Najłatwiejsze dźwięki świata (3): RRRrrr, czyli ukryta różnorodność warkotów

Pozostałe wpisy z tej serii

Najłatwiejsze dźwięki świata (1): podstawy teoretyczne
Najłatwiejsze dźwięki świata (2): dziury w systemie
Najłatwiejsze dźwięki świata (4): Ř, czyli jak utrudnić sobie życie, próbując je ułatwić

Spółgłoski, które nigdzie nie pasują

Spójrzmy sobie na klasyfikację spółgłosek, stosując metodę stopniowej eliminacji. Spółgłoskami „najbardziej spółgłoskowymi”, czyli maksymalnie różniącymi się akustycznie od samogłosek, są tak zwane obstruenty (od łacińskiego obstruō ‘blokuję, staję na przeszkodzie’). Nazwa wzięła się stąd, że przy ich wymawianiu następuje silne zbliżenie narządów mowy. Powietrze nie może wypływać swobodnie. Jego strumień albo zostaje całkowicie zablokowany, albo musi się przeciskać przez wąską szczelinę ze słyszalnym szumem, szelestem lub sykiem wskutek powstających przy tym turbulencji. W ten sposób powstają ustne spółgłoski zwarte (takie jak [t]), szczelinowe (takie jak [s]) i zwartoszczelinowe (takie jak [ts], czyli polskie c). Punkt, w którym przepływ powietrza zostaje zablokowany lub maksymalnie utrudniony, nazywamy miejscem artykulacji. Obstruentom towarzyszą często różne rodzaje fonacji (czyli aktywności głośni i fałdów głosowych) i inne „efekty specjalne”, mogą one zatem być, bezdźwięczne, dźwięczne, przydechowe, dyszące, zgrzytliwe itd., a czasem sam mechanizm wytwarzania strumienia powietrza ulega modyfikacjom (jak w przypadku spółgłosek iniektywnych, ejektywnych i mlasków). Kontrast bezdźwięczna : dźwięczna (jak w przypadku [t], [s], [ts] : [d], [z], [dz]) jest szczególnie „łatwy” z punktu widzenia wysiłku artykulacyjnego i szczególnie rozpowszechniny w językach świata.

Skoro już wiemy, czym są obstruenty, odłóżmy je na bok i skupmy się na pozostałych spółgłoskach. Nazywamy je zbiorowo spółgłoskami sonornymi (z łacińskiego sonōrus ‘dźwięczny, głośny, donośny’). Przypominają one samogłoski pod tym względem, że choć przepływ powietrza przy ich artykulacji nie jest całkiem swobodny, to przynajmniej zachodzi bez turbulencji. Jednak ich energia akustyczna jest niższa niż samogłosek (są po prostu z natury cichsze), a aktywność narządów mowy zmienia ich charakterystykę rezonansową (rozkład amplitudy składowych dźwięku w zależności od częstotliwości, czyli widmo akustyczne) na tyle, że bez trudu odróżniamy je od samogłosek po „barwie” – oczywiście słuchowej, nie wizualnej. Spółgłoski sonorne najczęściej występują jako głoski dźwięczne, choć spotykamy też ich warianty ubezdźwięcznione (a także dyszące, zgrzytliwe i inne). Te warianty są jednak na tyle rzadkie i nietypowe (językoznawca powiedziałby „nacechowane”), że dźwięczność można uznać za stan domyślny tej klasy dźwięków mowy. Spółgłoski sonorne wraz z samogłoskami (czyli wszystkie dźwięki mowy niebędące obstruentami) nazywa się zbiorowo sonorantami (lub rezonantami).

Ale mieliśmy eliminować, więc eliminujmy. Spośród sonorantów odłóżmy na bok samogłoski i półsamogłoski (czyli dźwięki takie jak [j], [w]), czyli głoski artykulacyjnie otwarte, zostawiające powietrzu pełną swobodę przepływu. Co nam zostało? Na przykład spółgłoski nosowe zwarte (o których była mowa w poprzednim wpisie). Wymawiając je, blokujemy przepływ powietrza przez usta, ale otwieramy mu drogę ucieczki przez nos. Znamy je już jako dobrze zdefiniowaną klasę, więc odkładamy je na bok. Czy zostało coś jeszcze? Tak, spółgłoski sonorne boczne, które powstają, gdy blokujemy przepływ powietrza wzdłuż osi ustnego szlaku artykulacyjnego, ale zostawiamy drogę ucieczki po bokach języka. O spółgłoskach bocznych była już mowa kilkakrotnie (np. tutaj i tutaj). Ich reprezentantką w języku polskim jest [l]. A zatem odkładamy na bok także spółgłoski boczne i sprawdzamy, czy jeszcze coś grzechoce w pudle ze spółgłoskami. I rzeczywiście – coś grzechoce, a nawet powarkuje.

Jak to często bywa w różnych klasyfikacjach, kiedy wyrzucimy wszystko, co da się scharakteryzować pozytywnie jako klasy bytów posiadających pewne wspólne cechy, pozostaje luźna zbieranina, dla której trudno taką cechę podać. Pozostałych spółgłosek nie łączy właściwie nic poza tym, że nie są obstruentami (tzn. nie utrudniają ucieczki powietrza), nie są samogłoskami ani odpowiadającymi im półsamogłoskami, nie są nosowe ani boczne. Artykułowane są (podobnie jak samogłoski) w taki sposób, że powietrze może sobie płynąć środkiem jamy ustnej. A jeśli następuje w nim jakaś przerwa, to jest ona tak krótka, że „nie liczy się” jako utrudnienie przepływu, choć powoduje zauważalny efekt akustyczny (czym przypomina fluktuacje kwantowe w fizyce). Są to spółgłoski rotyczne, czyli „typu R”.

Porażka fonetyków i szansa dla ewolucji

Jeden z klasycznych podręczników fonetyki ogólnej (Ladefoged–Maddieson 1996: 215) stwierdza, że tym, co łączy te dźwięki, jest fakt, iż wiele języków używa do ich zapisu łacińskiej litery R, r lub greckiej Ρ, ρ (rhō), a międzynarodowy alfabet fonetyczny (IPA) przeważnie oznacza je za pomocą znaku r, ewentualnie innych znaków stanowiących przekształcenie graficzne liter R lub r – np. ɾ, ɹ, ɽ, ɻ, ʀ, ʁ. Jest to otwarte przyznanie się do niemożności zdefiniowania spółgłosek rotycznych jako naturalnej klasy dźwięków w kategoriach czysto fonetycznych. Nie są one wyraźnie scharakteryzowane względem innych spółgłosek poza tym, że odczuwamy je jako pozostające poza podziałem na „porządne” klasy.

Dzięki temu głoski rotyczne mają pewien ciekawy potencjał ewolucyjny. Jeśli jakiś język ma fonem typu R, czyli taki, który nie jest ani zwarty, ani szczelinowy, ani nosowy, ani boczny, ani samogłoskowy, to właściwie nie ma wielkiego znaczenia, której z potencjalnych realizacji fonetycznych użyjemy, o ile nie posiada ona żadnej z tych cech. Fonologiczne bazy danych informują nas, że fonem /r/ występuje w świecie często, ale niekoniecznie informują nas, jaka dokładnie jest jego typowa wymowa w danym języku. Mamy tu do czynienie z ukrytą wariantywnością, czyli różnorodnością fonetyczną maskowaną przez fakt, że językoznawcy dla wygody chętnie identyfikują fonem rotyczny za pomocą jakiegoś prostego symbolu, najczęściej /r/. Rzeczywista wymowa może bardzo odbiegać od „prototypu”. W systemie IPA symbol r zdefiniowany jest jako przedniojęzykowa spółgłoska wibrująca (ang. trill), ale fonem oznaczany /r/ wcale nie musi być wymawiany jako [r].

Na przykład słowniki wymowy języka angielskiego zwykle transkrybują początkową spółgłoskę słowa red jako /r/, choć wymowa wibrująca spotykana jest tylko w niektórych dialektach (głównie w konserwatywnej odmianie szkockiego angielskiego, a i to niezbyt często), a jedna z najbardziej typowych realizacji angielskiego /r/ (zwłaszcza w wymowie północnoamerykańskiej), tzw. bunched R, nie jest nawet przedniojęzykowa.1 Typowe brytyjskie /r/ realizowane jest jako [ɹ], spółgłoska zbliżeniowa zadziąsłowa, odpowiadająca co do miejsca artykulacji polskiemu ż (IPA [ʐ]), tyle że bardziej otwarta (sonorna), a zatem wymawiana nieszczelinowo.2 Jednak w Londynie i wokół niego /r/ jest często realizowane jako spółgłoska zbliżeniowa [ʋ] wargowo-zębowa (otwarty odpowiednik szczelinowego [v]). Ogółem w rozmaitych odmianach języka angielskiego można się doliczyć co najmniej ośmiu różnych typów wymowy /r/, traktowanych jako dialektalne realizacje tego samego fonemu (nie licząc allofonów, czyli modyfikacji wymowy w szczególnych kontekstach fonetycznych). Wiele wskazuje na to, że porównywalna różnorodność istniała już w języku staroangielskim (Gąsiorowski 2006).

Ryc. 1.

Ponieważ dźwięki typu R nie mają wspólnej cechy rozpoznawczej, dzieci uczące się języka nie zawsze wyczuwają, w jaką konkretną realizację powinny „celować” artykulacyjnie, i w ich wymowie może się utrwalić któraś z realizacji odbiegających od ideału. Dopóki są to przypadki sporadyczne, normatywiści traktują je jako idiosynkrazje lub „wady wymowy”, ale po przekroczeniu pewnego progu statystycznego mogą one dać początek nowej tendencji (jak wspomniany wyżej wariant londyński). Z punktu widzenia ewolucji języka głoski rotyczne, ze względu na swoją fundamentalną nieokreśloność, łatwo mutują na wiele różnych sposobów. Można powiedzieć, że wariantywność fonetyczna jest ich cechą naturalną. Angielski nie jest tu bynajmniej wyjątkiem. Niemieckie czy francuskie /r/ także ma wymowę bardzo zmienną (i rzadko jest realizowane jako [r] w rozumieniu IPA).

Warczenie klasyczne

Wspomniałem, że za „prototypową” realizację głosek oznaczanych fonemicznie jako [r] uznaje się wymowę przedniojęzykową wibrującą. Co to oznacza? Czubek języka, rozluźniony, zbliża się do górnego dziąsła. Przepływ powietrza między językiem a sklepieniem jamy ustnej powoduje (zgodnie z zasadą Bernoulliego) spadek ciśnienia, którego skutkiem jest przyciągnięcie czubka języka do dziąsła. Wówczas jednak ciśnienie znowu wzrasta, toteż zetknąwszy się z dziąsłem na ok. 25 ms, czubek języka znów się od niego oddala. Ciśnienie dzięki temu spada i cały cykl może się powtórzyć kilkakrotnie (notabene na tej samej zasadzie generowane są drgania fałdów głosowych przy wymowie głosek dźwięcznych). Ja sam po nabraniu bardzo głębokiego wdechu i przy solidnym wysiłku przepony jestem w stanie przeciągnąć artykulację [r] przez 15 s, co oznacza mniej więcej 300 cykli wibracji, ale oczywiście [r] jako dźwięk mowy realizowane jest znacznie krócej. Przeważnie (o ile nie mówimy wolno i dobitnie) czubek języka uderza o dziąsło 2–3 razy (co zajmuje 0,1–0,15 s), ale też często się zdarza, że to, co w intencji mówiącego miało być wibracją, zostaje zredukowane do jednego „stuknięcia”. Mamy wówczas do czynienia z tzw. spółgłoską uderzeniową (ang. flap lub tap). IPA używa na jej oznaczenie symbolu ɾ.

W niektórych językach (np. w baskijskim, hiszpańskim, albańskim i ormiańskim) wibrujące /r/ i uderzeniowe /ɾ/ kontrastują z sobą przynajmniej w niektórych pozycjach, są więc traktowane jako różne fonemy. W walijskim z kolei dźwięczne /r/ (wymawiane jako [r], [ɾ] lub [ɹ]) kontrastuje z bezdźwięcznym /r̥/ (zapisywanym w ortografii walijskiej jako rh). Wreszcie w kilku językach słowiańskich (m.in. w rosyjskim) zwykłe /r/ kontrastuje z „miękkim” (palatalizowanym) /rʲ/.

Wibracje alternatywne

Wibrować może nie tylko czubek języka. Jeśli chcemy wyrazić, że jest nam zimno, albo że odczuwamy zgrozę, wydajemy z siebie dźwięk brrr. Możemy to zrobić w szczególny sposób, wprawiając w wibracje nie czubek języka, ale wargi. Powstaje w ten sposób spółgłoska wibrująca dwuwargowa [ʙ]. Istnieje na Ziemi zaledwie kilka języków, które wykorzystują ją jako dźwięk mowy – fonem lub regularnie używany allofon. O wiele częściej spotykamy spółgłoskę wibrującą języczkową [ʀ]. Języczek jest to umięśniony wyrostek na brzegu podniebienia miękkiego, służący głównie jako zawór odcinający lub otwierający przepływ powietrza szlakiem nosowym. Może on stykać się z tylną częścią języka, biorąc bierny udział w artykulacji spółgłosek języczkowych – zwartych, szczelinowych lub nosowych – występujących w wielu językach; narządem aktywnym jest wówczas język. Jednak dzięki zasadzie Bernoulliego języczek może także odegrać rolę aktywną, wibrując i uderzając o tył języka.

W języku polskim dominuje wymowa /r/ jako [r] (kilka uderzeń czubka języka o dziąsło) lub [ɾ] (jedno uderzenie). W gruncie rzeczy chodzi jednak o to, żeby wymówić spółgłoskę dostatecznie różniącą się akustycznie od /l/, /j/, /w/, /ʐ/. Wibracja nie jest niezbędnym składnikiem /r/, tylko jednym ze sposobów na nadanie tej spółgłosce wyrazistości fonetycznej. Jeśli język zbliży się do dziąsła, ale mówiącemu nie uda się go wprawić w drgania, skutkiem może być głoska podobna do brytyjskiego zbliżeniowego [ɹ]. Jeśli ktoś używa takiej niekompletnej artykulacji sporadycznie, słuchacz nawet nie zauważy różnicy, bo miejsce artykulacji nie ulega zmianie. Brakuje tylko słyszalnego efektu stuknięcia języka o dziąsło (trwającego czterdziestą część sekundy). Czasem trudności z wymową /r/ mogą mieć podłoże fizjologiczne (np. lekki niedowład przedniej części języka lub krótkie wędzidełko) i wówczas ktoś, kto nie daje rady wymówić [r], używa [ɹ] jako substytutu łatwiejszego w realizacji. Gdy robi to stale, różnica oczywiście staje się zauważalna, choć nie powoduje problemów komunikacyjnych, bo takie /r/ jest nadal dostatecznie odróżnialne od innych fonemów.

A co się stanie, jeśli dziecko uczące się polskiego słyszy wibracje towarzyszące /r/ i próbuje je naśladować, ale nie wie, jak osiągnąć właściwy efekt, toteż eksperymentuje na chybił-trafił? Najczęściej w końcu wpada na właściwy pomysł, ale może też pójść inną drogą, na przykład odkrywając, że wibracje można realizować za pomocą języczka. Zdradzę tu sekret osobisty: moje własne /r/, kiedy mówię po polsku swobodnie, nie kontrolując się świadomie, realizowane jest jako wibrujące [ʀ] (często zredukowane do pojedynczego uderzenia). Takie [ʀ] utrwaliło mi się we wczesnym dzieciństwie. Zapewne byłem wtedy zadowolony, że udało mi się osiągnąć „dorosły” efekt wibracji, i nie zdawałem sobie sprawy, że moje /r/ brzmi nieco odmiennie od „głównego nurtu” wymowy.

Kiedy po latach zainteresowałem się fonetyką, nauczyłem się wymawiać wszelkie możliwe spółgłoski rotyczne, ale nie zmieniłem utrwalonego zwyczaju i nie „poprawiłem” swojego [ʀ] na [r]. Mogę to zrobić bez trudu w mowie kontrolowanej (np. deklamując lub śpiewając), ale ponieważ języczkowe [ʀ] spełnia swoją funkcję równie skutecznie, nigdy nie odczuwałem potrzeby wyrzeczenia się tej fonetycznej cechy szczególnej. O ile jest to faktycznie [ʀ] wibrująco-uderzeniowe, odmienność akustyczna od [r] nie jest wielka i nie przeszkadza w porozumiewaniu się, co sprawia, że jest to wymowa co prawda nienormatywna, ale w dużym stopniu społecznie akceptowana. Używa jej wielu Polaków, w tym osób publicznych (dobrze znanym przykładem jest Donald Tusk).

Wiele osób sądzi, że takie [ʀ] jest „niemieckie” lub „francuskie”. Nie jest to zgodne z prawdą, bo choć w obu językach dominuje /r/ języczkowe, jest to z reguły spółgłoska zbliżeniowa lub szczelinowa, oznaczana symbolem IPA ʁ (do którego można byłoby dodać po kilka znaków diakrytycznych dla wyrażenia niuansów artykulacji, ale chyba czytelnicy będą mi wdzięczni, jeśli tego nie zrobię). Takie [ʁ] znacznie bardziej odbiega akustycznie od typowego polskiego [r], toteż bardziej „rzuca się w uszy”. Trzeba zaznaczyć, że i niemieckie, i francuskie /r/ mają wiele odmian regionalnych. W Austrii czy Bawarii często słychać przedniojęzykowe [r] lub [ɹ]. Wibrujące lub uderzeniowe [r] ~ [ɾ] można dotąd spotkać w wiejskich dialektach południowej Francji, jest to jednak wymowa wypierana przez standardowe [ʁ]. W portugalskim, jak w hiszpańskim, istnieje „mocne” i „słabe” R, przy czym pierwsze z nich jest zazwyczaj języczkowe (wymawiane w europejskim portugalskim jako [ʀ] lub [ʁ]), a drugie – dziąsłowe (uderzeniowe [ɾ]).

Wibrujące [ʀ] istnieje w języku francuskim, ale raczej jako wariant regionalny, niestandardowy. Do jego słynnych użytkowniczek należała Édith Piaf, co słychać nie tylko w słowach piosenek takich jak „Non, je ne regrette rien” lub „Milord”, ale także w jej mówionym francuskim (np. w zachowanych nagraniach wywiadów). Dla kontrastu – inna sławna piosenkarka francuska, Mireille Mathieu, używa typowego francuskiego [ʁ] w zwykłej mowie, i tylko śpiewając, przełącza się w tryb wibracyjny i wymawia [ʀ] podobnie jak Édith Piaf. Nie wiem, w jakim stopniu jest to świadomy hołd dla wielkiej poprzedniczki, a w jakim – przejaw skłonności śpiewaków do używania wariantu wyrazistszego fonetycznie, ale dobitnie artykułowane [ʀ] łatwo usłyszeć np. w zalinkowanym poniżej wykonaniu „Marsylianki”.

Ryc. 2.

Jeszcze inne warkoty

Ponieważ w następnym odcinku ważną rolę będzie odgrywał język czeski, warto wspomnieć o tym, że spółgłoski sonorne (w tym rotyczne), ze względu na swój stosunkowo otwarty sposób wymowy, łatwo przejmują funkcję ośrodka sylaby, jeśli w ich sąsiedztwie zabraknie samogłoski. Język czeski, obok spółgłoskowego [r] ~ [ɾ] (wymawianego podobnie jak w języku polskim) ma także [r̩] sylabiczne w wyrazach takich jak prst ‘palec’ albo trh ‘targ’. W języku polskim słowo krtań jest traktowane jako jednosylabowe, a dla ułatwienia jego wymowy /r/ zwykle ulega asymilacji ubezdźwięczniającej: [kr̥taɲ] (kółko pod r oznacza wymowę bezdźwięczną). W czeskim jest inaczej: dobrze znany Krecik z czeskich kreskówek to dwusylabowy krtek z akcentem na sylabie początkowej, czyli [ˈkr̩tɛk]. Ten ssak z rzędu owadożerów występuje także w piosence Jaromira Nohavicy „Metro pro krtky” (patrz link poniżej).3

W językach naszego kręgu geograficznego fonem typu R występuje zawsze, czasem samotnie, czasem w towarzystwie jakiegoś bliskiego kuzyna. Jak jednak widzieliśmy, stosowanie jednolitej transkrypcji powoduje, że wariantywność fonetyczna staje się niewidoczna. Baza PHOIBLE oznacza angielskie R jako /ɹ/, francuskie i niemieckie R jako /ʀ/ lub /ʁ/ (bo każdy z tych języków reprezentowany jest w bazie przez więcej niż jeden system), duńskie R jako /ʁ/ lub /r/, a portugalskie „mocne” R jako /ʁ/, ale mimo tej pozornej staranności za każdym razem wybór symbolu jest dość arbitralny i niekoniecznie zgodny z rzeczywiście dominującą wymową. A mówimy o językach starannie zbadanych i znakomicie udokumentowanych. Łatwo sobie wyobrazić, że w przypadku wielu języków słabiej poznanych wybór symbolu używanego w transkrypcji jest jeszcze bardziej dowolny i wątpliwy.

Widzieliśmy dość liczne przykłady języków europejskich, w których mamy po dwa fonemy rotyczne. W niektórych regionach świata rozróżnianie kilku „spółgłosek typu R” jest normą. W rdzennych językach Australii zwykle istnieje kontrast między dziąsłowym /r/ (wymawianym jak w języku polskim) a zadziąsłowym /ɻ/ (wymawianym bez wibracji jako retrofleksyjna spółgłoska zbliżeniowa). W języku tamilskim (rodzina drawidyjska), używanym w indyjskim stanie Tamil Nadu i w Sri Lance, mamy trzy fonemy typu R: uderzeniowe /ɾ/, wibrujące /r/ i retrofleksyjne zbliżeniowe /ɻ/.

Naturalna niestabilność i zmienność spółgłosek rotycznych, wynikająca z łączącej je fonetycznej „neutralności”, sprawia że są one częstym punktem tranzytowym między różnymi klasami spółgłosek w historycznym rozwoju języków. Tracąc wyraziste cechy, łatwo się przekształcić w „coś w rodzaju R”, a z kolei spółgłoska rotyczna może uzyskać jakąć cechę przenoszącą ją np. do świata obstruentów. W następnym odcinku serii przyjrzymy się bliżej jednemu z takich procesów. Przekształcił on głoskę pospolitą w coś dziwnego i wręcz unikatowego. Zobaczymy, że droga od dźwięków najłatwiejszych do najtrudniejszych bywa krótka.

Przypisy

1) Ta popularna odmiana /r/ realizowana jest przez przez zbliżenie tylnej części masy języka (przybierającego kształt zaokrąglony, z wybrzuszoną powierzchnią) do podniebienia miękkiego). Towarzyszy mu zwykle faryngalizacja (zwężenie prześwitu gardzieli) i zaokrąglenie warg. IPA nie ma wygodnego symbolu dla tego dźwięku (bo kombinacje znaków diakrytycznych typu [ɣ̞ˤʵʷ] trudno uznać za wygodne). Gdyby to ode mnie zależało, użyłbym znaku ȝ. Ale amerykańskie /r/ może też mieć wymowę zadziąsłową (jako [ɹ] lub silniej cofnięte, retrofleksyjne [ɻ]).
2) Zapamiętajmy to podobieństwo [ɹ] do [ʐ], bo przyda się nam jeszcze przy wyjaśnianiu niektórych procesów historycznych zmian językowych.
3) Czeski ma także sylabiczne [l̩], np. w słowie vlk ‘wilk’. Pełny zestaw sylabicznych spółgłosek sonornych występował w języku praindoeuropejskim. Podobnie jak w czeskim, mogły one występować nawet w sylabach akcentowanych. W tradycyjnej notacji używanej przez indoeuropeistów symbolem sylabiczności jest nie pionowa kreska, ale kółko pod literą (nie mylić z oznaczeniem bezdźwięczności w IPA): *, *, *, *, jak w rekonstrukcji praindoeuropejskiej *ḱr̥dés ‘serce’ (dopełniacz) albo *wĺ̥kʷos ‘wilk’. Angielskie spółgłoski sonorne mogą się stawać sylabiczne w zasadzie tylko w sylabach nieakcentowanych (seven, bottle), aczkolwiek amerykańską samogłoskę rotacyzowaną [ɝ] (jak w słowie bird) można traktować jako akcentowane sylabiczne /r/.

Opisy ilustracji

Ryc. 1: Różne warianty artykulacji /r/ w amerykańskim angielskim (przedniojęzykowe, w tym retrofleksyjne, i tylnojęzykowe). Mimo bardzo różnych układów języka efekt akustyczny jest tak podobny, że produkowane w ten sposób dźwięki są niemal nierozróżnialne słuchowo. Źródło: Tiede 2007, zob. też Tiede et al. 2010 (fair use).
Ryc. 2: Piosenki z tej płyty brzmiałyby o wiele mniej dRRRapieżnie ze standardową francuską wymową [ʁ].

Literatura

Patrz też

Mireille Mathieu śpiewa „MaRRRsyliankę”.

Prvá, druhá, třetí, čtvrtá,
na zahradě krtek vrtá.
Drápy má jak vývrtky,
vrtá metro pro krtky.

One thought on “Najłatwiejsze dźwięki świata (3): RRRrrr, czyli ukryta różnorodność warkotów

  1. Z tego artykułu wynikałoby, że nie ma jednej, poprawnej wymowy “r” – a jednak logopedzi sprawdzający osoby, które chcą pracować w studiu radiowym, za mikrofonem, lubią odrzucać przeróżne warianty na rzecz “jedynie słusznego” “r” przedniojęzykowego, dźwięcznego, z wyraźną niejednokrotną rotacją 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *