Morskie opowieści

Słowem wstępu.

Szanowny czytelniku! Przemiła propozycja współuczestnictwa, tworzenia wpisów na tym blogu, spotkała się z moimi mieszanymi uczuciami.

Ci, którzy namiętnie czytają @eksperymentmyślowy, zdają sobie sprawę z satyrycznego charakteru tutejszych tekstów i kwiecista działalność autorów nie może być brana całkiem na poważnie.

Bo czy można traktować na serio informacje o jakiś tam neutrinach o skąpej masie czy pachnących, kolorowych kwarkach, których przecież żaden normalny (podkreślam NORMALNY) człowiek nie widział? Pominę również wstydliwym milczeniem teksty o jakiś tam głoskach dolno-wargowo-świszcząco-niemo-szczelinowych Etrusków, bo przecież żaden szanujący się miłośnik języka i lingwista ani nie słyszał ani tez nie widział żadnego Etruska (Ruska?). Podobnież szurskie wymysły o pierścieniach Uranusa (tfu! – jakże niemiłe Anglosasom wyrażenie) powinny czytelnikowi zapalić czerwoną lampkę uważności i skrupulatnego badania źródeł informacji, w powszechnie zalewających nas fake newsach.

Zatem do meritum. Poniżej chciałbym Państwa zaprosić na poważną podróż po zakamarkach marynarskiej duszy, zwyczajach wilków morskich i powszechnych zagrożeniach czyhających w odmętach głębin na strudzonego morskiego wędrowca. Temat jest szeroki i dogłębnie zbadany, wart przypomnienia i rozpowszechnienia. Tradycyjne zagrożenia wynikające z gwizdania na morzu, wnoszenia parasolki na burtę okrętu czy przyzwolenie na pobyt dziewicy (tfuu) na pokładzie omówię w następnych wpisach. Niniejszy zaś dotyczyć będzie ceremonii chrztu morskiego, Neptuna i jego wspanialej małżonki Salacji (TAK, Salacji – a nie cynicznie pozostającej w związku cudzołożnym, moralnie dwuznacznym, niejakiej Prozerpiny).

Tu warto od razu również zdementować pogłoskę, jakoby Salacja, Nereida, nimfa o niebiańskiej urodzie, była rzekomo porośnięta łuską wraz z wodorostami zwisającymi z jej głowy zamiast włosów. Fakty są takie, że biedaczka cierpiała na poważną chorobę skóry (Mare łuszczylia) i kochający ją mąż nie szczędził muszelek i kwarcowych błyskotek na ukontentowanie rozdartej duszy ukochanej. Prozerpina zaś była bezwstydną wojującą feministką, córką Junony, i jej dwuznaczne zachowanie wynika z faktu traumy porwania za młodu przez Plutona (ze względu na szczupłość miejsca zainteresowanych odsyłam do poważnej literatury faktu).

Z tym równikiem również sprawa wymaga wyjaśnienia, gdyż warto zwrócić uwagę na fakt, że starożytni żeglarze nie znali pojęcia równika i chrzest morski odbywał się często na wodach np. okalających Gibraltar, czyli w okolicach tzw. słupów Herkulesa.

Ceremonia chrztu morskiego wynika z potrzeby przebłagania Neptuna i akceptacji neofitów, ludzi nieobytych z rzemiosłem morskim, oraz pozwolenia żeglugi na jego wodach. Każdy bałwan morski widoczny na wzburzonym morzu jest w rzeczywistości rydwanem morskim zaprzężonym w Trytony – pół ludzi, pół ryby – synów Neptuna i Salacji, którzy zwiastują przybycie władcy mórz i oceanów.

Będąc naocznym świadkiem poniższych wydarzeń przedstawmy pokrótce ich chronologię i główne założenia chrztu morskiego.

Jak już wspomnieliśmy, przybycie Neptuna z jego orszakiem zwiastowane jest bałwanami morskimi i Trytonami, którzy przy akompaniamencie muzyki, tańca nimf morskich Nereid, (czyli 50 cór Nereusza i Doris) oraz diabłów morskich (tu pomińmy milczeniem chrześcijański narzut faktograficzny, który ma się nijak do bezpośrednich relacji z wydarzeń sięgających 400 lat p.n.e.). Orszak dostojnie i nabożnie przywitany przez kapitana statku, wraz z przekazaniem klucza do jednostki, przejmuje w swoje posiadanie całość żywego inwentarza a w szczególności neofitów, którzy naznaczeni, strwożeni, pokornie muszą przejść ceremoniał przejścia.

Neofici muszą zostać zbadani przez znachora morskiego, cyrulikiem zwanego; udowodnić swoją sprawność fizyczną w zawodach przeciwko świcie Neptuna (intelektualna na morzu nie jest potrzebna) oraz powinni posiąść ogładę i kurtuazję niezbędną przy stole Neptuna, częstowani jakże apetyczną mieszanką jajek, tabasco, soli, musztardy, octu i mleka (tzw. piwem morskim). Poczęstunek zakończony jest ciastem, mieszanką trucheł ryb i meduz z kingstonu statkowego i tylko najbardziej zagorzałe szczury lądowe nie docenią wykwintnego zapachu i konsystencji serwowanego posiłku.

Ukoronowaniem ceremoniału jest pocałowanie jakże aromatycznych stópek Neptuna wraz z przybiciem do czoła pieczęci statkowej. Wręczenie dyplomu wieńczy dzieło, podkreślając jakże ważną, wielowiekową tradycję pozwalającą świeżo ochrzczonemu załogantowi z jeszcze większą ochotą służyć armatorowi, bezapelacyjnie do samego końca – jego lub statku….

Tyle o tradycji, sięgającej właściwie momentu, od kiedy to ludzie próbowali uprosić bogów rządzących naturą o przywilej łaskawej pogody i spokojnego morza. Pierwsze wzmianki o Posejdonie sięgają jeszcze czasów Odysei 2000 Kubricka a przynajmniej, jak podaje Britannica, IX czy VIII w. p.n.e, czyli czasów Homera.

Wszelkie pomieszanie faktów z literatury Greków i Rzymian zamierzone.

Fotografie – własne.

Polecam niezastąpione dzieła drukowane:

  1. Ceremoniał morski i etykieta jachtowa. Autorzy: Eugeniusz Koczorowski, Jerzy Koziarski, Ryszard Pluta
  2. Kolebka Nawigatorów. Autor: Borchardt Karol Olgierd
  3. Zwyczaje i obrzędy morskie. Tradycja i współczesność. Autor: Władysław Pałubicki

oraz:

http://hetman.org.pl/archiwa/167

https://www.civilopedia.net/pl/standard-rules/civics/civic_naval_tradition

Udostępnij wpis

3 thoughts on “Morskie opowieści

  1. Nie zamierzam w najbliższym czasie wypływać na morze, a tym bardziej przekraczać równika, ale zainteresował mnie skład piwa morskiego – na ile działa ono na neofitów oczyszczająco, a na ile – przeczyszczająco?!

    1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *