chin obserwowany przez ostatnie kilkadziesiąt lat to temat-rzeka. Planowanie gospodarcze w tym kraju ma wieloletnią perspektywę, jest konsekwentne i kompleksowe. Pomimo, że Chiny nie są największym producentem litu, to jednak są krajem rozdającym w tej dziedzinie karty. Z książki dowiemy się, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego Japonia, Niemcy, Stany Zjednoczone, mimo, że są to kraje o ugruntowanych tradycjach kapitalistycznych, innowacyjnych i intelektualnych, nie są w stanie skutecznie konkurować z Chinami na tym rynku. 

Wiadomo, że z czasem przewaga Chin będzie topniała, a Zachód ocknie się wreszcie i zacznie nadrabiać stracony czas. Jest jeszcze wiele do zrobienia, chociażby sprawy ekologii, recyklingu litu, ciągłe zmniejszanie globalnego śladu węglowego poprzez elektryfikację nowych środków transportu i produkcji.

Pochwały i uznanie za włożony wysiłek należą się Autorowi bezsprzecznie. Jednak i on nie uniknął pewnych, powiedzmy, wpadek i błędów. Nie umniejsza to wartości publikacji, o ile wiem, pierwszej tak całościowej monografii litu. Dotychczas tak obszerne opracowania dotyczące surowców ukazywały się w postaci płatnych (wysoko płatnych) raportów na specjalistycznych portalach branżowych. Przybliżenie tematyki elektromobilności, ekologii, technologii wydobycia i przetwarzania oraz tajemnic sukcesu gospodarczego Chin pozwoli Czytelnikowi spojrzeć całościowo i wieloaspektowo na ten złożony temat. Walka z mitami i stereotypami to przecież nasz obowiązek, jako popularyzatorów nauki. Piszę tak dlatego, że portal popularnonaukowy „Eksperyment Myślwy” ma dokładnie taki sam cel. 

Być może niejaka „sztywność” i nie do końca porywająca stylistyka wynikają z tego, że jest to przekład dokonany nie przez autora, ale przez tłumacza nie wgłębionego w tematykę i nie wyczuwającego czasem intencji Autora. Być może przydałaby się bardziej wnikliwa redakcja merytoryczna i stylistyczna. Zostawmy to jednak przyszłym wydaniom „…poprawionym i uzupełnionym”, bo wiadomo: „pionierów poznaje się po strzałach w plecach”. 

Na koniec – wzorem cezarów – werdykt. Tak, warto przeczytać tę książkę, jest tu mnóstwo wiedzy, nie tylko technicznej czy ekonomicznej, ale także dotyczącej globalnej polityki, strategii gospodarczej i cywilizacyjnej oraz, co moim zdaniem jest najważniejsze, wiedzy „jak działa współczesny świat”. 

Zauważone błędy i nieścisłości:

  1. Niektóre dane liczbowe są nieaktualne, np. dane o popycie na baterie litowo-jonowe pochodzą z roku 2016, a lata 2015-2025 są jedynie szacowane. Mamy rok 2024 i przydałaby się „fotografia” stanu aktualnego, sprzed roku albo dwóch, a nie sprzed prawie 10 lat.
  2. cyt. „Plan strategiczny zatytułowany „Made in China 2025”, opracowany przez gabinet premiera Li Keqianga i zaprezentowany wiosną 2015 r., zakładał przekształcenie Chin z „fabryki świata” w globalną potęgę energetyczną”. To nieprawda, plan miał trzy zasadnicze cele, inne, niż podany:
    1. rozwój krajowej działalności badawczo-rozwojowej i przejęcie większej kontroli nad globalnymi łańcuchami dostaw,
    2. zmniejszenie zależności od zagranicznych technologii i substytucję rozwiązaniami rodzimymi,
    3. po rozwinięciu własnego potencjału technologicznego i stworzeniu rozpoznawalnych marek – przejęcie większych udziałów w krajowych i, docelowo, zagranicznych rynkach produktów zaawansowanych technologicznie.

      Nic tu nie ma o globalnej potędze energetycznej, przynajmniej w zasadniczych punktach planu. Może dlatego, że odsyłacz [6] jest do tekstu z 2009 a plan „Made in China 2025″ powstał w 2015 roku.
  3. Kiksy językowe i błędy merytoryczne (nieliczne, ale zawsze):

    „Zamiast tego działały na akumulatorach kwasowo-ołowiowych, takich jak te, których używa się do zapalania silników samochodów z konwencjonalnym napędem.”

    „[…] przez Ronalda Regana Inicjatywa Obrony Strategicznej”. Przepraszam, ale Ronalda Reagana.

    „Po dziesięciu latach od rozpoczęcia działalności firma BYD opanowała połowę globalnego rynku akumulatorów. Stała się czwartym ich producentem na świecie i największym w Chinach”. Coś tu nie gra rachunkowo.  

    „W 2019 r. zdolność produkcyjna BYD wynosiła 28 GWh. Razem z firmą CATL królowała na rynku akumulatorów w Chinach. Lishen, z mocą na poziomie 10 GWh, należała do poważnych graczy, ale plasowała się daleko od podium.” Jednostką mocy jest gigawat (GW). Gigawatogodzina (GWh) to jednostka energii, w tym przypadku jest to pojemność akumulatorów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *