Doktorze, słabo mi! Dużą medyczną brandy proszę!

Prawdopodobnie każdy czytelnik bloga podobnie reaguje na słowo „bernardyn”. W filmach dla dzieci ten urokliwy włochaty pies często jest przedstawiany z obrożą na szyi, do której przymocowana jest niewielka beczułka. Zawiera ona niedużą porcję brandy, której zadaniem jest pobudzenie układu krążenia nieszczęsnego turysty, który zbłądził w górach. Od razu uprzedzę – nawet jeśli gdzieś w Alpach spotkacie te piękne psy, nie próbujcie szukać beczułek. Jest to legenda, która nigdy nie została potwierdzona. Faktem natomiast jest, że ta rasa psów została wyhodowana w XVII wieku przez zakonników żyjących w klasztorze na Wielkiej Przełęczy św. Bernarda w Alpach. Początkowo były to psy stróżujące i pociągowe, z czasem zostały przewodnikami górskimi.

Obraz Johna Emmsa (przed 1913), licencja: domena publiczna

Ale ja nie o psach chcę napisać, lecz o zawartości tych beczułek. Brandy, znana u nas też jako winiak, to mocny alkohol uzyskiwany w procesie destylacji wina. Ma zwykle od 35 do 60% etanolu, charakterystyczny smak i zapach. Alkohole mocne były często stosowane przez lekarzy m.in. jako środek wzmacniający. Na przełomie XIX i XX wieku był on na tyle powszechnie używany, że trafił nawet do oficjalnej „Farmakopei Brytyjskiej” (także do amerykańskiej USP) jako „Spiritus Vini Gallici”. W uznanym czasopiśmie medycznym „Lancet” w jednym z artykułów pisano, że brandy z medycznego punktu widzenia uznaje się za najlepszy środek medyczny. Zauważano też, że działanie tego środka wynika nie tylko z zawartości etanolu, ale też innych obecnych w brandy substancji, głównie o charakterze eterów. Innym rodzajem mocnego alkoholu opisywanym przez pismo jest oczywiście whisky (w farmakopeach: „Spiritus frumenti”).

Zarówno brandy, jak i whisky były szeroko reklamowane w czasopismach medycznych. Podczas amerykańskiej prohibicji (1920-1933) lekarze mieli prawo zapisywać medyczną whisky albo brandy na wiele różnych schorzeń. Ochoczo korzystali z tego prawa, zarabiając miliony dolarów. W szpitalu św. Bartłomieja w Londynie pojemniki do podawania pacjentom whisky / brandy były jeszcze w użyciu w 1963 roku!

Powszechnie wiadomo, że alkohol ma działanie stymulujące. Zazwyczaj był podawany doustnie, ale nie tylko. Procedury medyczne opisywane w literaturze zalecały w niektórych przypadkach podawanie go dożylnie albo w formie wlewów doodbytniczych. Znany jest przypadek pacjentki z ciążą pozamaciczną zakończoną krwawieniem, gdzie resuscytacja polegała na podaniu dożylnie sporej ilości roztworu fizjologicznego soli z uncją brandy. Mocny alkohol był też stosowany jako środek pobudzający w przypadku hipotermii. Tu trzeba dodać, że chociaż brandy czy whisky powodują szybkie rozszerzenie naczyń krwionośnych i przyspieszenie rytmu serca, co skutkuje odczuciem ciepła, jednak na dłuższą metę mamy do czynienia z utratą ciepła przez organizm. Właśnie dlatego mocny alkohol podawano też w przypadku zapalenia płuc czy tyfusu przebiegającego z gorączką – rozszerzenie naczyń krwionośnych powodowało spadek temperatury. Jako środek mający sporą wartość energetyczną był też używany jako element diety u pacjentów mających problemy z odżywianiem. Zastosowania brandy były różnorakie. Choć jest ona stymulująca, ma także działanie uspokajające. W 1920 roku lekarze zalecali ją do uspokajania niemowląt i małych dzieci. Mocne alkohole stosowano też w anestezji, podając go przez inhalację jako środek pomocniczy przed znieczuleniem chloroformem.
Tak naprawdę mocne alkohole w praktyce lekarskiej przestano stosować dopiero w połowie XX wieku, wraz z poszerzaniem się wiedzy o negatywnym wpływie etanolu na organizm człowieka.

LITERATURA DODATKOWA

Alkohol jako środek terapeutyczny

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2152039/

Alkohol jako środek dietetyczny

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2318579/?page=1

Krwawienie po usunięciu migdałów

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2420419/?page=1

Udostępnij wpis

3 thoughts on “Doktorze, słabo mi! Dużą medyczną brandy proszę!

  1. Dodajmy dla jasności, że podanie mocnego alkoholu człowiekowi w stanie wychłodzenia z dużo większym prawdopodobieństwem go zabije niż mu pomoże.

  2. “Ale zimno, aż mnie trzęsie, a trzeba jeszcze jakiś czas pomarznąć. Dawaj tę flachę, rozgrzejemy się trochę.” – Najgłupsza rzecz, jaką można w tych warunkach zrobić. Fakt, jak se łykniesz, to cię od razu rozgrzeje. Otóż nie, wcale nie rozgrzeje, a da ci tylko takie wrażenie, jak najbardziej fałszywe. Natomiast rzeczywisty skutek będzie taki, że w wyniku rozszerzenia naczyń krwionośnych tym szybciej będziesz tracić ciepło i choć nie będziesz tak bardzo zimna odczuwał, hipotermia przyśpieszy. No i może się to skończyć tragicznie. Co innego, gdy już trafisz do bezpiecznego ciepłego miejsca – wtedy jeden, no może i dwa łyki nie zaszkodzą, a pozwolą szybciej odczuć komfort cieplny.

    • “Co innego, gdy już trafisz do bezpiecznego ciepłego miejsca – wtedy jeden, no może i dwa łyki nie zaszkodzą, a pozwolą szybciej odczuć komfort cieplny”
      Pod warunkiem, że wejdziesz tam na własnych nogach i będziesz w stanie wyartykułować prośbę o kieliszek brandy.
      Jeśli zostaniesz wniesiony i ktoś Ci wleje brandy do ust, to skutek może być śmiertelny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *