Tabu językowe (2). Fizjologia i seks, czyli ***** zakazy.

Inne części tego cyklu
1. Dziki, kosmaty miodożerca
3. Co warto wiedzieć o umieraniu i zdychaniu

Patrz też: Etymologiae. O pochodzeniu słów.

Zacznijmy niewinnie od prawa Grimma, jednej ze zmian dźwiękowych charakterystycznych dla języków germańskich. Język praindoeuropejski posiadał trzy szeregi spółgłosek zwartych: bezdźwięczne, dźwięczne przydechowe i dźwięczne zwykłe. W języku pragermańskim bezdźwięczne straciły charakter zwarty i zmieniły się w spółgłoski szczelinowe, dźwięczne przydechowe straciły przydech, a dźwięczne zwykłe straciły dźwięczność. Zmienił się sposób wymawiania tych spółgłosek, ale nie zmieniło się przy tym ich miejsce artykulacji. Na przykład praindoeuropejskie spółgłoski przedniojęzykowe *t, *, *d (przy których artykułowaniu czubek języka zbliżał się do zębów lub górnego dziąsła) zmieniły się odpowiednio w *þ, *d, *t, także przedniojęzykowe(symbol *þ odpowiada tu znakowi [θ] w alfabecie fonetycznym, czyli spółgłosce szczelinowej zębowej). Podobnie było dla spółgłosek wargowych (np. bezdźwięczne *p zmieniło się w szczelinowe *f) i tylnojęzykowych (np. dźwięczne *g zmieniło się w bezdźwięczne *k).

Sprawdźmy to na konkretnym przykładzie: był sobie praindoeuropejski czasownik *perd-, który poddany prawu Grimma przekształcił się w *fert-. W staroangielskim jego bezokolicznik wyglądał następująco: feortan. W średnioangielskim brzmiał z początku ferten, ale uległ tendencji do zmiany krótkiego e w a przed spółgłoską r i przybrał formę farten. Później czasowniki angielskie straciły większość końcówek odmiany, wskutek czego dzisiejszy bezokolicznik brzmi fart. Czytelnicy znający język angielski wiedzą, że oznacza on ‘pierdzieć’ i że ma on w dzisiejszym angielskim nacechowanie umiarkowanie nieprzyzwoite, należy zatem uważać, aby nie użyć go w kontekście, w którym by brzmiał niestosownie.

Języki bałtosłowiańskie nie podlegały prawu Grimma i zachowały zarówno *p, jak i *d w niezmienionej postaci. Rdzeń czasownikowy *perd- widzimy w pełnej okazałości w litewskim persti < *perd-tei (3 os. l.poj. perdžia). W językach słowiańskich czasownik zachował się w nieco innej formie, z rdzeniem w tzw. stopniu zanikowym, czyli z usuniętą samogłoską (jej funkcję przejęło *r, stając się głoską sylabiczną): *pr̥d- > prabałtosłowiańskie *pird- > prasłowiańskie *pьrd- (zob. wpis o jerach). W rezultacie otrzymujemy słowiański czasownik *pьrděti (1 os. l.poj. *pьrdjǫ, 3 os. l.poj. *pьrditь), którego polskim potomkiem jest pierdzieć (pierdzę, pierdzi). Angielskie fart, litewskie persti i polskie pierdzieć mają dokładnie to samo znaczenie i są reliktami bardziej rozbudowanej koniugacji praindoeuropejskiego *perd-. Polskie pir(z)dzieć, pierdzieć udokumentowane jest od XV w., ale oczywiście w takiej czy innej formie musiało istnieć nieprzerwanie od tysięcy lat, skoro ma niekwestionowany rodowód indoeuropejski.

Słownictwo dotyczące czynności fizjologicznych, zwłaszcza takich, które uznawane są za intymne lub krępujące, otoczone jest zwykle tabu językowym. Jeśli istnieje społeczny zakaz pierdzenia w dobrym towarzystwie, to towarzyszy mu zakaz mówienia o pierdzeniu (chyba że w sposób zawoalowany, przy użyciu eufemizmów takich jak „wiatry”, „uwolnienie gazów” lub mniej formalne „puszczenie bąka”). A jednak rdzeń *perd- i związane z nim słownictwo pochodne (np. niemieckie Furz i litewskie perdis, oznaczające ‘pierdnięcie’) niewiele sobie nie robiły z tego tabu i przetrwały wszelkie zakazy.

Tabu ogranicza się głównie do sytuacji oficjalnych i użycia słów na piśmie. Staroangielskie feortan tak naprawdę ani razu nie pojawia się w literaturze staroangielskiej jako bezokolicznik. Wiemy, że musiało mieć także czas przeszły feart (1 i 3 os. l.poj.) i furton (l.mn.) i że spodziewana forma 3 os. l.poj. to fiert lub fyrt. Jednak jedyny dotykalny ślad, jaki się zachował, to pojedyncze wystąpienie rzeczownika odczasownikowego feorting w glosariuszu staroangielsko-łacińskim. Nie ma mowy o pierdzeniu w poematach epickich, poezji religijnej, przekładach z łaciny, kronikach królestw anglosaskich ani nawet w wierszowanych zagadkach staroangielskich, których autorzy nieraz pozwalali sobie na ryzykowne żarty. Również w wielkim korpusie zachowanych tekstów średnioangielskich wystąpień farten jest tak niewiele, że wystarczy palców jeśli nie jednej, to obu rąk, żeby je wszystkie porachować. A jednak słowo przeżyło w mowie, czego najlepszym dowodem jest jego istnienie w XXI w.

Czasowniki pokrewne spotykamy np. w sanskrycie (pardate) i w albańskim (pjerdh); są też refleksy greckie. Rdzeń *perd- miał w starogreckim czas teraźniejszy oparty na temacie *perd-e/o- (1os. l.poj. pérdomai) i tzw. reduplikowany perfekt péporda < *pe-pord-h₂a, używany w sensie czasu teraźniejszego, np. „pierdzę z radości” (cytat z Arystofanesa, największego komediopisarza starożytności, któremu zawdzięczamy udokumentowanie kilku pochodnych rdzenia *perd-). Perfekt normalnie wyraża stan wynikający z czynności, a nie samą czynność; ale że pierdnięcie daje o sobie znać z pewnym opóźnieniem właśnie jako odczuwalny zapachowo skutek, taka interpretacja perfektu jest w tym przypadku poniekąd naturalna. Porównując formy zachowane w różnych językach, odkrywamy pełny zestaw oboczności morfologicznych charakterystycznych dla języka praindoeuropejskiego, czyli różnych „stopni apofonicznych” tego samego rdzenia: *perd-/*pord-/*pr̥d-. Występują one dokładnie tam, gdzie się ich spodziewamy na podstawie znajomości gramatyki praindoeuropejskiej. Rekonstrukcja zatem jest spójna i zgodna z oczekiwaniami teoretycznymi.

Skoro mowa o starogreckim, miał on także inny czasownik o takim samym lub podobnym znaczeniu, bdéō. Dość liczne słowa, które od niego pochodzą, odnoszą się często do niemiłego zapachu. Jak wskazują wyrazy pokrewne w innych językach indoeuropejskich (a także w samej grece), początkowe bd- było wynikiem uproszczenia dość skomplikowanej zbitki spółgłoskowej *psd-, wymawianej *bzd- wskutek upodobnienia dźwięczności (a w grece uproszczonej do bd-). Jeśli to „bzd” coś wam przypomina, to słusznie – podobieństwo nie jest przypadkowe! Forma *psd- była stopniem zanikowym od rdzenia, który w praindoeuropejskim wyglądał tak: *pesd-. Wymawiano go [pezd-], bo choć praindoeuropejski fonem /s/ nie miał odpowiednika dźwięcznego /z/, to sam ulegał udźwięcznieniu asymilacyjnemu przed spółgłoską dźwięczną. Dlatego w dalszym ciągu będę używał rekonstrukcji „wiernej fonetyce”, czyli *pezd-.

Znamy starogreckie słowo oznaczające ‘purchawkę’. Brzmiało ono pézdis, pisane przez literę „dzeta” (Ζ, ζ), która w okresie klasycznym była w większości dialektów wymiawiana [zd]. Skojarzenie purchawki wydmuchującej chmurę zarodników z pierdzeniem jest szeroko rozpowszechnione i poświadczone w wielu językach. Wielkie purchawki, zwłaszcza czasznica olbrzymia (Calvatia gigantea), noszą tradycyjną angielską nazwę bullfist. Pierwszy człon to oczywiście ‘byk’. Drugi – to stary synonim słowa fart (patrz regionalne niemieckie Fist ‘ciche pierdnięcie’). Jest on dokładnym odpowiednikiem słowa greckiego, bo powstał dzięki przepuszczeniu praindoeuropejskiego rzeczownika *pezd-i-s przez tryby prawa Grimma (stąd pragermańskie *fistiz). W kilku językach purchawki nazywane są ‘wilczymi pierdami’, co znalazło wyraz w naukowej nazwie rodzaju Lycoperdon. Utworzył ją ponad 200 lat temu niemiecki mykolog Christiaan Hendrik Persoon, kalkując francuską nazwę vesse-de-loup na język grecki.

Jak widzimy, niektóre języki indoeuropejskie zachowały oba rdzenie, *perd- i *pezd-. Są one do siebie tak podobne, że narzuca się myśl o istnieniu między nimi jakiegoś związku. Pochodzenie od wspólnego przodka nie wchodzi w grę, bo oboczności *s |*r nie da się sprowadzić do jednej praformy. Związek może jednak polegać na tym, że jest to para rdzeni dźwiękonaśladowczych, będących wynikiem gramatykalizacji wykrzykników typu prrr…,  pzzz… Utworzono je osobno, ale według wspólnego schematu, stąd podobieństwo. Sądząc z doboru dźwięków i z subtelnej różnicy znaczenia w niektórych językach, *perd- mogło sugerować pierdnięcie głośne, a *pezd- ciche (łaskawsze dla uszu, choć niekoniecznie dla nosa).

W łacinie *pezd- rozwinęło się regularnie (z zanikiem *z przy jednoczesnym wzdłużeniu samogłoski) w pēdō ‘pierdzę’. Słowo to było w klasycznej łacinie nieeleganckie, zatem opisując pierdzenie, posługiwano się częściej eufemizmami takimi jak crepitus ventris ‘hałas brzuszny’. Łacina zachowała też prawdopodobnie stopień z samogłoską *o w słowie pōdex ‘dupa’ (hipotetyczne *pozdo- ‘coś, co pierdzi’ z łacińskim rozszerzeniem -ex/-ic- używanym do tworzenia rzeczowników nacechowanych pejoratywnie). Nie zachowała natomiast śladów konkurencyjnego rdzenia *perd-. Z kolei na przykład języki indoirańskie utraciły *pezd-, ale zachowały *perd-.

Grupa bałtosłowiańska, podobnie jak greka i języki germańskie, także utrzymała rdzeń *pezd-. Oboczność stopnia pełnego i zanikowego, *pezd- | *bzd-, została częściowo wyrównana. W stopniu zanikowym ułatwiano sobie wymowę, wstawiając między elementy zbitki słabą samogłoskę. W językach słowiańskich mamy ślady zarówno czasownika *pьzděti z zachowanym bezdźwięcznym *p, jak i  *bьzděti z wyrównaniem analogicznym. Pytanie, od której z nich pochodzi polskie bździeć/bździć, jest czysto akademickie, bo po staropolskim zaniku jeru i tak pierwsza spółgłoska dopasowała się dźwięcznością do reszty zbitki. Natomiast w językach bałtyjskich mamy konsekwentne udźwięcznienie, jak w litewskim czasowniku bezdėti lub w rzeczowniku bizdžius oznaczającym kogoś lub coś bżdżącego, a także – uwaga – purchawkę. Warto zauważyć, że oba rdzenie  mogą w języku polskim tworzyć słowa oznaczające metaforycznie ‘bezwartościową wypowiedź’ albo, mówiąc bez ogródek, ‘pieprzenie głupot’, dlatego pierdoły oraz bzdury/bzdety to mniej więcej synonimy. Najstarszy przykład takiego użycia („Pirdzi Grzegorz dobre rady”) pochodzi z XV w.  

Żeby już uporządkować materiał do końca, zauważmy, że w języku polskim mamy odpowiednik dokonany czasownika pierdzieć, utworzony za pomocą przyrostka nosowego, czyli kontynuujący formę *pьrdnǫti. Oczekiwane formy osobowe to m.in. *pьrdnǫ i *pьrdnetь. W języku staropolskim rozwój *ьr przed spółgłoską zależał od tego, czy w następnej sylabie była samogłoska przednia, czy tylna (działał tu tzw. przegłos lechicki, czyli asymilacja samogłoskowa). Dlatego spodziewalibyśmy się tu powstania staropolskiej oboczności: pardnąć, 1 os. l.poj. pardnę, ale 3 os. l.poj. pirzdnie lub pirdnie > pierdnie. Tak też najprawdopodobniej się stało. Język standardowy uogólnił wokalizm formy pierdnie (→ pierdnąć, pierdnę), ale śladem dawnej oboczności pard- | pierd- jest niestandardowa forma „kompromisowa” piardnąć (także w rzeczowniku pierd ~ piard). Podobne zjawisko widzimy w brzmieniu rzeczownika ziarno, które jest kompromisem między dawnymi formami zarno (mianownik) i ziernie (miejscownik) < prasłowiańskie *zьrno | *zьrně.

Anglia, rok 1528. Na marginesie kopii De Officio Cycerona mnich wyraża swoją opinię na temat opata. Dzięki takim incydentom mamy nieco więcej informacji o historii słów wyklętych. Rękopis przechowywany w Brasenose College, Uniwersytet w Oksfordzie (domena publiczna).

Jak widać, słownictwo tego typu (które mogłoby się wydawać slangowe i niezbyt stare) można badać zupełnie na serio i odkrywać fascynujące związki etymologiczne sięgające epoki praindoeuropejskiej. Tabu obyczajowe jest tu pewną przeszkodą, bo ogranicza ilość zachowanych danych, których potrzebuje metoda porównawcza. Trudno jednak winić dawnych skrybów i pisarzy, bo nawet ludzie nauki, którzy nie powinni się przejmować zakazami tego typu, czasem czyją się zmuszeni im ulegać pod naciskiem „siły wyższej”. Dotyczy to w szczególnym stopniu słownictwa opisującego wprost narządy płciowe i czynności seksualne. Na przykład od czasów królowej Wiktorii aż po rok 1960 nie do pomyślenia było, aby w tekście angielskim legalnie opublikowanym w Zjednoczonym Królestwie pojawiło się którekolwiek z dwóch najbardziej wyklętych „słów czteroliterowych”, cunt i fuck. Otaczające je tabu językowe było tak silne, że stały się one jedynymi hasłami celowo opuszczonymi w oryginalnym wydaniu monumentalnego Słownika Oksfordzkiego (A New English Dictionary on Historical Principles). Ambicją słownika było pełne i zgodne ze standardami naukowymi udokumentowanie słownictwa angielskiego od najazdu normańskiego po okres współczesny. Ale tom II (C) ukazał się w roku 1893, a tom IV (F–G) w 1900, a w tym czasie autocenzura dotycząca c*** i f*** była wymagana nawet w publikacji naukowej pod grozą publicznego skandalu i procesu sądowego. Dodano je do słownika dopiero w latach siedemdziesiątych (wraz z pełnym opisem haseł i licznymi przykładami użycia obejmującymi wiele stuleci).

Nie wińmy jednak królowej Wiktorii za całą pruderię tego świata. Inne kraje nie były lepsze od Wielkiej Brytanii. Słownictwo opisujące genitalia i to, co robimy za ich pomocą, bywało pomijane przez badaczy ze względu na tabu istniejące w ich własnym języku. Na przykład niektóre języki należące do endemicznych rodzin Kaukazu są udokumentowane pod tym kątem dzięki niemieckiemu językoznawcy, orientaliście i etnografowi Juliusowi Klapropthowi¹, który podczas badań terenowych w latach 1807–1808 sumiennie włączał słowa nieobyczajne do gromadzonych list porównawczych słownictwa, opatrując je glosami łacińskimi w rodzaju ‘futuere’ czy ‘cunnus’ dla uniknięcia zgorszenia. Natomiast jego radziecy koledzy, którzy badali te same języki w XX w., byli zbyt kulturalni, żeby w ogóle notować takie świństwa. Uniki stosowane do dziś przez autorów słowników bywają zabawne. Wielki Słownik łacińsko-polski PWN (1959 [2007]) tłumaczy łacińskie futūtor jako ‘kochanek’, co raczej nie ułatwia zrozumienia ani epigramów Marcjalisa (w tym tego, który jest cytowany w słowniku), ani tym bardziej niczym nieskrępowanych graffiti na ścianach Pompejów.²

Max Vasmer, niekoronowany król etymologii rosyjskiej, opuścił w swoim czterotomowym słowniku, wydanym w latach 1950–1958,  hasło dotyczące jednego z czasowników słowiańskich, który (nieco paradoksalnie) jest zarazem często używany i wyklęty ze sfery publicznej: ebat’/et’ ‘jebać’ < prasłowiańskie *jeti (1 os. l.poj. *jebǫ, 3 os. l.poj. *jebetь). A przecież on także ma prastare koneksje i odpowiedniki w wielce szanowanych językach klasycznych, w tym staroindyjskie yabhati i starogreckie oípʰō, wskazujące na indoeuropejską praformę *h₃jebʰ-. Ślady działania tabu są w tym przypadku widoczne na przestrzeni dziejów. W językach irańskich mamy tylko ślady pochodnych tego rdzenia, zniekształcone przez wpływ eufemizmów. Z języków bałtyjskich znikł kompletnie. Formy greckie i staroindyjskie znamy tylko dlatego, że oba języki pozostawiły po sobie ogromne korpusy tekstów, w których nawet słownictwo „zakazane” miało pewne szanse na przeżycie. Ciekawe, że yabhati zachowało się w rytualnych formułach wedyjskich, celowo obscenicznych i dosadnych seksualnie dla spotęgowania efektu magicznego. Blade refleksy jego pochodnych istnieją nadal w językach indoaryjskich, ale tylko Słowianie utrzymali „pięciogwiazdkowy” czasownik w pełni sił witalnych. Być może powinno to być naszym powodem do dumy.


Przypisy

¹ Chemicy z pewnością kojarzą jego ojca Martina Klaprotha, odkrywcę uranu i cyrkonu oraz współodkrywcę tytanu, strontu, ceru i chromu. Na kierownika ekspedycji kaukaskiej rekomendował Juliusa jego przyjaciel i towarzysz wcześniejszej wyprawy na Daleki Wschód hrabia Jan Potocki, autor Rękopisu znalezionego w Saragossie. Jaki ten świat jest mały!

² O tym, jak wyglądała łacina Złotego Wieku w życiu prywatnym bez cenzury, można się dowiedzieć w znakomitym opracowaniu: Andrzej Wypustek. 2020. Rzymskie graffiti seksualne, erotyczne i miłosne z Pompejów i Herkulanum (I wiek n.e.). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa.

Udostępnij wpis

19 thoughts on “Tabu językowe (2). Fizjologia i seks, czyli ***** zakazy.

    • “Fart” w tym sensie to zapożyczenie niemieckiego Fahrt ‘jazda’ (stąd metaforycznie ‘dobra passa’).

  1. A czy niemieckie “Pferd”, czyli koń, ma coś wspólnego z pierdzeniem czy to tylko przypadkowa zbieżność?

    • Przypadek. Niemieckie “pf” kontynuuje wczesnogermańskie “p”, nie “f” (jak Pfad = ang. path albo Pfennig = ang. penny). Dzisiejsza niemiecka nazwa konia pochodzi z ludowego łacińskiego paraverēdos ‘koń zapasowy, przyprzężny’, które z kolei jest hybrydą grecko-galijską (może gdzieś z okolic byłej kolonii greckiej w Marsylii). “Para” to po grecku ‘przy, obok’, a *werēdos (zapożyczone do łaciny jako verēdus) to jedno z celtyckich określeń konia. Odpowiednikiem angielskiego horse (staroangielskie hors) jest niemieckie Ross ‘rumak’. Języki germańskie miały jeszcze kilka innych określeń konia, np. *xangistaz, *marxaz, a także *exʷaz. To ostatnie słowo jest spokrewnione z łacińskim equus (zmiana *kʷ > *xʷ to też część prawa Grimma).

      1
  2. Dzień dobry, jak zwykle głęboko satysfakcjonujący wpis.

    Poczułem się poniekąd zaintrygowany piątym akapitem od dołu, tym, gdzie występują zgodnie obok siebie “pierdoły” i “bzdety”, w tym sensie, że przypomniała mi się w kontekście rozważań nad “pierdzeniem” oszałamiająca kariera czasownika “pierdolić”, z jakże licznymi przedrostkami (podsumowana np. przez Andrzeja Waligórskiego w szesnastym rozdziale jego powieści “Docent Basset” – https://waligorski.art/proza.php?myk=b&nazwa=327).

    Czy jest jakaś wiarygodna hipoteza, jak to się stało, że ze znaczenia węższego (pierdzieć>opowiadać bzdury, warte tyle co pierd) czasownik ten wyewoluował w takie bogactwo znaczeń? Włącznie z oznaczaniem seksu i przemocy fizycznej?

    • “pierdolić” jako odniesienie do czynności seksualnej funkcjonuje w języku polskim od dawna. najstarszy zapis pochodzi z Krakowa, z XIV wieku o ile pamiętam, gdzie wspomniana jest “meretrix Heva dicta Pierdolonka”, czyli nierządnica Ewa zwana Pierdolonką.

      • W sprawie “nierządnicy Ewy” zachowuję pewną ostrożność, bo nie zdołałem dotrzeć do tekstu źródłowego z potwierdzoną datą. Nie jestem przekonany, że to autentyk, a nie faktoid utrwalony przez powtarzanie.

        • Może to być, ale to stary faktoid musi być, bo pamiętam go z książki wydanej w latach 70. XX wieku

          • O, to w Zakopanem jest ulica i dzielnica (i cmentarz na niej) Pardałówka. OIDP to też ten sam źródłosłów.

            • Widzę, że nazwiska Pardała, Poparda są do dziś skoncentrowane w okolicach Krakowa, Pardoła na północy województwa kieleckiego (tamże jest wieś Pardołów), Pardyka w okolicach Lublina. Nasuwa się przypuszczenie, że formy z “pard-” bez wyrównania analogicznego przeżyły najdłużej w dialekcie małopolskim. Co prawda w pd.-zach. Wielkopolsce jest też Pardalin (regularna forma dzierżawcza od przydomka Pardała), ale środek ciężkości tych nazw i nazwisk jest raczej jednak na południu.

  3. Ba! Sam bym chciał wiedzieć. Niestety ewolucja słownictwa uznanego za obsceniczne i poddanego tabu zachodzi w dużym stopniu w “podziemiu”, gdzie jej przebieg jest słabo udokumentowany. Słowniki w przeszłości niechętnie zajmowały się semantyką słów w rodzaju “pierdolić”. Podobnie jest mniej więcej jasne, że angielskie “fuck” znaczyło pierwotnie ‘ubijać, uderzać’ (np. masło w kierzance), ale trudno uchwycić czas i szczegóły zmiany znaczenia. Jedna z zagadek staroangielskich zawarta w zbiorze Exeter Book cała jest oparta na dwuznaczności z tym związanej, ale oczekiwany czasownik *fuccian oczywiście nie pojawia się w niej wprost.

    http://langevo.blogspot.com/2015/09/nucg-nucg-winc-winc-anglo-saxon-dairy.html

    1
    • O kurczę 😀

      “For example, Old English had grammatical gender, and the use of feminine personal pronouns (corresponding to Modern English she and her) doesn’t mean that the pronoun indicates a female human being. It can refer to any object whose Old English name is a feminine noun (e.g. tunge ‘tongue’, bōc ‘book’, duru ‘door’, etc.).”

      ZUPEŁNIE JAK WE WSPÓŁCZESNEJ POLSZCZYŹNIE :)))))

    • Oraz jeszcze jedna rzecz mi się nasuwa: w zakończeniu tamtego (angielskiego) wpisu o staroangielskiej zagadce pojawia się lokalny producent nabiału: “why, back in 1290, a chap from Ipswich, presumably a local dairyman, was called Simon Fukkebotere.” 🙂 A skoro tytuł wpisu zaczerpnięto ze skeczu z “Latającego Cyrku Monty Pythona”, to ciekawe, czy autor mógł skojarzyć Simona z XIII wieku z INNYM skeczem MP, tym o uwodzonych mleczarzach (https://www.youtube.com/watch?v=0_vyVQnvFc4). Mnie się skojarzył wątek nabiałowy natychmiast 😀

      • Zaręczam, że autor kojarzy wszystko, co się wiąże z “Latającym Cyrkiem Monty’ego Pythona”.

        3
    • Ba, jako że ubijanie masła polega na wykonywaniu ruchów posuwisto-zwrotnych kijem w otworze kierzanki skojarzenie z seksem musiało być oczywiste od momentu jej pierwszego użycia.

      1
      • Jest też stara/regionalna angielska nazwa pustułki, “fuckwind” lub “windfucker”, która idealnie się tłumaczy jako ‘ubijająca (skrzydłami) wiatr’. Moim zdaniem germański temat *fukkō- ‘uderzać’ pochodzi od dawniejszego *pug-náh₂-. Patrz łacińskie pungō (pupugī, punctum) ‘przebijam, wbijam się’ i pūgna ‘walka wręcz lub na pięści’.

        • Dziękuję bardzo, postaram się zapamiętać tę pustułkę, to mi się może przydać do pracy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *