Różnorodność językowa (1): Sieć wielojęzyczności w Vaupés (Kolumbia)

Vaupés to departament w kolumbijskiej części Amazonii, przy granicy z Brazylią, nazwany od rzeki Vaupés, dopływu Rio Negro (jej brazylijski odcinek nosi portugalską nazwę Uaupés). Zamieszkuje go około 40 tys. ludzi, z czego trzy czwarte skupia się w stolicy departamentu, Mitú, niewielkiego miasta w głębi amazońskich lasów deszczowych, jednego z kilku w departamencie. Pozostałe mają po kilkuset mieszkańców i do niedawna Mitú (założone w 1936 jako osada handlowa) było podobnej wielkości. Dotrzeć do niego można jedynie samolotem lub transportem rzecznym. Z jednym wyjątkiem w Vaupés nie ma innych dróg niż szlaki leśne i rzeki – dość zdradliwe, ale rdzenna ludność Vaupés znakomicie posługuje się łodziami.

Kilka tysięcy ludzi z Vaupés i nieco mniejsza liczba po stronie brazylijskiej tworzą społeczność, która nie przypomina niczego, co znamy z Europy. Wszyscy prowadzą podobny tryb życia, mają podobną kulturę materialną, tradycje i system wierzeń. Mieszkają w nadrzecznych osadach, na które składa się zwykle jeden „długi dom” typu znanego w Amazonii jako maloca. Żeby dotrzeć do najbliższych sąsiadów, trzeba podróżować kilka godzin, a nawet cały dzień (gęstość zaludnienia Vaupés, pomijając stolicę, wynosi niecałe 0,2 mieszkańca ma kilometr kwadratowy). Kilka osad wzdłuż biegu rzeki może tworzyć wspólnotę sąsiedzką, która nosi własną nazwę.

Maloca nad rzeką Pirá-Paraná w departamencie Vaupés. Foto: Stephen P. Hugh-Jones, University of Cambridge. Źródło: Digital Commons @ Trinity © 2022.

Maloca mieści kilka (zwykle 4–8) rodzin nuklearnych powiązanych wspólnym pochodzeniem w linii męskiej, czyli patrylinearnie. Rodziny posiadają własne segmenty z kuchnią, rozdzielone przegrodami, ale łatwo też przystosować wnętrze maloki do wspólnych zebrań i ceremonii. Zakładając osadę, ludzie z Vaupés za pomocą wycinki i kontrolowanego wypalania lasu tworzą polanę, na której uprawiają maniok i inne rośliny. Uprawą zajmują się głównie kobiety, mężczyźni natomiast polują i łowią ryby. Ale nie to jest dziwne, bo oczywiście w wielu częściach świata rdzenna ludność żyje i gospodaruje w analogiczny sposób.

Dziwna (z naszego punktu widzenia) jest rola, jaką w życiu ludzi z Vaupés odgrywa język. Osiadłe ludy nadrzeczne używają około 20 języków należących do trzech różnych rodzin: tukanoańskiej, arawackiej i karibskiej. Wiele z tych języków jest słabo zbadanych, ale z nielicznych terenowych badań językoznawczych wynika, że nawet te z nich, które należą do tej samej rodziny, różnią się w stopniu wykluczającym lub bardzo utrudniającym wzajemną zrozumiałość, czyli są faktycznie odrębnymi językami, a nie jednostkami w randze dialektu czy gwary. Rzecz w tym, że ludność każdej osady, choćby nawet była to maloca mieszcząca zaledwie dwie rodziny nuklearne, jest wielojęzyczna. Wielojęzyczność jest wymuszona przez zasadę egzogamii językowej: mężczyzna sprowadza do swojej osady żonę, która musi mieć inny język ojczysty niż on sam. Przymiotnik „ojczysty” należy tu interpretować dosłownie jako język rodowy, dziedziczony w linii czysto męskiej, po ojcu, ojcu ojca itd. Przypomina to schemat dziedziczenia nazwiska w większości społeczeństw europejskich.

Zatem pod jednym dachem maloki mieszkają mężczyźni mówiący tym samym językiem rodowym (używanym także w wielu innych osadach) wraz z kobietami, których języki rodowe są z konieczności inne. Co więcej, każda z nich może pochodzić z innego „rodu językowego”. Każda maloca jest prawdziwą wieżą Babel, w której dorastają dzieci od urodzenia nawykłe do życia w środowisku wielojęzycznym. Język rodowy osady może dominować w codziennej konwersacji, ale z bardzo nielicznymi wyjątkami wszyscy rdzenni mieszkańcy Vaupés są wielojęzyczni. Mówią płynnie co najmniej trzema językami, często czterema lub pięcioma. Oprócz języka rodowego może to być język matki, język męża lub żony (zwykle w rozmowie każde z nich używa własnego języka rodowego) plus ewentualnie inne. Są też tacy, którzy posiadają jeśli nie pełną, to przynajmniej bierną znajomość około dziesięciu języków. Język tukano (poza tym, że stanowi język rodowy części ludności), jest używany również jako język szerokiego kontaktu, czyli regionalna lingua franca. Zna go prawie każdy, co nie oznacza, że tukano dzięki swojej specjalnej funkcji wypiera z obiegu inne języki rodowe. Gdyby tak było, doprowadziłoby to do załamania się systemu społecznego opartego na egzogamii językowej. Zdają sobie z tego sprawę sami ludzie z Vaupés. Na pytanie amerykańskiej antropolożki Jean Jackson, dlaczego nadal mówią tyloma językami, zamiast porozumiewać się wyłącznie w tukano, jeden z nich odpowiedział: „Gdyby wszyscy używali tukano, skąd byśmy brali żony?” To, co widzimy w Vaupés, wygląda nie na reliktowy system w zaniku, ale raczej na utrzymującą się od dawna, co najmniej od schyłku epoki prekolumbijskiej, stabilną wielojęzyczność.

Język rodowy jest dla każdego mieszkańca podstawą identyfikacji z konkretną linią przodków, ale niczym więcej. Można za jego pomocą przedstawiać się tak, jak Polak przedstawia się nazwiskiem. Język nie definiuje jednak grupy etnicznej, plemienia, narodu ani tradycji kulturalnej. Istnieją zasady językowego savoir-vivre’u dotyczące tego, jakiego języka można lub nie należy użyć w zależności od sytuacji, ale komunikacja w Vaupés jest elastyczna. Jeśli rozmówcy mają kilka języków wspólnych, mogą w rozmowie przejść z jednego na drugi, nawet tego nie zauważając. Nauczenie się nowego języka zajmuje mieszkańcom Vaupés rok lub dwa i starają się go nie używać publicznie, póki nie są pewni, że posługują się nim płynnie, nie „kalecząc” go. Z ogólną dezaprobatą spotyka się natomiast „mieszanie” języków poprzez zapożyczanie między nimi elementów i tworzenie hybrydowych konstrukcji.

Pomijając incydentalne przypadki skutecznie ukrywanej niewierności małżeńskiej, każdy język rodowy jest przekazywany w męskiej części populacji tą samą drogą, co chromosom Y. Zauważmy, że żaden język rodowy nie jest przy tym faworyzowany z przyczyn innych niż ewentualne biologiczne. Syn przejmuje język ojca niezależnie od ewentualnego zróżnicowania prestiżu społecznego języków. Jeśli jedna z linii rodowych chromosomu Y wymiera, oznacza to jednocześnie zanik związanego z nią języka rodowego. Korzystając z modeli matematycznych genetyki populacyjnej, można się pokusić o przewidywanie średniego czasu potrzebnego do takiego zaniku wskutek fluktuacji losowych (dryfu genetycznego) przy określonym początkowym udziale danego języka w ogólnej populacji i kilku upraszczających założeniach: na przykład, że rozmiar populacji pozostaje stabilny w długim okresie czasu, że mężczyźni nie są zróżnicowani pod względem spodziewanej liczby potomstwa, że poszczególne warianty Y-DNA są neutralne, czyli nie mają wpływu na sukces reprodukcyjny swoich nosicieli, itp.

Język rodowy, którego początkowy udział w populacji obejmującej kilka tysięcy mężczyzn wynosi 5% (czyli średnią wartość procentową, jeśli języków jest 20), ma teoretycznie wszelkie widoki na utrzymanie się w puli językowej przez ponad tysiąc pokoleń, czyli w praktyce dowolnie długo (na pewno o wiele dłużej niż istnienie systemu egzogamii językowej w Amazonii). Oczywiście udziały nie są w rzeczywistości równe. W praktyce możliwe jest wymarcie „rodu językowego” w ciągu kilkudziesięciu pokoleń, a nawet szybciej, jeśli zadziałają jakieś czynniki pominięte w uproszczonych szacowaniach. Wiemy, że do takich wymierań dochodziło tu i ówdzie. Wymarcie rodu językowego nie jest jednoznaczne ze zniknięciem języka rodowego, bo teoretycznie może on nadal istnieć przekazywany poza linią męską, nie posiadając dawnego statusu. Wydaje się jednak, że w Vaupés brak na to przykładów. Dodam jeszcze tylko, że badania genetyczne populacji amazońskich wskazują na wyraźny wpływ egzogamii językowej na lokalną różnorodność haplotypów Y-DNA (wpływ ujemny) i mitochondrialnego DNA (wpływ dodatni). Jest to skutek silniejszej presji na pozostawanie mężczyzn przez wiele pokoleń w tej samej okolicy oraz na mobilność kobiet w porównaniu z innymi częściami północno-zachodniej Amazonii.

Jeśli język ostatecznie znika z populacji, to ulega redukcji jej różnorodność językowa, ale nie jest to proces jednokierunkowy. Bardzo niewiele wiadomo o historii ludzi z Vaupés i trudno ją zrekonstruować na podstawie danych, jakie mamy, lecz sam fakt, że na pulę językową tego obszaru składają się przedstawiciele kilku rodzin językowych, sugeruje, że integrowały się z nią w dalekiej przeszłości grupy migrantów rozmaitego pochodzenia, osiedlające się w Vaupés, co z kolei wzbogacało miejscową różnorodność. Pamiętajmy ponadto, że języki ewoluują i że tempo ewolucji językowej w porównaniu z biologiczną jest bardzo szybkie. Języki spokrewnione w ramach jednej rodziny miały kiedyś (powiedzmy, ok. 1000 lat temu) wspólnego przodka. Jeśli dziś są odrębnymi językami rodowymi, to prawdopodobnie proces ich różnicowania się może doprowadzić do rozszczepiania się dawnych rodów językowych, gdy zatrze się świadomość wspólnego pochodzenia ich języków. Umożliwia to zawieranie małżeństw między ich członkami, a jednocześnie dodaje nowy język do ogólnej puli. Być może zróżnicowanie, jakie dziś widzimy, jest zbliżone do długoterminowego stanu równowagi między czynnikami redukującymi i zwiększającymi różnorodność. Zagraża jej natomiast jedno: agresywna ingerencja globalnej cywilizacji, eksploatacja zasobów Amazonii i stopniowe wypieranie jej rdzennych mieszkańców z terenów, na których żyli od tysięcy lat.

Powszechna wielojęzyczność oznacza, że języki Vaupés mają solidniejszą bazę użytkowników, niżby się mogło wydawać. Z pozoru 20 języków na 5–6 tys. ludzi (po stronie kolumbijskiej) oznacza, że na każdy język przypada średnio 250–300 użytkowników. Ale jeśli każdy zna średnio około czterech języków, to języki mają przeciętnie po 1000–1200 użytkowników. Nie wiadomo, na ile unikatowa jest sytuacja w Vaupés. Istnieje wiele słabo zbadanych miejsc na świecie (np. inne części Amazonii, Australia, Nowa Gwinea, Afryka Równikowa), gdzie podobne systemy być może istnieją, aczkolwiek nie zostały dotąd zauważone i opisane. W każdym razie jest to ciekawy przykład pokazujący, że niewielka liczebnie i rozproszona populacja może stworzyć warunki społeczne, które sprzyjają stabilnemu współistnieniu dużej liczby języków i jednocześnie wielojęzyczności. W kolejnych odcinkach miniserii pokażę kilka innych przypadków fascynującej różnorodności językowej i warunków, które ją umożliwiają.

Źródła i lektura dodatkowa

Najważniejsze informacje o ludziach i językach Vaupés:

https://anthropologyathome.files.wordpress.com/2014/08/babel-issue-8-august-2014-fish-people.pdf

https://doi.org/10.1017/CBO9780511611810.006

https://www.tandfonline.com/doi/abs/10.1080/01434632.1985.9994213

Nieco inna sytuacja po stronie brazylijskiej

https://www.jcu.edu.au/__data/assets/pdf_file/0009/936909/Multilingualism-and-ethnic-stereotypes.pdf

Kultura a genetyka populacyjna w północno-zachodniej Amazonii:

https://academic.oup.com/mbe/article/35/11/2719/5086311

9 thoughts on “Różnorodność językowa (1): Sieć wielojęzyczności w Vaupés (Kolumbia)

  1. Czy takie zróżnicowanie językowe przekłada się na brak wojen między ludźmi mówiącymi różnymi językami? Na ogół, chociaż nie zawsze, walczą ze sobą grupy mówiące różnymi językami. Np. na Nowej Gwinei zdaje się potyczki między plemionami są na porządku dziennym. Tam też zróżnicowanie językowe jest duże, tylko nie ma egzogamii językowej. Jak to jest w Vaupes?

    • W Vaupés coś takiego jak wojna motywowana różnicami językowymi jest właściwie nie do pomyślenia, bo język nie jest podstawą do wyróżniania “plemion”. Podstawowa jednostka organizacji społecznej i terytorialnej, jaką jest maloca, już w założeniu jest wielojęzyczna. To samo dotyczy grup sąsiedzkich (po angielsku “sibs”). Można powiedzieć, że wszystkie języki regionu są wspólną własnością i zawsze nakładają się na siebie “w terenie”.

      2
  2. Piotrze – a czy tam istnieje funkcja swata/tłumacza? Na ile te języki są do siebie podobne?

    • W ramach jednej rodziny (np. tukanoańskiej) mogą być do siebie podobne i częściowo wzajemnie zrozumiałe, ale sama idea egzogamii językowej wymaga, żeby różnice między nimi były spore. Inaczej małżeństwo z osobą mówiącą zbyt podobnym językiem byłoby traktowane jako rodzaj kazirodztwa. To, co językoznawca postrzega jako podobieństwo, niekoniecznie oznacza w praktyce niską barierę komunikacyjną. O ile się orientuję, instytucji tłumacza nie ma, ale przyjęło się używanie tukano jako lingua franca. Jego znajomość jest na tyle powszechna, że tłumacze nie są potrzebni. Jednocześnie celowo dba się o to, żeby tukano nie zastępował innych języków, obwarowując jego użycie rozmaitymi zwyczajowymi zakazami.

      • PS. To są, nawiasem mówiąc, języki fascynujące dla językoznawców ze względu na swoje osobliwości (dotyczy to także tukano), ale trudno o tym wszystkim opowiedzieć w jednej krótkie serii wpisów blogowych. Na przykład pięć stopni ewidencjalności (informacji o tym, skąd pochodzi przekazywana treść i na ile jest wiarygodna) wyrażanych obligatoryjnie za pomocą znaczników gramatycznych.

        • Absolutnie fascynujące. A czy jest instytucja nauczycielki/ nauczyciela, jeżeli do maloki przybywa żona niemówiąca którymś z używanych w tej wspólnocie języków? Czy też taka nowa osoba uczy się sama, niejako przez imersję, ew. z tym wspólnym tukano jako “wykładowym”?

          1
          • Nie ma instytucji nauczyciela/-ki języków, ale nieraz mąż już zna język żony, bo częste są małżeństwa z kobietami, których język rodowy jest ten sam, co matki męża. Mimo egzogamii językowej żona może być stosunkowo bliską kuzynką “po kądzieli”. Tego nie tylko obejmuje żadne tabu, ale tego typu małżeństwa bywają dobrze widziane. W innych przypadkach zapewne nauka odbywa się przez imersję, ale szczegółów nie znam. Musiałbym doczytać, co o tym piszą językoznawcy i antropolodzy, którzy tam pracowali.

            1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *